Dywersyfikacja
Dywersyfikacja to rozłożenie kapitału na różne aktywa, sektory, rynki albo klasy instrumentów po to, żeby jedno złe zdarzenie nie zniszczyło całego portfela. To najstarsza i najbardziej intuicyjna zasada inwestowania: nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka.
Dlaczego w ogóle dywersyfikować?
Każda pojedyncza inwestycja niesie dwa rodzaje ryzyka. Ryzyko specyficzne, związane tylko z tą jedną spółką czy instrumentem, i ryzyko rynkowe, które dotyka wszystko naraz. Dywersyfikacja eliminuje to pierwsze. Jeśli jedna firma w twoim portfelu ma katastrofę, reszta portfela to amortyzuje. Im więcej niepowiązanych ze sobą pozycji, tym mniejszy wpływ każdej pojedynczej.
Ryzyka rynkowego dywersyfikacja nie usuwa. Kiedy cały rynek leci na łeb, leci razem z nim prawie wszystko. Ale nawet wtedy zdywersyfikowany portfel zachowuje się inaczej niż skoncentrowany, bo nie każda klasa aktywów spada tak samo i w tym samym tempie.
Dywersyfikacja to nie łapanie pokemonów
Powszechny błąd polega na myśleniu, że im więcej spółek w portfelu, tym lepiej. To nie działa tak prosto. Dwadzieścia spółek technologicznych z Nasdaq to nie jest dywersyfikacja, to koncentracja w jednym sektorze rozrzucona na dwadzieścia podmiotów.
Prawdziwa dywersyfikacja wymaga, żeby aktywa w portfelu reagowały na różne rzeczy. Chodzi o niską korelację, nie o długą listę.
Ile pozycji wystarczy?
Badania pokazują, że już kilkanaście dobrze dobranych, słabo skorelowanych spółek eliminuje większość ryzyka specyficznego. Po przekroczeniu mniej więcej dwudziestu pozycji każda kolejna zmniejsza ryzyko marginalnie, aż efekt praktycznie zanika. Jednocześnie rośnie koszt śledzenia portfela, analizowania wszystkich wyników i spada szansa, że naprawdę znasz każdą spółkę, w którą zainwestowałeś.
Co więcej, przesadna ilość pozycji ogranicza szansę na ponadprzeciętne wyniki, bo sukces jednej spółki nie przełoży się na sukces całego portfela. Dla inwestora indywidualnego zakres od 10 do 20 spółek jest w sam raz.
Pułapki, na które trzeba uważać
- Dużo spółek to nie to samo co dywersyfikacja. Trzydzieści banków w portfelu to koncentracja sektorowa, nie dywersyfikacja. Liczy się korelacja między aktywami, nie ich liczba.
- Korelacje rosną w kryzysie. Aktywa, które w normalnych czasach zachowują się niezależnie, potrafią spaść razem, kiedy rynek wchodzi w panikę. Dywersyfikacja łagodzi takie momenty, ale nie eliminuje ich całkowicie.
- Zbyt dużo pozycji zabija jakość decyzji. Inwestor z portfelem pięćdziesięciu spółek fizycznie nie jest w stanie śledzić ich wszystkich na tyle, żeby podejmować świadome decyzje.
W skrócie
Dywersyfikacja eliminuje ryzyko specyficzne, czyli to, że jedna zła inwestycja rozwali ci portfel, ale nie eliminuje ryzyka rynkowego, które dotyka wszystko naraz. Działa przez niską korelację aktywów, nie przez długą listę pozycji. Chroni przed katastrofą, ale też rozcieńcza zwycięzców, więc zawsze jest kompromisem między bezpieczeństwem a potencjałem.
Dywersyfikacja nie polega na tym, żeby mieć dużo wszystkiego. Polega na tym, żeby mieć rzeczy, które reagują na różne informacje i czynniki.