Wstęp
Macie w portfelu akcje Orlenu? Statystycznie sporo z Was ma albo może chce mieć. W końcu to największa spółka na GPW i nawet dywidendy płaci. No to w ostatnim tygodniu ktoś wymyślił, jak zabrać Wam tę dywidendę, nie łamiąc żadnego przepisu.
Wystarczy, że Orlen kupi za 20 do 22 miliardów złotych pakiet akcji Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Od kogo? A od Skarbu Państwa. Czyli pieniądze z zysku spółki, który normalnie trafiłby w części do WSZYSTKICH akcjonariuszy, trafiłyby sobie okrężnie do jednego akcjonariusza. Nikt nikogo nie okrada. Przecież to oczywiste, że koncern paliwowo-energetyczny powinien też robić czołgi, nie? Potrzebne mu to jak… eh, no to o tym będzie między innymi w tym wpisie.
I to jest dobry punkt wyjścia do dzisiejszego Gospodarczego Przeglądu Wydarzeń, bo oprócz tego RPP zostawiła stopy procentowe na poziomie 3,75% i pogrzebała, przynajmniej na razie, dalsze marzenia o obniżkach.
GPW stworzyła sobie za to nowy indeks dla NewConnect, który służy głównie do odsiania gówna z rynku, który ta sama giełda przez lata zaniedbała.
Do tego dwa newsy z prywatnej części gospodarki, dla odmiany radosne: Morele.net mogą trafić na giełdę, co byłoby sygnałem, że rynek IPO w Warszawie wreszcie odżywa, a Digital Network robi historyczne szczyty i przy okazji tworzy największy ekran 3D w Europie.
Osiemset metrów kwadratowych, 22 tony LED-ów i ciągle jedno ryzyko regulacyjne wiszące nad spółką. Lecimy.
Miały być obniżki stóp w Polsce, a teraz mowa o podwyżkach. GPW dostanie nową gwiazdę?
RPP trzyma stopy na 3,75%. Co dalej?
Rada Polityki Pieniężnej na posiedzeniu 8 i 9 września utrzymała stopę referencyjną na poziomie 3,75%. Nikogo to nie zaskoczyło, bo rynek jednogłośnie obstawiał pauzę, ale już kontekst od lipcowego posiedzenia zmienił się diametralnie.
Przypomnijmy, że w lipcu prezes NBP Adam Glapiński po raz pierwszy wprost powiedział, że rozważa złożenie wniosku o obniżkę stóp o 25 punktów bazowych po wakacjach. To był mocno gołębi sygnał. Wrzesień był pierwszym realnym terminem, w którym taki wniosek mógłby trafić pod głosowanie.
Tyle że między lipcem a wrześniem wydarzyło się kilka rzeczy. Inflacja CPI w sierpniu skoczyła do 3,4% rok do roku z 3,0% w lipcu, zbliżając się niebezpiecznie do górnej granicy pasma tolerancji NBP, które wynosi 3,5%. Głównym winowajcą są paliwa, których ceny wzrosły o 24,2% rok do roku i 5,2% miesiąc do miesiąca po wygaśnięciu pakietu obniżonej akcyzy. Lekko w górę poszła też jednak inflacja bazowa, czyli ta po wyłączeniu cen żywności i energii.
W lipcu RPP wskazywała na spadki cen ropy i osłabioną aktywność gospodarczą w otoczeniu. We wrześniu zaznaczono, że dynamika PKB w strefie euro przyspieszyła, a krajowy PKB w drugim kwartale rósł szybciej, napędzany przyspieszeniem inwestycji przy jednoczesnym spowolnieniu konsumpcji. To w połączeniu z wyższą inflacją bazową wyraźnie zmniejsza przestrzeń do obniżek stóp procentowych.
Ekonomiści Erste Banku twierdzą, że lipcowa deklaracja Glapińskiego całkowicie się zdezaktualizowała w świetle ponownie podwyższonych cen ropy.
Credit Agricole rozważał w swoich scenariuszach nawet podwyżkę o 25 punktów bazowych do 4% jeszcze w czwartym kwartale 2026. Glapiński sam wcześniej sugerował, że utrzymywanie się inflacji powyżej górnej granicy odchyleń byłoby istotnym argumentem za rozważeniem podwyżek, ale zdecydowanie za wcześnie na takie insynuacje.
Sam Adam Glapiński na konferencji powiedział, że „nie zanosi się prędko na jakiekolwiek zmiany stóp procentowych”. Na dziś zmieniło się tyle, że do cyklu obniżek stóp wrócimy prawdopodobnie później, niż zakładano jeszcze dwa miesiące temu. Czy to ma jakiś szczególny wpływ na inwestorów na GPW? Minimalnie dobry dla banków, ale dla większości raczej neutralny. Zmiany są marginalne, a do tego inflacja, mimo że lekko podwyższona, pozostaje pod kontrolą, rynek pracy ma się w porządku, a gospodarka dalej jest silna.
Morele.net na giełdzie? Możliwy debiut IPO
Inwestorów bardziej powinno obchodzić, że być może ponownie rozrusza się u nas w końcu rynek IPO. Na warszawskim parkiecie jest tylko jedna spółka, która zajmuje się zarządzaniem funduszami private equity – MCI Capital. Wyceniane na półtora miliarda złotych MCI ma pod zarządzaniem portfel czternastu prywatnych spółek.
Wśród nich znajdziemy sprzedający bilety lotnicze i pakiety turystyczne eSky, cateringowe Nice To Fit You, węgierskiego brokera ubezpieczeniowego Netrisk i Morele.net.
Morele to jeden z czołowych polskich e-sklepów z elektroniką, sprzętem komputerowym i AGD i jednocześnie najstarsza znacząca inwestycja w portfelu MCI. Fundusz wszedł w tę spółkę jeszcze w 2011 roku i wycenia dziś swoje udziały na 73 mln zł. To jednocześnie pozycja, gdzie MCI aktywnie szuka okazji do wyjścia z inwestycji. Rozważa się kilka scenariuszy. Oprócz klasycznej sprzedaży do innego inwestora strategicznego na stole leży też debiut giełdowy Morele.net.
Morele przeszły w ostatnich latach kilka ewolucji modelu biznesowego. Dziś sprzedają produkty samodzielnie – mają własny magazyn i własną sprzedaż – ale jednocześnie pozwalają zewnętrznym sprzedawcom zamieszczać oferty na platformie w modelu marketplace. W 2026 roku mieli dwucyfrowy wzrost przychodów i, jak się okazało, solidnie wykręconą rentowność.
Raportowane przychody miały przekroczyć już 1,4 mld złotych, a EBITDA dojść do 27 milionów. Szczególnie ciekawy jest tu jeszcze jeden kierunek rozwoju – marki własne. To zawsze sprzedaż na wyższej marży, bo spółka ma pełną kontrolę nad produktem od projektu po dystrybucję. Morele rozwijają je również za granicą, a sam portfel marek planują powiększać przez przejęcia innych firm.
Raportowane przychody miały przekroczyć już 1,4 mld złotych, a EBITDA dojść do 27 milionów. Szczególnie ciekawy jest tu jeszcze jeden kierunek rozwoju - marki własne. To zawsze sprzedaż na wyższej marży, bo spółka ma pełną kontrolę nad produktem od projektu po dystrybucję. Morele rozwijają je również za granicą, a sam portfel marek planują powiększać przez przejęcia innych firm.
W zakończonym roku przychody Morele wzrosły z 1,44 do 1,77 mld zł. To około 23%. EBITDA urosła jednak z 27 do 43 mln zł, czyli prawie 60%. GMV całej platformy doszło już do 2,6 mld zł, czyli biznes nie tylko rośnie. Na razie rośnie też szybciej jego rentowność niż sama sprzedaż.
Dla inwestora są tu tak naprawdę dwie rzeczy do obserwowania. Pierwsza to samo MCI, bo fundusz wycenia swoje udziały w Morele na 73 mln zł, więc ewentualny exit pokaże nam, jak ta prywatna wycena ma się do ceny, którą rzeczywiście jest gotowy zapłacić rynek. To o tyle ciekawe, że całe MCI od dawna handluje z wyraźnym dyskontem do wartości swoich aktywów netto.
Druga rzecz jest szersza. W 2026 roku rynek IPO na GPW już zaczął się budzić, ale wciąż potrzebujemy normalnych, prywatnych firm, które wybierają giełdę jako realną drogę pozyskania kapitału albo wyjścia dotychczasowego właściciela.
Jeżeli Morele rzeczywiście pójdą tą drogą, to nie będzie wydarzenie przełomowe dla całej GPW. Ale będzie kolejnym sygnałem, że po kilku bardzo chudych latach warszawska giełda znowu zaczyna spełniać jedną ze swoich podstawowych funkcji. Tego typu sygnałów zdecydowanie chciałbym w kolejnych kwartałach widzieć więcej.
Orlen i PGZ. Czy koncern wejdzie w zbrojeniówkę?
Na kieleckim Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego, gdzie było ponad 1200 wystawców z 43 krajów, najgorętszym tematem nie była żadna nowa giwera, ale informacja o potencjalnym przejęciu akcji Polskiej Grupy Zbrojeniowej przez… Orlen.
Informację rzucił w poniedziałek jeden z portali branżowych, a potwierdziła ją „Rzeczpospolita”. W Ministerstwie Aktywów Państwowych trwać mają przymiarki do sprzedaży od 40 do 45% akcji PGZ.
Wymagania są takie, że kupić je może wyłącznie podmiot kontrolowany przez Skarb Państwa, bo PGZ znajduje się na liście 30 strategicznych spółek chronionych ustawą o zasadach zarządzania mieniem państwowym. Żeby wykreślić ją z tej listy, potrzebna byłaby nowelizacja ustawy, która i tak nie przejdzie, więc na stole pojawił się Orlen, największa spółka Skarbu Państwa na GPW.
Skala potencjalnej transakcji jest gigantyczna. Wyceny PGZ oscylują, w zależności od metodologii, między 37,5 a 50 mld zł, więc pakiet 40 do 45% akcji to kwota rzędu 20 do 22 mld zł. Czy Orlen na to stać? Tak, w pierwszym półroczu 2026 roku zanotował 15,8 mld zł zysku netto przez wzrost cen surowców energetycznych. Czy Orlen tego potrzebuje? Zdecydowanie nie. Potrzebne mu to jak świni siodło.
Nawet wewnątrz samego koncernu pojawiają się obawy, że taka transakcja zmieni go w coś na kształt koreańskiego czebola – tak w Korei nazywa się gigantyczne konglomeraty, które robią dosłownie wszystko. W tym scenariuszu Orlen robiłby i benzynę, i energię, i czołgi.
Po co więc rząd o tym przebąkuje? Ano jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę. W takim scenariuszu lwia część zysków spółki, zamiast trafić do WSZYSTKICH akcjonariuszy, czyli również innych niż Skarb Państwa, zostałaby przekierowana na zakup PGZ, czyli trafiłaby do Skarbu Państwa w całości. Świetny sposób na uderzenie w zaufanie i zniechęcenie inwestorów zagranicznych, dla których przewidywalność polityki dywidendowej jest tu od zawsze istotna.
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun jest wyraźnie za taką zmianą tak czy siak. Na MSPO mówił, że widzi przestrzeń dla zmiany w strukturze akcjonariatu PGZ i wejścia do niego spółek, które pozwolą zbudować większą wartość, wygenerować synergie biznesowe i skuteczniej pozyskiwać finansowanie na rynku dłużnym.
W wizji Balczuna PGZ ma się stać poważnym graczem globalnym na wzór koncernów z USA, Korei Południowej, Niemiec czy Francji. Resort stawia na zasadę local content, czyli zwiększenie udziału krajowych firm w realizacji dużych zamówień obronnych, transfer technologii i budowanie kompetencji, żeby ograniczyć zależność od dostawców oddalonych o tysiące kilometrów. Minister wskazywał na doświadczenia Korei Południowej jako model do naśladowania. Spoko, niech się staje, ale po jaką cholerę ma być w Orlenie?
NCFIndex. Nowy indeks GPW dla NewConnect
Po jaką cholerę, nie wiem też, istnieje rynek NewConnect w obecnej formie bycia wylęgarnią dziadostwa.
Po spektakularnej covidowej hossie, kiedy NCIndex wystrzelił o 109% w samym 2020 roku, potem wszystko wróciło do normy. W 2021 roku indeks spadł o 21%, w 2022 o kolejne 20%, w 2023 stracił 4%, a w 2024 zjechał o dodatkowe 24%. Rok 2025 przyniósł wprawdzie 9,3% wzrostu, ale w porównaniu z 47% stopą zwrotu z WIG mała giełda wypadła blado. W tym roku sytuacja jest analogiczna. NCIndex jest na plusie, ale daleko mu do WIG, który bije historyczne rekordy.
Dlaczego? Dlatego, że tam po prostu są w 90% słabe spółki. NewConnect z definicji jest rynkiem dla mniejszych, rozwijających się firm. Kiedy taka spółka dorasta, zdobywa odpowiednią kapitalizację i płynność, naturalnym krokiem jest przejście na główny parkiet GPW. Tak się dzieje, ale dość rzadko, a nawet gdy już się zadzieje, to sam indeks NCIndex ma w zasadzie wbudowany mechanizm samooczyszczania z najlepszych spółek. On strukturalnie nie ma jak rosnąć w długim terminie.
Najsilniejsze biznesy schodzą z NewConnect, a indeks zostaje z tym, co zostało. GPW być może w końcu zacznie to zmieniać. Kolejnym krokiem w tym kierunku jest tu NCFIndex, nowy wskaźnik publikowany od poniedziałku 7 września przez GPW Benchmark. NCFIndex obejmuje spółki z segmentu NC Focus – to segment skupiający spółki z NewConnect spełniające podwyższone wymagania dotyczące kapitalizacji, kondycji finansowej, historii notowań i jakości raportowania – które dodatkowo muszą spełnić kryteria płynnościowe. Żeby trafić do indeksu, udział akcji w wolnym obrocie, czyli free float, musi przekraczać 10%, wartość akcji w wolnym obrocie musi wynosić co najmniej milion złotych, a wobec emitenta nie może być otwarte postępowanie upadłościowe.
Na start NCFIndex obejmuje 42 spółki, gdzie pierwsza dziesiątka odpowiada łącznie za około 46% portfela. Znajdziemy tam też między innymi Green Lanes, MakoLab, Sevenet, SFD, Aquę, Grupę Recykl, HiProMine czy Excellence.
NCFIndex jest indeksem dochodowym, co oznacza, że uwzględnia nie tylko zmiany cen akcji, ale też dochody z dywidend i praw poboru. Daje to pełniejszy obraz realnej stopy zwrotu. Wartość bazowa indeksu to 1000 punktów na 17 października 2016 roku. Na otwarciu notowań w poniedziałek indeks pokazał 1823 punkty, co oznacza, że gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie i kupić koszyk tych spółek prawie dekadę temu, zarobilibyśmy prawie 90%. Dla porównania szeroki NCIndex w tym samym okresie jest pod kreską. Na jednym i tym samym rynku.
Czyli GPW po prostu zrobiła nowy indeks dla NewConnect, który odsiewa ze składu największe bagno, jakie można tam znaleźć. Mały krok w dobrą stronę.
Michał Kobza, członek zarządu GPW, komentuje, że NCFIndex ma dawać inwestorom przejrzysty obraz najbardziej dojrzałej części NewConnect i jednocześnie motywować pozostałe spółki do spełniania wyższych standardów. Skład indeksu będzie rewidowany cztery razy w roku.
Czy nowy indeks odczaruje NewConnect? Sam w sobie raczej nie, ale jeśli da inwestorom chociaż jakieś narzędzie do odfiltrowania badziewia i pokaże, że na małej giełdzie da się zarobić – pod warunkiem, że wybierze się normalne spółki, których jest tam niewiele – to jest to krok w dobrym kierunku.
Digital Network i największy ekran 3D w Europie
Kurs Digital Network w ostatnim tygodniu wystrzelił o 25% i ustanowił nowe historyczne szczyty w okolicach 380 zł, a cały ten rajd napędzają wyniki finansowe. Dla przypomnienia spółka zajmuje się cyfrowymi billboardami w przestrzeni publicznej i rośnie na tym, że reklama na zewnątrz zmienia się z papierowych plakatów w cyfrowe ekrany.
W pierwszym półroczu 2026 roku przychody grupy skoczyły o 189% rok do roku. EBITDA wzrosła o 183%, a zysk operacyjny o 151%. Dynamiki robią wrażenie, ale trzeba od razu dodać, że w dużej mierze wynikają z przejęcia BGMO, czyli Braughman Group Media Outdoor. To klasyczna sytuacja, w której wzrost jest nieorganiczny, czyli wynika głównie z połączenia przychodów i zysków dwóch biznesów. Po roku ten efekt wygasa i dynamiki wracają do wartości organicznych.
Ciekawy jest zysk netto, który urósł „tylko” o 62%. Skąd ta dysproporcja wobec dynamik operacyjnych? Mamy tu wyższe koszty odsetkowe związane z długiem, za który spółka kupiła Braughman Group Media Outdoor. Oprócz tego widać też wyraźny skok kosztów operacyjnych w drugim kwartale, co może mieć związek z uruchomieniem nowej flagowej inwestycji.
Tą inwestycją jest Warsaw Stage, czyli największy trójstronny ekran LED 3D w Europie, większy nawet od słynnego Piccadilly Lights w Londynie. Ekran znajduje się na wieżowcu Skylight przy wejściu do Złotych Tarasów, w samym sercu Warszawy, tuż obok Dworca Centralnego, przez który przewija się 20 mln pasażerów rocznie. Samo medium ma ponad 800 metrów kwadratowych powierzchni, składa się z prawie tysiąca kabinetów LED o łącznej wadze 22 ton, zamontowanych na 84 tonach stali konstrukcyjnej i połączonych blisko 10 kilometrami kabli.
Jak działa ekran 3D Warsaw Stage?
Ekran został zaprojektowany z myślą o kreacjach anamorficznych 3D. Jeśli widzieliście kiedyś te wiralowe filmy z wielkich ekranów 3D w Seulu czy Nowym Jorku, gdzie gigantyczny obiekt zdaje się wystawać poza powierzchnię budynku, to dokładnie o taki efekt chodzi. Technika polega na wykorzystaniu perspektywy i głębi obrazu, żeby oszukać ludzkie oko i stworzyć wrażenie trójwymiarowości na płaskim ekranie. Warszawa dołączyła tym samym do elitarnego klubu metropolii z ikonicznymi ekranami wielkoformatowymi, a sam Warsaw Stage stał się naturalnym generatorem contentu w mediach społecznościowych.
Prezes spółki Agnieszka Godlewska podkreśla, że Digital Network w 2026 roku kilkukrotnie zwiększył nakłady inwestycyjne, koncentrując się na pozyskiwaniu nowych lokalizacji i digitalizacji analogowych nośników. Strategia firmy opiera się na budowaniu trwałych przewag przez ogólnopolską skalę, wysokie bariery wejścia i długoterminowe umowy najmu. Spółka zarządza obecnie ponad 20 tysiącami nośników reklamowych w całej Polsce. Obecne inwestycje w infrastrukturę cyfrową mają się przełożyć na istotny wzrost przychodów i zysków już w 2027 roku, kiedy nowe lokalizacje zaczną generować przychody w pełnych cyklach.
Nie można zaprzeczyć, że biznes rozwija się świetnie, a kurs akcji tylko to potwierdza, ale jest tutaj jedno kluczowe ryzyko. Potencjalna ustawa krajobrazowa. Jeśli legislacja pójdzie w tym kierunku, to dla spółki może to być poważny cios.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









