Slippage (poślizg cenowy)

Slippage to różnica między ceną, po której spodziewałeś się zawrzeć transakcję, a ceną, po której faktycznie ją zawarłeś. Klikasz „kup” przy kursie 10 zł, a w historii transakcji widzisz średnią 10,08 zł. Te 8 groszy to właśnie poślizg.

Skąd się bierze?

Są trzy główne źródła.

Pierwsze to ruch ceny między decyzją a realizacją. Na spokojnej, płynnej akcji to ułamki sekundy i grosze. Przy gwałtownym ruchu albo zleceniu złożonym poza sesją kurs może się mocno zmienić, zanim zlecenie w ogóle trafi na rynek.

Drugie to wielkość zlecenia. Załóżmy, że chcesz kupić 2000 akcji, a w arkuszu po stronie sprzedaży wisi 500 sztuk po 10,00 zł, 700 sztuk po 10,05 zł i 1000 sztuk po 10,15 zł. Twoje zlecenie po cenie rynkowej zje pierwsze dwa poziomy w całości i część trzeciego. Średnio zapłacisz około 10,08 zł, czyli prawie 0,8% więcej, niż pokazywał ekran. Rynek się nie ruszył. To ty go ruszyłeś.

Trzecie to luka cenowa. Spółka publikuje po sesji fatalne wyniki. Wczoraj zamknęła się na 100 zł, dziś otwiera się na 75 zł. Jeśli miałeś stop loss na 90 zł, zostanie uruchomiony, ale sprzedasz w okolicach 75 zł, a nie 90. Stop loss chroni przed dalszymi spadkami, ale nie gwarantuje ceny.

Poślizg działa w obie strony

Slippage kojarzy się ze stratą, ale bywa też dodatni. Jeśli między złożeniem zlecenia a jego realizacją cena ruszy na twoją korzyść, kupisz taniej albo sprzedasz drożej. Kłopot w tym, że w praktyce częściej trafia się ten ujemny. Największe poślizgi zdarzają się przy gwałtownych ruchach, a te zwykle idą przeciwko temu, kto akurat w nerwach próbuje wyjść.

Jak go ograniczać?

  • Zlecenie z limitem zamiast zlecenia po cenie rynkowej. Określasz maksymalną cenę, jaką jesteś gotów zapłacić, i wiesz, że drożej nie kupisz. Ceną jest ryzyko, że zlecenie nie wykona się w całości, jeśli nie znajdziesz chętnego na taką transakcję.
  • Dzielenie dużych zleceń. Zamiast czyścić arkusz jednym zleceniem, możesz kupować partiami, w ciągu dnia albo kilku sesji. Fundusze robią to na co dzień, używając algorytmów, które rozkładają zlecenia w czasie.
  • Omijanie najgorszych momentów. Pierwsze minuty sesji, okolice publikacji wyników i ważnych danych makro to czas, kiedy spready są szerokie, a ceny skaczą.

Pułapki, na które trzeba uważać

  • Stop loss to nie gwarancja ceny. Przy luce cenowej albo gwałtownym ruchu zlecenie wykona się po pierwszej dostępnej cenie, a ta może być dużo gorsza od poziomu, który ustawiłeś. Zlecenie stop limit ogranicza to ryzyko, ale w zamian może się w ogóle nie wykonać.
  • Zlecenie po cenie rynkowej w mało płynnej spółce potrafi kosztować kilka procent w jednej chwili. Przy pustym arkuszu kupisz od kogoś, kto wystawił absurdalnie wysoką ofertę i po prostu czekał na czyjąś nieuwagę.
  • Mały poślizg razy wiele transakcji to duży koszt. Pojedyncze 0,1% nie boli, ale przy aktywnym handlu sumuje się do kwot, które zjadają większość wyniku.
  • Backtest bez kosztów transakcyjnych i poślizgu to nie test, tylko życzenie. Zawsze zakładaj realistyczne koszty, a najlepiej trochę pesymistyczne.

W skrócie

Slippage to różnica między ceną, której się spodziewałeś, a ceną, którą faktycznie dostałeś. Bierze się z ruchu rynku, z wielkości twojego zlecenia i z luk cenowych. Ograniczysz go zleceniami z limitem, dzieleniem dużych transakcji i omijaniem nerwowych momentów, ale całkiem go nie wyeliminujesz.

Cena na ekranie to kwota ostatniej transakcji, a nie gwarancja, jak cenówka w sklepie.
- DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.