Core Satellite

Akcje ~3 min czytania

sposób budowy portfela, w którym dzielisz kapitał na dwie części o różnych zadaniach: stabilny rdzeń (core), który ma spokojnie pracować przez lata, i satelity, którymi próbujesz dorzucić coś ponad rynek. Jedna część pilnuje, żebyś nie zrobił sobie krzywdy. Druga daje pole do popisu.

Rdzeń robi robotę, a satelity mają robić zamieszanie

Dzielisz portfel na dwie skrzynki.

W pierwszej i większej, ląduje Twój core. To zwykle szerokie, tanie ETF-y na globalny rynek albo indeksy typu S&P 500. To jest fundament, który ma odwzorowywać rynek, kosztować grosze i nie wymagać od ciebie nerwowego klikania co tydzień. Szukasz spokoju i procentu składanego.

W drugiej i mniejszej skrzynce są satelity. Często pojedyncze spółki, indywidualne sektory, może rynki wschodzące, czasem coś jeszcze bardziej spekulacyjnego. To jest część, w której świadomie próbujesz pobić rynek i to jest część, w której masz prawo się mylić, bo ryzykujesz tylko ułamkiem całości.

Jakie proporcje? Klasycznie mówi się o czymś w stylu 70-80% w core i 10-20% w satelitach, ale to nie jest prawo fizyki. Im masz mniej czasu, wiedzy i nerwów, tym większy powinien być rdzeń. Tylko tyle. Równie dobrze możesz mieć 10% core i 90% satelit.

Po co tak kombinować?

Rozwiązuje to konflikt, który ma w głowie każdy inwestor.

Z jednej strony wiesz, że pasywne, tanie inwestowanie w szeroki rynek wygrywa z większością aktywnych prób na długim dystansie. Z drugiej i tak masz ochotę czasem postawić na coś, w co wierzysz i mieć w portfelu spółkę, o której chce ci się czytać. Core-Satellite mówi, żeby robić obie rzeczy, ale dobrze je rozdzielać i być tego świadomym.

Dzięki temu twoje "zabawki" nie sabotują emerytury. Jeśli satelita wybuchnie ci w rękach, rdzeń i tak stoi. Jeśli satelita jednak strzeli, to masz z tego realny bonus, nie psując sobie przy okazji fundamentu.

Dlaczego ta strategia ma sens?

  1. Koszty i podatki. Rdzeń z tanich ETF-ów ma niskie opłaty i niską rotację, więc nie oddajesz fortuny w prowizjach i podatkach. Drogie, częste klikanie zostawiasz tylko małej części portfela.
  2. Dyscyplina psychologiczna. To jest moim zdaniem największa zaleta. Człowiek i tak będzie chciał coś "potradować". Taka natura. Lepiej dać tej potrzebie wyznaczony kojec na 15% portfela niż udawać, że jej nie ma, i pewnego dnia wsadzić w jeden gorący typ połowę oszczędności.
  3. Elastyczność bez chaosu. Masz jasno wyznaczone ramy do działania. Tyle a tyle na rdzeń, tyle a tyle na satelity. Dzięki temu możesz reagować na okazje, dokładać motyw, w który wierzysz, wymieniać satelity między sobą i przez cały czas wiesz, gdzie jesteś. Struktura daje ci wolność ruchu w obrębie satelitów, jednocześnie nie pozwalając, żeby ten ruch rozjechał ci cały portfel.

Pułapki, na które trzeba uważać

Satelity, które puchną. Najczęstszy błąd: zaczynasz od 15% w satelitach, a po dwóch latach dorzucania "tej jednej okazji" masz 40%. Strategia działa tylko wtedy, gdy pilnujesz proporcji i regularnie wracasz do założeń.

Mylenie satelity z core. Pojedyncza spółka, w którą "mocno wierzysz", to nie jest rdzeń, choćby nie wiem jak solidnie wyglądała. Rdzeń to szerokość i nuda. Jak tylko zaczynasz nazywać ulubioną akcję fundamentem portfela, to robisz sobie wodę z mózgu.

Iluzja kontroli. Sam podział na core i satelity nie czyni cię lepszym inwestorem. Jeśli twoje satelity to przypadkowe typy z internetu, struktura ci nie pomoże. Dalej przegrasz z rynkiem mniejszą częścią kapitału. .

Core-Satellite to nie strategia "jak pobić rynek" tylko strategia "jak nie dać się ponieść i przy okazji zostawić sobie trochę miejsca na zabawę". Rdzeń zarabia po cichu. Satelity dają ci powód, żeby w ogóle chciało ci się tym żyć.

Rdzeń jest po to, żeby nie zbankrutować. Satelity są po to, żeby się nie znudzić.
- DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.