Zlecenie stop loss
Zlecenie stop loss to zlecenie sprzedaży, które czeka uśpione i budzi się dopiero wtedy, gdy kurs spadnie do ustalonego przez ciebie poziomu, zwanego limitem aktywacji. Po aktywacji zamienia się w zlecenie PKC, czyli po każdej cenie, i sprzedaje akcje po tym, co akurat jest w arkuszu. To automatyczny bezpiecznik, który ucina stratę bez twojego udziału.
Jak to działa krok po kroku?
Kupujesz akcje po 100 zł i ustawiasz stop loss na 90 zł. Dopóki kurs trzyma się powyżej, zlecenie się nie aktywuje.
W momencie, gdy na rynku zawierana jest transakcja po 90 zł albo niżej, zlecenie się aktywuje i trafia do arkusza jako PKC. W płynnej spółce sprzedasz wszystko po 90 zł albo 89,90 zł. W mało płynnej, przy dziurawym arkuszu, część pójdzie po 87 zł, a część może w ogóle nie znaleźć kupca. A jeśli kurs otworzył się po weekendzie luką na 82 zł, aktywuje cię już kurs otwarcia i sprzedasz w okolicach 82 zł.
Stop loss nie gwarantuje ceny
To najczęstsze nieporozumienie. Poziom aktywacji to miejsce, w którym zlecenie się "budzi", a nie cena, po której sprzedasz.
Luki cenowe to pierwszy problem. Spółka publikuje słabe wyniki po sesji, następnego dnia otwiera się 15% niżej. Twój stop na 90 zł aktywuje się pierwszą transakcją po 85 zł i po tyle sprzedajesz. Nic nie poradzisz, w nocy rynek był zamknięty.
Drugi problem to chwilowe załamania. Podczas flash crashu 6 maja 2010 roku akcje Procter & Gamble spadły w kilka minut o blisko 37%, po czym wróciły niemal do punktu wyjścia. Inwestorzy ze stop lossami zostali wyrzuceni z pozycji w samym dołku, często po cenach, które pół godziny później wyglądały absurdalnie nisko. Podobnie 24 sierpnia 2015 roku wiele amerykańskich ETF-ów spadło na otwarciu o 30% i więcej, choć akcje w ich portfelach straciły kilka procent. Stop lossy zamieniły się w zlecenia rynkowe i sprzedały fundusze za ułamek wartości.
Stop loss czasem może sprawić więcej problemów niż pożytku i jest narzędziem raczej dla traderów, a nie inwestorów.
Pułapki, na które trzeba uważać
- Stop loss to zlecenie, które zapewnia wyjście, a nie cenę. Luka po wynikach albo chwilowy brak płynności sprawią, że sprzedasz niżej, niż planowałeś.
- W inwestowaniu długoterminowym ciasny stop loss jest sabotażem. Prawie każda wielka historia giełdowa miała po drodze spadki o 50% i więcej. Jeśli kupujesz spółkę na lata, stop 10% poniżej ceny zakupu wyrzuci cię z większości z nich.
- Stop loss zazwyczaj nie działa poza regularną sesją. Jeśli spółka spada o 20% w after-hours po wynikach, twoje zlecenie zadziała dopiero na otwarciu, po cenie, która już uwzględnia cały spadek.
- Zlecenia mają termin ważności. Stop ustawiony pół roku temu mógł wygasnąć, a ty dalej myślisz, że chroni pozycję.
W skrócie
Stop loss to zlecenie, które automatycznie sprzedaje akcje, gdy kurs spadnie do ustalonego poziomu. Chroni przed tym, żeby mała strata zamieniła się w wielką, i wyręcza cię w decyzji, którą najtrudniej podjąć pod presją. Nie gwarantuje jednak ceny wykonania, a ustawiony zbyt ciasno wyrzuca z dobrych pozycji na zwykłym szumie.
Stop loss nie jest zalecany inwestorom, a traderom, których interesuje wykres zamiast fundamentów.