Wstęp
Panie Areczku, pobił pan dziś rekord świata na sto metrów... ale wszyscy kibice liczyli na wynik o dwie dziesiąte sekundy lepszy. Jak pan wytłumaczysz tę PORAŻKĘ? Czy jesteś Pan kiepszczakiem?! Czy rozważasz pan zakończenie kariery?
Tak wygląda typowy piąteczek na giełdzie. Podobne ogłoszenia dał Anthropic. Chłopaki pobili rekord świata w skalowaniu biznesu. Z 9 miliardów dolarów rocznych przychodów do 65 miliardów w niecały rok. Siedmiokrotnie. Żadna firma w historii kapitalizmu nie rosła tak szybko. Spółki SaaS potrzebowały na to dekad. A rynek podetknął im mikrofon pod nos i zapytał, czemu taka kicha, bo w kuluarach mówiło się o 70 miliardach. Nasdaq więc wpadł w korekcie, koszyk AI na zaświecił się na czerwono, a w nagłówkach „rozczarowanie". Rekord świata uznano za porażkę, bo bukmacherzy obstawiali lepszy. RYNECZEK xD
Takich dziwnych info było w tym tygodniu więcej. Porsche musiało tłumaczyć się z marży NIŻSZEJ niż Škoda. Tak, ta Škoda. Meta odpowiadała na pozew z teoretyczną karą 1,4 biliona dolarów, którą rozbiorę Wam do realnej skali tysiąc razy mniejszej, a trzy czwarte zawodowych zarządzających właśnie zaliczyło jedenasty z rzędu rok przegranej z indeksem i dane pokazują, że na historycznych szczytach siedzą... poza rynkiem, czekając na spadki jak prawdziwe kiepszczaki.
W tle AWS dostał z błogosławieństwo prezesa na BILION dolarów przychodu, a Niemcy budzą się czwarty miesiąc z rzędu. Będzie też Scott Bessent odpalający Operation Twist bez pytania Fedu o zdanie. Lecimy.
Giełda panikuje po danych Anthropic, a Meta dostaje pozew na 1,4 biliona USD
Anthropic – rekordowe tempo wzrostu AI
9 miliardów ARR miał Antrophic na koniec 2025 roku. 47 miliardów w maju. 65 miliardów pod koniec lipca. Brzmi jak katastrofa. Przynajmniej tak zabrzmiało dla rynku akcji. Tymczasem przychody Anthropic rosną w tempie najszybszym w historii biznesu.
Spółki SaaS potrzebowały całych dekad, żeby tak się przeskalować. Laboratoria AI robią to w kilka lat. Mimo to rynek spanikował, że WOLNO. Spółki z całego koszyka AI pospadały, bo rynek oczekiwała czegoś w przedziale 70 do 80 miliardów, więc 65 miliardów potraktowano jako rozczarowanie. Tak żebyśmy ogarnęli skalę. Rynek potraktował wzrost ARR o 38% w dwa miesiące od bazy 47 miliardów jako „kiepski”. Niebywale zabawne. Firma, która siedmiokrotnie powiększyła przychody w niecały rok, nie jest i nie będzie rozczarowaniem.
Anthropic prognozuje dziś przychody na 2028 rok w przedziale 190 do 200 miliardów dolarów. Kolejny absurdalny wzrost jak na 1.5 roku, a mimo to Nasdaq zaliczył z tego powodu korektę o 1,7%.
Ciężko mi wyobrazić sobie lepsze momenty na kupowanie, niż panika rynkowa wywołana tym, że jakaś firma rośnie po 40% na biznesie w dwa miesiące.
OpenAI zresztą nie pozostaje daleko w tyle i jest częściową odpowiedzią na „rozczarowanie” Antrophica. Przychody zannualizowane w OpenAI przekroczyły 40 miliardów dolarów, co też oznacza podwojenie od końca 2025 roku. Do tego Greg Brockman, współzałożyciel OpenAI, powiedział w wewnętrznym komunikacie, że przychody rosły o ponad 20% miesiąc do miesiąca w samym tylko lipcu. Tempo więc nie spowalnia, wręcz przyspiesza.
Open AI po odpaleniu Codexa po prostu odbija trochę rynku od Antrophica, który wcześniej stracili. ARR Antrophica przebił OpenAI w marcu 2026. Teraz firma Altmana odzyskuje trochę pole. Dlaczego to ważne? Ano dlatego, że jak się zsumuje ARR jednego i drugiego laba, to… nie ma żadnego spowolnienia. Jest jeszcze większe przyspieszenie
Łączny ARR obu firm wynosi już ponad 105 mld dolarów, a dynamika łącznego run rate dla obu firm od czerwca… wzrosła o 12 punktów procentowych do 490%. To nie jest literówka. Roczny wzrost run rate skumulowany dla obu firm to +490%. Abstrakcyjne.
W Anthropic pozycję zbudował Claude, który przyciąga stałe przychody od klientów korporacyjnych. OpenAI widzi gwałtowny wzrost popytu na Codex do programowania i ChatGPT Work do szerszego zakresu zadań. OpenAI równolegle obniża ceny na niektóre modele, żeby lepiej konkurować z Anthropic i chińskimi rywalami.
Obie firmy są przed debiutami giełdowymi. Anthropic ma wejść na giełdę jeszcze jesienią. OpenAI celuje w 2027 rok. Spadki więc po takich danych to szum i nic więcej. Kto patrzy na dynamikę wzrostu tych dwóch firm i widzi powody do paniki, ten moim zdaniem nie rozumie, na co patrzy, a popyt na moc obliczeniową potwierdza, że za tymi przychodami stoją realne kontrakty, nie powietrze.
Amazon – AWS na drodze do biliona dolarów przychodu
Morgan Stanley opublikował nawet ostatnio notę z odważnym scenariuszem, w którym chmura Amazona dochodzi do biliona (tak, biliona) dolarów rocznego przychodu w ciągu 8 do 10 lat. Nie jest to wyłącznie wymysł szalonego analityka, bo sam zarząd Amazona naszkicował tę wizję na ostatniej konferencji wynikowej. Andy Jassy, prezes Amazona, powiedział, że AWS ma potencjał, żeby być "biznesem o przychodach rzędu biliona dolarów" i że wcześniejsze szacunki "kilkuset miliardów" to za mało, bo będzie "co najmniej dwa razy tyle".
Obecnie przychody AWS, to 0,13 biliona dolarów, czyli mówimy o przeskalowaniu największej chmury na świecie jeszcze niemal 8-krotnie. W 8 lat.
Liczby za drugi kwartał potwierdzają, że faktycznie jest na to szansa. AWS już i tak od swojej gigantycznej bazy urósł o 36,7% rok do roku. Najszybciej od 18 kwartałów i jednocześnie jest to piąty kwartał przyśpieszenia z rzędu.
Pięć kwartałów temu wzrost wynosił 17%. Teraz 37%. Zysk operacyjny segmentu skoczył o 64%, a marża operacyjna sięgnęła 39,4%, o 650 punktów bazowych więcej niż rok wcześniej. AWS generuje przychody w tempie rocznym 169 miliardów dolarów. Gdyby tylko wydzielić sam AWS z Amazona, byłby 24. firmą na liście Fortune 500.
Backlog kontraktowy, czyli zamówienia podpisane, ale jeszcze niezrealizowane, urósł do 496 miliardów, a mimo to AWS wciąż ma najmniejszy backlog z wielkiej trójki. Microsoft ma 678 miliardów, Google 514. Microsoft wcześniej zablokował ogromne zobowiązania OpenAI na chmurze Azure. Amazon dołączył do wyścigu o klientów AI później, podpisując wielogigawatowe kontrakty na procesory Trainium z Anthropic i OpenAI.
Prezes Amaozna opisuje adopcję AI jako sztangę. Na jednym końcu są laboratoria pochłaniające ogromne ilości mocy obliczeniowej, czyli klienci tacy jak Anthropic, a na drugim firmy oszczędzające dzięki AI. Środek sztangi, czyli masowe wdrożenie inferencji w typowych aplikacjach biznesowych, to według Jassy'ego segment, który będzie "absolutnie największy". Sam jednak przyznał, że nie wie, czy ten środek pójdzie tak szybko do góry jak wydatki laboratoriów AI.
To właśnie na to idą ogromne inwestycje wszystkich. Amazon też podniósł plan nakładów inwestycyjnych na 2026 z 200 do 220 miliardów.
Ciężko się dziwić, kiedy cały zarząd mówi wprost, że wzrost byłby większy niż te 37%, ale nie ma co sprzedawać, bo jedynym ograniczeniem pozostaje podaż, a nie popyt. To samo potwierdzają wszyscy gracze z rynku chmurowego.
S&P 500 – dlaczego 3/4 zarządzających przegrywa z indeksem
Może jakby z takich narzędzi korzystali zarządzający profesjonalnymi funduszami, to szybciej zrozumieliby AI i mieliby lepsze wyniki?
Tymczasem okazuje się, że trzy na cztery aktywnie zarządzane fundusze dały w ostatnim roku niższy zwrot niż indeks S&P 500. To jednocześnie jedenasty rok z rzędu, w którym rozjazd między bijącymi, a nie bijącymi benchmark rośnie.
Nie chodzi nawet o to, że zarządzający są niekompetentni. Główny mechanizm jest znacznie prostszy. W trakcie hossy do funduszy akcyjnych napływają nowe pieniądze od inwestorów, którzy widzą rosnące rynki i chcą swoją część zysków. Zarządzający musi te pieniądze zainwestować po bieżących cenach. Ciągły proces kupowania drożejących aktywów za nowe i coraz WIĘKSZE wpłaty siłą rzeczy obniża średnią stopę zwrotu całego portfela w porównaniu z indeksem.
Dodatkowo w czasie bessy wyniki często są zaniżane przez odwrotny mechanizm. Ludzie widzą spadki na giełdzie i wypłacają pieniądze z funduszu, co zmusza zarządzających do zamykania startych pozycji.
Do tego dochodzi koncentracja rynku, bo kiedy kilka wielkich spółek technologicznych ciągnie indeks w górę, zarządzający, który nie chce trzymać gigantycznych pozycji w jednej firmie, a często nie może tego robić przez polityki inwestycyjne, automatycznie zostaje w tyle.
Do tego dochodzi konieczność utrzymywania części aktywów w gotówce na obsługę umorzeń, więc realnie zarządzający może działać tylko na 95% środków, a nie na 100%.
Wszystko to wprost wpływa na to, że pobicie jakiegoś indeksu w takich warunkach jest 10x trudniejsze, ale żeby nie bronić ich za bardzo, to jednocześnie sporo z nich samemu jest sobie winna, bo ciężko pobić rynek, kiedy siedzi się poza nim.
Dane o pozycjonowaniu od Deutsche Banku wprost pokazują, że kapitał dyskrecjonalny, czyli taki podejmujący decyzje na podstawie własnej analizy i uznania, czyli właśnie fundusze aktywnie zarządzane, mają w USA ekspozycję na akcje w… 44. percentylu historycznego zakresu. Lekko poniżej 50. Innymi słowy zarządzający są po prostu mocno poza rynkiem.
Indeksy biją historyczne rekordy, zarządzający z pełnymi gaciami i to nie od wczoraj, ale realnie od 2 lat. Naprawdę niebywałe. Jeśli hossa będzie kontynuowana, to wiecie jaki będzie efekt? W końcu będą zmuszeni się z rynkiem przeprosić i kupować, bo bez tego będzie można pożegnać się z premią, a to tylko napędzi dalsze wzrosty.
Portfel – wyniki i ostatnie zmiany
A wystarczyłoby regularnie od 5 lat oglądać kanał Cymcola na YT… albo przynajmniej śledzić publiczny portfel agresywny Freedom24, który dla was prowadzę. Tutaj przewaga nad S&P500 ponad dwukrotna, a portfel ponownie zawija w drodze na nowe szczyty.
Ostatnia wymianka Alibaby na SpaceX też bardzo mi się podoba i już przebieram nogami na nową comiesięczną dopłatę do portfela, która już na początku września.
Solidnie w portfelu odbił Marathon i Oracle ostatnimi dniami. Wszyściutko mi się tu podoba i jestem dość pewny tego, że droga na 120 albo i 130% stopy zwrotu jest otwarta.
Meta – pozew 29 stanów i „1,4 biliona dolarów” kary
A dlaczego portfel ma takie dobre wyniki? Bo się nie obawia głupot. Teraz takie głupoty i skwary robią panikę sprzedaży na Mecie. Kwota, którą nagłówki wyciągają na pierwszy plan, to 1,4 biliona dolarów. Tyle teoretycznie mogłyby wynieść kary dla Mety w procesie, który ruszył w tym tygodniu w sądzie federalnym w Oakland w Kalifornii. To niemal 6 razy tyle ile wynoszą przychody spółki za ostatni rok. BRZMI GRUBO NIE? Tylko że zanim zaczniesz wydzierać się, ja kto Meta jest skończona, to trzeba tę liczbę rozebrać na czynniki pierwsze.
29 amerykańskich stanów pozwało Metę, zarzucając jej świadome projektowanie Facebooka i Instagrama w sposób zwiększający kompulsywne korzystanie z tych platform przez dzieci i nastolatków. Do tego dochodzą zarzuty o naruszenie przepisów COPPA dotyczących zbierania danych dzieci poniżej 13. roku życia. W pierwszym procesie bezpośrednio uczestniczą cztery stany, Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey. Wynik będzie miał znaczenie dla pozostałych 25 stanów czekających w kolejce.
Skąd kwota 1,4 biliona? To skrajna, teoretyczna ekspozycja, którą sama Meta ujawniła w dokumentach sądowych, żeby zakwestionować metodologię stanów. Stany mnożą szacowaną liczbę poszkodowanych dzieci przez ustawowe kary za pojedyncze naruszenie. Eksperci prawni oceniają karę w takim wymiarze jako nierealną.
Prawdziwe ryzyko jest realne na mniejszą skalę. Meta w tym roku przegrała już dwa procesy dotyczące bezpieczeństwa dzieci. W zeszłym kwartale zaksięgowała 2,4 miliarda dolarów rezerw na postępowania prawne. Sąd w Nowym Meksyku w tym miesiącu nakazał wprowadzenie limitów czasu ekranowego i ograniczeń chatbotów AI dla nieletnich, choć nakaz dotyczy tylko użytkowników tego jednego stanu.
Dla porównania taka rezerwa, to już niecałe 3% zysku OPERACYJNEGO spółki za ostatnie 12 miesięcy, czyli pierdyliard razy mniej niż 1,4 biliona. Czyli z 1.4 biliona już zszedłem wam do 0.15% tej kwoty.
Większym ryzykiem niż sama kara finansowa są potencjalne nakazy zmian w produkcie. Karę można zapłacić raz i fajrant. Rynek ogarnie, że to One-Off i olewka. Gorzej, jeśli sąd uzna, że Meta musi zmienić sposób działania części algorytmu rekomendacji albo ograniczyć określone mechanizmy dla nieletnich, bo to nie będzie jednorazowy koszt, ale jakaś zmiana modelu biznesowego, która może wpłynąć na zaangażowanie użytkowników i przychody reklamowe.
Tu jednak też dochodzą gwiazdki. Nieletni są kiepsko monetyzowalną grupą na social media, celem jest bardziej przyzwyczajanie użytkownika na potem. Jeśli regulacje sądowe pójdą za daleko, to nie widzę też przeszkód w tym, że Meta zrobi osobny subserwis Meta Kids czy coś takiego, gdzie będą ograniczenia tak, aby nie wpływały na inne aplikacje, a potem będzie stopniowa migrowała użytkowników do pełnej apki. Przyzwyczajony user i tak zostanie, bo to tam ma swoich znajomych.
Proces potrwa 6 do 8 tygodni. Warto pamiętać, że najlepsze okazje na rynku często pojawiają się tam, gdzie obawy są uzasadnione, ale przesadzone.
Porsche – kryzys marż i problem z pozycjonowaniem marki
Może taka jest też teraz na Porsche? Ich kurs to już w ogóle totalna padaka. Ostatnie dane pokazują, że nawet Wolkswagen, czy BMW zarabiają na każdych 100 euro przychodu więcej niż Porsche na swoim 911, Cayenne i Panamerze. W pierwszym półroczu 2026 marża operacyjna Škody wyniosła 8,5%, a Porsche 7,8%. To nie jest żart. To oficjalne dane z wyników Grupy Volkswagen.
Marża operacyjna za cały ostatni rok spółki Porsche to 2,1%, a Volkswagen 2,5%. Jeśli cofniemy się kwartał wstecz i porównamy te dane z BMW, to różnica jest jeszcze większa.
Co się wydarzyło, że ta niebieska linia wali się na łeb? I czy Porsche jest jeszcze w ogóle marką premium czy tylko udaje? W 2022 i 2023 Porsche osiągało marżę na poziomie 18% i uruchamiało program "Road to 20" z celem przekroczenia 20%. Przy sprzedaży ponad 300 tysięcy aut rocznie łączyło skalę dużego producenta z rentownością ekskluzywnej marki luksusowej. Absolutny unikat w motoryzacji. Potem rok 2024 przyniósł spadek do 14,1%, a rok 2025 zakończył się na 1,1%. Ten ostatni wynik obciążały 3,9 miliarda euro kosztów nadzwyczajnych związanych ze zmianą strategii, bateriami i amerykańskimi cłami i nie należy go traktować jako nowej normy, ale 7,8% w pierwszym półroczu 2026 również nie jest powrotem do dawnej formy. Porównując jabłka z jabłkami, Porsche poprawiło marżę z 5,5% w pierwszym półroczu 2025, co jest pewnym progresem, ale sama spółka prognozuje na cały rok zaledwie 5,5% do 7,5%. Średni wynik wobec strategii mającej na celu 20%.
Fundamentalnym problemem są Chiny. Porsche dostarczyło tam w pierwszym półroczu 14,5 tysiąca aut, o 32% mniej rok do roku. W dłuższej perspektywie skala załamania jest jeszcze bardziej widoczna. W 2021 roku Porsche sprzedało w Chinach niemal 96 tysięcy samochodów. W 2025 niecałe 42 tysiące.
Chiny były kiedyś największym rynkiem Porsche, większym niż USA. Dziś proporcje się odwróciły. Chińskie marki dogoniły zachodnie technologicznie, szczególnie w oprogramowaniu i usługach cyfrowych, a presja cenowa jest ogromna. Chińczycy mają dziś ogromny wybór w markach własnych, które już nie odstają tak od zachodnich, a do tego są tańsze i uderzają w poczucie lokalnego patriotyzmu, które narasta wraz z napięciami geopolitycznymi.
W danych jest jakaś nadzieja, bo przy globalnym spadku dostaw o 16%, sprzedaż modelu 911 wzrosła o 19%.
Macan stracił 22%, Panamera 38%, Taycan 25%, czyli wychodzi na to, że im bardziej Porsche jest Porsche, tym łatwiej je sprzedać. Jednak sam 911 nie uciągnie firmy, bo to SUVy zapewniają dobre wolumeny sprzedaży. Widać jednak na czym Porsche powinno się skupić i co dalej działa. Jest więc jakaś nadzieja na turnaround.
Porsche coraz trudniej udawać markę premium. Tak się niestety kończy chęć łączenia dwóch strategii, czyli udawania luksusu z masową produkcją i dużymi wolumenami. Nie można mieć jednego i drugiego, bo produkt luksusowy musi opierać się na niedostępności.
Dla kontekstu Ferrari osiągnęło w tym samym półroczu marżę 30,5%, a Lamborghini 22,7%. Tyle że oni produkują kilkanaście tysięcy aut rocznie. Dawne 18% Porsche przy ponad 300 tysiącach samochodów było właśnie dlatego tak niezwykłe. Było.
Niemiecka gospodarka – coraz więcej sygnałów odbicia
Wygląda też na to, że BYŁO już wszystko, co najgorsze w niemieckiej gospodarce, a teraz czas na lepsze! Indeks ZEW, który mierzy oczekiwania 185 analityków i inwestorów wobec niemieckiej gospodarki, wzrósł w sierpniu do 34,2 punktu z 26,3 w lipcu. Konsensus prognozował 30 punktów, więc mamy pozytywne zaskoczenie czwarty miesiąc z rzędu.
Po gwałtownym załamaniu na wiosnę, kiedy konflikt w Iranie zepchnął indeks poniżej minus 15 punktów, sytuacja systematycznie się poprawia. Prezes ZEW Achim Wambach wskazuje na dobre wyniki kwartalne spółek i silny eksport. Program rządowych inwestycji infrastrukturalnych również pomaga. PKB Niemiec w drugim kwartale urosło o 0,2%, lepiej niż oczekiwano na początku konfliktu.
Wszystkie badane branże zgłosiły poprawę oczekiwań, w tym nawet sektor motoryzacyjny. Mocno rosły również branże chemiczna, farmaceutyczna i inżynierii mechanicznej.
Historycznie ZEW dobrze wyprzedza indeks IFO, mierzący nastroje samych przedsiębiorców, o mniej więcej dwa miesiące. Jeśli ta korelacja się utrzyma, powinniśmy zobaczyć poprawę w realnej niemieckiej gospodarce jeszcze w czwartym kwartale tego roku.
Wydaje się wiec, że Niemcy przetrwały najgorsze i teraz okazują się już dużo bardziej odporne na nowe szoki geopolityczne, niż większość komentatorów przewidywała jeszcze kilka miesięcy temu. To dla Polski paradoksalnie pozytywna wiadomość. Dalej sporo naszego eksportu i jego kondycji jest uzależniona od niemieckiego konsumenta. Gdy ten w końcu wstanie z kolan, to sporo polskich branż również to odczuje
USA – Bessent, obligacje i nowa „Operation Twist”
Na sam koniec jeszcze odrobina oddechu dla panikarzy obligacyjnych. Rentowność trzydziestoletnich obligacji amerykańskich skoczyła do 5,3%, najwyżej od 2007 roku. Do tego na ostatnich aukcjach dziesięciolatki wyceniono najdrożej od 2007, a trzydziestolatki najdrożej od 2001. W poniedziałek Departament Skarbu USA wypłacił posiadaczom obligacji aż 85 miliardów dolarów odsetek jednego dnia. Rekord w historii.
Wygląda jakby świat się walił. Nie wali się. Ewidentnie USA zdecydowały się powiedzieć, że wystarczy. Sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił, że co najmniej podwaja skalę operacji skupu obligacji z segmentu od dziesięciu do trzydziestu lat. Program startuje 9 września.
Żeby zrozumieć, co tu się dzieje, trzeba rozkodować sobie trochę mechanizm rynku obligacji. Po pierwsze rentowność obligacji, jest odwrotnie skorelowana z ceną obligacji. Więc jeśli ktoś więcej obligacji kupuje, to wywołuje większy popyt i podbija cenę, tym samym obniża ich rentowność.
Po drugie Departament Skarbu skupuje starsze, mniej płynne obligacje długoterminowe z rynku i płaci za nie gotówką pozyskaną z emisji krótkoterminowych bonów skarbowych, czyli papierów zapadających w ciągu roku. W efekcie rząd zastępuje drogi dług długoterminowy tańszym długiem krótkoterminowym. To zmniejsza podaż obligacji na długim końcu krzywej dochodowości i obniży ich rentowność, a więc również głównie oprocentowanie kredytów hipotecznych czy korporacyjnych w całej gospodarce, bo nikt takich kredytów nie bierze na rok.
Jednocześnie cała operacja może podbijać podaż i rentowności na krótkim końcu krzywej, czyli w obligacjach rocznych i dwuletnich, ale te realnie na gospodarce nie odciskają się tak bardzo. Efekt netto będzie więc na plus. To ewidentnie kontr-reakcja na to, że rynek długu od pewnego czasu dalej zakłada, że już niedługo startuje kolejny cykl podwyżek stóp, więc podbija rentowności długoterminowe, a nie podbija krótkoterminowych, bo… cykl dalej nie startuje. Bessent ewidentnie też, jak ja, uważa, że jednak cykl nie wystartuje, więc można sobie wykorzystać niższe oprocentowanie krótkoterminowe i obniżyć tym wyższe oprocentowanie długoterminowe.
Brzmi znajomo? Powinno. Rezerwa Federalna robiła dokładnie to samo w przeszłości i nazywała to Operation Twist. Tyle że teraz nie robi tego Fed, tylko Departament Skarbu, czyli de facto rząd.
Pierwszy efekt był natychmiastowy. Rentowność trzydziestolatek spadła o 10 punktów bazowych, a dolar osłabił się do poziomu najniższego od trzech miesięcy.
Czy to wystarczy na dłużej? Raczej nie. Rozwiązanie jest przejściowe. To, co naprawdę obniży długie stopy, to jaśniejszy sygnał z Fed na temat tego, że nie będzie żadnego cyklu podwyżek.
Całość ma też kontekst polityczny. Do wyborów do Kongresu w listopadzie zostało niewiele czasu, a wysokie stopy podbijają raty kredytów hipotecznych. Bessent sam powiedział kiedyś, że jego praca to być "najlepszym sprzedawcą obligacji w kraju", a rentowność dziesięciolatek jest "silnym barometrem sukcesu". Postanowił więc ewidentnie zadbać o swój sukces sam.
Warto widzieć to w szerszym kontekście. Dwa tygodnie temu mówiłem o wspólnej interwencji walutowej USA i Japonii, która też była motywowana lękiem przed wzrostem rentowności. Bessent gra na wielu frontach jednocześnie i wszystkie prowadzą do tego samego celu, utrzymać rentowności długoterminowych obligacji w ryzach. Jak na razie idzie mu znośnie.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









