Wstęp
Jest pod Wrocławiem pewna działka, która miała być symbolem polskich ambicji technologicznych. Wyrównana, podłączona do wody, do prądu, do linii wysokiego napięcia, przygotowana pod budowę fabryki chipów Intela.
Tylko że potem Intel po prostu... się wycofał i działka została. Pewnie kojarzycie tę historię. Na szczęście tym razem taka pusta i gotowa działeczka nie została przywłaszczona przez jakiegoś polityka, a zainteresował się nią tajwański Foxconn. Ten sam, który składa iPhone’y dla Apple.
To nie jest drobny news gospodarczy. To pierwsza inwestycja w przemysł półprzewodnikowy w historii Polski, a w ciągu dekady ma stworzyć nawet 40 tysięcy miejsc pracy. Ponad trzy razy więcej niż obiecywał Intel. Tam, gdzie Amerykanie spasowali, wchodzą Tajwańczycy i to ze znacznie większym rozmachem.
Przez ostatnie dwa lata polską gospodarkę ciągnął na plecach głównie konsument. To Wasze zakupy trzymały polskie PKB. Ostatnie dane pokazują, że ten zawodnik właśnie się zmęczył i oddaje pałeczkę, ale to nie jest zła wiadomość, a raczej znak, że do gry wchodzi ktoś inny: inwestycje w polskiej gospodarce.
W tym Gospodarczym Przeglądzie Wydarzeń opowiem wam o tym wszystkim, a także o tym, czemu akcja kredytowa w Polsce rośnie najszybciej od kilkunastu lat, jak 11 Bit dalej szoruje po dnie i jak PKP Cargo przeraziło rynek planem emisji akcji. Zaczynajmy.
Polska przyciąga giganta półprzewodników, a gospodarka zmienia silnik
Konsumpcja w Polsce traci rolę motoru PKB
Majowe dane z rynku pracy i handlu detalicznego układają się w pewien spójny obrazek. Polska gospodarka działa, ale konsumpcja przestaje być jej głównym motorem napędowym. To zupełnie inna sytuacja niż przez ostatnie 2 lata.
Zacznijmy od wynagrodzeń. Przeciętna płaca wzrosła w maju o 5,8% rok do roku, przyspieszając z 5,4% w kwietniu. Przyspieszenie było jednak efektem bazy. W ogólnym rozrachunku wzrost płac był wolniejszy od oczekiwań i pozostaje w trendzie spadkowym.
Źródłem odczytu poniżej prognoz okazało się przetwórstwo przemysłowe i budownictwo. Te dwa sektory odjęły łącznie około 0,3 punktu procentowego od majowej dynamiki. To szczególnie ważne dla wielu firm z sektora budowlanego, które od dawna zgłaszają, że koszty pracy są ich głównym problemem po stronie kosztów. Mowa również o tych spółkach budowlanych notowanych na GPW.
Przechodząc dalej, sprzedaż detaliczna przyspieszyła w maju do 3,0% rok do roku, blisko prognoz. Przypomnijmy kontekst: w marcu sprzedaż wystrzeliła o 8,7%, żeby w kwietniu spaść do ledwie 1,3%. Za te huśtawki odpowiadały termin Wielkanocy, efekty pogodowe, konsekwencje wojny w Zatoce Perskiej i masowe tankowanie paliw na zapas.
W maju większość tych czynników zeszła z radaru. Sprzedaż paliw spadła o 9% miesiąc do miesiąca, dużo poniżej wzorca sezonowego, który zakłada wzrost o 3-4%. Po dwóch miesiącach tankowania na zapas przyszedł czas na zużywanie zgromadzonych rezerw. Można się spodziewać, że czerwiec również przyniesie niską sprzedaż w tej kategorii. Najważniejsze, że sprzedaż dóbr trwałych odbiła.
Samochody przyspieszyły z 0,8% do 2,1% rok do roku, a meble i sprzęt RTV/AGD z 1,0% do 4,5%. Odzież i obuwie podskoczyły o prawie 10% miesiąc do miesiąca, głównie za sprawą lepszej pogody i odreagowania kwietniowego dołka. Konsument dość szybko wrócił do zakupów uznaniowych, a ceny ropy nie dały mu się mocno we znaki.
Szerszy obrazek jest taki, że kondycja konsumentów jest przyzwoita, ale przy obecnym poziomie stóp procentowych i wyraźnie słabnącej dynamice dochodów trudno oczekiwać, że konsumpcja prywatna będzie ciągnąć gospodarkę tak jak w ubiegłym roku. Pałeczka zostaje przekazana inwestycjom. Te na szczęście się rozpędzają.
Foxconn pod Wrocławiem: tajwańska inwestycja po Intelu
Zresztą dostaliśmy przecież przed chwilą potwierdzenie całkiem nowej inwestycji. Podczas Taiwan Expo 2026 w Warszawie padło oficjalne potwierdzenie: tajwański Foxconn zainwestuje w dolnośląskiej gminie Miękinia pod Wrocławiem. Fabryka powstanie w Parku Przemysłowym Środa Śląska-Miękinia, rozwijanym przez Legnicką Specjalną Strefę Ekonomiczną. O projekt rywalizowały trzy regiony: dolnośląski, łódzki i śląski. Wygrał Dolny Śląsk.
Inwestycja ma szczególny symboliczny wymiar, bo stanie na działce, na której pierwotnie miała powstać fabryka Intela. Amerykański gigant wycofał się z tych planów, ale teren został już przygotowany, zniwelowany, podłączony do mediów, w tym wody i linii wysokiego napięcia, z zainstalowanym głównym punktem zasilającym. Foxconn wchodzi więc na grunt, który jest gotowy pod budowę. To pierwsza inwestycja w przemysł półprzewodnikowy w Polsce.
Skala jest ambitna. W ciągu najbliższych dziesięciu lat ma powstać nawet 40 tysięcy miejsc pracy. Dla porównania Intel planował około 12 tysięcy. Wartość inwestycji szacuje się na setki milionów euro.
Foxconn nie działa tu sam. Inwestycja realizowana jest w ramach TEEMA, czyli Tajwańskiego Stowarzyszenia Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. To konsorcjum zrzeszające ponad 3 tysiące tajwańskich firm, któremu przewodzi właśnie Foxconn. Projekt ma stać na trzech filarach. Pierwszy to serwery AI, bo Foxconn chce ulokować europejskie centrum montażu właśnie w Polsce. Drugi filar to elektromobilność. W maju ogłoszono, że Foxconn zostanie strategicznym partnerem technologicznym ElectroMobility Poland i będzie współpracować nad pierwszym polskim samochodem elektrycznym, którego zjazd z linii produkcyjnej w Jaworznie planowany jest na 2029 rok. Trzeci filar to rozwiązania Smart City, czyli zaawansowane systemy łączności dla miast. Pojawiają się też informacje o potencjalnej produkcji dronów.
Żeby docenić wagę tego partnera, Foxconn to jeden z największych producentów elektroniki na świecie. Współpracuje z Apple, Microsoftem i Sony, a w ostatnich latach wszedł też na rynek samochodów elektrycznych. Koncern zatrudnia nawet 900 tysięcy osób w ponad 20 krajach i generuje roczne przychody przekraczające 250 miliardów dolarów. Dla polskiego rynku pracy i dla ambicji technologicznych kraju to inwestycja, która może zmienić mapę przemysłową Dolnego Śląska na dekady.
Kredyty w Polsce rosną najmocniej od 2012 roku
Od mniej więcej pół roku widać również wyraźne przyspieszenie akcji kredytowej w Polsce. Dane NBP o podaży pieniądza za maj nie pozostawiają tu wątpliwości. Kredyt dla firm i gospodarstw domowych wzrósł o ponad 9% rok do roku, a tak szybko nie rósł od lutego 2012 roku, czyli od czasów, gdy w Strefie Euro zaczynał się kryzys zadłużeniowy. Po dekadzie, w której stopa zadłużenia sektora prywatnego systematycznie spadała, mamy odwrócenie trendu i to z dużym potencjałem do kontynuacji.
Akcja kredytowa to taki termin, którym ekonomiści opisują po prostu dynamikę udzielania nowych kredytów w gospodarce. Kiedy banki pożyczają więcej pieniędzy firmom i ludziom, rośnie popyt na inwestycje, na mieszkania, na konsumpcję. Teraz to widzimy. Po raz pierwszy od dekady kredyt rośnie wyraźnie szybciej niż PKB.
Polska nie jest tu akurat wyjątkiem. Przyspieszenie widać też w Stanach Zjednoczonych, gdzie kredyt rośnie w tempie 6,4% rok do roku, czyli powyżej średniej z ostatnich piętnastu lat, która wynosi 5,2%. W Japonii dynamika sięga 5,7%, co poza okresem covidowym jest najwyższym odczytem od początku lat dziewięćdziesiątych. Podobne zjawiska obserwujemy w kilku innych dużych gospodarkach.
Korelacja polskiego cyklu kredytowego z amerykańskim jest zaskakująco silna, co sugeruje wspólne przyczyny i faktycznie czynniki napędzające akcję kredytową mają dziś w dużej mierze charakter globalny: niższe stopy procentowe, rosnące ceny aktywów, fale optymizmu związane z przełomami technologicznymi. Różnica polega na tym, gdzie ten kapitał trafia. W USA inwestycje koncentrują się wokół cyfryzacji i sztucznej inteligencji, u nas głównym motorem są nakłady na transformację energetyczną.
Potencjał dalszego wzrostu akcji kredytowej w Polsce jest spory. Banki są bardzo dobrze dokapitalizowane, sektor prywatny ma niskie wskaźniki zadłużenia, a potrzeby inwestycyjne, zarówno po stronie firm, jak i gospodarstw domowych, są wysokie. Czy wzrost zadłużenia sektora prywatnego jest pozytywny? Zależy, jak na to spojrzeć. Do pewnego momentu tak, bo świadczy o sile gospodarki i napędza popyt. Jednak sektor prywatny zbyt mocno uzależniony od długu staje się mniej odporny na potencjalne spowolnienie i recesję.
W całym zestawieniu tego przyśpieszenia na minus wyróżniają się dwie duże gospodarki: Chiny i Niemcy. W Chinach to pokłosie kryzysu na rynku nieruchomości, w Niemczech chronicznej słabości przemysłu, która w dużej mierze wynika z chińskiej konkurencji. Łączy je jedno: obie gospodarki mają w swoim DNA wpisane poleganie na zagranicznym popycie. Pozwala im to akumulować oszczędności, ale jednocześnie prowokuje coraz bardziej protekcjonistyczne reakcje partnerów handlowych. Oba kraje próbują pobudzić popyt wewnętrzny. Idzie im to jednak wyjątkowo opornie.
11 Bit Studios i słabsze DLC Frostpunka 2
Opornie idzie też 11 Bit Studios w zmianie nastrojów inwestorów. 23 czerwca zadebiutował Breach of Trust, drugi dodatek do Frostpunka 2. To nowy scenariusz, w którym gracze opuszczają Nowy Londyn i trafiają do Nowego Edynburga. W centrum fabuły stoi relacja między miastem a niezależną kolonią Aurora i pytanie, jak daleko można się posunąć, żeby zapewnić przetrwanie własnej społeczności. Dodatek wprowadza nowe mechaniki, nowe zagrożenia środowiskowe i szereg trudnych decyzji politycznych. To propozycja skierowana przede wszystkim do graczy, którzy ukończyli już podstawową kampanię.
Premierowe liczby nie napawają jednak entuzjazmem. Peak graczy na Steamie wyniósł 3 369, minimalnie więcej niż przy pierwszym DLC, gdzie było to 3 225, ale oceny są gorsze: 58% pozytywnych opinii wobec 66% przy poprzednim dodatku.
Jeszcze bardziej wymowne są pozycje w topsellerach. Frostpunk 2 przy okazji tego DLC dotarł najwyżej na 122. miejsce. Przy pierwszym dodatku było to 34. miejsce.
Trzeba jednak pamiętać o specyfice modelu sprzedażowego 11 bit studios. Spora część społeczności Frostpunka 2 wykupiła edycję Deluxe, która obejmuje DLC w cenie. Deluxe Edition to taki pakiet, w którym gracz płaci więcej na starcie, ale dostaje wszystkie dodatki bez dodatkowych opłat. Ci gracze nie pojawiają się w statystykach sprzedaży samego DLC, ale i tak z niego korzystają. Dla spółki kluczowy jest więc nie tyle sam wolumen sprzedaży pojedynczego dodatku, co attach rate edycji Deluxe, czyli jaki procent nowych kupujących od razu decyduje się na droższą wersję. Nawet przy głębszych promocjach cenowych wysoki attach rate Deluxe Edition znacząco podnosi średni przychód na użytkownika. Dobrze odebrane DLC pomagają utrzymać tę konwersję na wysokim poziomie w przyszłości i to jest prawdziwa stawka. Tylko skoro nowy dodatek jest słabo oceniany, to raczej nie jest to dobra wróżba.
Spółka zakłada, że premiera Breach of Trust będzie już widoczna w wynikach za drugi kwartał 2026 roku. W planach pozostaje też trzeci dodatek do Frostpunka 2. Jego premiera jest nadal zakładana na koniec 2026 roku.
Tymczasem cena akcji 11 Bit cały czas szoruje po dnie i jest na poziomach z 2017 roku. Wodospad rozpoczęła premiera Frostpunka 2 i nie pomogła na razie w niczym ani premiera The Alters, ani dwóch kolejnych DLC do Frostpunka 2.
PKP Cargo: emisja nowych akcji
Ratunku i sposobu na życie szuka też PKP Cargo. Największy polski przewoźnik kolejowy jest w trakcie restrukturyzacji, traci pieniądze i potrzebuje świeżego kapitału, żeby spłacić długi. Narzędziem ma być emisja nowych akcji, ale jej pierwotna skala tak przeraziła rynek, że zarząd musiał skorygować plany.
Cofnijmy się na chwilę. 29 maja PKP Cargo opublikowało pierwotny plan emisji, który zakładał utworzenie nawet 179,5 miliona nowych akcji. Dla kontekstu: dotychczasowa średnia ważona liczba akcji spółki to około 44,8 miliona. Czyli nowych akcji miało być prawie cztery razy więcej niż istniejących. W maksymalnym scenariuszu dotychczasowi akcjonariusze zostaliby z udziałem rzędu 20% w powiększonym kapitale, czyli mielibyśmy prawdziwe masywne rozwodnienie. Rynek zareagował natychmiast: kurs spadł w kilka sesji do poziomów dołka bessy z 2022 roku.
23 czerwca zarząd przedstawił zmienione warunki emisji, które istotnie ograniczają skalę rozwodnienia. Nowe projekty uchwał, przygotowane pod nadzwyczajne walne zgromadzenie 26 czerwca, zastępują te z 29 maja.
Największa zmiana dotyczy nowych akcji serii M. W pierwotnej wersji mogła ona obejmować do 89,5 miliona akcji po cenie nominalnej, czyli zaledwie 1 złoty za sztukę. Uprawnieni mieli być pracownicy, osoby zarządzające i PKP S.A. jako akcjonariusz strategiczny. W nowej wersji seria M została ścięta do maksymalnie 13 milionów akcji, a cena emisyjna wzrosła do 12 złotych. Uprawnionym jest wyłącznie PKP S.A., które ma utrzymywać swój udział w przedziale 25-33,34%. To fundamentalna różnica: zamiast potencjalnego masowego dodruku po symbolicznej cenie mamy kontrolowaną emisję dla głównego akcjonariusza po cenie zbliżonej do rynkowej.
Program motywacyjny dla pracowników został wydzielony do osobnej serii akcji O, maksymalnie 2 miliony akcji po cenie nominalnej 1 złoty, obejmowanych przez warranty. W pierwotnej wersji pracownikom i zarządzającym miało przypaść do 12 milionów akcji w ramach serii M. Skala programu spadła więc sześciokrotnie.
Policzmy rozwodnienie w nowej wersji. Przy obecnych 44,8 miliona akcji i maksymalnej emisji łącznie powstałoby do 104,57 miliona nowych akcji. Razem z istniejącymi daje to 149,4 miliona. Udział dotychczasowych akcjonariuszy spadłby więc do około 30%, zakładając, że nie skorzystają z prawa poboru. W wariancie minimalnym nowych akcji byłoby 90 milionów, co daje łącznie 134,8 miliona i udział starych akcjonariuszy na poziomie około 33%. To nadal poważne rozwodnienie, ale skala jest diametralnie inna niż pierwotny spadek udziałowców do 20%.
Warto też dodać o wynikach za pierwszy kwartał, które wyszły równolegle i nie poprawiły nastrojów. Grupa pokazała spadek przychodów i stratę operacyjną większą niż rok temu.
Cel całego procesu jest jasny: pozyskane środki mają pozwolić na zawarcie układu z wierzycielami do końca bieżącego roku i pomóc spłacić długi. Stwierdzenie wykonania tego układu, czyli potwierdzenie, że wszystkie zobowiązania zostały spłacone lub umorzone, ma nastąpić do końca 2027 roku. Dopiero wtedy spółka mogłaby wrócić na ścieżkę normalnego funkcjonowania i myśleć o inwestycjach w nowoczesny tabor do przewozów intermodalnych. Droga jest długa, a dla akcjonariuszy mniejszościowych bolesna. PKP Cargo, które dwa lata temu było przykładem super restrukturyzacji nowej władzy, pokazuje, że miejsce SSP jest tylko w jednym miejscu, śmietniku.









