WIG20 o krok od rekordu wszech czasów! Czy hossa na GPW jest zdrowa?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

28 lip 202611 min czytania

Wstęp

MNIEJ NIŻ 3%!!! Tyle brakuje WIG20 do ustanowienia rekordu wszechczasów po prawie 20 latach od ostatniego!!

Człowiek zasypiał w świecie, w którym nie było jeszcze iPhone'a w Polsce, a Lehman Brothers był szanowaną instytucją. Tamci ludzie widzieli WIG20 blisko 4000 punktów. Teraz możemy I my. Nie dajmy sobie tego wyrwać. Walczymy!

Zwłaszcza że to jest naprawdę zdrowa hossa. Nawet przy szczytach korekty są w dość płytkie i głównie przechodzą w rotację sektorową. Jeny, może my w końcu dotarliśmy do etapu normalnego rynku rozwiniętego naprawdę?

Tym bardziej, ze gospodarka to wspiera! Dostaliśmy też twarde dane o polskim konsumencie, który jak się okazuje ma wywalone na wojnę w Iranie, a w samym odcinku będzie też o reformie systemu ETS, na którą czekała cała polska energetyka oraz o tym, jak Polska po cichu wchodzi na główną turystyczną mapę Europy. Lecimy.

WIG20 o krok od rekordu wszech czasów! Czy hossa na GPW jest zdrowa?

WIG20 blisko historycznego szczytu

WIG20 znalazł się w okolicy swoich historycznych maksimów, które po raz ostatni widział prawie dwadzieścia lat temu, w 2007 roku. Wtedy był to szczyt hossy sprzed globalnego kryzysu finansowego. Od tamtej pory ten indeks nigdy nie wrócił na te poziomy.

Cały ten marsz w górę odbywa się w momencie, kiedy globalne rynki akcji wcale nie dają powodów do euforii. S&P 500 nie osiągnął nowego szczytu od prawie dwóch miesięcy. Na spółkach z sektora półprzewodników i sztucznej inteligencji trwała ostatnio dynamiczna korekta, globalni inwestorzy wcale nie są blisko euforycznych nastrojów, a GPW konsekwentnie rosło.

Oczywiście z tym brakiem rekordu od 2007 roku to trochę naciągana teza. Spółki z WIG20 płacą wielkie dywidendy, które realnie obniżają indeks. Lepszym miernikiem będzie WIG20TR, gdzie szczyt z 2007 roku pokonano już dobre 3 lata temu. Wciąż jednak warto to docenić

Nasz rynek nie jest wypchany spółkami technologicznymi. Omijają nas te najgorętsze globalne trendy, a i tak okazuje się, że jest na czym rosnąć. Głównie za sprawą silnej poprawy fundamentów spółek. Typowy to ruch dla gospodarki, która za ostatnie 20 lat stała się liderem swojego regionu, a giełda jakby kompletnie miała to w nosie. Teraz nadgania.

Sam wzrost jest też mocno jakościowy, bo kolejne piętra są zdobywane przez regularne sektorowe rotacje sektorowa. Kiedy spojrzymy na ostatnie dziesięć sesji, wyraźnie widać rozbieżność między WIG-BANKI a WIG20. Zresztą zapowiadałem to już w jednym z ostatnich materiałów GPW. Mimo bankowej zadyszki, WIG20 dalej zyskał około 5%.

Tym razem pałeczkę przejęły spółki konsumenckie z bardzo konkretnymi katalizatorami. Żabka wystrzeliła po informacji o inwestycji japońskiego 7-Eleven. Allegro rosło po tym, jak zdjęty został nawis podażowy związany z ABB i świetne wyniki. Omawialiśmy to tydzień temu. Pepco kontynuuje udaną transformację operacyjną po tym jak pozbyło się popsutych segmentów biznesu.

Wszystkie te trzy spółki od początku czerwca zyskały po 30%, a za każdą stoją solidne przepływy kapitału. To jest zdrowy objaw hossy. Gdy jedne sektory odpuszczają i potrzebują czasu, żeby biznes nadgonił kurs, to inne zaczynają dominować. Tak zdecydowanie nie wygląda sytuacja, gdy szeroka hossa przygasa, a kapitał nie zdążył się nawet jeszcze szerzej rozlać na mniejsze podmioty. W tle mamy działające PPK i niedługo OKI. Ktoś zadawał ostatnio pytania „a ile to niby taka hossa może trwać”. Odpowiadam więc. Hossa może trwać z zasady wiecznie, to jedynie bessy mają ograniczony termin funkcjonowania.

Polski konsument trzyma się mocno

Paliwa na razie w gospodarce wystarcza. Wspomniałem, że spółki konsumenckie na GPW rosną i to tam rotuje kapitał. Okazuje się, że za ich wzrostami stoi coś więcej niż tylko indywidualne katalizatory. Twarde dane makroekonomiczne potwierdzają, że polski konsument ma się znacznie lepiej, niż sugerowały pesymistyczne scenariusze sprzed kilku miesięcy, kiedy wybuchła wojna w Iranie. Dobre nastroje nie opuszczają też przedsiębiorców mimo sytuacji na świecie.

Dane z najnowszego badania koniunktury przedsiębiorstw prowadzonego przez NBP przynoszą zaskakująco optymistyczny przekaz. Prawie 39% ankietowanych firm stwierdziło, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie ma żadnego wpływu na ich działalność. Sporo jak na rzekomy globalny szok, który miał według wielu wywołać recesję.

Skutki konfliktu ograniczają się głównie do bezpośredniego wzrostu cen paliw i energii, a rozprzestrzenianie się podwyżek po łańcuchu dostaw praktycznie nie występuje. Nie ma nawet wzrostów cen syntetyków ropopochodnych. Gospodarka żyje w trzecim kwartale na w stanie… normalnym.

Czerwcowa sprzedaż detaliczna tylko to potwierdza. Wzrost wyniósł 6,2% rok do roku, prawie punkt procentowy powyżej prognoz. W całym pierwszym półroczu dynamika sięgnęła 4,8%, co jest dokładnie średnią z dekady 2010–2019.

Po kilku kwartałach zaburzeń wracamy więc do normy. Wiosna była pod tym względem mocno zakłócona, bo przesunięcie Wielkanocy mieszało w danych o żywności, wybuch konfliktu w Zatoce wywołał paniczne zakupy paliw, wahania pogody przekładały się na odzież i obuwie, a pogorszenie nastrojów konsumentów uderzyło w wydatki na dobra trwałe.

W czerwcu te czynniki w zasadzie wygasły. Sprzedaż żywności odbiła po dwóch miesiącach spadków, a sprzedaż dóbr trwałych wróciła na dwucyfrowe wzrosty z dynamiką blisko 15% rok do roku.

W kilku słowach zarówno konsument jak i przedsiębiorcy w Polsce mają wywalone w całą tą wojnę w Iranie i rzekomy szok podażowy na rynku ropy. Słusznie, bo go nie ma.

Reforma ETS to dobry kierunek, ale energetyka liczyła na więcej

Swoje w ostatnich dniach rynkowi dodała też energetyka.19 lipca Komisja Europejska przedstawiła wreszcie długo oczekiwaną reformę Europejskiego Systemu Handlu Emisjami CO2, znanego jako ETS. To taki unijny mechanizm, w którym przedsiębiorstwa emitujące dwutlenek węgla muszą kupować uprawnienia do emisji na aukcjach lub na rynku wtórnym. Im mniej uprawnień w obiegu, tym droższe są te zakupy, co ma motywować firmy do dekarbonizacji. Jest o tym osobny materiał na DNA (https://dnarynkow.pl/najdrozszy-przepis-ue-jak-ets-uderza-w-przemysl-i-polska-gospodarke/).

Dla polskiej energetyki, która wciąż w dużej mierze opiera się na węglu, koszty ETS to jedno z największych obciążeń finansowych. Obecnie 43% wszystkich uprawnień w systemie trafia do przemysłu za darmo, a 57% jest sprzedawane na aukcjach. Na wykresie widzicie cenę tych uprawnień za ostatnie 10 lat. To zresztą jeden z powodów, czemu Europa ma tak relatywnie drogą energię.

Reforma idzie w kierunku, którego Polska oczekiwała, ale skala zmian rozczarowuje. Komisja proponuje zmniejszenie tak zwanego liniowego współczynnika redukcji, który określa tempo kurczenia się puli dostępnych uprawnień. Obecnie wynosi on 4,3%, a na lata 2028–2030 miał wzrosnąć do 4,4%. KE chce go obniżyć do 3,7% w latach 2031–2035 i do 1,7% od 2036 roku. W praktyce oznacza to, że pula uprawnień będzie się kurczyła wolniej, a więc ceny nie powinny rosnąć tak agresywnie, jak wcześniej zakładano. Przy obecnych parametrach podaż uprawnień na rynku pierwotnym wyczerpałaby się około 2039 roku. Po reformie ten horyzont przesuwa się na 2047 rok.

Kolejnym ważnym elementem jest utrzymanie i dofinansowanie Funduszu Modernizacyjnego, z którego Polska korzysta przy finansowaniu transformacji energetycznej. KE chce go zasilić dodatkowymi 280 milionami uprawnień. Powstanie też zupełnie nowy instrument o nazwie Investment Booster z pulą 400 milionów uprawnień, z czego 25% byłoby zarezerwowane dla krajów korzystających z Funduszu Modernizacyjnego, a pozostałe 75% dla państw o niższych dochodach. W efekcie Polska mogłaby sięgać po środki z obu tych pul.

Nowość to też zobowiązanie państw członkowskich do przeznaczania co najmniej 50% przychodów z aukcji ETS na cele transformacyjne. Do tej pory kraje same decydowały, ile z tych pieniędzy wraca do sektorów objętych systemem, i jak wskazują szacunki KE, od 2013 roku zaledwie około 5% środków z ETS trafiło do przemysłu. Ruch ma przyśpieszyć inwestycje w dekarbonizacje po stronie państwa.

Komisja proponuje również utrzymanie darmowych uprawnień dla przemysłu energochłonnego, ale pod pewnymi warunkami. 80% uprawnień firmy dostaną z góry po opublikowaniu planów inwestycji w dekarbonizację. Pozostałe 20% otrzymają dopiero po zrealizowaniu tych inwestycji w pięcioletnim cyklu. Dla 10% najbardziej efektywnych instalacji te warunki nie będą musiały być spełnione, co ma być zachętom do konkurowania.

Polski sektor energetyczny na pewno woli takie zmiany niż żadne, ale to dalej za mało. Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej zwraca uwagę, że wygaszanie darmowych uprawnień dla ciepłownictwa systemowego do zera w 2040 roku nie uwzględnia specyfiki krajów, gdzie transformacja startowała z bardzo wysokiego udziału węgla, czyli to my będziemy mieć problem. Darmowa alokacja pokrywa dziś zaledwie około 7% potrzeb w PGE Energia Ciepła, więc dalsze jej ograniczanie nie przyspieszy dekarbonizacji, a jedynie zwiększy presję na ceny.

Grupa Azoty z wizją strajku

Jednym z nieoczekiwanych beneficjentów geopolitycznych turbulencji ostatnich miesięcy. Od maja akcje spółki wyraźnie ożywiły się i przeszły solidny rajd. Żeby zrozumieć, dlaczego, trzeba cofnąć się do tego, co stało się na globalnym rynku nawozów.

Kiedy w marcu 2026 roku eskalował konflikt na Bliskim Wschodzie z udziałem USA, Izraela i Iranu, jedną z pierwszych konsekwencji była blokada Cieśniny Ormuz. Wszyscy skupili się na tym, że uderzy to w rynek ropy, ale w 2024 roku przechodziło tamtędy również aż 30% globalnego morskiego handlu nawozami.

Do tego doszły ataki ukraińskich dronów na rosyjskie zakłady chemiczne. W marcu drony uderzyły w Apatit w Czerepowcu, największego producenta nawozów w Europie, zlokalizowanego prawie tysiąc kilometrów od ukraińskiej granicy. W maju i czerwcu kolejne ataki dotknęły zakłady Azot w obwodzie tulskim. Rosyjska produkcja nawozów i tak już ograniczona sankcjami, została dodatkowo rozwalona.

Dla Grupy Azoty, jako jednego z największych krajowych producentów, sytuacja otworzyła wielkie okno możliwości. Import nawozów azotowych w Polsce stanowi około 40% krajowej produkcji, więc każde ograniczenie tego importu automatycznie poprawia pozycję lokalnych wytwórców. Efekty było widać w wynikach za pierwszy kwartał 2026 roku, gdzie EBITDA segmentu nawozowego Grupy Azoty wzrosła o 157% rok do roku. Rynek to docenił i kurs akcji ruszył w górę.

Tyle dobrego. Teraz nadeszły problemy. 21 lipca trzy organizacje związkowe NSZZ Solidarność oficjalnie weszły w spór zbiorowy z zarządem spółki. Lista żądań jest długa, a zaczyna się od podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1500 złotych netto dla każdego pracownika, z wyrównaniem od czerwca. Dalej przywrócenie zawieszonych postanowień Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, w tym nagród motywacyjnych i dodatków. Związki domagają się też obowiązkowych konsultacji przy zmianach organizacyjnych i pełnego informowania o sytuacji finansowej spółki. Innymi słowy związku chcą tego, co zawsze: kasy, kasy, kasy.

Odpowiedź spółki jest taka, że kasy nie ma i nawet nie kłamią. Cała grupa trzeci rok z rzędu tkwi w głębokim kryzysie finansowym z ogromnym zadłużeniem. Głównym źródłem tej katastrofy jest inwestycja w instalację polipropylenu w Policach. Projekt Polimery Police, który pochłonął ponad 8 miliardów złotych, nigdy nie został w pełni uruchomiony i w połowie 2025 roku został trwale zatrzymany. Sprawa jest przedmiotem prokuratorskiego śledztwa.

Ratunkiem ma być sprzedaż spółki Polyolefins koncernowi Orlen za 1,13 miliarda złotych, z czego całość ma trafić na spłatę długów. Jak widać związki wolałyby, żeby trafiło to do nich. Spółka od dłuższego czasu balansuje na krawędzi. Jeśli ktoś lubi takie binarne zakłady i myśli, że uda jej się wyjść z kryzysu, to możemy zobaczyć tutaj solidny re-rating w górę, zwłaszcza że sektor chemiczny w ostatnich kwartałach na innych rynkach radził sobie znośnie, ale pamiętajcie, że to jest biznes realnie zagrożony upadłością.

Polska zyskuje na znaczeniu na turystycznej mapie Europy

Bank Pekao opublikował interesujący raport o Polsce jako celu podróży turystycznych i przyjrzałem się kilku danym, bo są po prostu bardzo ciekawe.

Od 2011 roku liczba noclegów udzielonych zagranicznym turystom w Polsce wzrosła o 90%. Dla porównania średnia unijna w tym samym okresie to 56%. Polska odnotowała siódmą najwyższą dynamikę w całej Unii Europejskiej, wyprzedzając takie kraje jak Włochy, Hiszpania, Francja czy Niemcy. Pandemia jedynie czasowo przerwała ten trend i po ponownym otwarciu gospodarek polski rynek odbudowywał się szybciej niż europejska średnia.

Obecne liczby są rekordowe. W dwunastu miesiącach do maja 2026 roku zagraniczni turyści wykorzystali w Polsce blisko 21 milionów noclegów, o około 11% więcej niż w poprzednim szczycie sprzed pandemii, na początku 2019 roku. Polska nie tylko się odbudowała, ale weszła na historycznie najwyższy poziom.

Daleko nam do nasycenia. Na tysiąc mieszkańców przypada u nas około 556 noclegów zagranicznych. W Niemczech to 995, we Włoszech ponad 5 tysięcy, a w Hiszpanii aż 6600. Osiągnięcie przez Polskę obecnego poziomu Niemiec oznaczałoby wzrost liczby noclegów zagranicznych o blisko 80%. To ogromna przestrzeń do zagospodarowania.

Polska odgrywa największą rolę w wyjazdach turystycznych mieszkańców pobliskich państw. Na nasz kraj przypada 4–5% wszystkich zagranicznych noclegów Czechów, Litwinów i Łotyszy oraz 3–4% noclegów Słowaków i Szwedów. Wraz ze wzrostem odległości udział Polski wyraźnie maleje, choć to nie jedyny czynnik. Liczą się też bezpośrednie połączenia lotnicze, więzi gospodarcze i rodzinne oraz jakość oferty. Potencjał wzrostu mogą mieć zwłaszcza kraje, na których Polska osiąga dziś wyniki niższe niż wynikałoby to z samej odległości, na przykład Węgry, Austria czy Dania.

Geograficznie ruch turystyczny pozostaje silnie skoncentrowany. Kraków i Warszawa odpowiadają za 35% noclegów zagranicznych gości, a Kołobrzeg i Świnoujście za kolejne 10%. Rysują się dwa modele turystyki przyjazdowej. Pierwszy jest metropolitalny i opiera się na Krakowie, Warszawie, Gdańsku i innych dużych miastach. Drugi ma charakter przygraniczno-wypoczynkowy, jest szczególnie widoczny na zachodniopomorskim wybrzeżu i napędzany przez turystów z Niemiec, bo ponad połowa ich noclegów w Polsce przypada na województwo zachodniopomorskie. Brytyjczycy z kolei koncentrują się w Małopolsce, a Amerykanie dzielą się między Mazowsze i Małopolskę.

Jednym z czynników napędzających ten wzrost jest poprawa dostępności lotniczej. W latach 2014–2025 indeks dostępności lotniczej Polski wzrósł o 82%, co było jednym z najlepszych wyników w Europie w okresie, kiedy część dojrzałych rynków notowała stagnację.

Analitycy Pekao dochodzą do wniosku, że kluczowym wyzwaniem na przyszłość będzie dywersyfikacja. Jeśli Polska ma realizować swój turystyczny potencjał, musi przekierować część ruchu poza kilka najpopularniejszych destynacji. Regiony potrzebują rozpoznawalnych produktów turystycznych dopasowanych do konkretnych grup zagranicznych gości. Warunki do dalszego wzrostu są, ale ich wykorzystanie zależy od tego, czy uda się zamienić rosnące zainteresowanie w pobyty częstsze, dłuższe i bardziej rozłożone po całym kraju.

Do zarobienia,

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
ai energy
PremiumPopularne
Spółki i sektory

Jak inwestować w energię napędzającą rewolucję AI

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

01 paź 2026
Marki upadają, sieciówki rosną
Spółki i sektory

Kursy Nike, Puma i Lululemon toną, a LPP i Zara biją rekordy. Co się stało z branżą i modą?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy