FCF yield

FCF Yield to wolne przepływy pieniężne podzielone przez kapitalizację rynkową albo wartość przedsiębiorstwa, pokazuje, ile gotówki generuje biznes w relacji do tego, ile kosztuje go kupić.

FCF Yield mówi, ile gotówki naprawdę zostaje z biznesu, a nie ile zysku ktoś zaksięgował. Ale tę gotówkę też trzeba najpierw policzyć uczciwie.

Za co rynek to lubi

Inwestorzy wartościowi wolą FCF Yield od wskaźników opartych na zysku księgowym z prostego powodu, gotówkę dużo trudniej podkręcić księgowymi wyborami niż zysk netto. Zysk potrafią rozjechać memoriałowe rozliczenia i jednorazowe pozycje, a przepływy trzymają się bliżej realnych pieniędzy wchodzących i wychodzących z firmy. To sprowadza wycenę bliżej tego, co faktycznie trafia do kieszeni akcjonariusza.

Stoi za tym też twarda logika wyceny. Sam zysk księgowy niewiele mówi o wartości firmy z trzech powodów. Nie uwzględnia kosztu kapitału. Pomija inwestycje w kapitał obrotowy i majątek trwały, których firma potrzebuje, żeby rosnąć. I można go policzyć na kilka równie dopuszczalnych sposobów. Wartość spółki to zdyskontowane przyszłe wolne przepływy, czyli gotówka, która realnie zostaje dla dawców kapitału.

FCF Yield sprowadza tę logikę do jednej, porównywalnej liczby, którą zestawisz choćby z rentownością obligacji.

Za co go krytykują

Tyle że gotówka też potrafi zmylić, tylko inaczej. W pojedynczym roku FCF bywa mocno zniekształcony. Wystarczy skok albo spadek nakładów inwestycyjnych, duża zmiana w kapitale obrotowym albo jednorazowe zdarzenie i liczba wygląda dużo lepiej lub gorzej, niż wynika z normalnej pracy biznesu.

Gorzej, że FCF nie ma jednej definicji. Przed czy po zmianach kapitału obrotowego, przed czy po kosztach programów akcyjnych, lewarowany czy nie, każdy z tych wyborów daje inną liczbę, a więc inny FCF Yield dla tej samej spółki.

I akurat najpopularniejsza wersja, przepływy operacyjne minus capex, bywa najbardziej myląca, bo potrafi zawyżać realną gotówkę zostającą dla właściciela. Łatwo tu porównać jabłka z gruszkami, nawet o tym nie wiedząc.

Jest też pułapka wbrew intuicji. Firma potrafi na chwilę podbić FCF, po prostu tnąc inwestycje. Gotówka rośnie dziś, bo spółka przestaje karmić własną przyszłość, i wysoki odczyt zamienia się w sygnał ostrzegawczy zamiast okazji.

Jak go używać, żeby nie oberwać

Najpierw znormalizuj. Zamiast brać FCF z jednego raportu, spójrz na kilka lat z rzędu, żeby wygładzić skoki capexu i kapitału obrotowego. Dopiero znormalizowany obraz mówi coś o normalnej gotówkowej mocy biznesu.

Potem ustal jedną definicję i trzymaj się jej konsekwentnie przy każdej porównywanej spółce. Jak liczysz po kosztach programów akcyjnych u jednej firmy, licz tak samo u drugiej, inaczej porównanie nie ma sensu.

I najważniejsze, każdy wysoki FCF Yield traktuj jak pytanie, nie jak odpowiedź. Zestaw wolny przepływ z zyskiem netto i z nakładami inwestycyjnymi, żeby zobaczyć, czy ta gotówka jest powtarzalna, czy jednorazowa. Często rynek płaci mało nie bez powodu.

Pułapki, na które trzeba uważać

  1. Uważaj na doliczanie z powrotem kosztów programów akcyjnych (SBC). To realny koszt rozwadniający akcjonariusza, a wrzucany do przepływów jako pozycja niegotówkowa potrafi sztucznie zawyżyć FCF.
  2. Dopasuj licznik do mianownika. FCF lewarowany, czyli liczony po odsetkach, dziel przez kapitalizację, bo to gotówka zostająca dla akcjonariuszy. FCF nielewarowany, czyli przed odsetkami, dziel przez EV, bo to gotówka dla wszystkich dawców kapitału. Pomieszasz poziomy i zamiast jabłek z jabłkami porównujesz jabłka z gruszkami.
  3. Oddziel capex utrzymaniowy od rozwojowego. Firma inwestująca w przyszły wzrost pokaże niższy FCF dziś, co nie znaczy, że jest droższa, tylko że kroi gotówkę na jutro.

W skrócie

FCF Yield pokazuje realną, gotówkową rentowność inwestycji i jest trudniejszy do podkręcenia niż zysk księgowy, bo trzyma się bliżej pieniędzy, które faktycznie przepływają przez firmę. To jego największa siła. Ale pojedynczy rok bywa zwodniczy, definicji wolnego przepływu jest kilka, a najpopularniejsza z nich potrafi zawyżać gotówkę dla właściciela, więc wysoki odczyt równie dobrze bywa okazją, co ostrzeżeniem. Dlatego liczy się dopiero uśredniony w czasie, policzony konsekwentnie i zestawiony z tym, co dzieje się w biznesie pod spodem.

„Rachunek wyników pokazuje, ile firma zarobiła, ale to przepływy pieniężne pokazują, ile z tego było prawdą."
- - DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.