PEG

PEG to P/E podzielone przez tempo wzrostu zysków. Próba wciśnięcia w jedną liczbę dwóch rzeczy naraz, tego, ile płacisz za spółkę, i tego, jak szybko ona rośnie.

Pomysł jest sensowny, bo samo P/E potrafi mylić. Problem w tym, że PEG sprzedaje ci wygodę jednej liczby tam, gdzie naprawdę trzeba całej analizy.

Umowna granica, nie prawo fizyki

Popularna zasada mówi, że PEG w okolicach jednego to uczciwa cena za wzrost, poniżej jednego okazja, powyżej przewartościowanie.

Brzmi prosto i dlatego jest tak lubiane. Jest to niestety spore uproszczenie. Wskaźnik traktuje każdy punkt wzrostu tak samo, bez względu na to, czy ten wzrost jest rentowny i trwały, czy dowożony za wszelką cenę i za rok może się skończyć.

Do czego PEG naprawdę się przydaje

Największa zaleta PEG jest taka, że potrafi pokazać, kiedy droga spółka wcale nie jest droga.

Weźmy dwie firmy. Pierwsza ma P/E 30 i rośnie 30 procent rocznie. Druga ma P/E 12 i rośnie 4 procent. Na pierwszy rzut oka pierwsza wygląda dwa i pół raza drożej. Ale policz PEG. U pierwszej wychodzi 1, u drugiej 3. I nagle okazuje się, że to ta z P/E 30 jest tańsza, bo za każdy punkt wzrostu płacisz w niej dużo mniej.

W tym siedzi cała wartość tego wskaźnika. Optycznie wysokie P/E potrafi być tanie, jeśli spółka rośnie odpowiednio szybko. Samo P/E tego nie wyłapie, PEG owszem.

Tyle że to działa tylko wtedy, gdy ten wzrost jest prawdziwy i powtarzalny. PEG jest dokładnie tak dobry, jak liczba wzrostu, którą do niego wrzucisz. Wrzucisz naciągniętą prognozę, dostaniesz naciągnięty wynik.

Na spółkach cyklicznych PEG potrafi kłamać

Jest jedno miejsce, gdzie ten wskaźnik wyprowadza w pole na całego. Spółki cykliczne.

W cyklicznym biznesie zyski skaczą w rytm koniunktury. Na górce cyklu zysk jest napompowany, więc P/E robi się optycznie niskie, a wzrost zysków wygląda świetnie. PEG spada wtedy do poziomu, który krzyczy okazja. Kłopot w tym, że to jest dokładnie ten moment, w którym cykl zaraz się odwróci, zysk siądzie, a za nim kurs.

Na dole cyklu jest odwrotnie. Zysk jest przyduszony, P/E strzela w górę albo w ogóle znika, a PEG przestaje cokolwiek znaczyć. Efekt jest taki, że na spółkach cyklicznych PEG pokazuje okazję wtedy, kiedy jest najdrożej, i każe uciekać wtedy, kiedy jest najtaniej.

Pułapki, na które trzeba uważać

  1. PEG nie rozróżnia jakości wzrostu. Punkt wzrostu rentownego i punkt wzrostu palącego gotówkę liczą się tu identycznie.
  2. Wynik zależy od tego, czy weźmiesz wzrost historyczny, czy prognozowany. Dla tej samej spółki te dwie wersje potrafią dać zupełnie inny PEG.
  3. PEG poniżej jednego to nie jest automatyczna okazja. To pierwszy, bardzo zgrubny filtr, a nie ostateczny werdykt o wycenie.

W skrócie

PEG dorzuca tempo wzrostu do zwykłego P/E i dzięki temu potrafi pokazać, że szybko rosnąca spółka bywa tańsza, niż wygląda na samym P/E. Ale robi to na tyle zgrubnie, że wzrost kiepskiej jakości liczy tak samo jak ten z najwyższej półki, a na spółkach cyklicznych potrafi mylić kierunek. Dobry pierwszy filtr, kiepski ostateczny werdykt.

„PEG podaje cenę wzrostu, ale nie podaje jego jakości. A dopiero jakość rozstrzyga, czy zapłacona cena była okazją, czy pułapką."
- - DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.