Rzeźnia na spółkach luksusowych. Pułapka czy okazja dla inwestora?

Jeszcze niedawno inwestorzy byli przekonani, że znaleźli sektor idealny – sektor dóbr luksusowych, który rośnie niezależnie od wszystkiego.
Inflacja? Nie szkodzi. Wysokie stopy procentowe? Bez znaczenia. Spowolnienie gospodarcze? Bogaci i tak kupią.
Luksus miał być odporny na wszystko. Jednak rynek właśnie pokazał, jak bardzo to było złudzenie. W ciągu ostatnich miesięcy akcje największych domów mody zaczęły spadać szybciej niż wiele spółek technologicznych.

To taki moment, w którym inwestorzy zaczynają zadawać sobie pytanie: co takiego się stało? Czy sektor luksusowy dalej jest odporny i da się na tych spadkach zarobić, czy może czas odpuścić? Dokładnie to sprawdzam w tym materiale.

Rzeźnia na spółkach luksusowych. Pułapka czy okazja dla inwestora?

Wpłać min. 200 USD w eToro i odbierz bonus inwestycyjny o wartości 50 USD
Twój kapitał jest narażony na ryzyko.
Rejestracja

Kryzys w sektorze dóbr luksusowych – przypadek LVMH

Symbolem bieżącego kryzysu w sektorze luksusowym jest konglomerat LVMH. Jego akcje zaliczyły właśnie najgorszy początek roku w całej swojej historii. Od stycznia 2026 roku ich cena spadła o niemal 30%. Nawet podczas najgorszych tąpnięć rynkowych w ciągu ostatnich trzech dekad akcje tego giganta nigdy nie zanurkowały tak głęboko w pierwszym kwartale roku.

Najgorszy start LVMH

Dla mocniejszego kontrastu warto pokazać, że nawet technologiczny indeks Nasdaq 100, kojarzony przecież z ogromną zmiennością i ryzykiem, od początku roku stracił maksymalnie około 7%.

Spadek LVMH vs indeks

LVMH nie jest zresztą w tym cierpieniu sektora odosobnione. Rzeźnia dotykała większość spółek sektora luksusowego:

Kering: -13% YTD

Burberry: -14% YTD

Richemont: -18% YTD

Hermès: -23% YTD

Akcje luksusu 2026 spadki

Jeśli spojrzymy na wykresy z szerszej perspektywy, sytuacja wygląda nawet jeszcze gorzej. W wielu przypadkach spadki zaczęły się znacznie wcześniej, a te spółki, które akurat nie spadały, od dawna stały w miejscu, zupełnie nie biorąc udziału w ogólnej hossie. Taki Hermès od swojego szczytu stracił już ponad 40% wartości!

Kurs Hermes spadek trend

Dlaczego luksus przestał być odporny na kryzys?

Dobra, nie kopmy już leżącego. Widać, że jest źle. Tylko dlaczego i czy da się na tym zarobić? Zrozumienie tego, co wydarzyło się w ostatnich dwóch latach na rynku dóbr luksusowych, wymaga odrzucenia myślenia, że mamy do czynienia ze zwykłym cyklem koniunkturalnym.

Po pierwsze, przestał działać chiński silnik do kupowania. Przez lata Chiny były dla sektora luksusowego tym, czym dla technologii jest krzem – niezbędnym paliwem wzrostu. Ogromna chińska populacja, która dopiero doganiała Zachód i szybko się bogaciła, generowała wielki wzrost dla sektora dóbr luksusowych. Z roku na rok w Chinach przybywało ludzi bogatych, którzy chcieli zaznać zachodniego luksusu. Strategia firm była prosta: otwierać coraz większe salony w Szanghaju czy Pekinie i czekać na rosnącą rzeszę nowych milionerów.

Ten model się zatkał. Chińska gospodarka po pandemii rośnie dużo wolniej, co dobrze widać na wykresie sprzedaży detalicznej.

Sprzedaż detaliczna Chiny trend

Do tego przeciągający się kryzys na rynku nieruchomości w Chinach sprawił, że tamtejsza klasa średnia i wyższa przestały czuć się aż tak bogate. Kiedy wartość Twojego mieszkania spada któryś rok z rzędu, rzadziej masz ochotę na nową torebkę za równowartość kilku pensji.

Tamtejszy konsument przeszedł też sporą przemianę psychologiczną. Do głosu doszedł silny trend zwany guochao, czyli rosnąca duma z rodzimych produktów. Chińczycy zaczęli dostrzegać, że lokalne marki oferują równie dobrą jakość, często lepiej dopasowaną do ich kultury, a przy tym nie niosą ze sobą „zachodniego” piętna, które w 2026 roku nie jest już tam tak modne jak kiedyś.

Napięcia geopolityczne tylko umacniają tego typu trendy i patriotyzm ekonomiczny, szczególnie w czasach, gdy przeciwnicy Chin grają cłami czy sankcjami na eksport.

Spółki luksusowe same często publikują dane, które te problemy potwierdzają. Sprzedaż organiczna w Azji (z wyłączeniem Japonii) w konglomeracie LVMH kurczyła się przez ostatnie dwa lata.

Wzrost LVMH Azja spowolnienie

Znikający klient aspirujący i wpływ inflacji

Silnym ciosem w wyniki był też odwrót tak zwanego klienta aspirującego w innych regionach. To termin, który w branży dóbr luksusowych oznacza osoby, które nie są bajecznie bogate, ale raz na jakiś czas kupują sobie pasek z logotypem, portfel czy okulary przeciwsłoneczne znanej marki, by poczuć odrobinę prestiżu. Ta grupa, dzięki swojej liczebności, pompowała wyniki takich spółek przez ostatnie lata.

W ostatnich latach ten klient zaczął zanikać. W okresie szalejącej inflacji i wysokich stóp procentowych wydawało się, że siła cenowa spółek luksusowych jest potężna. Klienci nie odpłynęli od razu, a przez pewien czas akceptowali nawet spore podwyżki cen.

W końcu jednak konsument zareagował. Wysokie raty kredytów w końcu zaczęły robić swoje, a do tego doszedł fakt, że ludzie zwyczajnie „wyprztykali” się z nadwyżek finansowych zgromadzonych jeszcze w czasach lockdownów.

Oszczędności USA wykres trend

Klasa średnia w Europie i USA musiała zacząć wybierać między ratą kredytu a nowym gadżetem ze znanym logo. Spółki, które zbyt mocno postawiły na produkty „wejściowe” (te relatywnie najtańsze w ofercie), obudziły się z ogromnymi zapasami w magazynach, których nikt nie chce kupić. To tutaj widać największą różnicę w wynikach. Te marki, które sprzedają marzenia dla mas, ucierpiały najbardziej. Te, które zachowały swój najbardziej luksusowy charakter, były bardziej odporne.

Różnice między Hermès, LVMH i Kering

Kiedy porównamy wyniki spółek takich jak Hermès, LVMH oraz Kering, to widać, że każda z nich idzie zupełnie inną drogą.

Firmą, która najbardziej postawiła na klienta aspirującego, jest Kering. W szczególności jego najważniejsza marka — Gucci. W latach 2015–2022 Gucci stało się niemal ikoną luksusu dla mas. Marka przyciągnęła rzesze młodych, niekoniecznie naprawdę majętnych ludzi, którzy chcieli zamanifestować swój status.

Problem polega na tym, że gdy portfele tej grupy zaczęły chudnąć przez inflację i drogie kredyty, to Gucci odczuło to najmocniej. W przypadku Keringa ten „aspirujący” fundament był po prostu zbyt szeroki w stosunku do całej reszty biznesu.

LVMH też ma ogromną ekspozycję na ten segment. Perfumy Diora czy torebki Louis Vuitton to naprawdę nie jest nieosiągalny dla mas wydatek raz na jakiś czas. LVMH jest jednak na tyle potężnie zdywersyfikowane, że potrafiło zamortyzować to sprzedażą ekstremalnie drogiej biżuterii czy szampanów.

Z kolei Hermès to zupełnie inna liga. Oni niemal całkowicie ignorują klienta aspirującego, celując w grupę tak bogatą, że cena torebki Birkin to jedynie drobny wydatek, a nie coś, na co trzeba sobie „pooszczędzać”.

Wyniki finansowe i zyski operacyjne spółek luksusowych

Te różnice w kondycji finansowej doskonale widać, gdy przeanalizujemy zysk operacyjny każdej z tych firm. Aby wykres był maksymalnie czytelny, zastosowałem prosty zabieg: przyjąłem rok 2018 jako wspólny punkt startowy (poziom zero). Potraktujmy to jak linię startu w wyścigu. Dzięki temu nie musimy przebijać się przez dziesiątki miliardów euro, które różnią te spółki pod względem skali. Od razu widzimy, jak dynamicznie w kolejnych latach rosły lub spadały ich realne zyski względem tego samego punktu wyjścia.

Hermès, czyli spółka najbardziej luksusowa, reprezentowana przez pomarańczowe słupki, rośnie nieprzerwanie i cały czas poprawia wyniki operacyjne. LVMH, reprezentowany przez niebieskie słupki, miał problematyczne ostatnie dwa lata, a zysk topniał.

Kering, czyli właściciel Gucci, radzi sobie najgorzej, a jego zysk spada nieprzerwanie od 2022 roku i jest dziś poniżej poziomów z ubiegłej dekady.

Zyski operacyjne luksusowe marki

Tak kończy się rozcieńczanie luksusu i próba trafienia do mniej zamożnej klasy społecznej. Stajecie się wtedy zwykłą spółką cykliczną, podatną na wahania koniunktury i nastroje masowego konsumenta, które zależą od twardych czynników makroekonomicznych. Taka strategia mogła być dobra w czasach gospodarczego boomu, ale całkowicie poległa w momencie, gdy konsumenci musieli mocniej zacisnąć pasa.

Czy sektor luksusowy to okazja inwestycyjna?

Okej, tylko to wszystko już przeszłość. Nas teraz interesuje to, co przed nami. Czy sektor luksusowy to dzisiaj okazja inwestycyjna? Moja odpowiedź brzmi: to zależy. Od czego? Przede wszystkim od tego, na którą konkretnie spółkę patrzymy.

Ważnym argumentem byków są Indie. Wielu sceptyków twierdzi, że bez Chin luksus nie przetrwa. To błąd. Podczas gdy Chiny przechodzą transformację, na horyzoncie wyrastają Indie oraz kraje Azji Południowo-Wschodniej, takie jak Wietnam czy Indonezja. W 2026 roku demografia Indii i tempo bogacenia się tamtejszej klasy wyższej przypominają Chiny sprzed 10–15 lat. Wielkie domy mody dopiero zaczynają tam masowo otwierać swoje flagowe salony.

Jeśli dodamy do tego fakt, że populacja Indii jest znacznie młodsza niż chińska czy europejska, otrzymujemy ogromny, niewykorzystany rynek, który może przejąć rolę głównego silnika wzrostu na kolejne dwie dekady – podobnie jak do tej pory było to z Chinami.

Rynek dóbr luksusowych Indie

Ponadto cykl koniunkturalny ma to do siebie, że… jest cykliczny. To oznacza, że klasa aspirująca nie będzie trzymać się za portfel w nieskończoność. Tak jak podwyżki stóp uderzyły w konsumenta, tak obniżki w końcu go „odmrożą” i wyniki w jakimś stopniu odbiją.

Tańszy pieniądz to nie tylko lepsze nastroje na giełdzie, ale też większa skłonność do wydatków u wspomnianego „klienta aspirującego”, który w końcu zatęskni za odrobiną czegoś, co identyfikuje jako prestiż.

Wyceny spółek luksusowych – czy naprawdę są niskie?

Powiedziałem jednak, że to zależy od spółki. Tu bowiem pojawia się inny problem. Skoro część spółek luksusowych poszła w segment masowy, to czy one w ogóle zasługują na wysokie mnożniki wyceny?

To, że wyniki odbiją wraz z poprawą koniunktury, nie oznacza wcale, że inwestorzy nie zostawią wycen na obniżonym poziomie — jako „karę” za to, że spółka stała się cykliczna, zamiast być odporna na kryzysy dzięki celowaniu w najbogatszych. Jeśli tak się stanie, to niektóre firmy, nawet jeśli dziś wydają się tanie na tle swojej przeszłości, wcale nie muszą być ekstra inwestycją na tle szerokiego rynku. Jasne, pewnie urosną, ale pytanie: o ile i przy jakim ryzyku?

Spójrzmy na konkretne wyceny, żebyśmy wiedzieli, o czym rozmawiamy. Najsilniejszy dziś argument byków to, ile płacimy za każde euro zysku wypracowanego przez te firmy. Jeszcze w 2021 czy 2022 roku sektor luksusowy był wyceniony „pod korek”, a wskaźniki Cena do Zysku (C/Z) często biły rekordy. Dziś, w 2026 roku, wiele z tych spółek handlowanych jest przy mnożnikach bliskich wieloletnim minimom. Przykładem niech będzie wspomniany Hermès: swego czasu notowany w okolicach 50, a nawet 60x C/Z, dziś spadł w okolice 36x.

Wskaźnik PE Hermes trend

Innym przykładem może być LVMH, który jest już notowany w okolicy 20x P/E, co też jest blisko 10-letnich minimów.

Wskaźnik PE LVMH trend

Tylko czy to prawdziwa okazja inwestycyjna, czy jedynie normalizacja po latach euforii? Moim zdaniem to drugie. Rozumiem wszystkie argumenty byków:
• Indie zamiast Chin,
• cykliczne odbicie konsumenta w samych Chinach,
• powrót klienta aspirującego na Zachodzie.

Jedyne, czego nie kupuję, to argumentu, że dzisiejsze wyceny są „niskie”. Nie są obecnie ani wysokie, ani niskie. Wiele spółek luksusowych powinno zaliczyć trwały spadek mnożników wyceny przez sam fakt, że zeszły do odbiorcy masowego. Stały się podatne na koniunkturę i przestały być antycykliczne.

Do tego dochodzi realne pogorszenie wyników finansowych. W przypadku LVMH od dwóch lat mamy do czynienia ze spadkiem przychodów i zysków, a wyceny są na poziomie niewiele niższym niż w latach 2016–2019, kiedy spółka rosła o około 10% rocznie, a jej status luksusu był znacznie mniej zagrożony.

Trzeba się więc poważnie zastanowić: czy ktokolwiek będzie chciał wrócić do wyceniania tej firmy na poziomie 30x P/E, nawet jeśli koniunktura się poprawi? Nawet jeśli wrócimy do wzrostów, to miraż „odporności na cykl” w wybranych przypadkach zniknął. Dlaczego inwestorzy mieliby przywrócić dawną premię za coś, co okazało się zwykłym handlowym detalem?

Wycena LVMH vs wzrost

Podsumowanie: które spółki luksusowe mają sens?

Mimo więc historycznie niskiej wyceny oraz silnych argumentów za odbiciem wyników w kolejnych kwartałach, część tych firm po prostu zasługuje na niższe mnożniki, bo same z siebie stały się cykliczne. Kiedyś takie nie były i to zasługiwało na wyższe premie.

Podobne nastawienie mam do wspomnianego już Keringa. Niby próbują zmienić twarz Gucci. Odeszli od przepychu i logo na każdym centymetrze materiału, stawiając na tzw. „luksus minimalistyczny”. Problem polega na tym, że taka operacja na otwartym sercu marki trwa latami. Stary klient, który kochał logo, może poczuć się porzucony, a nowy niekoniecznie się przekona do nowego stylu.

Tymczasem rynek dalej zdaje się dawać spółce potężny kredyt zaufania. Mimo spadku przychodów i kurczących się marż, akcje są dziś wyceniane na poziomie 37x forward P/E – znacznie powyżej średniej z ostatniej dekady. Co to oznacza? Rynek już teraz zakłada, że transformacja przebiegnie pomyślnie, a marże wrócą do dawnych poziomów, co obniży wskaźnik w przyszłości. W efekcie, nawet jeśli Gucci uda się transformacja, potencjalny zysk dla akcjonariusza wcale nie musi być oszałamiający, ponieważ duża część tego sukcesu jest już po prostu w cenach.

Kering marża i wycena

Zdecydowanie ciekawiej wygląda Hermès. Spółka zmaga się bowiem tylko z jednym z dwóch problemów, które trawią konkurencję: jej wyniki po prostu zwolniły, ale sam model biznesowy nie skręcił w stronę klienta masowego. Przychody wciąż rosną, a marża trzyma się na stabilnym i znacznie wyższym niż w ubiegłej dekadzie poziomie. To najlepszy dowód na to, że spółka realnie utrzymuje swoją siłę cenową i nie traci jej w momencie, gdy masowy konsument zaczyna oszczędzać.

Przychody i marża Hermes

Jeśli dołożymy do tego argumenty o Indiach, może się okazać, że to jedna z niewielu spółek, które wciąż zasługują na wysoką premię w wycenie. Biorąc pod uwagę fakt, że jej mnożniki zjechały w okolice 10-letnich minimów, może to tworzyć pewną okazję inwestycyjną.

Mimo wszystko widzę dziś na rynku ciekawsze miejsca do parkowania kapitału niż sektor luksusowy. Jeśli jednak miałbym oceniać tę branżę przez pryzmat omawianej trójki, postawiłbym chyba właśnie na Hermèsa.

To jest chyba najważniejszy wniosek z całej tej historii. Luksus nie przestał istnieć. Zmieniło się jednak mocno, kto tak naprawdę jest klientem wielu spółek.

Jeżeli sprzedajesz najbogatszym, to dalej masz biznes odporny. Jeżeli próbujesz sprzedawać wszystkim, to stajesz się zwykłą spółką cykliczną. Rynek właśnie bardzo brutalnie to wycenił, ale na razie jest na etapie traktowania wszystkich tak samo – a to też błąd.

Dlatego dzisiejsze spadki to w jednym wypadku okazja inwestycyjna, w innym nie. Znajdź spółkę luksusową, która tak naprawdę dalej jest luksusowa, a nie sprzedaje luksusu dla mas.

Wpłać min. 200 USD w eToro i odbierz bonus inwestycyjny o wartości 50 USD
Twój kapitał jest narażony na ryzyko.
Rejestracja

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments