Ten błąd niszczy wyniki inwestorów. Dywersyfikacja wcale nie musi pomagać!

Większość inwestorów nie przegrywa przez brak dywersyfikacji, tylko przez jej nadmiar.

Możesz mieć 15 ETF-ów, 20 spółek i ekspozycję na cały świat, a Twój portfel dalej będzie działał jak jedna duża pozycja. I co gorsza, do tego będzie zarabiał gorzej niż prosty, nudny portfel.

Bo problem z dywersyfikacją jest taki, że działa tylko do pewnego momentu, a potem zaczyna szkodzić.

Inwestorzy kupują kolejne ETF-y, dokładają nowe rynki, nowe sektory, nowe „okazje”. Portfel rośnie, wygląda coraz bardziej profesjonalnie, a w praktyce zaczyna działać gorzej. Zamiast lepszej ochrony mamy rozmycie wyników, a zamiast kontroli mamy chaos. Chcesz wiedzieć, jak tego uniknąć? W takim razie koniecznie przeczytaj ten materiał.

Ten błąd niszczy wyniki inwestorów. Dywersyfikacja wcale nie musi pomagać!

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego – jak robić to dobrze i nie przesadzić

Wyjaśnijmy sobie na starcie kilka spraw. Tak, dywersyfikacja to jedna z podstawowych zasad inwestowania. Jednak często sprowadza się ją do banalnego „kupuj więcej różnych aktywów”. W rzeczywistości jednak chodzi o coś prostszego i jednocześnie dużo trudniejszego. Chodzi o rozłożenie kapitału tak, aby wynik portfela nie zależał od jednego scenariusza. Nie od jednej spółki, nie od jednego sektora i nie od jednego rynku. To próba uniezależnienia się od pojedynczego błędu.

Głównym celem jest tutaj ograniczenie ryzyka. Jeśli jedna inwestycja zawiedzie, inne mogą to częściowo zrównoważyć, dlatego inwestorzy łączą różne instrumenty i różne klasy aktywów. Dzięki temu portfel staje się bardziej odporny na nagłe, nieprzewidywalne zdarzenia i mniej podatny na gwałtowne wahania. Nie chodzi więc o eliminację strat, ale o ich amortyzowanie i utrzymanie większej stabilności całej inwestycji.

Akcje i obligacje jako klasyczna dywersyfikacja portfela

Najbardziej popularnym sposobem takiej dywersyfikacji dla całego portfela był i jest podział na akcje i obligacje. W długim terminie to akcje generują wyższe stopy zwrotu, ale odbywa się to kosztem większej zmienności. Obligacje są znacznie spokojniejsze i w momentach kryzysowych często pełnią rolę stabilizatora.

Roczne wyniki akcji obligacji

Było to wyraźnie widoczne choćby na przełomie wieków, gdy po pęknięciu bańki internetowej akcje przez kilka lat notowały ujemne stopy zwrotu, podczas gdy obligacje zachowywały się stabilnie i przynosiły dodatnie wyniki. Podobnie w trakcie kryzysu finansowego w 2008 roku, gdy rynek akcji gwałtownie spadał, obligacje ograniczały skalę strat całego portfela.

Od 2022 roku jednak ten pomysł dywersyfikacyjny trochę się rozjechał i oba segmenty jednocześnie znalazły się pod presją. Z tej presji obligacje do 2026 roku dalej nie wyszły.

Dywersyfikacja nie kończy się jednak na akcjach i obligacjach. Mogą do niej dochodzić całe rzesze innych klas aktywów, jak surowce czy metale przemysłowe. Tu robi się ciekawiej, bo te faktycznie często zachowują się zupełnie inaczej niż rynek akcji. Istnieją więc segmenty rynku, które potrafią iść pod prąd i w odpowiednich warunkach generować ponadprzeciętne wyniki.

Mapa wyników surowców

Dywersyfikacja geograficzna i sektorowa

Inny poziom dywersyfikacji to geografia. Rynki finansowe nie poruszają się synchronicznie dla całego świata. To, co dzieje się w USA czy Europie, nie zawsze powtarza się w innych częściach świata. Na mapie, którą tu widzicie, pokazana jest roczna stopa zwrotu w różnych krajach. Dobrze widać jedną rzecz: najwyższe wyniki wcale nie były generowane na najbardziej oczywistych rynkach. Często to mniejsze giełdy, jak Rumunia czy Izrael, dawały lepsze stopy zwrotu niż globalni liderzy.

To ważna lekcja. Inwestor skupiony wyłącznie na największych gospodarkach może przegapić okazje, które pojawiają się poza głównym nurtem. Niszowe rynki są mniej popularne, mniej „obgadane”, ale właśnie dlatego czasem oferują ponadprzeciętne wyniki. Dywersyfikacja geograficzna to więc nie tylko rozproszenie ryzyka, to także sposób na wyjście poza najbardziej oczywiste kierunki i złapanie okazji tam, gdzie większość w ogóle nie patrzy.

Do tego dochodzi jeszcze ostatnia sensowna dywersyfikacja sektorowa. Technologie, energetyka, surowce, banki — każdy z tych segmentów reaguje inaczej na zmiany gospodarcze. W jednym momencie liderem jest jeden sektor, za chwilę inny. Portfel, który to uwzględnia, jest mniej podatny na gwałtowne zwroty koniunktury.

Zwroty sektorów SP500

W praktyce więc możliwości dywersyfikacji jest mnóstwo, a jednak masa osób dalej robi to źle.

Gdzie kończą się korzyści z dywersyfikacji

Ten wykres dobrze oddaje istotę dywersyfikacji. Na początku, gdy portfel składa się z kilku aktywów, wszystko jest bardzo skoncentrowane. Potencjalna stopa zwrotu jest wysoka, ale równie wysokie jest ryzyko. Wystarczy jedno rozczarowanie wynikami, jedna gorsza prognoza, problem polityczny w danym kraju i kurs potrafi spaść o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent w jeden dzień. To sytuacja, którą wielu inwestorów zna aż za dobrze, szczególnie na rynku amerykańskim, gdy spółka podczas publikacji raportu finansowego nie spełni oczekiwań analityków.

Dywersyfikacja portfela wykres

Wraz z dodawaniem kolejnych spółek sytuacja zaczyna się zmieniać. Czerwona linia, czyli zmienność, bardzo szybko spada, a cały portfel przestaje reagować tak gwałtownie. Zamiast dużych, nerwowych ruchów pojawia się większa stabilność. To prosta konsekwencja tego, że różne aktywa nie zachowują się identycznie, więc jedne kompensują drugie. Inwestor zaczyna lepiej znosić wahania, bo portfel przestaje „szarpać”.

Ten wykres pokazuje też jednak drugą stronę medalu. Niebieska linia, czyli oczekiwany zwrot, stopniowo maleje wraz z liczbą spółek. Im bardziej rozbudowujemy portfel, tym trudniej osiągać ponadprzeciętne wyniki, bo każda kolejna pozycja rozcieńcza wpływ tych najlepszych decyzji inwestycyjnych.

Kluczowy moment to wypłaszczenie obu krzywych. Po dodaniu określonej liczby spółek dalsza dywersyfikacja przestaje mieć realne znaczenie. To punkt, w którym dywersyfikacja przestaje być skutecznym narzędziem zarządzania ryzykiem, a zaczyna tworzyć jedynie jego pozór. Wchodzimy wtedy w obszar przedywersyfikowania. Jednego z największych błędów podczas budowy portfela.

Przedywersyfikowanie portfela – największy błąd inwestora

To sytuacja, w której portfel staje się tak rozbudowany, że przestaje działać efektywnie. I teraz dochodzimy do momentu, w którym dywersyfikacja przestaje być zaletą, a zaczyna być jednym z największych błędów inwestora.

Korzyści z rozproszenia ryzyka przestają rosnąć, a kolejne inwestycje nie zwiększają już realnego bezpieczeństwa kapitału. Zamiast tego jedyne, co robią, to utrudniają osiąganie wyników lepszych niż średnia rynkowa. W praktyce oznacza to przekroczenie momentu, w którym dywersyfikacja przestaje pomagać, a zaczyna przeszkadzać.

Konsekwencje są bardzo konkretne. Najważniejsza to rozmycie wyników, bo nawet najlepsze inwestycje mają zbyt mały udział w portfelu, żeby realnie wpłynąć na jego całość. Wyobraź sobie spółkę, która rośnie o 80% i stanowi szalone… 2% Twojego portfela. Brawo, procentowo zarobiłeś sporo, ale procentowo w ujęciu całego portfela zarobiłeś… +1,6%. Szału nie ma. Zwłaszcza że trafienie spółki, która rośnie 80%, nie jest takie powszechne i nie zdarzy Ci się co chwilę.

Przedywersyfikowany portfel zaczyna poruszać się coraz bliżej szerokiego rynku, ale robi to w bardziej złożonej i kosztownej formie. Tracisz prostotę, nie zyskując wyraźnej przewagi, czyli może i jest nieefektywnie, ale za to drogo.

Rośnie też złożoność, bo masz dużo więcej decyzji i elementów do monitorowania oraz większe ryzyko błędów. W pewnym momencie inwestor przestaje rozumieć, co faktycznie odpowiada za jego wyniki, a to oznacza utratę realnej kontroli nad portfelem.

Do tego dochodzi dodatkowy koszt: czas. Każda inwestycja wymaga choćby minimalnej uwagi. Przy kilkudziesięciu pozycjach to nierealne, o ile nie masz za sobą zaplecza osób. W efekcie inwestor nic nie analizuje, tylko przegląda nagłówki. Jego decyzje oparte są więc w całości o powierzchowną wiedzę.

No i nie pomijajmy kosztów. Każdy ETF ma opłatę za zarządzanie. Każdy zakup i sprzedaż to prowizje, spready, przewalutowania i podatki. Kupowanie kolejnych pozycji bardzo często nie jest wtedy inwestowaniem, a jedynie uciekaniem od pełnej decyzji.

Przesadzona dywersyfikacja nie ma żadnej wartości dodanej. Źródła tego zjawiska są wyłącznie psychologiczne. Przedywersyfikowanie daje poczucie bezpieczeństwa, bo inwestor ma wrażenie, że „ma wszystko”, więc jest dobrze zabezpieczony. Problem w tym, że to bezpieczeństwo bywa pozorne.

Iluzja dywersyfikacji w ETF-ach i akcjach

W kontekście tej pozorności warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden błąd dywersyfikacyjny, który popełniają inwestorzy. Iluzja dywersyfikacji, tzw. dywersyfikcja.

Z czasem inwestor przestaje kontrolować, co faktycznie znajduje się w portfelu, a zaczyna skupiać się na samej liczbie pozycji. Portfel rośnie, staje się coraz bardziej rozbudowany i skomplikowany, ale wcale nie musi być bardziej zróżnicowany.

Sedno problemu jest proste: dywersyfikacja to nie gra w liczby, tylko w zależności między aktywami. Możesz mieć paradoksalnie nawet kilkadziesiąt pozycji i nadal nie być zdywersyfikowanym, jeśli wszystkie reagują na te same czynniki, na przykład stopy procentowe, kondycję gospodarki USA czy sentyment do sektora technologicznego. W momentach stresu rynkowego te powiązania szybko wychodzą na wierzch i okazuje się, że „zróżnicowany” portfel zachowuje się jak jedna duża pozycja.

To zjawisko dobrze opisuje teoria portfelowa Harry’ego Markowitza. Jej kluczowym elementem jest korelacja, czyli to, jak aktywa zachowują się względem siebie. Sens dywersyfikacji polega na łączeniu takich składników portfela, które nie poruszają się w tym samym kierunku i w tym samym czasie. Tylko wtedy można realnie ograniczyć ryzyko specyficzne dla pojedynczych spółek, sektorów, geografii czy klas aktywów.

Najczęstszy przykład to inwestor, który kupuje kilka ETF-ów „na wszystko”: globalny indeks, osobno USA, Nasdaq, fundusz technologiczny i jeszcze kilka sektorowych. Na pierwszy rzut oka wygląda to rozsądnie, ale w praktyce w każdym z tych instrumentów powtarzają się te same spółki, a największe firmy technologiczne dominują w całej strukturze.

To jest moment, w którym wielu inwestorów odkrywa coś bardzo niewygodnego. Ich portfel, który miał być zróżnicowany, w praktyce zachowuje się jak jedna pozycja w przebraniu.

Ile aktywów w portfelu naprawdę ma sens

Skoro więc sama liczba pozycji nie gwarantuje bezpieczeństwa, pojawia się kluczowe pytanie: ile aktywów w portfelu ma rzeczywiście sens?

Ryzyko portfela akcji

Różne badania i modele wskazują, że sensowny poziom redukcji ryzyka można osiągnąć już przy portfelu złożonym z około 20 podmiotów. To moment, w którym ryzyko związane z pojedynczymi firmami zostaje w dużej mierze ograniczone. Powyżej tego punktu dokładanie kolejnych pozycji przestaje istotnie zmieniać profil ryzyka. Największe znaczenie mają pierwsze decyzje, a każda następna wnosi już coraz mniej, głównie zwiększając złożoność, bez wyraźnej poprawy bezpieczeństwa.

Dalej pozostaje już głównie ryzyko rynkowe, widoczne jako pozioma część krzywej, i tego elementu nie da się wyeliminować. To właśnie ono odpowiada za momenty, w których przestają mieć znaczenie różnice między spółkami czy sektorami. W sytuacjach takich jak kryzysy finansowe, nagłe zmiany polityki monetarnej czy globalne szoki gospodarcze kapitał wycofuje się szeroko z rynku, a większość akcji zaczyna poruszać się w tym samym kierunku, często niezależnie od branży czy kraju.

W praktyce oznacza to, że niezależnie od tego, czy masz w portfelu 20, 50 czy 200 spółek, w takich momentach i tak odczujesz spadki. Dywersyfikacja może je złagodzić, rozłożyć w czasie lub ograniczyć wpływ pojedynczych błędów, ale nie jest w stanie całkowicie ochronić portfela przed szerokim ruchem rynku. To ważne rozróżnienie, bo wielu inwestorów oczekuje od dywersyfikacji czegoś, czego ona po prostu nie może dać. Jej rolą nie jest eliminacja strat w każdych warunkach, tylko ograniczenie ich skali i uczynienie ich bardziej przewidywalnymi. Ryzyko rynkowe pozostaje nieodłącznym elementem inwestowania i to właśnie ono wyznacza granicę skuteczności całej dywersyfikacji.

W praktyce wygląda to mniej więcej tak:

  1. Do około 10–20 spółek ryzyko spada bardzo szybko.
  2. Między 20 a 30 nadal spada, ale już dużo wolniej.
  3. Powyżej tego poziomu efekt dywersyfikacji praktycznie się wypłaszcza.

Czyli ponad 80–90% korzyści z dywersyfikacji jesteś w stanie osiągnąć stosunkowo niewielką liczbą decyzji.

Prosty portfel inwestycyjny daje większą kontrolę

Każda kolejna pozycja wnosi coraz mniej, a komplikuje coraz więcej. Problemy z dywersyfikacją często są głównie efektem albo próby całkowitego odrzucenia ryzyka i braku jego akceptacji, albo kompletnego niezrozumienia tego, w co się zainwestowało.

Tymczasem każdy portfel będzie się wahał i zmieniał swoją wycenę. Każdy. Pytanie tylko, czy jesteś w stanie to wytrzymać. Lepiej mieć prostą strukturę zrozumiałego ryzyka niż skomplikowany układ, który daje złudne poczucie bezpieczeństwa.

Równie ważna jest selekcja przez odrzucanie. Rynek nieustannie produkuje nowe „historie inwestycyjne”, raz jest to coś związanego ze sztuczną inteligencją, innym razem coś związanego z zieloną energią, jeszcze innym razem konkretne rynki czy surowce. Problem w tym, że większość z nich pojawia się w momencie, gdy najlepsza część ruchu jest już za nami. Inwestor, który próbuje być wszędzie, w praktyce traci fokus i zaczyna reagować zamiast działać. Dlatego świadome pomijanie okazji jest równie istotne jak ich wybieranie, to filtr, który chroni portfel przed przypadkowością.

Na końcu i tak wszystko sprowadza się do prostoty i kontroli. Portfel powinien być konstrukcją, którą jesteś w stanie „ogarnąć jednym spojrzeniem”. Nie w sensie znajomości tickerów, tylko rozumienia mechaniki: jakie czynniki będą go wspierać, a jakie mogą mu zaszkodzić. Jeśli odpowiedź wymaga długiego zastanowienia albo analizy kilkunastu zależności, to znak, że struktura jest zbyt rozbudowana. A im większa złożoność, tym większe ryzyko błędu, nie na rynku, tylko po stronie inwestora.

Jak dywersyfikować portfel w praktyce

No dobra, tylko co z tym zrobić w praktyce? Oto kilka prostych zasad, które realnie działają.

Po pierwsze: liczba pozycji ma znaczenie. W większości przypadków zakres 10–25 aktywów w zupełności wystarcza.

Po drugie: sprawdzaj, co naprawdę masz w portfelu. ETF na świat, ETF na USA i ETF technologiczny bardzo często oznaczają dokładanie tych samych spółek w różnych proporcjach.

Po trzecie: każda pozycja powinna mieć sens. Jeśli nie jesteś w stanie w jednym zdaniu powiedzieć, po co ją masz, to najprawdopodobniej nie powinna się tam znaleźć.

Po czwarte: portfel powinien być czytelny. Jeśli potrzebujesz kilku minut, żeby zrozumieć, co na niego wpływa, to jest za bardzo skomplikowany.

I po piąte: świadome pomijanie okazji to część strategii, a nie błąd.

Dywersyfikacja nie polega na tym, żeby mieć wszystko. Polega na tym, żeby wiedzieć, czego nie mieć.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Zibi
    Zibi
    10 dni temu

    Czy na pewno więcej etfów to większe koszty? Np. w XTB koszt przewalutowania to 0,5%. Czy jeżeli kupisz 10 etfów po 10 tys. zł albo jeden za 100 tys. zł to nie zapłacisz tyle samo za przewalutowanie? Podobnie za zarządzanie. Jeśli kupisz 10 etfów których koszt zarządzania wynosi 0,2% to zapłacisz inaczej niż za jeden o tym samym koszcie 0,2%?