Wstęp
W internetowej bańce z 2000 roku Cisco było najwyżej wycenianą spółką świata z kapitalizacją 555 miliardów dolarów. Ciena była w czołówce hossy infrastrukturalnej, kurs wystrzelił 15-krotnie w 18 miesięcy, a Nokia kontrolowała 40% globalnego rynku telefonów komórkowych i była swego czasu europejskim Apple.
Potem przyszedł krach dot-com. Cisco i Ciena spadły po kilkadziesiąt procent, a Nokia rozpoczęła dwudziestoletnią agonię, w której straciła wszystko poza nazwą, ale te spółki dalej żyją i funkcjonują. Te same trzy spółki, dwadzieścia kilka lat później, znów rosną parabolicznie i teraz mają ku temu nawet więcej powodów. Cisco +60% w 2026 roku. Ciena ponad 10-krotnie od 2024 roku. Nokia w nowym partnerstwie z Nvidią za miliard dolarów. Jedni krzyczą, że to „powtórka z 1999 roku!”, inni poświęcają trochę więcej czasu na myślenie i starają się zrozumieć, o co w tym naprawdę chodzi.
W tym materiale rozkładam dla was te wzrosty po kolei i pokażę, dlaczego dawne gwiazdy technologicznej hossy znowu rosną i czy to na dziś dalej okazje dla portfela.
Gwiazdy internetowej bańki znów rosną dzięki AI. Czy historia się powtarza?
Bańka dot-com, AI i powrót dawnych gwiazd technologii
Bańka internetowa z przełomu lat 90. i 2000 roku do dziś pozostaje jednym z najbardziej pouczających momentów w historii rynku. Wtedy inwestorzy uwierzyli, że Internet zmieni wszystko. Mieli rację. Problem polegał na tym, że giełda wyceniła tę przyszłość zbyt szybko, zbyt agresywnie i zbyt bezkrytycznie.
Po pęknięciu bańki indeks Nasdaq runął o ponad 70%, a wiele spółek, które wcześniej uchodziły za symbole nowej gospodarki, stało się symbolem rozczarowania i giełdowej euforii oderwanej od fundamentów.
Dziś tamte gwiazdy wracają na radar inwestorów, ale w zupełnie innym kontekście. Nie chodzi tym razem o prostą powtórkę z hossy internetowej, ale o nową falę inwestycji infrastrukturalnych napędzaną sztuczną inteligencją. AI nie istnieje w próżni. Nie wystarczą same chipy, efektowne modele językowe i serwery wypełnione procesorami graficznymi. Cały ten system musi jeszcze przesyłać, synchronizować i przetwarzać ogromne ilości danych. Im większe centra danych, im bardziej złożone modele i im większy ruch między serwerami, tym większe znaczenie ma cała warstwa sieciowa.
Dlatego firmy, które przez lata wydawały się zapomnianymi bohaterami poprzedniej technologicznej epoki, znów się rozgrzewają i przyciągają uwagę. Cisco, Nokia czy Ciena wracają na radar dlatego, że nowa rewolucja technologiczna potrzebuje starej, ale unowocześnionej infrastruktury. Sztuczna inteligencja być może kojarzy się głównie z oprogramowaniem, ale pod spodem jest bardzo fizyczna. To kable, przełączniki, światłowody i setki innych elementów infrastruktury sieciowej.
To nie oznacza automatycznie, że mamy przed sobą drugą młodość wszystkich dawnych gwiazd internetu. Na razie można powiedzieć jedno. Część dawnych symboli hossy internetowej rzeczywiście odnalazła się w nowych standardach technologicznych. Nie są już wyłącznie reliktami poprzedniej epoki. Stały się elementem infrastruktury, bez której obecna fala AI może mieć problem z dalszym skalowaniem. To jest główny powód, dla którego inwestorzy znów zaczęli na nie patrzeć.
Warto na starcie zrozumieć, jak duża jest skala obecnej fali inwestycyjnej w infrastrukturę AI. Bo to właśnie ona napędza wzrosty Cisco, Cieny czy Nokii.
Microsoft w roku fiskalnym 2026 wyda na infrastrukturę technologiczną ponad 100 miliardów dolarów. Alphabet około ponad 150 miliardów. Meta ponad 120. Amazon około 200 miliardów. Łącznie czterech największych hyperscalerów wyda w ciągu roku ponad 600 miliardów dolarów na infrastrukturę. Te wydatki praktycznie potroiły się w kilka lat.
Pieniądze te muszą gdzieś trafić. Część idzie do Nvidii za GPU. Część do TSMC za produkcję chipów. Spora część płynie też jednak do firm, które dostarczają sieci, przełączniki, routery, optykę i infrastrukturę telekomunikacyjną dla nowych centrów danych.
Dlatego „drugie życie” tych spółek nie jest spekulacją medialną. To konsekwencja konkretnego strumienia pieniędzy, który płynie od firm z największym cashflow na świecie do producentów infrastruktury sieciowej.
Cisco: od fundamentu internetu do zaplecza sztucznej inteligencji
Cisco było jedną z najważniejszych spółek bańki internetowej. Dla poprzedniej hossy było niemal tym, czym dziś jest Nvidia. Fundamentem. Na przełomie lat 90. i 2000 roku rynek traktował ją jak firmę, która sprzedaje podstawową infrastrukturę pod nową cyfrową gospodarkę. Internet miał rosnąć, firmy miały się podłączać do sieci, ruch danych miał eksplodować, a Cisco miało na tym zarabiać, dostarczając sprzęt i rozwiązania potrzebne do budowy tej całej infrastruktury. Czyli, gdy inni obiecywali, że Internet zmieni handel, media i komunikację, Cisco miało zarabiać na tym, że ten Internet trzeba było fizycznie zbudować.
Ich oferta koncentrowała się wtedy na routerach. Sprzedawali też przełączniki, czyli urządzenia łączące komputery i serwery wewnątrz jednej sieci lokalnej (LAN). Oprócz tego w ofercie mieli oprogramowanie Cisco IOS — autorski system operacyjny zarządzający sprzętem sieciowym. IOS stał się faktycznym standardem branżowym. Inżynierowie sieciowi na całym świecie uczyli się komend specyficznych dla systemu Cisco.
Spółka stała się jednym z ulubieńców inwestorów w czasie hossy dot-com. Akcje Cisco wzrosły w krótkim czasie o ponad 1000%, a w 2000 roku Cisco stało się jedną z największych firm świata pod względem kapitalizacji. Wtedy wydawało się, że popyt na sieci, routery i sprzęt telekomunikacyjny będzie rósł bez końca. Rynek przesadził jednak z rozmachem i wycenił scenariusz natychmiastowych efektów, braku cykliczności i braku jakiegokolwiek potknięcia.
W roku 2000 Cisco osiągało już przyzwoity wskaźnik P/E na poziomie ok. 200x P/E. Dla porównania dziś Nvidia jest wyceniana na około… 33x P/E.
Cisco zmieniło się przez te lata w dojrzałego giganta technologicznego. Nie było już traktowane jak ekscytująca spółka wzrostowa, tylko jak solidny dostawca infrastruktury sieciowej dla firm, operatorów, centrów danych i administracji. Biznes ważny, rentowny i obecny praktycznie wszędzie, ale dla rynku mało efektowny. Cisco zaczęło kojarzyć się bardziej ze stabilnym cash flow, dywidendą i korporacyjną informatyką niż z wielką technologiczną rewolucją.
Teraz ta percepcja zaczyna się zmieniać ponownie, bo sztuczna inteligencja przesuwa uwagę inwestorów z samych chipów na całą infrastrukturę potrzebną do działania AI. Modele AI nie działają wyłącznie dzięki procesorom graficznym. Potrzebują centrów danych, bardzo szybkich połączeń, przełączników, zabezpieczeń, infrastruktury sieciowej i rozwiązań, które pozwalają przesyłać ogromne ilości danych między serwerami. Tu Cisco znowu pasuje do rynkowej narracji jako firma dostarczająca część zaplecza, bez którego ten boom nie może się łatwo skalować.
Pod względem finansowym Cisco wygląda solidnie. Przychody wzrosły z około 25 mld dolarów w 2005 roku do ponad 60 mld dolarów w ciągu ostatniego roku, więc skala biznesu wyraźnie się zwiększyła. Problem w tym, że ten wzrost był rozciągnięty na prawie dwie dekady i po drodze mocno nierówny.
Największa jego część została wygenerowana do 2013 roku. Większość ubiegłej dekady upłynęła z kolei pod znakiem stagnacji, gdzie przychody raz rosły, raz spadały, raz rosły, a raz spadały i tak w kółko. Tak naprawdę dopiero ostatnie lata przyniosły tutaj jakiś przełom. Ostatnie wzrosty kursu są więc głównie pokłosiem wizji, że wieloletnia stagnacja zamieni się we wzrost.
W samym 2026 roku kurs Cisco wystrzelił już o 60% głównie dzięki zamówieniom ze strony Big Tech, a zarząd Cisco radykalnie podniósł prognozę oczekiwanych zamówień na cały rok 2026 z wcześniejszych 5 mld USD do około 9 mld USD.
Realizacja takich umów faktycznie pozwoli spółce wyjść ze stagnacji, a brak stagnacji to inne mnożniki wyceny. Wyprzedzający wskaźnik P/E dla Cisco przez ostatnią dekadę oscylował w okolicy 15x. Teraz spółce udało się wypracować sobie re-rating do okolicy 25x P/E. To jednak w przypadku Cisco głównie efekt zmiany oczekiwań, a nie realnej zmiany biznesu. Przynajmniej na razie.
Zamówienia Big Tech i trzy linie wzrostu Cisco
Te 9 miliardów zamówień od Big Tech w roku fiskalnym 2026 to nie jest abstrakcyjna liczba. To konkretne kontrakty na konkretne produkty, w trzech kluczowych kategoriach.
Pierwszy obszar to przełączniki Ethernet do centrów danych AI. Cisco właśnie wypuszcza nową generację przełączników Silicon One, które są zaprojektowane specyficznie pod ruch między tysiącami GPU w jednym klastrze AI. To urządzenia, których 5 lat temu nie było, bo nie było takiego ruchu danych generowanego przez sztuczną inteligencję.
Drugi obszar to optyka pluggable. Cisco kupiło Acacia Communications za 4,5 miliarda dolarów w 2021 roku właśnie dlatego, żeby wejść w segment ultraszybkich modułów optycznych. Dziś ten zakup zaczyna się zwracać, bo właśnie tych modułów potrzebują centra danych AI w gigantycznych ilościach.
Trzeci obszar to bezpieczeństwo sieciowe. Cisco rozbudowało swoją ofertę security przez kilka akwizycji ostatnich lat, w tym Splunk za 28 miliardów dolarów w 2024 roku. Spółka pozycjonuje się więc jako „pełen stack” dla korporacji: sieć plus bezpieczeństwo plus analityka w jednym ekosystemie.
Inwestor, który dziś kupuje Cisco, kupuje spółkę z trzema realnymi liniami wzrostu, a nie jedną. To jest fundamentalna różnica vs Cisco z 2000 roku, gdzie cały biznes opierał się głównie na routerach dla nowych firm internetowych.
Cisco to pewna historia o powrocie zainteresowania stabilnym gigantem bardziej niż czyste spekulacyjne szaleństwo. Inwestorzy cieszą się, że wzrost w ogóle zapukał do ich drzwi, a nie oczekują, że będzie on teraz stale dwucyfrowy.
To jednak nie jedyna gwiazda ubiegłej dekady, która powstaje niczym feniks z popiołu. Być może nawet ciekawszym przypadkiem jest druga spółka.
Ciena: światłowody, Data Center Interconnect i druga fala infrastruktury
Ciena to jeden z najbardziej „czystych” przykładów spółki infrastrukturalnej z czasów bańki internetowej. Nie budowała portali, sklepów online ani wyszukiwarek. Zajmowała i wciąż zajmuje się sprzętem dla sieci optycznych, przede wszystkim rozwiązaniami pozwalającymi operatorom telekomunikacyjnym zwiększać przepustowość światłowodów i przesyłać większe ilości danych. Rynek kupował więc prostą historię: skoro Internet będzie rósł, to firmy dostarczające technologię do transmisji danych będą jednymi z największych zwycięzców. Sama teza była logiczna, ale nie uwzględniła przeinwestowania.
To skończyło się spektakularnie. Kurs Cieny najpierw wystrzelił w krótkim czasie około 15 razy, potem został praktycznie zmielony i spadł o 97%. Po pęknięciu bańki internetowej okazało się, że w branży telekomunikacyjnej powstała gigantyczna nadpodaż infrastruktury, wielu klientów ograniczyło inwestycje, a cały sektor sprzętu sieciowego wszedł w bardzo bolesny okres oczyszczania.
Ponad 90% nowo położonych kabli stało się tzw. „ciemnymi światłowodami” (dark fiber). Fizycznie istniały, ale nigdy ich nie aktywowano, bo brakowało dla nich ruchu i popytu. Rynek został nagle zalany gigantyczną ilością nieużywanego sprzętu.
Ta gigantyczna nadpodaż doprowadziła do fali spektakularnych bankructw i wieloletniej stagnacji w sektorze hardware’owym. Paradoksalnie jednak to właśnie ta nadmiarowa, tania infrastruktura, sfinansowana przez zbankrutowanych inwestorów, stworzyła techniczny fundament pod późniejszy, masowy rozwój internetu szerokopasmowego i usług ery Web 2.0.
Tak czy inaczej Ciena była spółką, która wybitnie mocno oberwała ze względu na tę nadpodaż. Podczas gdy poprzednia spółka, którą omawiałem, czyli Cisco, spadła na przychodach w 2002 roku „jedynie” o 24% i wróciła do rekordowych poziomów sprzedaży już trzy lata później, to przychody Ciena spadły w 2001 roku o kosmiczne 80%, a spółka wróciła do nowych rekordów sprzedaży dopiero w 2010 roku, czyli już po kolejnej bessie z 2008 roku, kiedy świat dawno zapomniał o boomie na internet. W tym wypadku więc nie mieliśmy do czynienia tylko z przesadną wyceną i dobrym biznesem. Tutaj zawiodło i jedno, i drugie.
Dlatego Ciena przez lata nosiła na sobie piętno spółki z bańki internetowej. To była firma z realną technologią, ale też z historią giełdowego upadku, której inwestorzy długo nie potrafili zapomnieć.
Dziś ta sama infrastrukturalna logika wraca, tylko w innym kontekście. Ze względu na ograniczenia energetyczne, wielkie klastry AI są coraz częściej rozproszone geograficznie. Ciena dominuje w segmencie połączeń między centrami danych, dostarczając ultraszybkie systemy optyczne, które pozwalają oddalonym ośrodkom współpracować ze sobą bez opóźnień, niczym jeden wielki superkomputer.
Kluczem do sukcesu spółki jest technologiczna przewaga. Jej najnowsze procesory WaveLogic 6 Extreme umożliwiają transmisję danych z imponującą prędkością, drastycznie redukując koszty operacyjne.
W erze kryzysu energetycznego istotna jest energooszczędność. Rozwiązania fotoniczne Cieny zużywają znacznie mniej prądu, uwalniając cenne megawaty, które operatorzy mogą przeznaczyć na zasilanie ważniejszych elementów, np. GPU od Nvidii. I tak oto rozwiązania optymalizujące tempo i koszty przesyłania danych zaczęły przeżywać drugi boom po ponad 25 latach od pierwszego.
Żeby zrozumieć, jak konkretnie Ciena zarabia, warto zerknąć na segment, w którym jest absolutnym liderem: DCI, czyli Data Center Interconnect. To są ultraszybkie połączenia optyczne między centrami danych, które pozwalają wielkim klastrom AI pracować jak jeden superkomputer, mimo że fizycznie są oddalone o setki kilometrów.
Rynek Data Center Interconnect rośnie dwucyfrowo i według różnych szacunków może osiągnąć ok. 18–24 mld USD w 2027 r. Ciena należy do ścisłej czołówki dostawców rozwiązań DCI, konkurując przede wszystkim z Cisco, Nokią, Huawei, Juniperem i Infinerą.
Co napędza ten rynek? Energia. Nowe duże centrum danych AI potrzebuje 100–500 megawatów mocy. Trudno znaleźć jedną lokalizację, która ma dostępne takie zasilanie. Dlatego hyperscalerzy budują wiele mniejszych centrów danych w różnych miejscach i łączą je optyką w jeden klaster, a żeby je połączyć, kupują sprzęt Cieny.
Ten konkretny mechanizm jest fundamentalnie inny niż 2000 rok. Wtedy Ciena sprzedawała optykę telekomom, którzy budowali „internet na zapas”. Dziś sprzedaje optykę Microsoftowi i Amazonowi, którzy budują infrastrukturę pod realne obciążenia operacyjne już dziś.
Giełda już mocno to wyceniła: od 2024 roku cena akcji Cieny wzrosła ponad dziesięciokrotnie. Jednak mimo tego rajdu cena akcji nie wróciła jeszcze do szczytów z okresu bańki internetowej, a to dlatego, że pomimo wzrostu przychodów spółka nigdy nie osiągnęła trwałego i stabilnego wzrostu zysków.
Wzrost ceny akcji pokazuje, że rynek widzi realne przesunięcie popytu. Jednocześnie tak duży rajd oznacza bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Dziś rynek może zacząć zadawać pytanie, czy Ciena korzysta z obecnego boomu na tyle mocno, żeby uzasadnić skalę wcześniejszego wzrostu kursu.
Tego dowiemy się w przyszłości, ale patrząc na przyszłe prognozy zysku operacyjnego, rynek naprawdę oczekuje radykalnej zmiany działalności operacyjnej spółki, bo EBIT w kolejnych trzech latach ma według analityków wręcz wystrzelić.
Wycena mnożnikowa pomimo prognozowanych dynamik wzrostu wydaje się już dziś jednak mocno wymagająca. Po latach utrzymywania się na poziomie EV/EBITDA w okolicy 10x spółka obecnie wystrzeliła na EV/EBITDA w okolicy 60x. Widzimy więc, że spora część tego szalonego rajdu wynika z re-ratingu, który zakłada radykalną poprawę perspektyw wzrostu w przyszłości.
Nokia: od europejskiego Apple do infrastruktury AI-RAN
Pora na ostatni przykład - Nokia. Nokię warto pokazać inaczej niż Cisco czy Cienę, bo ona była symbolem nie tylko bańki technologicznej, ale też całej epoki mobilnej. Na przełomie lat 90. i 2000 roku Nokia była europejskim gigantem, który wydawał się niemal nie do ruszenia. Telefony komórkowe stawały się produktem masowym, świat dopiero przyzwyczajał się do tego, że każdy będzie nosił telefon w kieszeni, a Nokia była dla tej zmiany tym, czym później Apple stał się dla smartfonów. Miała markę, skalę, dystrybucję i wrażenie technologicznej dominacji.
W czasie bańki internetowej rynek patrzył na Nokię jak na jednego z głównych beneficjentów cyfrowej przyszłości. To nie była klasyczna spółka „dot-com”, która sprzedawała obietnicę bez biznesu. Nokia naprawdę zarabiała, naprawdę rosła i naprawdę była liderem rynku. Nic dziwnego, że inwestorzy rzucili się na jej akcje, a w czasie technologicznej euforii kurs szybko wzrósł ponad dziesięciokrotnie. Głównym motorem kosmicznej wyceny była teza, że Internet przeniesie się z biurek wprost do kieszeni konsumentów. Nokia była pionierem technologii, która umożliwiała korzystanie z internetu na komórce. Inwestorzy wierzyli, że to właśnie helsińska spółka będzie kontrolować „portal wyjściowy”, przez który miliardy użytkowników uzyskają dostęp do mobilnej sieci.
Nadchodząca technologia 3G miała z kolei zmienić telefony w kieszonkowe centra dowodzenia z pierwszym dostępem do Internetu. Niestety wczesny mobilny Internet (WAP) okazał się powolny, drogi i nieużyteczny dla masowego odbiorcy. Technologia drastycznie nie nadążyła za oczekiwaniami rozbudzonymi przez Wall Street, co zamroziło prognozowany boom na wymianę urządzeń mobilnych. Natomiast kiedy technologia już dorosła do masowego konsumenta, to rynek został Nokii odebrany przez producentów smartfonów, gdzie Nokia zaspała. Po tej zmianie liderów na rynku urządzeń mobilnych Nokia trafiła do worka spółek zapomnianych.
Dla wielu inwestorów Nokia nadal kojarzyła się bardziej z utraconą potęgą niż z nową szansą. Spółka musiała więc nie tylko przebudować biznes, ale też odkleić się od własnej legendy. Z firmy kojarzonej z telefonami stała się graczem od infrastruktury sieciowej, telekomunikacji, optyki i przesyłania danych.
Dzisiaj fińskie przedsiębiorstwo to potężny, globalny dostawca infrastruktury sieciowej B2B, technologii chmurowych oraz oprogramowania dla telekomunikacji i korporacji. Biznes Nokii koncentruje się na trzech głównych filarach: sieciach mobilnych, w tym stacjach bazowych i technologii 5G, usługach chmurowych oraz kluczowym obecnie segmencie infrastruktury sieciowej.
Jak więc spółka zarabia na rewolucji AI? Nokia zaczyna zarabiać przede wszystkim na koncepcji przekształcenia wież telekomunikacyjnych w rozproszone centra inferencyjne. Dla przypomnienia inferencja w AI to na przykład proces, kiedy model LLM odpowiada wam na wasze pytanie.
Kluczowym momentem dla tego story był przełomowy październik 2025 roku, kiedy Nvidia zainwestowała w Nokię miliard dolarów, aby wspólnie rozwijać architekturę AI-RAN, czyli sztuczną inteligencję w radiowych sieciach dostępowych. W 2026 roku technologia ta wyszła z fazy laboratoryjnej i jest już komercyjnie pilotowana przez takich gigantów jak T-Mobile US, SoftBank czy Indosat.
Nokia nie zarabia jednak na wynajmie samych masztów, ale na dostarczaniu unikalnego oprogramowania, platform obliczeniowych i architektury sieciowej, które umożliwiają wspomniany proces inferencji.
Tradycyjna wieża komórkowa przetwarza sygnał radiowy za pomocą dedykowanych układów scalonych. Wizja Nokii i Nvidii polega na zastąpieniu tych klasycznych układów sprzętem Nvidii.
W takim układzie głównym źródłem przychodów Nokii jest tutaj jej autorskie oprogramowanie anyRAN. Działa ono jak warstwa, która pozwala na tej samej karcie graficznej uruchomić jednocześnie dwa zupełnie różne procesy: obsługę ruchu komórkowego i właśnie inferencję modeli sztucznej inteligencji, np. lokalne przetwarzanie obrazu z kamer miejskich czy zarządzanie autonomicznymi robotami w okolicy.
Mało tego. Ruch telekomunikacyjny ma charakter wybitnie cykliczny. Szczyt przypada na dzień i godziny szczytu komunikacyjnego, natomiast w nocy infrastruktura drastycznie się nudzi.
Nokia umożliwia operatorom telekomunikacyjnym, swoim klientom, monetyzację tych pustych przebiegów. Kiedy procesory GPU na wieżach nie są w 100% obciążone obsługą połączeń telefonicznych, operator może wynająć tę moc obliczeniową zewnętrznym firmom do lokalnej inferencji AI. Nokia zarabia tu na licencjach za sposoby zarządzania tymi dynamicznymi zasobami obliczeniowymi.
Dlaczego Nvidia inwestuje w Nokię miliard dolarów?
Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: dlaczego Nvidia w ogóle inwestuje miliard dolarów w Nokię, skoro mogłaby po prostu sprzedać jej infrastrukturę i zarobić? Odpowiedź wynika ze struktury rynku telekomunikacyjnego.
Globalny rynek wież telekomunikacyjnych ma kilkuset operatorów, ale tylko kilku globalnych dostawców sprzętu. Główni gracze to Ericsson, Nokia i Huawei. Huawei jest dla Stanów Zjednoczonych geopolitycznie niedostępne - nie sprzedaje się tam ich sprzętu. Ericsson to drugi największy dostawca, ale jest skoncentrowany na rynkach europejskich i ma wąską ofertę produktową. Nokia jest dla Nvidii jedynym realnym partnerem na rynku amerykańskim i większości rynków zachodnich do tej współpracy.
Plus Nokia ma kluczowy zasób, którego Nvidia nie ma: relacje z operatorami telekomunikacyjnymi i certyfikacje regulacyjne na całym świecie. Wbudowanie GPU Nvidii w wieże telekomunikacyjne wymaga lat certyfikacji bezpieczeństwa, kompatybilności z istniejącymi systemami, integracji z oprogramowaniem operatorów. Nokia ma to wszystko już zrobione.
Dla Nvidii inwestycja w Nokię to nie jest „wspieranie partnera”. To jest kupowanie dostępu do rynku, którego inaczej Nvidia nie miałaby. A dla Nokii to jest największa szansa na restrukturyzację biznesu od czasu opuszczenia rynku telefonów komórkowych. To dlatego ta transakcja jest dla Nokii fundamentalnie inna niż wcześniejsze próby restrukturyzacji.
Brzmi ona chyba najciekawiej spośród wszystkich trzech spółek, ale spośród tej trójki Nokia wygląda finansowo najsłabiej. Przychody stopniały z ponad 34 mld euro w 2005 roku do około 20 mld euro dziś, a między tymi dwiema liczbami jest przepaść, dosłowna i przenośna. To nie jest historia spokojnego wzrostu. To historia firmy, która straciła imperium i przez lata szukała nowego miejsca.
Zysk operacyjny przez długi czas dawał podobny obraz: lata strat, lata odbudowy i wreszcie dzisiaj plus po właściwej stronie, ale bez cienia dawnej chwały. Dlatego obecny wzrost kursu to przede wszystkim zakład. Zakład, że Nokia naprawdę znalazła swoje nowe miejsce w infrastrukturze sieciowej, optyce i AI, i że tym razem nie da się zepchnąć. Obecna sytuacja na rynku przywołuje porównania z sytuacją z przełomu wieków.
Czy obecny boom AI to powtórka z 2000 roku?
Znowu mamy nową technologię, która ma zmienić gospodarkę. Znowu mamy ogromne oczekiwania, gigantyczne inwestycje infrastrukturalne i spółki, które sprzedają „łopaty i kilofy” dla kolejnej cyfrowej rewolucji. Wtedy był to Internet, dziś jest to sztuczna inteligencja. Wtedy inwestorzy kupowali narrację o globalnej sieci, e-commerce, telekomach i światłowodach. Dziś kupują narrację o centrach danych, chipach, optyce, chmurze i modelach AI. Mechanizm psychologiczny jest podobny: rynek widzi wielką zmianę technologiczną i próbuje znaleźć firmy, które będą na niej zarabiać przez lata.
Ale na tym proste analogie zaczynają się kończyć. W 2000 roku wiele firm było wycenianych głównie na podstawie obietnicy przyszłości. Część nie miała stabilnych przychodów, część nie miała zysków, a część działała w modelach biznesowych, których rynek jeszcze nie zdążył zweryfikować. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Najwięksi beneficjenci boomu AI mają realne przychody, ogromnych klientów, zamówienia, gotówkę i konkretne produkty. Centra danych faktycznie powstają. Hyperscalerzy faktycznie wydają dziesiątki miliardów dolarów. Sieci faktycznie muszą przenosić coraz więcej danych. To nie jest czysta fantazja.
Różnica polega też na tym, że obecna fala inwestycji jest w dużej mierze finansowana przez największe i najbardziej dochodowe firmy świata. Microsoft, Amazon, Alphabet czy Meta nie są małymi spółkami bez zysków, które próbują przekonać rynek do pięknej wizji przyszłości. To firmy generujące gigantyczne przepływy pieniężne, które mogą pozwolić sobie na wieloletni cykl inwestycyjny.
Cisco, Ciena i Nokia: okazja czy pułapka dla inwestora?
Czy te trzy spółki: Cisco, Ciena, Nokia to dziś okazja, czy pułapka?
Moja odpowiedź jest taka. Każda z tej trójki jest dziś w fundamentalnie innym położeniu, mimo że narracja medialna wrzuca je do jednego worka „starych gwiazd dot-com, które wracają”.
Cisco to najbardziej „fundamentalny” zakład z tej trójki. Realne zamówienia, realne produkty, realna dywidenda, umiarkowana wycena.
Ciena to najbardziej „spekulacyjny” zakład z tej trójki. Wzrost 10-krotny od 2024 roku przy EV/EBITDA 60x oznacza, że rynek już wycenił świetlaną przyszłość. Jeśli ona się ziści - spółka dalej urośnie. Jeśli się nie ziści lub po prostu zwolni, to będzie pierwszą w korekcie. To jest pozycja dla agresywnego inwestora, który akceptuje wysoką zmienność.
Nokia to pozycja „binary”. Albo partnerstwo z Nvidią faktycznie wystartuje na skali komercyjnej i Nokia zbuduje sobie nowy biznes wart 50–100 miliardów dolarów, albo to się nie uda i spółka wraca do swojej dwudziestoletniej stagnacji. Trudno przewidzieć, jak się to skończy, ale ryzyko i nagroda są wyższe niż w pozostałych dwóch.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









