P/E

P/E to cena akcji podzielona przez zysk na akcję. Najpopularniejszy wskaźnik na giełdzie i jednocześnie najczęściej nadużywany.

P/E to skrót myślowy, który działa świetnie, dopóki nie trafisz na spółkę, dla której akurat nie działa.

Za co rynek to lubi

Zwolennicy P/E mają prosty argument, żaden inny wskaźnik nie jest tak szybki i tak zrozumiały. Jedna liczba mówi, ile płacisz za każdą złotówkę rocznego zysku firmy, albo, jak kto woli, ile lat takich zysków musiałoby się złożyć na dzisiejszą cenę.

Liczy się go w sekundę, jest wszędzie i rozumie go każdy, od profesjonalisty po człowieka, który pierwszy raz otwiera rachunek maklerski. Do szybkiego zestawienia podobnych spółek z jednej branży trudno o wygodniejsze narzędzie.

Za co go krytykują

Cała wygoda P/E stoi na jednym założeniu, że bieżący zysk sensownie oddaje to, czym firma naprawdę jest. I to założenie potrafi pęknąć na całej długości.

Najgłośniej przy spółkach wzrostowych, gdzie zysk jest świadomie zaniżony przez reinwestycję w rozwój. P/E wygląda wtedy kosmicznie albo w ogóle nie istnieje, choć biznes może być zdrowy.

Drugi raz przy spółkach cyklicznych, gdzie na szczycie cyklu zysk jest napompowany, więc P/E robi się kusząco niskie dokładnie wtedy, kiedy zyski zaraz zaczną spadać.

Do tego sam mianownik bywa dziurawy. Zysk księgowy potrafią zniekształcić jednorazowe zdarzenia i wybory rachunkowe, więc dwie firmy o tej samej realnej sile zarobkowej pokażą różne P/E.

A ponieważ liczy się tu tylko zysk dla akcjonariuszy, wskaźnik w ogóle nie widzi zadłużenia, przez co spółka mocno zalewarowana i spółka bez długu potrafią wyglądać podobnie, choć ryzyko mają zupełnie inne.

Jak go używać, żeby nie oberwać

P/E ma sens tylko w kontekście, nigdy jako pojedyncza, wyrwana z kontekstu liczba. Porównuj podobne do podobnego, czyli spółki o zbliżonym tempie wzrostu, rentowności, ryzyku i strukturze kapitału. Zestawianie mnożników firm z zupełnie różnych światów prowadzi donikąd.

Podwójnie ostrożnie podchodź do porównywania dzisiejszego P/E z historycznymi poziomami tej samej spółki. To działa tylko wtedy, gdy biznes jest naprawdę porównywalny w czasie, a firmy rzadko stoją w miejscu. Zmienia się model, miks produktów, marże, skala, konkurencja i całe otoczenie. Mówiąc językiem statystyki, masz do czynienia z szeregiem niestacjonarnym, czyli takim, w którym przeszłość nie musi być dobrym punktem odniesienia dla teraźniejszości, bo sam badany obiekt zdążył się zmienić.

Dlatego to, że spółka była kiedyś notowana przy P/E 10x, nie znaczy, że dziś 15x jest drogo. I na odwrót, skoro rynek płacił za nią kiedyś 30x, nie znaczy, że taki mnożnik nadal ma sens. Historyczne poziomy bywają pomocnym tłem, ale tracą wartość, gdy dzisiejszy biznes nie jest już tym samym biznesem, który rynek wyceniał kilka lat temu.

Pułapki, na które trzeba uważać

  • P/E wygląda jak prosta liczba, ale ukrywa wiele założeń o przyszłości firmy. Sam mnożnik nie mówi, czy rynek płaci za stabilny biznes, przyszły wzrost, przewagę konkurencyjną czy tylko za optymistyczną historię.
  • Niskie P/E nie musi oznaczać okazji. Może po prostu oznaczać, że rynek zakłada spadek zysków, pogorszenie rentowności albo to, że obecne wyniki są nietrwałe.
  • Wysokie P/E nie musi oznaczać przewartościowania. Jeśli firma może długo reinwestować kapitał z wysoką stopą zwrotu, jest w dołku cyklu albo może rosnąć bez dużych dodatkowych nakładów, wysoki mnożnik może mieć sens.
  • P/E zmyla w obie strony przy spółkach growth i cyklicznych. Przy growth zyski bywają celowo zaniżone przez inwestycje w rozwój, a przy cyklicznych niskie P/E często pojawia się na szczycie cyklu, tuż przed spadkiem zysków.
  • Zysk księgowy w mianowniku bywa zaszumiony jednorazowymi pozycjami. Dlatego warto sprawdzić, co dokładnie siedzi w zysku, zanim uznasz P/E za miarodajne.
  • Porównania między branżami o różnym profilu wzrostu mijają się z celem. P/E ma sens głównie wtedy, gdy porównujesz podobne biznesy o zbliżonej rentowności, tempie wzrostu i ryzyku.

W skrócie

P/E to najpopularniejszy mnożnik używany do szybkiej oceny wyceny spółki. Problem w tym, że sam w sobie mówi bardzo mało. Nabiera sensu dopiero wtedy, gdy zestawimy go z jakością biznesu, jego perspektywami wzrostu, rentownością, ryzykiem oraz sektorem, w którym działa spółka.

Historyczne poziomy P/E mogą być pomocnym tłem, ale tylko wtedy, gdy dzisiejszy biznes jest porównywalny z tym z przeszłości. Jeśli zmienił się model biznesowy, marże, tempo wzrostu albo otoczenie konkurencyjne, dawne mnożniki mogą bardziej mylić niż pomagać.

„P/E samo w sobie nie mówi nic. Nabiera sensu dopiero z odpowiednim kontekstem."
- - DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.