SpaceX znowu potrzebuje kasy? 40 mld USD długu na chipy, a jedna giełda oszalała!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

12 paź 202618 min czytania

Wstęp

Około sto miliardów dolarów gotówki po czerwcowym debiucie miał w kasie SpaceX, a i tak jak dziad idzie żebrać na rynek o kolejne 40 mld na kredyt na chipy Nvidia…

To tak, jakby Cymcol prosił o przelew na stówę na kebaba, bo wszystko wydał na akcje i nic nie miał na koncie… To oczywiście na 100%!!! zmyślona historia, 100%...

Tyle że potrzeby SpaceX są większe niż moje kebaby. SpaceX wydaje osiemnaście miliardów kwartalnie. Kasa wydaje się więc szybko, zwłaszcza jeśli obok lotów w kosmos chcesz zostać największym operatorem komórkowym świata.

W tygodniu dostaliśmy też największą umowę w historii powiązaną z prądem do AI. Google klepnął sobie z Constellation Energy kontrakt na nowy reaktor atomowy. Ot tak, jak wy rozszerzony pakiet w TV. Constellation już zrobiło na tym +12%.

Poza tym wszystkim omówimy sobie jeszcze Francję, która pożycza dziś drożej niż Grecja. Będzie o Brazylii, która wybrała sobie syna Bolsonaro na prezydenta (przynajmniej w I turze), a tamtejsza giełda w efekcie wyjebunduliła w górę. Ja co prawda z agresywnego portfela publicznego sprzedałem ostatnią brazylijską pozycję tydzień za wcześnie w takim wypadku, ale płakać nie będę. Prywatnie mam, a wybory to zawsze binarne ryzyko.

A i będzie o koreańskich spółkach cyber, które rosły po trzydzieści procent dziennie, bo haker włamał się do siedmiu banków, po czym poprosił swojego asystenta AI o napisanie CV z pełnymi danymi i zostawił logi publicznie na serwerze.

Sztuczna inteligencja nie zabierze nikomu pracy, ale ewidentnie napisze każdemu CV.

SpaceX znowu potrzebuje kasy? 40 mld USD długu na chipy, a jedna giełda oszalała!

Google i Constellation Energy: gigantyczny kontrakt na prąd

Zaczynamy od kolosalnego dzika. Dziczyńska wręcz. Google podpisał umowę, dzięki której cudze elektrownie atomowe będą produkować więcej prądu. Brzmi dziwnie? Tak, bo jest dziwne, ale to jedna z najważniejszych umów tej jesieni dla spółek, które dostarczają energię dla sztucznej inteligencji.

Najważniejsza część to dwudziestoletni kontrakt na 890 megawatów nowej mocy jądrowej. Constellation Energy nie zbuduje ani jednego nowego reaktora, ale zainwestuje ponad 4,3 miliarda dolarów w modernizację 11 istniejących bloków.

Pierwsze dodatkowe megawaty mają trafić do sieci w 2028 roku. Do tego Google podpisał osobną, piętnastoletnią umowę na 2,7 gigawata mocy, która już dziś pracuje. Razem daje to prawie 3,6 gigawata.

Czemu modernizacja, a nie nowa elektrownia? Bo budowa reaktora trwa dekadę albo dłużej, a istniejąca elektrownia ma już podłączenie do sieci. Wystarczy unowocześnić urządzenia, żeby w kilka lat wycisnąć z niej więcej prądu. To prawdopodobnie największa taka umowa w historii.

W styczniu Meta ogłosiła pakiet nawet 6,6 gigawata, ale w dużej części oparty na reaktorach, których jeszcze nie ma. Jeśli jednak liczyć umowy z jednym producentem na działające elektrownie, to pakiet Google jest prawdopodobnie większy.

Constellation zamknął wtorkową sesję wzrostem o 12%, a w szczycie zyskiwał blisko 16%. Talen też urósł o 12%, Vistra o 11%, a GE Vernova o 4%. Przy Vistrze trzeba dodać, że dzień wcześniej Departament Energii ogłosił dla niej pożyczkę do 4,2 miliarda dolarów na modernizację jej własnych elektrowni.

Obie wiadomości mówią to samo. Na modernizację starych elektrowni jądrowych pieniądze wykładają dziś zarówno wielkie firmy technologiczne, jak i państwo.

Wszystkie one działają w PJM, czyli największej sieci energetycznej w Stanach, która obejmuje 13 stanów i Waszyngton. W lipcowej aukcji, w której operator tej konkretnej sieci PJM kupuje gwarancję dostępnej mocy na lata 2028 i 2029, cena doszła do maksymalnego limitu. Mimo to zabrakło 6,8 gigawata do poziomu, który zapewnia sieci bezpieczeństwo. Prądu po prostu brakuje.

To jeden z najmocniejszych sygnałów dla całego AI Power, jakie dostaliśmy w ostatnich miesiącach. Google pokazuje, że wielkie firmy technologiczne nie zakładają, że problem z energią sam zniknie za dwa czy trzy lata. Zabezpieczają gigawaty kilkanaście lat do przodu i swoimi kontraktami umożliwiają miliardowe inwestycje w cudze elektrownie, byle w ogóle dostać prąd.

SpaceX chce pożyczyć 40 mld dolarów na chipy Nvidia

A tego prądu będzie potrzeba jeeeeeszcze więcej. SpaceX chce pożyczyć około 40 miliardów dolarów na zakup chipów Nvidia. Około 10 miliardów ma przyjść z kredytów bankowych, a 30 miliardów z obligacji. Rozmowy są na wczesnym etapie, a transakcja miałaby się zamknąć w 2027 roku. Te 40 miliardów dolarów to prawie dwa razy więcej niż SpaceX wygenerował przez ostatnie dwanaście miesięcy. I mówimy o przychodach, a nie o zysku.

Tylko po co pożyczać, skoro po czerwcowym debiucie na giełdzie spółka miała około 100 miliardów dolarów gotówki? Proste. Bo kasę szybko się wydaje. W samym drugim kwartale nakłady inwestycyjne wyniosły 18,4 miliarda dolarów, z czego prawie 16 miliardów poszło na AI, a gotówka, którą firma zarobiła za całe pierwsze półrocze tego roku, to zaledwie 3,5 miliarda.

Rynek długu zareagował nerwowo. Koszt ubezpieczenia długu SpaceX od niewypłacalności doszedł do rekordu, a za ochronę miliona dolarów obligacji na pięć lat trzeba dziś płacić 19,4 tysiąca dolarów rocznie, wobec około 11 tysięcy w czerwcu. Obligacje SpaceX z terminem w 2056 roku są wyceniane na około 85 centów za dolara, czyli w efekcie ich rentowność zbliżyła się do obligacji śmieciowych.

Niedźwiedzie zacierające teraz rączki – mam dla was kiepską informację. Spółka o takiej skali i z taką wyceną zawsze może się poratować emisją akcji i wszyscy te akcje kupią.

Wiadomość jest przede wszystkim fenomenalna dla Nvidii, bo Musk zapowiada, że będzie budował centra danych wyłącznie na ich sprzęcie. 40 miliardów to około 42% jej przychodów z ostatniego kwartału. Wyłączność od takiego gracza jak SpaceX tylko umacnia jej pozycję lidera na rynku chipów AI.

Dla kogo nie jest to dobra wiadomość? Dla AMD i innych konkurentów. Musk wprost, otwarcie wybiera Nvidię. Z drugiej strony to kolejny sygnał, że ogólny popyt na moc obliczeniową jest ogromny, więc całość nie jest tak jednoznaczna. Zanim jednak zaczniecie krzyczeć, że to nierealne, że ktoś chce się zakredytować na 200% rocznych przychodów, to uprzedzam, że przychody SpaceX nie stoją w miejscu, a sama firma twierdzi, że przychody przyszłoroczne na 2027 rok spokojnie wyniosą już… 100 mld dolarów.

Zwłaszcza że SpaceX ma naprawdę sporo asów w rękawie. W czwartek po sesji ogłosił, że chce zostać jednym z dużych operatorów komórkowych w Ameryce, a rynek wie, że nie żartują. Akcje AT&T, Verizona i T-Mobile straciły po sesji niemal natychmiast od 6 do 7%.

SpaceX poinformował, że kupi od funduszu Grain Management ogólnokrajowe licencje na częstotliwości w paśmie 800 MHz. Według Wall Street Journal zapłaci za nie około 8 miliardów dolarów gotówką. Transakcję musi jeszcze zatwierdzić FCC, czyli amerykański regulator telekomunikacji. Ta sama FCC kilka dni wcześniej zgodziła się, żeby SpaceX wystrzelił do 15 tysięcy satelitów do łączności z telefonami, więc problemów nie przewiduję.

Po co SpaceX te częstotliwości? Usługa Starlink Mobile, czyli łączenie telefonów prosto z satelitami, opiera się dziś na paśmie, które SpaceX kupił w zeszłym roku od EchoStar za około 17 miliardów dolarów. Takie pasmo przenosi dużo danych, ale słabo przechodzi przez ściany. Niskie pasmo, wspomniane 800 MHz, niesie sygnał daleko i dociera do wnętrza budynków. To częstotliwości do nadawania z wież na ziemi, a nie z kosmosu. SpaceX wchodzi więc w łączność telefoniczną, co oznacza, że niedługo operatorzy, jak T-Mobile, zyskają nowego konkurenta. Do tego SpaceX będzie też musiał postawić klasyczną sieć naziemną.

Ile to będzie kosztować? Według Bernsteina, w zależności od zasięgu, od 50 do 130 miliardów dolarów i od 30 do 120 tysięcy lokalizacji z antenami. Dla porównania za ostatnie 12 miesięcy SpaceX zarobił 23 mld USD. Tymczasem w Stanach powstaje rocznie tylko od 1200 do 2000 nowych wież, bo hamują to pozwolenia, zasilanie i brak rąk do pracy.

Jak to rozwiązać? Wynajmując miejsce na wieżach, które już stoją. Dlatego po sesji drożały spółki, które właśnie wieże mają. Crown Castle zyskał 7%, SBA Communications 6%, a American Tower 5%.

Operatorzy całkiem serio mają się czego bać. Do gry wchodzi gracz z ogromną kasą, własnymi satelitami i własnym systemem wynoszenia tych satelitów w kosmos.

AT&T, Verizon i T-Mobile w tym roku założyli nawet wspólne przedsięwzięcie satelitarne, żeby się przed SpaceX bronić. Nie wiem, czy zdążą, bo start Starlink Mobile planowany jest już na 2027 rok.

I bardzo dobrze, i czekam na to zwarty i gotowy ze swoim publicznym portfelem agresywnym Freedom24, który jest dla was prowadzony. SpaceX w tym portfelu już daje ładne 25% zysku, a sam portfel od 2024 roku już ponad 121% zysku. W poniedziałek odklepaliśmy nowe ATH ze stopą zwrotu nawet +133%. Czyli co, Cymcolak znowu miał rację, hehehe. Perfecto.

W tym tygodniu zmian w portfelu żadnych nie było, ostatnio sporo się pobawiliśmy, dokupując Oracle i wymieniając dwie spółki. Na efekty jeszcze za krótko. Poczekam, popatrzymy, zobaczymy. Ja pozostaję nastawiony pozytywnie.

A wy, jeśli chcecie tworzyć sobie takie portfele dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu.

Do tego możecie odebrać specjalny bonus do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Wystarczy założyć konto z mojego linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca. Byle tylko wam się nie wylosowały europejskie akcje obronne, bo wiele wskazuje na to, że skończył się złoty okres tego sektora.

Wybory w Brazylii: akcje rosną po pierwszej turze

Z publicznego portfela wyleciała ostatnio pozostała pozycja w MercadoLibre, a szkoda. Mogłem poczekać tydzień, ale jednak ryzyko wyborcze w Brazylii było za wysokie. Portfel prywatny dalej ma powody do radości, ale tutaj MercadoLibre zniknęło. Tymczasem w ostatnim tygodniu solidnie odbiło na powyborczej fali.

Wszystkie ostatnie sondaże dawały prowadzenie aktualnemu prezydentowi Luli. A tu jednak w niedzielę pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii wygrał Flávio Bolsonaro, syn byłego prezydenta i kandydat opozycji. Zdobył 47% ważnych głosów, a urzędujący prezydent nieco ponad 45%. Druga tura odbędzie się 25 października.

Jak zareagował rynek? Ibovespa, czyli główny indeks giełdy w São Paulo, urósł w poniedziałek o 8%. To najmocniejszy dzień od 2020 roku i najwyższe zamknięcie w historii indeksu. Waluta real umocniła się wobec dolara o ponad 4%. Fundusz EWZ, przez który zagraniczni inwestorzy kupują brazylijskie akcje, zyskał 13%, bo do wzrostu akcji doszła mocniejsza waluta. Brazylijski Nu Holdings, właściciel Nubanku, urósł o 13%.

Czemu rynek tak cieszy się z Bolsonaro? To sytuacja podobna do wygranej Milei w Argentynie. Dług brutto Brazylii urósł za obecnej kadencji Luli z około 72% do prawie 83% PKB, a obecny deficyt całego sektora publicznego to około 9,5% PKB. Bez odsetek ten deficyt wynosi zaledwie 0,6% PKB. Cała reszta to koszt obsługi długu przy bardzo wysokich stopach procentowych.

To pewnego rodzaju pętla. Inwestorzy boją się o dług, więc żądają wyższego oprocentowania. Wyższe oprocentowanie powiększa deficyt, a większy deficyt jeszcze bardziej ich straszy. Tymczasem zespół opozycyjnego Bolsonaro mówi o cięciu wydatków o 1,5% PKB i rynek liczy, że wiarygodny plan odwróci tę pętlę. Spadnie premia za ryzyko, a bank centralny będzie mógł szybciej obniżać stopę procentową, która dziś jest na poziomie 13,75%.

Brazylijskie rodziny wydają na obsługę długów prawie 29% dochodów, najwięcej w historii pomiarów banku centralnego. Dlatego najmocniej rosły spółki zależne od konsumenta i kredytu, czyli Nubank, MercadoLibre, banki i sama giełda.

Ale Brazylia zadłuża się głównie we własnej walucie, więc nie grozi jej klasyczne bankructwo. Za swoje problemy płaci inaczej, czyli inflacją, słabą walutą i stopami procentowymi, które duszą gospodarkę.

W tym wypadku zalecam jednak ostrożną ekscytację. Różnica w pierwszej turze to niecałe dwa punkty. W 2022 roku ojciec opozycyjnego Flávio też wypadł lepiej od sondaży, a indeks Ibovespa urósł następnego dnia o 5,5%. Potem, cztery tygodnie później, w drugiej turze i tak wygrał Lula. Do tego nawet pełne cięcie wydatków, o którym mówi sztab opozycyjnego Bolsonaro, zamyka trochę ponad połowę dziury potrzebnej do zatrzymania wzrostu długu. Rynek kupił na razie prawdopodobieństwo zmiany, a nie gotowy przepis na sukces.

Francja pożycza drożej niż Grecja i Włochy

To skoro już przy zadłużaniu krajów jesteśmy, jeszcze kilka lat temu nikt by w to nie uwierzył, ale dziś to Francja płaci za dziesięcioletni dług więcej niż Włochy, Grecja, Hiszpania i Portugalia. Rentowność francuskich obligacji doszła na początku października do prawie 5%, najwyżej od 2002 roku. Państwo francuskie pożycza nawet drożej niż wielkie francuskie firmy, takie jak LVMH czy Sanofi.

Najlepiej widać to na różnicy w oprocentowaniu obligacji Francji wobec Niemiec, czyli w tzw. spreadzie obligacyjnym.

To dodatkowe oprocentowanie, którego inwestorzy żądają za to, że kupują dług Francji, a nie najbezpieczniejsze w Europie obligacje niemieckie. W ciągu miesiąca ten spread wzrósł o prawie dwie trzecie i na chwilę przekroczył 1,5 punktu procentowego. Tak wysoko nie było od kryzysu strefy euro w 2012 roku.

Skąd ta nerwowość? Francja ma 3,5 biliona euro długu, prawie 120% PKB. Budżetu bez deficytu nie miała od 1974 roku. Rząd premiera Lecornu zaproponował na przyszły rok 43 miliardy euro cięć i podwyżek podatków, w tym zamrożenie większości emerytur.

Efekt jest taki, że są setki tysięcy ludzi na ulicach, płonące samochody i zamieszki oraz mniejszościowy rząd, który w każdej chwili może upaść, a do tego w kwietniu wybory prezydenckie, w których prowadzi prawicowa Marine Le Pen. Same odsetki od długu mają w 2027 roku kosztować 91 miliardów euro. To już największa pozycja w wydatkach państwa, przebijająca nawet edukację i obronność.

We Francji to o wiele większy problem niż w Polsce czy w USA. Polska kontroluje własną walutę, Francja niespecjalnie. Euro emituje Europejski Bank Centralny we Frankfurcie, a nie Paryż. Były francuski minister finansów Pierre Moscovici przekonuje, że to euro chroni dziś Francję i z własną walutą spready byłyby jeszcze wyższe.

Na co dzień ma on rację, bo wspólna waluta obniża koszt długu, ale w kryzysie wszystko zależy od EBC, a EBC ma narzędzie do ratowania krajów, ale pod jednym warunkiem – rozsądnej polityki budżetowej. Francja jest dziś objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, więc ten warunek trudno jej spełnić.

Oczywiście to nie tak, że Francja jutro zbankrutuje. Francuzi mają wysokie oszczędności, podatki są ściągane sprawnie, a aukcje obligacji dalej znajdują chętnych. Inwestorzy zaczęli jednak traktować drugą gospodarkę strefy euro jak nowego chorego człowieka Europy, a to nigdy nie jest dobrym prognostykiem.

Ataki hakerów w Korei i Japonii napędzają spółki cyber

O wiele lepiej od francuskich obligacji radziły sobie za to koreańskie spółki od cyberbezpieczeństwa, które rosły jak nowa fala meme stocków. AhnLab zamknął sesję wzrostem o 15,6%, a Genians o 20,8%. SANDS Lab i RaonSecure urosły o 30%, czyli o tyle, ile w ciągu jednej sesji pozwala koreańska giełda.

Hakerzy włamali się do co najmniej siedmiu instytucji finansowych, w tym do największych banków. Według koreańskiego regulatora wyciekły dane ponad 68 tysięcy osób. Prezydent Lee Jae Myung powiedział na posiedzeniu rządu, że w części ataków widać ślady użycia sztucznej inteligencji, i kazał szybko ustalić, co się wydarzyło. Rządowy urzędnik uważa za bardzo prawdopodobne, że użyto chińskiego narzędzia AI, które samo szuka luk w zabezpieczeniach.

Nie wyglądało to nawet jak klasyczne włamanie do skarbca. W Shinhan, gdzie wyciekły dane około 25 tysięcy klientów, hakerzy obeszli weryfikację tożsamości na portalu, przez który pośrednicy kredytowi śledzą wnioski klientów. Wyciekły imiona, numery telefonów i dochody. Główne systemy płatności nie zostały przejęte i nie ma informacji o kradzieży pieniędzy.

W Japonii nałożyło się na to kilka dużych incydentów naraz. Uniwersytet Metropolitalny w Osace najpewniej padł ofiarą ransomware, czyli oprogramowania, które szyfruje dane i żąda okupu. Stanęło około 500 serwerów, zajęcia odwołano, a dane co najmniej 130 tysięcy osób mogły zostać ujawnione. Dzień wcześniej Daiwa Securities poinformowało, że po włamaniu do serwerów zewnętrznego dostawcy mogły wyciec dane około 110 tysięcy klientów, w tym numery rachunków.

To narracja, która trafia na bardzo podatny grunt. 1 października w Japonii weszły w życie kluczowe przepisy o aktywnej cyberobronie. Rząd planuje od przyszłego roku budżetowego aktywne szukanie intruzów w sieciach operatorów infrastruktury krytycznej, a Ministerstwo Obrony ma nawet wysyłać swoich specjalistów do firm, które o to poproszą. Japońskie spółki z branży też poszły w górę. Cyber Security Cloud urósł od końca września o ponad 70%.

Ta seria ataków wzmacnia oczekiwania, że wydatki na cyberbezpieczeństwo będą rosły i po stronie państwa, i prywatnych firm.

Na koniec zostawiłem najlepsze. Jak się okazuje, za całą akcją mógł stać jeden człowiek. Według raportu CrowdStrike haker połączył otwarte narzędzie AI do testowania zabezpieczeń z chińskimi modelami, przede wszystkim z DeepSeek.

Na własnym serwerze zostawił jednak publicznie widoczną listę plików, więc badacze bez trudu dotarli do zapisu jego rozmów z asystentem AI do programowania. Pytał w nich między innymi, gdzie może sprzedać wykradzione dane. Poprosił też o napisanie swojego CV, podając przy tym wszystkie dane osobowe. Czyli haker, który włamał się do koreańskich banków, sam podał badaczom, kim jest i gdzie mieszka, bo nie zabezpieczył rozmów z AI. Także ten…

DeepSeek zbiera 12 mld dolarów przed IPO w 2027 roku

Skoro już przy DeepSeeku jesteśmy. Pewnie pamiętacie, ten chiński startup, który w 2025 roku pokazał model dorównujący amerykańskim za ułamek kosztów. Jak się potem okazało, głównie dzięki destylacji, czyli w skrócie opieraniu się na istniejących już modelach z USA.

Teraz ten sam DeepSeek szykuje się do jednego z najbardziej wyczekiwanych debiutów giełdowych w Chinach od lat. Według Bloomberga DeepSeek jest blisko zebrania co najmniej 80 miliardów juanów, co odpowiada około 12 miliardom dolarów.

Pierwotnie celował w 50 miliardów juanów, ale chętnych było tyle, że ostateczna kwota może zbliżyć się do 100 miliardów. Najwięcej wykładają Tencent, właściciel WeChata, i producent baterii CATL.

Ile to wszystko jest warte? Według analityków Bloomberga ta runda podnosi wycenę do co najmniej 500 miliardów juanów. Latem, przy pierwszej rundzie od inwestorów z zewnątrz, było to około 350 miliardów juanów.

Sam debiut ma nastąpić na początku 2027 roku. Według Reutersa na giełdzie w Szanghaju. Chiński nadzór specjalnie rozszerzył tam zasady tak, żeby na giełdę mogły wejść firmy od dużych modeli AI, które jeszcze nie zarabiają.

Po co firmie, która dotąd unikała pieniędzy z zewnątrz, aż taka kwota? Bo modele AI pożerają kapitał, a DeepSeek chce postawić w Mongolii Wewnętrznej centrum danych z co najmniej 160 tysiącami chipów Huawei.

Chińskie spółki AI radzą sobie na giełdzie równie dobrze jak inne, więc apetyt na IPO jest ogromny. Zhipu weszło w styczniu na giełdę w Hongkongu po 116 dolarów hongkońskich, a dziś kosztuje prawie sześć razy tyle, a i tak jest już po solidnej korekcie.

Rynek IPO w USA: dlaczego spółki odwołują debiuty?

W USA ilość IPO nie wygląda aż tak okazale. Niby na papierze to rekordowy rok dla debiutów, a spółki zebrały z pierwszych ofert 147,5 miliarda dolarów, wobec 44 miliardów rok wcześniej. Tylko że ogromną część tej kwoty dały dwa wielkie debiuty, SpaceX za 86 miliardów i SK Hynix za 26,5 miliarda. Tymczasem od początku września rynek nowych spółek praktycznie stanął. Zadebiutowały tylko trzy, a masa firm się wycofała.

Kto się wycofał? Oura, producent inteligentnych pierścieni do mierzenia wysiłku, jakości snu i tak dalej, zrezygnowała z debiutu wieczorem przed ustaleniem ceny. Oficjalnie z powodu niepewności na rynku, mimo dużego popytu. W praktyce chodziło o wycenę. Oura chciała być warta około 15 miliardów dolarów, wobec 11 miliardów w ostatniej rundzie, a inwestorzy nie chcieli tyle płacić.

Holtec się wycofał. Firma od usług dla energetyki jądrowej oficjalnie powołała się na warunki rynkowe. Jej założyciel przyznał jednak, że rynek widzi w Holtecu spółkę od centrów danych, a nastroje wokół AI i atomu się popsuły.

SB Energy się wycofało. Spółka SoftBanku od centrów danych chciała około 50 miliardów dolarów wyceny, choć nie uruchomiła jeszcze ani jednego obiektu. EG Group, sieć stacji paliw, przesunęła plany na 2027 rok. Oficjalnie przez wahania cen energii.

Dlaczego debiuty odwołano? Pewnie dlatego, że tegoroczne po prostu rozczarowały. Ponad 40% z nich jest poniżej ceny emisyjnej. W trzecim kwartale aż 30% spółek wyceniono poniżej zakładanego przedziału, najwięcej od kilku kwartałów, a jednocześnie indeks S&P 500 jest blisko rekordu, więc tłumaczenie się turbulencjami na rynku brzmi słabo.

Jest też mniej oczywisty powód. Zanim spółka wejdzie na giełdę, wybiera bank, który przeprowadzi jej debiut. Banki walczą o to zlecenie, bo to ogromne prowizje. Najłatwiej zdobyć debiut, obiecując spółce wyższą wycenę niż konkurencja, bo skoro prezes słyszy, że jego firma może być warta 15 miliardów, a nie 11, to wybiera bank, który podał wyższą liczbę.

Problem w tym, że od wyboru banku do debiutu mija zwykle od sześciu do dziewięciu miesięcy. W tym czasie nastroje na rynku potrafią się zupełnie zmienić. Tylko że wysoka wycena żyje już własnym życiem. Usłyszeli ją zarząd, pracownicy z opcjami na akcje i fundusze, które zainwestowały w spółkę wcześniej. Bank, który przyjdzie z wiadomością, że trzeba zejść z ceny, naraża się klientowi. Więc nikt nie chce tego zrobić pierwszy.

Do tego dochodzą fundusze private equity, które kupowały spółki w latach 2020 i 2021 po bardzo wysokich cenach. Dopóki spółka jest prywatna, mogą ją wyceniać w swoich księgach po starej cenie. Debiut na giełdzie po niższej cenie oznaczałby przyznanie się do straty. Efekt? Spółka chce jednej ceny, inwestorzy są gotowi zapłacić inną i debiut się zacina.

Paradoksalnie zdrowy objaw rynku. Inwestorzy nie kupują każdej historii za każdą cenę. To świadczy, że dalej daleko nam do euforii na rynkach.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 05.10.2026 – 11.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

12 paź 2026
Orlen +200%_ Czy to już szczyt_
Spółki i sektory

Orlen ma przed sobą świetne lata. Jego akcje już niekoniecznie!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

12 paź 2026
Zarobiłem 250% — Mój błąd

Straciłem 100% w kilka dni. Moje najgorsze błędy na giełdzie!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

12 paź 2026
Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Popularne
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Popularne
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Popularne
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy