Market maker (animator rynku)
Market maker to instytucja, która stale wystawia jednocześnie oferty kupna i sprzedaży danego instrumentu. Dzięki niemu, kiedy chcesz kupić albo sprzedać, zawsze jest ktoś po drugiej stronie. Zarabia głównie na spreadzie, czyli na różnicy między ceną, po której kupuje, a ceną, po której sprzedaje.
Sklep, który zawsze kupuje i zawsze sprzedaje
Wyobraź sobie komis, który przyjmuje używane telefony po 900 zł, a sprzedaje je po 1000 zł. Nie obstawia, czy telefony zdrożeją, czy stanieją. Zarabia na tym, że przez jego ręce przechodzi dużo towaru, a na każdej sztuce zostaje mu kawałek marży.
Market maker robi to samo z akcjami. Kupuje od ciebie po 49,90 zł, sprzedaje komuś innemu po 50,10 zł. Dwadzieścia groszy na akcji to niewiele, ale przy milionach transakcji dziennie robi się z tego bardzo duży biznes.
Na czym polega jego ryzyko?
W USA największymi graczami są firmy takie jak Citadel Securities i Virtu Financial. Przez ich systemy przechodzi ogromna część zleceń inwestorów indywidualnych. Brokerzy tacy jak Robinhood przekazują im zlecenia klientów, a market makerzy płacą brokerom za ten przepływ. To tak zwany payment for order flow i to dzięki niemu brokerzy mogą oferować handel bez prowizji. W 2021 roku, przy szaleństwie wokół GameStop, ten model trafił pod lupę amerykańskiego Kongresu i regulatorów, bo rodzi oczywiste pytania o konflikt interesów.
Na GPW tę rolę pełnią animatorzy. To domy maklerskie, które na podstawie umowy z giełdą albo ze spółką zobowiązują się utrzymywać w arkuszu zlecenia po obu stronach, w określonej minimalnej wielkości i przy maksymalnym spreadzie. W małych spółkach to często jedyny powód, dla którego w ogóle da się czymś handlować.
Market makerzy grają też ważną rolę w ETF-ach. Pilnują, żeby cena funduszu na giełdzie nie odjeżdżała od wartości aktywów, które ma w środku. Kiedy pojawia się rozjazd, kupują tańsze i sprzedają droższe, a ten arbitraż ściąga obie ceny z powrotem do siebie.
Płynność na dobrą pogodę
Market makerzy dostarczają płynność wtedy, kiedy im się to opłaca. Kiedy przestaje, potrafią zniknąć w kilka minut.
Najlepszy przykład to flash crash z 6 maja 2010 roku. Dow Jones spadł w ciągu kilkunastu minut o blisko 9%, po czym większość strat odrobił. W tym czasie wielu market makerów po prostu wyłączyło swoje systemy albo zostawiło w arkuszach tylko symboliczne oferty daleko od rynku. Akcje Accenture, dużej i stabilnej firmy, przez moment zmieniały właściciela po jednym cencie. Czemu? Bo po drugiej stronie nie było nikogo poza takimi absurdalnymi zleceniami.
Pułapki, na które trzeba uważać
- Obecność animatora nie gwarantuje, że wyjdziesz z dużej pozycji. Jego zobowiązanie dotyczy zwykle niewielkiej liczby akcji. Na małą transakcję wystarczy, na większą już nie.
- Płynność z market makera znika, kiedy jest najbardziej potrzebna. W panice spready się rozszerzają, a oferty cofają. Nie zakładaj, że sprzedasz po ostatniej cenie z ekranu.
- Na rynku CFD i forex broker często sam jest market makerem. Wtedy jest stroną przeciwną twojej transakcji i zarabia, kiedy ty tracisz. To konflikt interesów wbudowany w model biznesowy. Regulatorzy wymagają od takich brokerów publikowania, jaki odsetek klientów traci pieniądze, i ta liczba zwykle przekracza 70%.
- Z drugiej strony nie każdy dziwny ruch kursu to „manipulacja market makera”. Na forach to ulubione wytłumaczenie każdej straty. Na regulowanych rynkach akcji market maker zarabia na obrocie i spreadzie, a nie na polowaniu na zlecenia pojedynczego inwestora.
W skrócie
Market maker to pośrednik, który stale kupuje i sprzedaje, żeby na rynku zawsze był ktoś po drugiej stronie. Zarabia na spreadzie, a dzięki niemu handel jest tańszy i łatwiejszy. Ale jego płynność jest warunkowa. W spokojnych czasach jest jej pod dostatkiem, w panice potrafi wyparować w kilka minut.
Market maker sprzedaje ci płynność, ale jak każdy sprzedawca, podnosi cenę wtedy, kiedy towaru najbardziej brakuje.