Risk/reward
Dwie inwestycje, w obu ten sam upside, 80 procent w górę. Wyglądają identycznie, dopóki nie zapytasz o drugą stronę. W pierwszej, jak się mylisz, tracisz 15 procent. W drugiej 50. Ten sam potencjał zysku, a to są dwa zupełnie różne zakłady.
I o to w risk/reward chodzi. Zanim policzysz, ile możesz zarobić, zastanów się, ile Cię może kosztować pomyłka.
Najpierw druga strona, nie pierwsza
Większość z nas zaczyna od scenariusza wzrostu, bo on jest przyjemny. Spółka urośnie o 80 procent, rynek jej nie rozumie, zarząd ma świetną historię, wycena kiedyś się odblokuje. Znasz to uczucie, bo każdy lubi taką opowieść. Ja też.
Tylko że inwestowanie nie polega na wybieraniu najładniejszej historii. Polega na ocenie zakładu, a każdy zakład ma swoją cenę porażki.
Jeśli możesz zarobić 80 procent, ale realnie ryzykujesz 50, to za mało powiedzieć „jest upside". Trzeba zadać pytanie, które psuje humor. Czy ten upside naprawdę wynagradza to, co tracę, kiedy się pomylę? Cała reszta to ozdobniki.
Sama proporcja to jeszcze nie zakład
Risk/reward pięć do jednego brzmi ślicznie. Kto nie chce ryzykować złotówki, żeby zgarnąć pięć? Problem w tym, że proporcja nie mówi ani słowa o tym, jak często ten dobry scenariusz w ogóle się wydarzy.
Jak szansa powodzenia to 5 procent, piękna proporcja zamienia się w los na loterii. I odwrotnie, mało efektowny układ jeden do jednego potrafi być rozsądny, jeśli trafiasz często.
Proporcja bez prawdopodobieństwa to połowa rachunku. Dopiero potencjalny zysk, potencjalna strata i szansa na każdy ze scenariuszy razem mówią, czy zakład ma sens.
Cena zmienia wszystko
I teraz rzecz, o której zapomina się najłatwiej. Risk/reward nie jest przyklejony do spółki na stałe. Ta sama firma bywa świetną okazją po przecenie i przeciętnym zakładem po mocnym rajdzie. Biznes ten sam, zarząd ten sam, produkt ten sam. Zmieniła się tylko cena. A cena zmienia wszystko!
Dlatego dobra spółka i dobra inwestycja to dwie różne rzeczy. Jeśli większość dobrego scenariusza siedzi już w kursie, nawet najlepszy biznes ma słaby risk/reward. Bywa i odwrotnie, przeciętnie wyglądająca spółka po brutalnej wyprzedaży daje proporcję, na którą warto spojrzeć. Nie dlatego, że nagle zmądrzała, ale dlatego, że po prostu staniała.
Nawet dobry zakład da się zepsuć wielkością pozycji
Możesz mieć rację w analizie i tak rozłożyć portfel, jeśli pozycja jest za duża. Trafiona teza nic nie da, kiedy jeden błąd potrafi położyć cały wynik. Wtedy problemem nie była teza, tylko ryzyko, którego nie kontrolowałeś.
Dlatego risk/reward pojedynczej inwestycji zawsze chodzi w parze z wagą pozycji. Bez tego łatwo pomylić dobrą okazję z hazardem. Pisaliśmy o tym szerzej w serii o dobieraniu wag w portfelu.
Pięć pułapek, w które wpada się najczęściej
- Patrzysz tylko na scenariusz wzrostu. Jak nie potrafisz uczciwie opisać, co pójdzie źle, to popełniasz błąd.
- Naciągasz liczby. Zysk liczony na najbardziej optymistycznym wariancie, strata na łagodnym spadku, i wynik ładnie się spina. Tyle że taki rachunek nie mierzy ryzyka, on dorabia liczby do decyzji, którą już podjąłeś.
- Ignorujesz prawdopodobieństwo. Piękne pięć do jednego nic nie znaczy, kiedy szansa na dobry scenariusz jest znikoma.
- Zapominasz o cenie. Po mocnym wzroście ten sam biznes potrafi mieć dużo gorszą proporcję niż kilka miesięcy wcześniej, choć w spółce nic się nie zmieniło. Niemniej jednak nie zawsze tak jest! Czasem wzrost ceny jest bowiem uzasadniony.
- Bierzesz za dużą pozycję. Nawet rozsądny zakład robi się głupi, kiedy jego porażka za mocno uderzy w całość.
W skrócie
Sama wizja zysku nic nie znaczy, dopóki nie zestawisz jej z ceną pomyłki. Liczy się cały zakład, możliwy zysk, możliwa strata, szansa na każdy ze scenariuszy i wielkość pozycji. Wszystko inne to opowiadanie sobie bajek.
„Wyniku nie robią zakłady, na których miałeś rację. Robią go te, na których pomyłka była tania."