Wstęp
BESI dostało w tym tygodniu konkretnie po głowie. We wtorek i środę kurs stracił łącznie prawie 15%, a od czerwcowego szczytu jesteśmy już blisko 50% niżej. Wszystko zaczęło się 6 października, kiedy Bank of America obniżył rekomendację z kupuj do neutralnej i ściął cenę docelową z 401 do 212 euro. Dzień później UBS poszedł jeszcze dalej, schodząc od razu z kupuj do sprzedaj i obniżając target z 370 do, uwaga, 159 euro. Trudno się więc dziwić, że po dwóch tak mocnych rewizjach inwestorzy zaczęli nerwowo pozbywać się akcji.
Pytanie tylko, czy mamy do czynienia z początkiem poważniejszych problemów jednego z liderów zaawansowanego pakowania półprzewodników, czy może z przeceną, która zaczyna tworzyć interesującą okazję inwestycyjną. W najnowszej analizie przyjrzymy się temu, co właściwie tak mocno zaniepokoiło analityków, skonfrontujemy ich argumenty z czerwcowym Investor Day i ocenimy, jak zmienił się bilans szans i ryzyk dla BESI. Bo po spadku kursu o niemal połowę równie ważne jak to, co może pójść nie tak, jest pytanie, ile tych zagrożeń rynek zdążył już uwzględnić w wycenie.








