Wstęp
Spółka, której kurs od dołka urósł SZEŚĆDZIESIĄT razy w zaledwie rok od dołka w kwietniu 2025 roku, a potem w 10 tygodni…spadł o 50%. Mimo tego całego szaleństwa.. jest zaledwie 50% ponad cenę z 2021 roku. Ktoś powie, że to prędzej memcoin, a nie poważna spółka.
Producent chipów? Spółka od chłodzenia serwerów? Może chociaż kwantowy startup? Nie. To firma założona w 1867 roku, produkująca kotły parowe.
Babcock & Wilcox - spółka, która dostarczała kotły do laboratoriów Edisona i do pierwszej komercyjnej elektrowni w Ameryce, a przez ostatnie dekady kojarzona była głównie z serwisem starych bloków węglowych i regularnym balansowaniem na granicy wypłacalności.
Nagle ten stupięćdziesięcioletni dziadek dostał zaproszenie na najgorętszą imprezę rynku wypełnioną młodymi ogierami. Budowa elektrowni dla fabryk AI. Wystarczył jeden kontrakt na 2,4 miliarda dolarów, kilka razy więcej niż cały dotychczasowy portfel zamówień i rynek oszalał.
To niesamowita historia, na której jeszcze można myśleć o zarabianiu chociaż mamy tam wszystko. Realne kompetencje, megatrend, 90% backlogu wiszące na jednym kliencie i rozwodnienie akcjonariatu idące pod 65%. Sprawdźmy, czy tutaj jeszcze są pieniądze dla inwestora.
Ta spółka urosła 60 razy w rok, a potem spadła o 50%. Czy można na niej jeszcze zarobić?
Od kotłów Edisona do współczesnego Babcock & Wilcox
Początki firmy sięgają 1867 roku, kiedy George Babcock i Stephen Wilcox założyli przedsiębiorstwo rozwijające nowocześniejsze i najbezpieczniejsze kotły parowe. Był to okres gwałtownej industrializacji Stanów Zjednoczonych, gdy para napędzała fabryki, statki i pierwsze elektrownie. Technologia B&W szybko znalazła zastosowanie w przemyśle, transporcie oraz energetyce.
Firma rosła razem z elektryfikacją Stanów Zjednoczonych. Kotły wykorzystywano między innymi w laboratoriach Thomasa Edisona oraz w uruchomionej w 1882 roku elektrowni Pearl Street w Nowym Jorku. Babcock & Wilcox znalazł się więc wśród dostawców infrastruktury stojącej za początkami komercyjnej energetyki. Z czasem spółka rozpoczęła ekspansję i zaczęła dostarczać urządzenia także dla przemysłu ciężkiego oraz marynarki wojennej.
W XX wieku B&W stał się jednym z ważnych producentów wyposażenia większości dużych elektrowni. Firma dostarczała kotły dla bloków węglowych, rafinerii, zakładów papierniczych i innych energochłonnych gałęzi przemysłu. Weszła również w energetykę jądrową, uczestnicząc w projektach związanych z USS „Nautilus”, pierwszym amerykańskim okrętem podwodnym o napędzie atomowym.
Potem przyszły gorsze czasy, restrukturyzacje, podziały itd. Kluczowy i ostatni nastąpił w 2015 roku. Działalność komercyjnej energetyki, obejmująca kotły, modernizacje elektrowni oraz obsługę istniejących instalacji, trafiła do Babcock & Wilcox Enterprises. Biznes jądrowy i wojskowy został skupiony w BWX Technologies, która po wydzieleniu radzi sobie całkiem dobrze i korzysta z rosnącego znaczenia energetyki jądrowej oraz zamówień obronnych.
Sam Babcock & Wilcox dziś dalej dostarcza, instaluje i serwisuje kotły w elektrowniach, zakładach przemysłowych czy rafineriach.
Ekonomicznie biznes warto jednak podzielić na trzy nogi: części i aftermarket, projekty inżynieryjne oraz budowę i montaże. Każdy z nich ma inną przewidywalność, rentowność i profil ryzyka.
Trzy filary biznesu i ryzyko budowlanki
Największą kategorią pozostają części, które w 2025 roku przyniosły 241,6 mln dolarów, czyli około 41% przychodów spółki. Za tą pozycją stoi ogromna baza działających kotłów i instalacji, które wymagają okresowych przeglądów, wymiany podzespołów, remontów oraz modernizacji. B&W obsługuje zarówno urządzenia własnej produkcji, jak i instalacje dostarczone przez innych producentów. Firma korzysta przy tym z dokumentacji technicznej, znajomości obiektów i dostępu do wyspecjalizowanych ekip, czego klient nie może łatwo zastąpić najtańszą ofertą z przetargu. To najbardziej stabilny element modelu. Operator elektrowni może przełożyć decyzję o budowie nowego bloku, ale trudniej odłożyć naprawę czegoś, od czego zależy dostępność całej instalacji.
Drugą kategorią są projekty, które wygenerowały 186,9 mln dolarów, czyli około 32% sprzedaży. Chodzi o projektowanie i dostarczanie nowych kotłów, systemów odzysku ciepła albo rozwiązań umożliwiających zmianę wykorzystywanego paliwa. Firma może na przykład przystosować istniejący obiekt do spalania gazu albo biomasy.
Ten biznes jest bardziej cykliczny. Zależy od planów inwestycyjnych klientów, cen paliw, regulacji środowiskowych, dostępności finansowania oraz prognozowanego zapotrzebowania na energię. Gdy energetyka wstrzymuje inwestycje, projekty mogą zostać przesunięte o kilka kwartałów lub całkowicie anulowane. Z drugiej strony pojedyncze duże zamówienie potrafi wyraźnie zwiększyć skalę spółki.
Trzecim filar jest to budowa i montaż. W 2025 roku kategoria odpowiadała za 159,2 mln dolarów, czyli 27% przychodów. W ramach tych kontraktów B&W może przejmować odpowiedzialność za projekt techniczny, zakup urządzeń, koordynację dostaw, prace na placu budowy, harmonogram oraz osiągnięcie uzgodnionych parametrów instalacji. To działalność oferująca dużą skalę, ale obciążona największym ryzykiem wykonawczym.
Przychody z większości kontraktów są rozpoznawane wraz z postępem prac, według relacji kosztów poniesionych do szacowanego całkowitego kosztu projektu. Jeżeli w trakcie realizacji okaże się, że materiały, robocizna lub prace podwykonawców będą droższe od założeń, spółka musi zaktualizować oczekiwaną rentowność. Korekta może w jednym kwartale obniżyć wcześniej wykazany zysk, wyzerować go albo doprowadzić do rozpoznania straty. Wniosek z tego jest więc taki, że backlog daje widoczność przyszłych przychodów, ale sam w sobie nie gwarantuje ani marży, ani gotówki.
Mamy tutaj więc klasyczne ryzyko budowlanki. Ofertujemy dziś, a ryzyko kosztów ponosimy przez cały okres realizacji.
Spora koncentracja na USA też zwiększa zależność spółki od amerykańskiego popytu na energię i tamtejszej polityki energetycznej. Obecnie działa ona na korzyść, bo wzrost zużycia energii przez przemysł i centra danych zwiększa wykorzystanie istniejących bloków, ale czy to potrwa wiecznie? Zobaczymy.
Finansowe odbicie i nowa oferta dla centrów danych
Sam projektowy charakter działalności tłumaczy, dlaczego wyniki Babcock & Wilcox są tak zmienne. Po słabszym 2024 roku sprzedaż zaczęła się stabilizować, a wyraźniejsze odbicie pojawiło się dopiero w pierwszym kwartale 2026 roku, gdy przychody wzrosły do 214,4 mln dolarów.
Słabiej wygląda za to wynik przypadający na jedną akcję. EPS przez większość analizowanego okresu pozostawał ujemny, co pokazuje, że spółka nadal miała problem z przekładaniem rosnącej skali działalności na trwałą rentowność dla akcjonariuszy. Pierwszy kwartał 2026 roku może oznaczać początek realnej zmiany w modelu, gdy spółka wchodzi w segment budowy źródeł energii dla AI.
Właśnie w tym obszarze teraz trwają próby zbudowania swojej pozycji. Spółka chce dostarczać kompletne systemy oparte na kotłach gazowych i turbinach parowych, od modułowych układów o mocy około 200 MW po duże instalacje sięgające 1,2 GW. Dla operatora centrum danych oznacza to możliwość budowy źródła dopasowanego do skali kampusu i uruchamiania kolejnych mocy bez czekania wyłącznie na rozbudowę sieci elektroenergetycznej.
Kontrakt, który zmienił skalę spółki
Babcock & Wilcox podkreśla, że mniejsze rozwiązania modułowe mogą zostać uruchomione nawet w około 24 miesiące. Większe projekty zwykle wymagają od 36 do 46 miesięcy. To jeden z głównych argumentów sprzedażowych spółki: własne źródło przy kampusie może powstać szybciej niż pełna rozbudowa lokalnej sieci i nowych przyłączy. Dla operatorów centrów danych liczy się bowiem przede wszystkim dostęp do stabilnej mocy przez całą dobę, niezależnie od pogody i ograniczeń systemu.
Kluczem całej tej transformacji biznesowej i nowych oczekiwań wobec spółki jest rekordowa umowa z Base Electron, która całkowicie zmieniła skalę Babcock. Jeszcze na koniec 2025 roku backlog wynosił około 424 mln dolarów. Po podpisaniu kontraktu w pierwszym kwartale 2026 roku wzrósł do około 2,73 mld dolarów. Portfel zamówień stał się więc wielokrotnie większy od dotychczasowych rocznych przychodów spółki.
Base Electron, spółka powiązana z Applied Digital, zleciła B&W udział w budowie źródła energii o łącznej mocy około 1,2 GW dla dużego kampusu centrów danych. Projekt obejmuje cztery jednostki po około 300 MW, wykorzystujące kotły B&W i turbiny parowe. Przychody będą rozpoznawane stopniowo wraz z postępem prac, dlatego wpływ kontraktu ma rozłożyć się na kolejne lata, co widać w prognozach przychodów.
Energetyczny megatrend napędzany przez AI
Nominalna wartość umowy sięga około 2,4 mld dolarów, ale nie można traktować tej kwoty jak przyszłego zysku. Dużą część stanowią koszty urządzeń, materiałów, podwykonawców i robót budowlanych, które spółka ponosi, a następnie rozlicza z klientem. Ostateczna rentowność zależy od kontroli kosztów.
Umowa daje jednak firmie skalę, której wcześniej brakowało. Jednocześnie mocno zwiększa koncentrację ryzyka. Około 90% backlogu przypada obecnie na tylko jeden projekt, podczas gdy pozostały portfel zamówień wynosi około 330 mln dolarów. Jakiekolwiek opóźnienie, ograniczenie zakresu lub problemy z finansowaniem Base Electron mogłyby zachwiać całą grupą, a w dużych kontraktach infrastrukturalnych harmonogram może przesuwać się przez pozwolenia, dostępność urządzeń, problemy wykonawcze lub wzrost kosztów.
Rekordowy portfel zamówień ma więc znaczenie dopiero wtedy, gdy zaczyna regularnie przekładać się na przepływy pieniężne. Nie jest sztuką wygrać kontrakt oferując najniższą cenę i tracić pieniądze, ale wygrać kontrakt i na nim zarobić.
Nowa strategia B&W w ogóle opiera się na szerszym trendzie w amerykańskiej energetyce, gdzie po latach stagnacji zużycie prądu ponownie zaczyna rosnąć, a rosnący popyt na energię zwiększa zapotrzebowanie na nowe moce, jak i na modernizację istniejących elektrowni.
To sprzyja Babcock & Wilcox, które może jednocześnie rozwijać bardziej przewidywalny biznes części, remontów i obsługi technicznej oraz walczyć o duże kontrakty dla nowych odbiorców.
Cena transformacji: rozwodnienie akcjonariatu
Według prognoz przedstawionych przez spółkę zapotrzebowanie na energię elektryczną w Stanach Zjednoczonych może do 2030 roku wzrosnąć o około 25% względem 2023 roku. Wzrost napędzają przede wszystkim centra danych, elektryfikacja transportu i budynków oraz powrót części produkcji przemysłowej do USA. Jednocześnie na tym samym wykresie widać, że ostatnie dwie dekady, to była stagnacja popytu na energię eklektyczną. Wydawało się, że doszliśmy do sufitu zużycia energii, albo że wzrost będzie marginalny. Nowa rewolucja technologiczna wywróciła stolik.
Ta poprawa otoczenia pozwala spółce przechodzić od firmy kojarzonej głównie z utrzymaniem starej infrastruktury do wykonawcy dużych projektów dla nowych odbiorców, w tym centrów danych. To transformacja od przedstawiciela branży upadającej do przedstawiciela jednego z najgorętszych sektorów na rynku. Obrót o 180 stopni, ale ma to swoje koszty.
Jednym z nich jest rosnąca liczba akcji. Spółka finansowała emisjami nowych akcji poprawę płynności, redukcję zadłużenia i przygotowanie do realizacji kontraktów. Bilans stał się dzięki temu bezpieczniejszy, bo firma zabezpieczyła dla niezbędne pieniądze na nowy start, ale udział dotychczasowych akcjonariuszy w firmie systematycznie malał. Ostateczny sukces całej przemiany zależy więc nie tylko od wzrostu przychodów, ale też od tego, czy Babcock ograniczy dalsze rozwodnienie i zacznie finansować rozwój zarobioną gotówką.
Test wyników i perspektywy na 2026 rok
Największe przyspieszenie nastąpiło w ostatnich kilkunastu miesiącach. Na koniec 2024 roku B&W miało 95,1 mln akcji, na koniec 2025 roku już 130,4 mln, a w maju 2026 już prawie 147 mln. Do tego dochodzą jeszcze warranty, które mogą zwiększyć liczbę do ponad 157 mln.
Dla inwestora oznacza to, że sam wzrost przychodów, EBITDA albo wartości spółki nie wystarczy. Jeżeli liczba akcji będzie puchnąć szybciej niż zysk, to wynik przypadający na jedną akcję może nadal pozostawać słaby.
Samo rozwodnienie to nie jest jeszcze nic złego, o ile pozyskany kapitał pozwala realizować przełomowy kontrakt z wysoką marżą i zdobyć kolejnych klientów z sektora. Wtedy wartość może rosnąć szybciej niż liczba akcji i nie ma problemu.
Najbliższe kwartały będą dla testem, czy poprawa wyników z początku 2026 roku jest trwała. Zarząd celuje w 80–100 mln dolarów skorygowanej EBITDA z podstawowego biznesu w całym 2026 roku. Po pierwszym kwartale, który przyniósł 16,1 mln dolarów, spółka musi więc wyraźnie przyspieszyć w kolejnych miesiącach.
Czy to realne? W teorii tak. W 2026 roku wyniki dalej wspierać tradycyjny aftermarket i modernizacje istniejących elektrowni. Do wyników zaczną też wchodzić przychody z Base Electron. Dodatkowy potencjał do wzrostu daje możliwość rozbudowy projektu o kolejne 1,2 GW i prowadzone podobno rozmowy dotyczące dostarczenia nawet 2 GW mocy dla nowego klienta. Wszystko może jeszcze bardziej podkręcić prognozę wzrostu przepływów operacyjnych, które w 2026 w końcu mają być dodatnie. Gdyby coś z tego doszło do skutku, będzie kolejny wsparciem dla kursu po tej 50% przecenie.
Inwestycja czy binarny zakład?
Czy tu więc są jeszcze pieniądze dla inwestora? To nie jest inwestycja, ale zakład. Babcock & Wilcox na dziś to ciekawa opcja na megatrend energetyczny. Jeśli spółka dowiezie kontrakt z Base Electron z przyzwoitą marżą i dopnie choć jeden podobny, to obecna wycena będzie wyglądać śmiesznie nisko. Jeśli na placu budowy coś pójdzie nie tak, a w budowlance idzie nie tak często, to 90% backlogu na jednym kliencie i historia balansowania na granicy wypłacalności zrobią swoje i uwalą kurs katastrofalnie. Kto tego nie akceptuje tej binarności niech tu w ogóle nie podchodzi.
Dla tych, którzy akceptują, zostawiam konkretną listę kontrolną. Kolejny raport musi pokazywać wyraźne przyspieszenie EBITDA, inaczej kaplica. Marża na kontrakcie Base Electron musi być sensowna, inaczej kaplica. Jeśli pojawi się kolejna emisja akcji mimo rekordowego backlogu i dotychczasowych emisji, to znak, że gotówka z projektu nie spina się z gadką zarządu i będzie kaplica.
Sto pięćdziesiąt dziewięć lat temu ta firma dostarczała kotły do pierwszej elektrowni Edisona. Dziś próbuje dostarczać je do elektrowni dla sztucznej inteligencji. Piękna klamra tylko trzeba jeszcze pokazać, że się potrafi.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









