Wstęp
Czemu nowy iPhone nagle kosztuje jak używane auto?! Apple i Microsoft właśnie zapowiedziały podwyżki cen swojej elektroniki, i to nie o symboliczne dwa, trzy procent, tylko miejscami o kilkadziesiąt. W świecie, gdzie sprzęt elektroniczny z roku na rok drożał ledwie zauważalnie, to jest absolutny ewenement.
A winowajca jest jeden: pamięci. Micron, największy amerykański producent kości pamięci, pokazał wyniki z marżą brutto 85% na produkcie, który teoretycznie jest zwykłym towarem masowym. Trzeciego grudnia zeszłego roku nagrałem materiał, w którym mówiłem: zaczyna się supercykl pamięci. Na początku czerwca tego roku mówiłem już, że pamięci do portfela nie chcę. Wyniki Microna są super, jasne. Tylko wyniki Microna to nie jest dobra wiadomość dla hossy. Prędzej dla niej zagrożenie.
Im droższe pamięci, tym mniej opłacalny staje się cały rozwój sztucznej inteligencji, który tę hossę napędza. To wąż, który zaczyna zjadać własny ogon, ale big tech rozwiąże ten problem.
W tym FinWeeku tłumaczę ten cały paradoks, a poza tym będzie o pierwszej od lat 90. fali nowej podaży akcji w USA, końcu hossy na europejskiej zbrojeniówce i krachu Rheinmetalla, talentach uciekających z Google do Anthropic, dymisji premiera Wielkiej Brytanii i starcie preorderów na GTA 6. Lecimy.
Hossa AI wpadła w pułapkę? Apple i Microsoft ostro podnoszą ceny!
Micron, ceny pamięci i paradoks hossy AI
Micron, największy amerykański producent chipów pamięci, opublikował wyniki w środę wieczorem i pokazał wszystkim, dlaczego elektronika tak bardzo podrożeje w ciągu najbliższych miesięcy. Zresztą Apple i Microsoft już zapowiedziały podwyżki cen swojej elektroniki, i to o naprawdę szalone, czasem kilkudziesięcioprocentowe poziomy. To skala kompletnie bez precedensu w świecie, gdzie podwyżki cen elektroniki wynosiły zwykle maksymalnie kilka procent.
Sporo w tych podwyżkach wynika bezpośrednio z podwyżek cen właśnie pamięci, co wprost widać w wynikach Microna. Przychody za trzeci kwartał fiskalny przebiły oczekiwania o 16%, a zysk na akcję o 21%. Marża brutto podskoczyła do… 85%. To ponad dwukrotnie wyżej niż rok wcześniej i nawet powyżej prognozowanych 82%. Przypominam, że mówimy o produkcie, który można spokojnie uznać za commodity. Pamięci to segment, który w świecie półprzewodników jest stosunkowo łatwy do uruchomienia produkcji. Haczyk obecnie jest tylko taki, że na dodatkowe uruchomienie tej produkcji trzeba poczekać.
Prognoza Microna na bieżący kwartał świetnie temu dowodzi. Mowa o 50 miliardach dolarów przychodu wobec oczekiwanych 43 miliardów i zysku na akcję rzędu 31 dolarów wobec i tak podkręconego konsensusu na 25 dolarów.
Akcje Microna podskoczyły po sesji o około 17%, a od początku roku już się potroiły. Rynek z dziwnych powodów zakłada, że świetne wyniki Microna to element potrzebny do podtrzymania hossy. Otóż nie, kochani. W długim terminie do podtrzymania hossy potrzebne są… gorsze wyniki Microna, bo to sektor, który przy obecnych cenach swoich produktów mocno ogranicza rentowność rozwoju AI.
Pamięci od zawsze były i będą cykliczne. I tak samo jak nie przez przypadek nagrywałem dla was materiał 3 grudnia 2025, że zaczyna się supercykl pamięci, a w publicznych portfelach był wtedy SK Hynix, tak nie przez przypadek 5 czerwca 2026 roku nagrałem dla was materiał, że ja już spółek pamięciowych do portfela nie chcę. Dlaczego? Bo wiem, że czyjaś marża to w tym wypadku czyjaś okazja. Zwłaszcza gdy mówimy o produkcie, który jest słusznie traktowany jako skomodytyzowany.
Micron pochwalił się też, że zabezpieczył 16 strategicznych umów z klientami, średnio trzyletnich, które mają łagodzić cykle boom-and-bust typowe dla branży pamięciowej. Niektórzy twierdzą, że to bycze, bo wygładzi cykliczność. To prawda, wygładzi. Jednocześnie, jeśli spodziewałbyś się trwałego wzrostu cen spot, to po co miałbyś zabezpieczać sobie w ten sposób przychody? Bawisz się w dobrego Samarytanina?
CEO Microna, Sanjay Mehrotra, powiedział na konferencji z analitykami, że „nie widzi perspektywy”, żeby podaż dogoniła popyt, i że ta sytuacja niedoborów pamięci utrzyma się dłużej niż do końca roku 2027, z potencjalną poprawą dopiero w 2028. Zgodnie ze słowami prezesa więc przed nami jeszcze co najmniej półtora roku eldorado. Może, ale ten sam prezes rok temu nie był w stanie przewidzieć obecnego boomu popytu na pamięci, więc jego zdolności prognostyczne są w tym zakresie dość kiepskie.
Spośród trzech wielkich producentów pamięci – Microna, SK Hynixa i Samsunga – Micron wydaje się dziś najdroższy. SK Hynix jest tańszy, ma silniejszą pozycję w HBM i potencjalny katalizator w postaci amerykańskiego listingu. Samsung wygląda najtaniej z całej trójki i ma dodatkową opcjonalność w postaci segmentu foundry. Micron ma premię przede wszystkim za to, że jest amerykański. Z tej trójki ja wolę i wybieram sobie jednak Samsunga, o czym też przygotowałem dla was niedawno osobny materiał.
Sporo inwestorów indywidualnych patrzy na Microna i myśli, że znalazło oczywisty tani trade pod AI z niskim P/E. Uczulam więc, że dla spółek typowo cyklicznych najniższe wskaźniki są najbliżej górki cyklu.
Nowa podaż akcji w USA i koniec de-equityzacji
Ktoś za te pamięci musi płacić, a to doprowadziło nas do tego, że po raz pierwszy od wielu lat na giełdzie w USA zwiększy się podaż akcji!
Przez ostatnie dwadzieścia lat jedną z najważniejszych sił napędzających amerykańską hossę była prosta matematyka: akcji ubywało. Spółki z S&P 500 skupiły w tym czasie papiery warte blisko 12 bilionów dolarów. Samo Alphabet, Apple, Meta i Microsoft wycofały z rynku akcje za 1,5 biliona dolarów w ciągu dekady. W latach 2010–2025 z amerykańskiego rynku ubyło netto akcji o wartości 515 miliardów dolarów. Robert Buckland, który ukuł termin „de-equityzacja”, porównał ten proces do zacieśniania ilościowego prowadzonego przez Fed, tyle że zamiast obligacji z rynku „ściągano” akcje.
Ten mechanizm się właśnie odwraca. Według analityków JPMorgan w latach 2026–2027 na amerykańskim rynku przybędzie netto akcji wartych około 1,5 biliona dolarów. To najsilniejsza fala nowej podaży od końca lat 90. Szybka i drastyczna zmiana reżimu.
Boom sztucznej inteligencji wymaga realnej, fizycznej infrastruktury: centrów danych, chipów, pamięci, chłodzenia, energii. Mówiłem już o tym sto razy. Największe spółki technologiczne przechodzą z modelu asset light na asset heavy i potrzebują gotówki. Najpierw sięgnęły po wolne przepływy pieniężne, potem po rynek obligacji, a teraz po rynek akcji. Alphabet, przez lata jeden z największych kupujących własne papiery, planuje emisję akcji wartą 85 miliardów dolarów, jedną z największych w historii. Meta i Oracle też rozważają emisje.
Do tego dochodzą trzy mega IPO: SpaceX, OpenAI i Anthropic. Przy wycenach przekraczających bilion to oznacza ogromne emisje, a gdy zaczną wygasać lockupy i na rynek trafią pakiety wczesnych inwestorów i pracowników, podaż urośnie wielokrotnie.
Łącznie około 160 spółek ogłosiło w tym roku plany pozyskania ponad 120 miliardów dolarów przez IPO. Więcej niż za poprzednie dwa lata razem. Wliczając emisje już notowanych spółek, nowa podaż przekroczyła 360 miliardów w pierwszym półroczu.
Czy rynek to wchłonie? Z jednej strony kapitalizacja amerykańskiego rynku akcji to około 70 bilionów dolarów, a tylko w funduszach rynku pieniężnego czeka 8 bilionów, które mogą „zaatakować” rynek. Z drugiej BCA Research przeanalizował 40 lat historii i około 12 tysięcy IPO i stwierdził, że w 12 miesięcy po dużych debiutach S&P 500 rósł wolniej niż typowo. Mediana wynosiła 8% zwrotu, a w 20% przypadków zwroty były ujemne.
Jeśli jednak obroni się to wzrostem produktywności, to powinno być ok i to jest moja bazowa hipoteza.
Na taką hipotezę jest też przygotowywany stopniowo agresywny portfel publiczny, który dla was prowadzę we Freedom24.
Ten portfel podglądać możecie sobie od mniej więcej początku 2024 roku. Stopa zwrotu? Pyszna, bo +105% za ten okres. Maksymalne obsunięcie? 27%. Sporo, ale bez przesadyzmu. Sporo osób powinno to jednak wytrzymać.
Ostatnio do portfela wielki comeback zrobiła Alibaba. Na razie ze stosunkowo małym udziałem, bo na poziomie zaledwie kilku procent, ale już zapowiedziałem, że jak przyjdzie nowy miesiąc i standardowa miesięczna dopłata 600 euro do portfela, to w całości podleci ona jako uzupełnienie powiększenia pozycji w Alibabie.
Co potem? To już zobaczymy. Na razie wszystkie inne pozycje, jakie w tym portfelu mam, mi się podobają i czuję się z nimi bardzo dobrze biznesowo.
A wy, jeśli chcecie tworzyć sobie takie portfele dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu 🙂
Do tego możecie odebrać specjalny bonus: do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda jest do odebrania. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca. Byle tylko wam się nie wylosowały europejskie akcje obronne, bo wiele wskazuje na to, że skończył się za złoty okres tego sektora.
Rheinmetall, europejska zbrojeniówka i koniec złotego okresu sektora
Rheinmetall stracił 19% w jeden dzień po tym, jak Berlin zrezygnował z fregat. Armin Papperger, szef Rheinmetalla, przez pół roku zapewniał inwestorów, że kontrakt na budowę fregat F126 jest przesądzony. Firma nawet kupiła za 1,5 miliarda euro stocznie Naval Vessels Lürssen, żeby przygotować się do tego zamówienia. Negocjowała cenę na poziomie 15 miliardów euro za sześć okrętów. W środę niemiecki rząd ogłosił, że rezygnuje z całego programu F126. Projekt był nękany opóźnieniami i przekroczeniem kosztów, których łączna wartość przekroczyła 18 miliardów euro. W efekcie zamiast tego rząd zamówi osiem fregat Meko A-200 od konkurencyjnej stoczni TKMS za szacowane 11,6 miliarda euro.
Akcje Rheinmetalla spadły o 19% w środę, a od początku roku tracą już 41%. TKMS zyskał 16%. Prezes niemieckiej spółki od sześciu miesięcy mówił, że ten kontrakt nadchodzi, i w sumie miał rację, tylko że nadszedł on do kogoś innego. Naturalnie powstają więc pytania, że skoro CEO nie wie, co się stanie za kilka tygodni, to skąd ma wiedzieć, jakie kontrakty przyjdą za kilka lat. A to uderzenie nie tylko finansowe, ale też wizerunkowe. Gwiazda zbrojeniowej hossy jest więc najniżej od półtora roku i już ponad 50% poniżej szczytu.
Decyzja Berlina uderzyła zresztą w cały europejski sektor obronny w szczególnie złym momencie, bo tuż przed planowanym IPO producenta czołgów KNDS. Oczekiwana wycena KNDS spadła z około 20 miliardów euro, o których mówiono w zeszłym roku, do 12–15 miliardów. Odnoszę wrażenie, że niemiecki rząd ma przypadłość Sasina, czyli nie rozumie, jak taki komunikat wpłynie na rynek i IPO. Wystarczyło nieco więcej koordynacji.
Indeks Stoxx Targeted Defence, śledzący największe europejskie spółki zbrojeniowe, jest już na minusie za cały 2026 rok, mimo silnego rajdu na początku roku. Analitycy wskazują na rosnące obawy, że przyszłość wojny przesuwa się w stronę tańszych dronów, a nie ciężkiego sprzętu. Popyt na uzbrojenie jest rekordowy, portfele zamówień pękają w szwach, ale jak ujął to Mark Kelly z MKI Global Partners: „Rynek zapłaci tylko tyle, ile uważa, że spółka jest w stanie faktycznie wykonać i zamienić backlog w zysk”.
Ciekawe, bo widać tutaj trochę ten sam syndrom co na rynku technologii. Rynek jest selektywny i premiuje tylko te akcje, które naprawdę mają potencjał, a nie cały sektor jak leci. To w gruncie rzeczy zdrowe, bo pokazuje, że inwestorzy patrzą, co kupują, a nie rzucają się na wszystko jak leci.
HVAC, centra danych AI i giełdowi beneficjenci upałów
Błyszczy nam za to obecnie zupełnie inny sektor! Jest pewna kategoria spółek, która w tym roku leci do góry dzięki połączeniu dwóch trendów, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego: ciepłej pogody i boomu na centra danych AI. To producenci systemów HVAC, czyli ogrzewania, wentylacji i klimatyzacji.
Carrier Global, który zarabia głównie na klimatyzacji mieszkaniowej, zyskał 33% od początku roku i jest wart 60 miliardów dolarów. Madison Air Solutions, producent systemów HVAC dla domów, szpitali, biur i przemysłu, wzrósł o 41% od kwietniowego IPO. AAON, dostawca klimatyzacji komercyjnej i chłodzenia cieczą, poszedł w górę o 70%. Comfort Systems USA, coraz częściej postrzegany jako beneficjent AI, bo jest kontrahentem budowlanym centrów danych, podwoił swoją wartość. ETF AdvisorShares HVAC and Industrials zyskał 33%, przebijając S&P 500 z wynikiem 7,5%.
Za popytem mieszkaniowym stoją temperatury. Lata 2023–2025 to trzy najgorsze pod względem ciepła w historii pomiarów, a 2024 ustanowił rekord średniej globalnej temperatury powierzchni, 1,55°C powyżej poziomu przedindustrialnego. Światowa Organizacja Meteorologiczna ostrzega, że jest 86% szans, że w którymś roku między 2026 a 2030 ten rekord zostanie pobity. W ubiegłym tygodniu Paryż osiągnął 40,9°C, a w Wielkiej Brytanii prognozowano 37°C. W supermarketach w południowej Anglii psuły się lodówki i zamrażarki, bo starszy sprzęt nie był projektowany na takie warunki. Część szkół musiała zamknąć się na czas upałów.
Penetracja klimatyzacji w Europie jest znacznie niższa niż w USA i dlatego analitycy widzą tu duży potencjał wzrostu. Amit Mehrotra z UBS mówi o „coraz lepszej okazji rynkowej” dla producentów HVAC w Europie. Daikin, największy na świecie producent systemów HVAC, zanotował w Europie wzrost sprzedaży klimatyzacji o prawie 10% w ostatnim roku. To szybszy wzrost niż w jakimkolwiek innym regionie.
Ale prawdziwym motorem dla spółek komercyjnych jest budowa centrów danych. Comfort Systems, Johnson Controls czy AAON zarabiają przede wszystkim na chłodzeniu przemysłowym dla masy nowych kampusów AI.
Jest w tym pewien paradoks. Konsumenci mogą zostać wypięci z rynku klimatyzacji przez te same centra danych, które napędzają zyski producentów, bo budowa infrastruktury AI podbija ceny komponentów i instalacji. Podobnie jak ceny smartfonów, o których już wspomniałem. Dodatkowo rosnące ceny energii elektrycznej napędzają popyt na nowsze, wydajniejsze systemy, ale i podnoszą barierę wejścia dla konsumentów.
Trzeba jednak przyznać, że giełda to cudowne miejsce, bo można tutaj zarobić na niemal każdym trendzie i zmianie, jaka zachodzi w świecie.
Google, Anthropic i odpływ talentów z Big Techu
Można byłoby też zarobić na shortowaniu Google po tym, jak w ciągu kilku dni z firmy odeszły lub zapowiedziały odejście cztery osoby, których nazwiska mają w branży naprawdę dużą wagę.
Najpierw Noam Shazeer, współautor przełomowej pracy o architekturze transformer z 2017 roku, która uruchomiła całą erę nowoczesnego AI. Shazeer odszedł z Google’a w 2021, założył Character.AI, po czym wrócił w 2024 w ramach nietypowej umowy licencyjnej, która wyceniła jego startup na 2,5 miliarda dolarów. Po powrocie współprowadził prace nad Gemini i pracował nad nową architekturą AI. Teraz odchodzi do OpenAI. Krótko przed ogłoszeniem odejścia moc obliczeniowa przydzielona jednemu z jego projektów została przesunięta do zespołu w Londynie, oficjalnie w celu usprawnienia współpracy, ale moment jest wymowny.
Potem John Jumper, laureat Nagrody Nobla za AlphaFold, model do przewidywania struktury białek, ogłosił przejście do Anthropic. To odejście uderzyło w kurs: akcje Alphabet spadły o 7,2%. Google miał najlepszy model przez kilka tygodni w zeszłym roku, co pomogło mu zyskać kredyt jako zwycięzca AI, ale od tego czasu wypadł z czołówki, a te odejścia mogą oznaczać, że zostaje dalej w tyle.
Kolejni w kolejce do Anthropic są Jonas Adler i Alexander Pritzel. Obaj postrzegani wewnętrznie jako kluczowi współtwórcy modelu Gemini. Adler pracował nad narzędziami do kodowania, Pritzel nad procesem trenowania modeli. Dołączył do nich Arthur Conmy, starszy inżynier, który pracował nad Gemini 2.5 i tematyką bezpieczeństwa AI.
Inżynierowie z DeepMind przechodzą do Anthropic jedenaście razy częściej niż odwrotnie. Dlaczego uciekają? Anthropic, wyceniany na 965 miliardów dolarów, rozważa IPO już jesienią tego roku. OpenAI jest w podobnej sytuacji. Dla pracowników Big Tech to szansa na payday na poziomie, jakiego w korporacji nie dostaną.
Startupy AI, takie jak Anthropic czy OpenAI, dają swoim pracownikom pakiety własnych akcji. Jeśli dołączysz do nich tuż przed ich wejściem na giełdę, dostajesz udziały stosunkowo tanio, a gdy firma ostatecznie debiutuje na parkiecie i rynki pompują jej wycenę w kosmos, akcje pracownika z dnia na dzień stają się warte miliony dolarów.
To dokładnie ten sam mechanizm, który napędzał odpływ talentów z dużych firm do startupów w każdym poprzednim cyklu technologicznym, tyle że skala jest inna.
CEO DeepMind z Google próbował tonować sytuację: „Między wiodącymi laboratoriami jest dużo ruchu talentów i my wygrywamy nasz sprawiedliwy udział najlepszych ludzi. Mamy zdecydowanie najszerszą ławkę badawczą ze wszystkich laboratoriów”. Rynek tego dnia widział to jednak inaczej.
Wielka Brytania, Trump i polityczny chaos wokół Starmera
Wciąż jednak lepiej odchodzić z pracy samemu niż być zwolnionym przez Trumpa, zwłaszcza jeśli jesteś premierem innego kraju.
Kiedy w ostatni weekend brytyjskie media zaczęły podawać delikatnie przecieki, że Keir Starmer traci poparcie we własnej partii i rozważa odejście, to Donald Trump postanowił nie czekać na oficjalne oświadczenia z Londynu i walnął z grubej rury. Opublikował na Truth Social wpis, w którym wprost stwierdził: „Keir Starmer zrezygnuje ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii”. W poniedziałek Starmer faktycznie ogłosił rezygnację z funkcji lidera Partii Pracy, zostając najkrócej urzędującym premierem w historii tego ugrupowania.
Trump od razu przypomniał też, co go denerwowało w Starmerze. Po pierwsze: polityka energetyczna, a dokładnie ograniczanie wydobycia ropy na Morzu Północnym na rzecz transformacji energetycznej. „Otwórzcie Morze Północne, pozbądźcie się wiatraków”, apelował Trump. Po drugie: imigracja i zamieszki. Po trzecie: bazy wojskowe. Starmer miał opóźniać zgodę na wykorzystanie brytyjskiej bazy RAF Akrotiri na Cyprze do amerykańskich operacji przeciwko Iranowi.
O rezygnacji Starmera nie przesądził oczywiście Trump, tylko polityka wewnętrzna, mimo że z boku wyglądało to komicznie. Premier od miesięcy walczył z katastrofalnymi sondażami. Jego popularność oberwała jeszcze na początku kadencji. Najpierw skandal z darowiznami w postaci ubrań i biletów, potem decyzja o cięciu dopłat do ogrzewania dla emerytów, a następnie, wbrew obietnicom wyborczym, podwyżka składek na ubezpieczenie społeczne pracodawców w pierwszym budżecie kanclerz Rachel Reeves.
Problemem Starmera było unikanie dużych i trudnych decyzji w kwestiach od podatków po imigrację i opiekę społeczną. Osoby z jego otoczenia mówią, że wszedł do urzędu „bez programu rządowego”.
Czarę goryczy przelała przegrana z Andy’m Burnhamem, burmistrzem Manchesteru, w wyborach uzupełniających do Izby Gmin. Kiedy dotychczasowi sojusznicy z gabinetu zaczęli mówić Starmerowi, że pora odejść, w tym minister obrony John Healey, który sam wcześniej podał się do dymisji w sporze o wydatki wojskowe, premier uznał, że to koniec drogi.
Burnham zostanie najprawdopodobniej nowym premierem. Ale dziedziczy partię, która traci wyborców na rzecz Reform UK po prawej i Zielonych po lewej, z rosnącymi kosztami obsługi długu i nerwowymi rynkami.
GTA 6, Take-Two i nowy standard cen w gamingu
Chaos w głowach Brytyjczyków ukoić może jednak co innego. To samo, co ukoi niedługo mój. GTA VI. Take-Two Interactive otworzył preordery na Grand Theft Auto VI 25 czerwca, potwierdzając datę premiery na 19 listopada 2026 roku.
Cena standardowej wersji to 80 dolarów. To mniej niż spekulowali analitycy, którzy brali pod uwagę nawet 100 dolarów za bazowy wariant, argumentując ogromnym popytem. 80 dolarów to poziom, z którym eksperymentuje ostatnio kilka firm, między innymi Nintendo, choć gracze nie przyjmują tego entuzjastycznie. Rockstar oferuje też edycję Ultimate za 100 dolarów z pakietem dodatkowych pojazdów, broni i ubrań. Ja już kupiłem i jaram się.
Skala oczekiwań wobec GTA 6 jest gigantyczna. Poprzednia odsłona sprzedała się w ponad 230 milionach kopii i stała się jednym z najlepiej sprzedających się produktów rozrywkowych w historii.
Jej komponent online, GTA Online, generował setki milionów dolarów przychodu rocznie dla Take-Two, i Rockstar planuje podobną usługę sieciową przy szóstce, choć szczegółów jeszcze nie ujawniono.
CEO Take-Two przyznał w niedawnym wywiadzie, że jest jednocześnie podekscytowany i przerażony oczekiwaniami wobec gry. Sam fakt otwarcia preorderów jest ważnym sygnałem dla inwestorów, bo sugeruje, że gra nie zostanie ponownie opóźniona po wcześniejszych przesunięciach terminu premiery.
Dla inwestorów to z kolei bardzo ważne wydarzenie i nie chodzi tylko o inwestorów Take-Two, ale o wszystkich zainteresowanych gamingiem. Premiera tak dużej gry może znów przyciągnąć kapitał do sektora, a cena GTA 6 może wyznaczyć nowy standard dla kolejnych dużych tytułów, jak Wiedźmin 4.
Nancy Pelosi, Intel, Uber i Qualcomm w wyścigu o centra danych AI
Zmieniamy temat na zakupy akcji przez polityków. Kongresmenka Nancy Pelosi, a formalnie jej mąż, ujawniła zakup opcji call na Intela i Ubera o łącznej deklarowanej wartości od 1,5 do 6 milionów dolarów. To transakcja z 29 maja, ale zgłoszona dopiero 23 czerwca, czyli w ramach 45-dniowego okna wymaganego przez ustawę STOCK Act.
Obie pozycje mają datę wygaśnięcia 19 marca 2027 roku. Na Intela kupiono 200 kontraktów opcyjnych. Opcja call to prawo do kupna 100 akcji po ustalonej cenie. 200 kontraktów daje prawo kupna 20 tysięcy akcji o wartości od 1 do 5 milionów dolarów. Na Ubera 200 kontraktów za 500 tysięcy do miliona dolarów.
Timing przykuwa uwagę. Intel wzrósł o 260% od początku roku i prawie 500% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, a rząd USA posiada około 10% udziałów w Intelu. Administracja Trumpa aktywnie wspiera rozwój amerykańskiej produkcji chipów, co bezpośrednio napędza Intela.
Natomiast Uber cały czas jest w korekcie, która przekracza 30% od szczytów. Jednocześnie niedawno poszerzył swoją platformę zakupową Uber Eats, dodając nowe marki, takie jak Kiehl’s, FedEx Office, Academy Sports + Outdoors i Blick Art Materials. Rozszerzyło to ofertę, w której znajduje się już Sephora, Home Depot i Best Buy. Uber Eats pozycjonuje się już jako pełnoprawna platforma zakupów, nie tylko dostawa jedzenia.
Reakcja na te dwa newsy była pozytywna i Uber urósł o ponad 7% w jeden dzień. Dlaczego rynek w ogóle śledzi portfel kongresmenki Nancy Pelosi? Bo Pelosi i garstka innych polityków mają ciekawą historię zakupów, które z biegiem czasu okazywały się nadzwyczaj trafne. Na tyle trafne, że powstały ETF-y i konta w mediach społecznościowych kopiujące ich transakcje. Każde nowe ujawnienie wywołuje falę zainteresowania, bo inwestorzy traktują je jako sygnał, że ktoś z dostępem do informacji politycznych obstawia konkretny kierunek. STOCK Act wymaga ujawniania transakcji, ale nie zabrania ich dokonywania i ta luka od lat budzi kontrowersje. W końcu ciężko o bardziej namacalny przykład dobrze poinformowanego insidera niż taki, który tworzy prawo.
Na sam koniec wracamy do tematu AI. Qualcomm, znany przede wszystkim jako dostawca procesorów do smartfonów, ogłosił w środę na wydarzeniu w Nowym Jorku, że jego ekspansja w chipy do centrów danych przyniesie „miliardy” dolarów przychodu w kolejnym roku fiskalnym, zaczynającym się w październiku. Głównym potwierdzeniem tych ambicji jest umowa z Metą. Właściciel Facebooka i Instagrama będzie korzystał z nowego procesora Qualcomma Dragonfly C1000 i kolejnych generacji w swojej infrastrukturze. Sam chip ma być dostępny w 2028 roku.
Argument Qualcomma brzmi tak: lata projektowania chipów mobilnych dały firmie przewagę w energooszczędności, a to coraz ważniejszy parametr, bo centra danych przerastają dostępność energii elektrycznej. Chodzi o to, że telefony i inne urządzenia mobilne pracują na baterii, dlatego Qualcomm od zawsze skupiał się na energooszczędności. Teraz ta cecha jest pożądana też w centrach danych, a nie tylko w smartfonach. Firma pozycjonuje się jako rywal zarówno dla Nvidii i Intela, jak i dla Broadcomu, który projektuje chipy na zamówienie hiperskalerów. Qualcomm chce robić jedno i drugie: sprzedawać własne chipy i projektować komponenty pod specyfikację klienta.
Na marginesie: Qualcomm ogłosił też przejęcie Modular za około 3,9 miliarda dolarów w akcjach. To firma od oprogramowania AI, która ma wzmocnić ofertę software’ową pod data center. To oprogramowanie pozwala deweloperom uruchamiać modele sztucznej inteligencji na dowolnej architekturze sprzętowej: procesorach CPU, kartach GPU czy układach NPU od różnych producentów. Robią to bez konieczności żmudnego przepisywania kodu pod każdy procesor z osobna. To oprogramowanie ma być konkurencyjne wobec oprogramowania CUDA od Nvidii, które jest rynkowym standardem i ważnym elementem fosy Nvidii.
Początkowa reakcja rynku była chłodna. Akcje spadły o 5,3%, mimo że od początku roku zyskały 19%. Inwestorzy wciąż martwią się o główny biznes smartfonowy, który cierpi z powodu niedoborów chipów pamięci. Pamięć jest droga, bo centra danych jej potrzebują, więc smartfony drożeją, więc sprzedaje się ich mniej. Qualcomm robi więc pewien zwrot strategiczny, ale to nie zmienia problemów w głównym biznesie.
Jednak kolejnego dnia w handlu posesyjnym rynek zmienił zdanie i akcje urosły o ponad 11%.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









