OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

06 paź 202621 min czytania

Wstęp

FinWeekowe déjà vu będzie, bo w sumie to prawie każdy news tego tygodnia już kiedyś widzieliśmy. To jak z Cymcolem. Cymcol po lewej, Cymcol po prawej, Cymcol tyłem, Cymcol przodem. Wszystko już było.

Prezes Microna też już kiedyś ogłaszał na konferencji wynikowej, że branża pamięci przestała być cykliczna. W 2018 roku… na szczycie poprzedniego cyklu, dwanaście miesięcy przed tym, jak ceny DRAM spadły o połowę. Teraz znowu powiedział, że cyklu nie będzie.

Brytyjski rząd za to wskrzesił sobie program Help to Buy, o którym własny raport rządu napisał, że podbił ceny mieszkań, a w efekcie deweloperzy rosną 10 procent w dzień.

Nubank spadł z kolei 10 procent na plotce o przejęciu, po czym okazuje się, że plotka to plotka… jak każda plotka, i odbił do tego, skąd spadał.

Z kolei Zuckerberg robi to, co Zuckerberg robi od lat, tylko w nowej skali. Podkupuje sobie ludzi. Tym razem nie firmę, tylko prezesa i to dzień przed tym, jak ten prezes miał prowadzić Dzień Inwestora swojej własnej spółki. MongoDB dowiedziało się z X i zrobiło minus dwadzieścia procent. Wszystko to już BYYYYYŁO, tylko że déjà vu ma jedną zaletę. Kto pamięta pierwszy raz, zarabia na drugim.

Ale… żeby nie było. Są też rzeczy, których nie było. OpenAI urosło w jeden kwartał z 40 do 70 miliardów rocznych przychodów, a inflacja w Stanach… spadła, bo urząd przeliczył to, o czym mówiłem miesiąc temu. Dokładnie to, o czym wtedy mówiłem. Do tego El Niño wpływa na ceny cukru, a Trump zakazuje kredytów studenckich na kierunki, które nie dają pracy i w sumie… ma to sens. Lecimy.

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

OpenAI dobija do 70 mld dolarów przychodu

Nie uwierzycie, ale znowu muszę zacząć ten FinWeek od sztucznej inteligencji. Sorry. To ten sektor kieruje rynkową hossą. Wińcie jego. Jak hossę przejmą borówkarze, to będzie częściej o borówkach. W teorii wiele się w AI nie wydarzyło w ostatnim tygodniu, ale tylko w teorii, bo DevDay od OpenAI trochę namieszał.

Jeszcze w sierpniu roczne przychody OpenAI szacowano na nieco ponad 40 miliardów dolarów. Teraz, niecałe dwa miesiące później, podaje się, że to już blisko 70 miliardów. Wzrost o ponad 70% od początku lipca. W ciągu jednego kwartału! To najważniejsza liczba tego tygodnia i wcale nie dlatego, że dotyczy OpenAI. Najwięcej znaczy dla całego ekosystemu skupionego dookoła OpenAI. Między innymi dla Oracle, nad którym od miesięcy wisiało pytanie, czy jego największy klient, czyli właśnie OpenAI, w ogóle będzie w stanie płacić rachunki. Nie wiadomo jeszcze, czy będzie, ale na pewno szansa na to wzrosła.

ARR to przychody z ostatniego miesiąca pomnożone przez dwanaście. Nie jest to więc wynik za cały rok, tylko obraz tego, jak szybko firma zarabia dziś. Najciekawsze jest jednak to, skąd bierze się wzrost. To przychody od klientów biznesowych wzrosły od lipca ponad dwukrotnie, a to o tyle ważne, że na rynku firmowym od dawna prowadził Anthropic. OpenAI kojarzyło się głównie z ChatGPT dla zwykłych użytkowników. Teraz wyraźnie odrabia straty i dodatkowo nie zwalnia z tempem rozwoju wśród klientów indywidualnych. W samym trzecim kwartale OpenAI zarobiło na nich więcej niż przez cały 2025 rok, czyli OpenAI daje pierwsze sygnały, że może mieć ciastko i zjeść ciastko. Ma szansę zdobyć część rynku dla firm, ale też dominować wśród konsumentów. Anthropic skupi się w zasadzie wyłącznie na firmach i o konsumenta nie walczy wcale. W długim terminie to według mnie błąd. Największe biznesy świata muszą być oparte o konsumenta indywidualnego i tak też jest teraz.

Dlaczego to tak ważne dla Oracle? OpenAI zobowiązało się kupić od Oracle moc obliczeniową za około 300 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat, licząc od 2027 roku. Wychodzi średnio około 60 miliardów dolarów rocznie, choć płatności nie muszą rozkładać się równo. Jeszcze niedawno, przy przychodach OpenAI na poziomie około 40 miliardów, wyglądało to absurdalnie. Klient miał co roku płacić jednemu dostawcy więcej, niż wynosiły jego całe przychody. To był najmocniejszy argument pesymistów, którzy grali przeciwko Oracle.

Tym bardziej że na OpenAI przypada mniej więcej połowa zamówień, które Oracle ma w portfelu. Teraz te proporcje wyglądają zupełnie inaczej. Rynek to zauważył i we wtorek akcje Oracle zyskiwały nawet 8%.

Czy to znaczy, że problem Oracle zniknął? Nie. Spółka wciąż musi te centra danych zbudować i sfinansować, w dużej mierze z długu, a potem jeszcze na nich zarobić, ale ryzyko kontrahenta, czyli ryzyko, że druga strona nie wywiąże się z umowy, jest dziś dużo mniejsze niż kwartał temu.

OpenAI i Anthropic nie są notowane, a mimo to co kwartał ruszają kursami kilkunastu spółek, które notowane są. Po stronie OpenAI, poza Oracle z połową backlogu, jest CoreWeave z wynajmem mocy, Microsoft z udziałem i Azure, Broadcom i AMD z kontraktami na chipy.

Po stronie Anthropica jest np. Amazon, który wpakował tam miliardy i trenuje ich modele na własnych chipach. Dlatego obserwowanie biznesu tych dwóch labów to nie tylko ciekawostka, ale informacje, które mają przełożenie na cały ekosystem już notowanych podmiotów.

W tym samym tygodniu rzekomo również „wyciekł” prospekt emisyjny Anthropic, czyli dokument, który spółka musi przygotować przed wejściem na giełdę. Pierwszy opisał go Reuters. Financial Times miał też rzekomo potwierdzić jego treść u kilku osób. Wychodzi z niego, że w całym ubiegłym 2025 roku Anthropic miał około 4,6 miliarda dolarów przychodów. Dwanaście razy więcej niż w 2024. W samym drugim kwartale tego roku przychody miały już jednak wynosić 11,5 miliarda dolarów. Powtórzę. W SAMYM drugim kwartale. Rok wcześniej to było 4,6 przez cały rok.

Do tego spółka jest na dobrej drodze do drugiego z rzędu kwartału z zyskiem operacyjnym, choć liczonym w ujęciu skorygowanym.

Zanim jednak ktoś zacznie otwierać szampana, to po drugiej stronie są jeszcze koszty. Anthropic zobowiązał się wydać w kolejnych latach 518 miliardów dolarów na chmurę i infrastrukturę. Ta sama historia co w OpenAI. Gigantyczne rachunki za moc obliczeniową, które trzeba opłacić z rosnących przychodów. Dopóki rosną w tak absurdalnym tempie, ryzyko jest jednak minimalne.

Swoją drogą ten cały „wyciek” wygląda jak ustawka. Średnio wierzę, że prospekt najszybciej rosnącej firmy w historii świata tak po prostu był „wyciekiem”. Podejrzewam raczej, że samej spółce zależało na tym, żeby znów nieco rozgrzać atmosferę i hype wokół siebie po tym, jak uwagę inwestorów AI zaczęła bardziej przyciągać Meta ze swoją a’la Labubu maskotką niż Dario Amodei ze swoim straszeniem, jak to AI wszystkich zabije.

Micron sprzedał pamięć na lata do przodu

No więc AI nas nie zabije, ale na pewno wiele osób uczyni absurdalnie bogatymi. Ktoś w końcu te biliony dolarów wydatków na infrastrukturę przytuli, a jednym z adresatów, do którego ta kasa trafia, jest Micron, który właśnie w ostatnim tygodniu opublikował swoje wyniki finansowe.

Przez dekady produkcja pamięci była najbardziej cyklicznym biznesem w całej branży półprzewodników. Kiedy brakowało chipów, ceny szybowały i wszyscy budowali nowe fabryki. Potem pojawiał się nadmiar, ceny się załamywały, a producenci tracili pieniądze. I tak w kółko. Micron przy okazji wyników przekonywał, że ten schemat się skończył.

Jak wypadł sam kwartał? Zgodnie z przewidywaniami, Micron zarobił popieprzenie dużo. Przychody wyniosły 54 miliardy dolarów, prawie pięć razy więcej niż rok wcześniej i o 31% więcej niż zaledwie kwartał temu. Prognozy analityków Micron pobił o 6% po stronie przychodów i o niecałe 6% po stronie zysku na akcję.

Najlepiej skalę zmiany pokazuje jednak marża brutto, czyli to, ile z każdego dolara sprzedaży zostaje po odjęciu kosztów produkcji. Rok temu było to około 46%, teraz 87%. Przy takiej marży producent pamięci zarabia lepiej niż firmy od oprogramowania.

Modele AI potrzebują coraz więcej pamięci, bo same są coraz większe, muszą pamiętać coraz dłuższe rozmowy i obsługują naraz coraz trudniejsze zadania. Podaż za tym nie nadąża. Oto cała tajemnica. W ostatnim kwartale pamięć DRAM, z której robi się też HBM do chipów Nvidii, zdrożała o kilkanaście procent, a pamięć NAND do dysków aż o około 30%. I to zaledwie w ciągu trzech miesięcy. Zarząd Microna wprost zapowiedział, że nie widzi na dziś momentu, w którym podaż dogoni popyt, a w latach 2027 i 2028 pamięci ma brakować jeszcze bardziej niż teraz. Budowa nowej fabryki trwa kilka lat, a potem jeszcze przez kilka kwartałów trzeba ją rozkręcać, zanim ruszy pełną parą.

Najważniejsza zmiana w samym biznesie kryje się jednak w umowach. Micron podpisał już 26 wieloletnich umów strategicznych z klientami i szacuje, że przypadnie na nie ponad 35% przychodów do 2030 roku. To umowy typu bierz albo płać.

Klient zobowiązuje się kupić określoną ilość pamięci, a jeśli jej nie odbierze, i tak za nią płaci. Do tego klienci wpłacili już 12,7 miliarda dolarów kaucji, które odzyskają dopiero w drugiej połowie trwania umów. Ponad 75% produkcji na 2027 rok jest już sprzedane, więc z klientami rozmawia się dziś głównie o 2028 roku. Micron, podając te dane, zarzeka się, że era cykliczności w branży pamięci się skończyła i że tak nie wygląda biznes cykliczny, tylko dostawca strategicznego surowca, o który klienci się biją.

Trochę jednak tej argumentacji nie rozumiem. Dlaczego fakt, że dzisiejszy niedobór jest tak silny, ma być podstawą do tego, że cykliczność branży się skończyła?

Micron ma rację na razie w jednej trzeciej i to w tej trzeciej, która mu najmniej pomaga. Umowy „bierz albo płać” i 12,7 miliarda kaucji przerzucają ryzyko części popytu na klienta. Tego w 2018 roku nie było i to realnie spłaszcza dołek następnego cyklu. To fakt. Cykl jednak nie znika, bo kontrakty chronią stricte wolumen, a nie idealną cenę. W każdej z tych umów są formuły cenowe i klauzule renegocjacji. Wcześniej wieloletnie umowy też istniały i klienci je po prostu czasem renegocjowali, gdy rynek się odwrócił.

Odpowiedź podażowa też przecież już trwa. Wszyscy trzej producenci budują. Łączne moce przerobowe wielkiej trójki mają wzrosnąć w 2028 roku o 13 procent w jeden rok, u samego Microna o 26%. Fabryka zamówiona dziś na szczycie ceny rusza za trzy lata w pełni. Tak wygląda KAŻDY cykl pamięci od czterdziestu lat. Ten sam prezes Microna, Sanjay Mehrotra, ogłaszał już koniec cykliczności w branży pamięci w 2018 roku, na konferencji wynikowej, dokładnie na szczycie tamtego cyklu, mówiąc „memory is less cyclical”. Dwanaście miesięcy później ceny DRAM spadły o połowę. Tylko że tego zajarani inwestorzy z dziś już nie pamiętają.

Gdy producent pamięci mówi na rekordowej marży, że cykl się skończył, to ja się lekko uśmiecham. Cykl się nie skończył. Skończył się cykl bez żadnej poduszki amortyzacyjnej. To jest jedyna realna różnica, za którą warto zapłacić trochę więcej niż kiedyś, ale nie taka, za którą warto zapłacić dowolną cenę.

W każdym razie sam z sektora pamięci i tak obecnie, podobnie jak w jednym z poprzednich filmów, wolę Samsunga aniżeli Microna.

Powodów jest pięć i każdy jeden osobno by wystarczył. Po pierwsze skala. Moce przerobowe DRAM na 2026 rok są dla Samsunga wynoszące ponad 700 tysięcy wafli miesięcznie, SK Hynix ma prawie 500, a Micron 355.

Faby Samsunga są większe i jest ich więcej. To Micron kupuje cudze, często stare fabryki, żeby w ogóle dogonić skalę. Nie Samsung. Do tego według Bernsteina średnia cena sprzedaży DRAM Samsunga i Hynixa wzrosła od 2022 roku prawie trzykrotnie. Microna „tylko” dwukrotnie, czyli najmniejszy gracz sprzedaje najtaniej, bo nie ma takiej siły negocjacyjnej jak Samsung.

Sam Micron chwali się, że sprzedał 75 procent produkcji na 2027 rok. Samsung ma zakontraktowane 80% mocy w umowach wieloletnich do 2031 roku i to z wyższymi cenami. Jeden ma zabezpieczony rok, a drugi pięć lat. Spora różnica.

Do tego w NAND Samsung uruchamia właśnie produkcję dziesiątej generacji, V10, z około 430 warstwami. Konkurencja jest przy 340–380, czyli Samsung jest dziś najszybciej rozwijającym się producentem pamięci NAND na świecie.

Do tego Samsung ma jeszcze foundry, czyli produkcję chipów na zlecenie. Osobną nogę, której Micron nie ma.

Z perspektywy technologii i biznesu Micron jest najgorszą firmą z trzech. Jak ktoś chce ekspozycję na pamięci i wie, co robi, to kupuje Samsunga. Taka jest smutna dla was prawda, której wiele osób nie rozumie.

Cena akcji Microna zareagowała zresztą też dość niemrawo na te wyniki. Pamiętajcie, że przychody wcale nie muszą tu spadać. Zysk nie musi spadać. Wystarczy, że rynek przestraszy się, że być może jesteśmy na szczytach dotychczasowej marży.

Inflacja PCE w USA spada po rewizji danych

Dobra, zmiana tematu z tego AI na gospodarkę, bo tutaj się sporo zadziało. Inflacja PCE za sierpień wyraźnie poniżej oczekiwań, a wzrost gospodarczy w drugim kwartale mocniejszy niż sądzono.

PCE to miara inflacji oparta na wydatkach konsumentów i to na nią Fed patrzy najuważniej. Bazowy odczyt PCE, bez energii i żywności, wyniósł 3% rok do roku, przy oczekiwanych 3,3%. Inflacja ogółem wyniosła 3,4%, przy oczekiwanych 3,7%. Kolosalna różnica jak na dane, które ekonomiści zwykle prognozują z dokładnością do jednej dziesiątej punktu.

Skąd taka niespodzianka? Urząd, który liczy te dane, co roku je rewiduje, a tym razem zmienił też sposób liczenia cen kilku usług, między innymi prawnych, oprogramowania i zarządzania aktywami. Te ostatnie są najważniejsze, bo wcześniej sztucznie zawyżały odczyty przy hossie na rynku akcji. Tłumaczyłem to zresztą przy okazji ostatniego odczytu. Kiedy ceny akcji rosną, rośnie wartość aktywów w portfelach klientów, więc procentowa prowizja dla zarządzającego funduszem też rośnie w wartościach nominalnych, mimo że fundusz dalej pobiera taki sam procent od waszych aktywów. To zawyżało odczyty inflacji i urząd w końcu to naprawił.

Po przeliczeniu okazało się, że lipcowa, czyli zeszłomiesięczna, inflacja bazowa wynosiła nie 3,3%, tylko 3%, a ogółem nie 3,7%, tylko 3,4%. Czyli w sierpniu inflacja w ujęciu rocznym w ogóle nie spadła. Stoi w miejscu. Spadła tylko w arkuszu, bo przeliczono dane z poprzednich miesięcy. To jednak w gruncie rzeczy dobra wiadomość, bo okazuje się, że już miesiąc temu odczyt powinien być znacznie niższy, niż go dostaliśmy.

Rewizja wynika może i ze zmiany metodologii, ale to akurat sensowna zmiana metodologii i nie ma w niej nic zaskakującego. Zmiany metodologii liczenia są regularne, dotyczą wszystkich danych i każdej instytucji na świecie. Dla Fedu liczy się to, gdzie inflacja faktycznie jest, a jest niżej, niż zakładano. Do tego wzrost PKB w drugim kwartale podniesiono z 1,5% do 2,2% w ujęciu rocznym, a wydatki konsumentów w sierpniu wzrosły najmocniej od roku. Mamy więc gospodarkę, która rośnie szybciej, niż sądziliśmy, i inflację niższą, niż się wydawało.

Naturalnie więc taki raport mocno zmienił oczekiwania wobec Fedu. We wrześniu podniósł on stopy po raz pierwszy od trzech lat, do przedziału od 3,75 do 4%.

Tydzień temu rynek wyceniał szanse na kolejną podwyżkę w październiku na około 71%. Po tym raporcie już tylko na około 35%. Inflacja na poziomie 3% jest wciąż daleko od celu Fedu, który wynosi 2%, ale już znacznie bliżej niż wcześniej.

Kurde no, dokładnie miesiąc temu w materiale o tym, czy Fed zabije hossę, tłumaczyłem Wam, że inflacja jest błędnie podana przez opłaty za zarządzanie aktywami. Nie chwalę się dla zasady. Chwalę się, bo z tego płynie praktyczna lekcja. Zanim przestraszycie się odczytu inflacji, zajrzyjcie, CO za tym stoi.

Dla rynku ten raport to podręcznikowy układ, który Amerykanie nazywają Goldilocks. Gospodarka rośnie szybciej, niż myśleliśmy, inflacja jest niższa, niż się wydawało. Rentowności dziesięciolatek poszły w dół, bo rynek powoli przestaje się bać. Dla akcji trudno o lepsze środowisko.

Dla akcji, które leżą sobie w portfelu agresywnym Freedom24, również. Zgodnie z przewidywaniami portfel wybił właśnie swoje ATH, notując od początku 2024 prawie 122% stopy zwrotu. Wynik 2x lepszy niż szerokie indeksy i będzie jeszcze lepszy, bo taki też jest cel tego portfela. Agresywne długoterminowe inwestowanie, które bije szeroki rynek. Czy to podejście dla każdego? Absolutnie nie, bo takie inwestowanie zawsze wiąże się z większymi obsunięciami. Maksymalne obsunięcie tego portfela przez te prawie 3 lata sięgało ponad 28%. Wiele osób tego nie wytrzyma i trzeba być tego świadomym. Zwłaszcza jeśli obsunięcie o 28% dzieje się w kilka miesięcy.

Ostatnio sporo zmian było w portfelu tydzień temu. Teraz doszła tylko standardowa comiesięczna dopłata na 600 euro, za którą w całości dokupiono akcje Oracle. Co z tego będzie? Zobaczymy. Ja myślę, że kolejne ATH portfela.

A wy, jeśli chcecie tworzyć sobie takie portfele dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu :)

Do tego możecie odebrać specjalny bonus do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca. Byle tylko wam się nie wylosowały europejskie akcje obronne, bo wiele wskazuje na to, że skończył się złoty okres tego sektora.

Zuckerberg podkupił prezesa MongoDB

Jedyne, czego mogę się bać, to że raptem prezesa którejś z moich spółek podkupi sobie Zuckerberg. Wyobraźcie sobie, że zasiadacie w radzie nadzorczej MongoDB. Niecały rok temu postawiliście na nowego prezesa. We wtorek ma poprowadzić Dzień Inwestora, na którym przedstawi strategię firmy na kolejne lata, a tu w poniedziałek rano Mark Zuckerberg ogłasza na X, że ten prezes przechodzi do Mety. Ze skutkiem natychmiastowym.

Jak zareagował na to rynek? Akcje MongoDB w pewnym momencie traciły około 25%, a dzień zakończyły spadkiem o blisko 20%. Spółka szybko oddała stery Devowi Ittycherii, który kierował nią przez ponad dekadę, aż do 2025 roku, i podtrzymała wszystkie prognozy na ten rok obrotowy, ale rynek nie lubi niepewności, a tu nagle nie wiadomo, kto i z jaką strategią będzie spółką kierował.

Po co Mecie prezes firmy od baz danych? CJ Desai ma pokierować zupełnie nowym działem, platformą AI dla firm, którą Zuckerberg nazwał kolejnym głównym filarem biznesu Mety. Tym samym Meta wchodzi na teren Microsoftu, Google i Amazona, a także OpenAI i Anthropic. Powtórzę się, żebyście zrozumieli, o czym mowa. Do tej pory Meta bazowała na konsumencie. Instagram, Facebook, nawet nowy agent Muse, to wszystko rzeczy dla konsumenta. Teraz Meta pracuje nad produktem dla firm. To może być kolejny game-changer, a Mark ewidentnie gra na ostro w AI i z całych sił chce osadzić się w tym ekosystemie.

Nubank kupuje Monzo? Jednak nie

Zmieniając tymczasowo świat rynków. W weekend stacja Sky News podała, że Nu Holdings, czyli brazylijski bank cyfrowy znany jako Nubank, rozmawia o kupnie brytyjskiego Monzo. Ten Nubank od Nu Holdings, które jest w portfelu. Cena miała wynieść od 8 do 10 miliardów funtów. W poniedziałek akcje Nu spadły na wieść o tym o 10%, najmocniej od lutego 2025 roku.

Czego przestraszyli się inwestorzy? Przede wszystkim ceny. Taka transakcja kosztowałaby od 16 do 20% całej wartości rynkowej Nubanku, a jeszcze w 2024 roku Monzo wyceniano na około 4,5 miliarda funtów, czyli Nu musiałoby zapłacić mniej więcej dwa razy tyle. Do tego oznaczałoby to zmianę strategii. W Meksyku i w Stanach Nubank budował biznes od zera, zdobywał licencje i klientów krok po kroku. Gigantyczne przejęcie na obcym rynku to zupełnie inna gra. To większe ryzyko przy łączeniu firm i możliwe rozwodnienie udziałów obecnych akcjonariuszy, gdyby zakup trzeba było sfinansować emisją nowych akcji.

Akwizycje to generalnie ryzykowna rzecz i większość się nie udaje, więc tak duże przejęcie to ogromne obawy, że spółka po prostu wyrzuci kasę w błoto, a w zamian dostanie tylko kulę u nogi.

Rynek cieszy się z akwizycji tylko wtedy, kiedy spółka udowodniła, że potrafi to robić dobrze, a same warunki transakcji są korzystne. Co w takim razie przekonało inwestorów na tyle, że cena akcji już dzień potem w handlu posesyjnym mocno odbiła?

Jedno krótkie oświadczenie. W środę po zamknięciu sesji Nu napisało, że ma ogromny szacunek dla Monzo, ale nie prowadzi rozmów o transakcji. Wszystko to plota. W handlu po sesji kurs od razu podskoczył o 6%. Czyli wszystko okazało się po prostu fake newsem, a część inwestorów pewnie się wystraszyła i straciła na tym pieniądze. Tymczasem inni weszli sobie w ten świetny biznes 10% taniej. To chyba najbardziej bezpośredni przykład tego, że na rynku warto zachować zimną krew i podejmować decyzje na chłodno.

Help to Buy wraca na brytyjski rynek mieszkań

W poniedziałek akcje brytyjskich deweloperów, takich jak Taylor Wimpey, Persimmon, Barratt Redrow i Crest Nicholson, poszybowały o ponad 10%. Producent cegieł Ibstock zyskał nawet ponad 23%. Powód? W sobotę premier Andy Burnham ogłosił powrót programu, który Brytyjczycy znają jako Help to Buy, tym razem pod nazwą Your First Home.

Jak ma działać ten program? Osoba, która kupuje pierwsze mieszkanie, wpłaca zaledwie 2,5% wkładu własnego, a państwo pożycza jej 20% ceny, na początku bez odsetek. Resztę pokrywa zwykły kredyt hipoteczny. Haczyk jest taki, że program dotyczy wyłącznie nowych mieszkań, czyli pieniądze trafiają prosto do deweloperów. Stąd zachwyt na giełdzie. Branża od roku prosiła o jakąkolwiek pomoc, bo przez wysokie stopy procentowe i drogą budowę zyski największych deweloperów miały w tym roku spaść o 12%.

Rząd ma też własny powód. Obiecał 1,5 miliona nowych mieszkań w ciągu pięcioletniej kadencji, czyli średnio 300 tysięcy rocznie. Tymczasem w ostatnim roku w Anglii przybyło niecałe 200 tysięcy mieszkań, o 4,4% mniej niż rok wcześniej. Pierwotny program Help to Buy działał przez dekadę od 2013 roku i od początku spotykał się z zarzutem, że pobudza popyt, choć problemem jest zbyt mała podaż.

Zarzut jest w pełni zasadny. My w Polsce przerabialiśmy to na własnej skórze przy Bezpiecznym Kredycie 2%. Mechanizm jest zawsze ten sam. Państwo daje kupującym więcej pieniędzy, więc więcej osób naraz chce kupić mieszkanie. Mieszkań od tego nie przybywa, bo budowa trwa latami. Więcej pieniędzy goni tę samą liczbę mieszkań, więc ceny rosną. Efekt? Mieszkania są droższe, niż byłyby bez programu. Przyznaje to nawet brytyjski rząd. Jego własny przegląd wyliczył, że pierwotny Help to Buy podbił ceny o około 2 punkty, a mimo to ocenił program jako bardzo opłacalny, a kto zarabia na tym najpewniej, pokazała giełda. Kursy deweloperów wystrzeliły o 10% w jeden dzień.

Jeśli chcemy poprawić dostępność mieszkań bez pobudzania cen, to trzeba stymulować podaż, a nie sam popyt.

El Niño zmienia nadmiar cukru w niedobór

A propos podaży. Jeszcze nieco ponad siedem miesięcy temu cukier był najtańszy od pięciu lat, a rynek spodziewał się kolejnego roku nadprodukcji. Dziś analitycy mówią o niedoborze w sezonie, który właśnie się zaczyna, a kontrakty na cukier podrożały od lipca o ponad 25%. Winowajca to El Niño.

El Niño to ocieplenie wód Pacyfiku, które zmienia pogodę na całym świecie. W przypadku cukru uderza naraz we wszystkich największych producentów. Na półkuli południowej przynosi ulewy, a na północnej pogłębia suszę. W Brazylii w ostatnim miesiącu padało miejscami nawet cztery razy więcej niż zwykle. Deszcze wstrzymują pracę cukrowni, a eksport ma być mniejszy o około 2 miliony ton. W Indiach był najsłabszy monsun od 2015 roku, a w Tajlandii produkcja ma spaść o co najmniej 17%. Te trzy kraje to najwięksi producenci cukru na świecie.

Jeśli doliczyć Europę, gdzie po rekordowo gorącym lecie zbiory buraków są najsłabsze od ponad dekady, wychodzi ponad połowa światowej produkcji. Do tego dochodzi wojna z Iranem. Przez drogą ropę więcej brazylijskiej trzciny idzie na paliwo, a nie na cukier. W efekcie cukier zalicza najlepszy kwartał wzrostu ceny od dekady.

Czy to oznacza, że cukier będzie tylko drożał? Niekoniecznie. Fundusze hedgingowe postawiły w tym roku na wzrost cen cukru najmocniej od lat, czyli dodatkowo spekulacja wywindowała ceny wyżej, niż uzasadniają same zbiory. Jednak El Niño ma osiągnąć szczyt dopiero pod koniec roku, więc na pomoc pogody na razie nie ma co liczyć.

Trump zmienia zasady kredytów studenckich

A na deserek coś o Trumpie. W tym tygodniu amerykański Internet obiegła wiadomość, że Trump zakazuje kredytów studenckich na kierunki, po których mało się zarabia. Departament Edukacji szybko zaprzeczył, że to zakaz, i dorzucił zdanie, które od razu zrobiło karierę. Federalne pożyczki to nie program socjalny dla nieudanych kierunków studiów. I faktycznie, zakazu nie ma. To zresztą żadna nowość. Przepisy przyjęto już latem, wejdą w życie w lipcu 2027 roku, a pierwsze kierunki stracą dostęp do pożyczek najwcześniej w 2028.

Jak to działa? Każdy kierunek na każdej uczelni musi przejść prosty test. Absolwent studiów licencjackich ma po kilku latach zarabiać więcej niż typowa osoba z samą maturą, a absolwent studiów magisterskich więcej niż typowa osoba z licencjatem. Jeśli kierunek obleje test w dwóch latach z trzech, jego studenci tracą dostęp do federalnych pożyczek na co najmniej dwa lata.

Kto ma największy problem? Rekordzistą jest kosmetologia. Według wcześniejszych wyliczeń Departamentu Edukacji test obleje około 9 na 10 takich kierunków. Badanie Century Foundation pokazało, że ich absolwenci zarabiali średnio około 16,6 tysiąca dolarów rocznie, mniej więcej 9 tysięcy mniej niż ludzie z samą szkołą średnią. A do tego mieli średnio 10 tysięcy dolarów długu. Czyli płacisz za studia, zadłużasz się i zarabiasz mniej, niż gdybyś w ogóle nie studiował. Trudno mi tu współczuć uczelniom. Amerykanie mają łącznie prawie 1,7 biliona dolarów długu studenckiego. Przy takiej skali Trump może właśnie ratować sporo ludzi przed najgorszą inwestycją w ich życiu.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Złoto i srebro w rafinerii
Popularne
Rynki i makro

Złoto czy srebro? Większość inwestorów nie rozumie różnicy!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

07 paź 2026
Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy