ROA
ROA (Return on Assets) to zysk netto podzielony przez aktywa spółki. Mówi, ile zysku firma wyciska z całego swojego majątku, niezależnie od tego, czy sfinansowała go kapitałem akcjonariuszy, czy długiem.
ROA kontra ROE
ROE analizuje tylko kapitał akcjonariuszy. ROA patrzy na wszystko, co firma ma, czyli budynki, maszyny, zapasy, należności, gotówkę. Różnica między tymi dwoma wskaźnikami to w praktyce dźwignia finansowa.
Matematycznie ROE to ROA pomnożone przez stosunek aktywów do kapitału własnego. Jeśli spółka ma ROA 5% i ROE 25%, jej aktywa są pięć razy większe niż kapitał własny. Czyli cztery piąte majątku sfinansowała długiem. Wysokie ROE przy niskim ROA to sygnał, że rentowność dla akcjonariuszy pochodzi głównie z pożyczonych pieniędzy, a nie z efektywności samego biznesu.
Gdzie ROA ma największy sens?
ROA najlepiej sprawdza się w biznesach, gdzie aktywa są sercem działalności. Klasyczny przykład to banki. Ich aktywa to głównie udzielone kredyty i obligacje, a zysk to w dużej mierze różnica między oprocentowaniem kredytów a depozytów. Bank z ROA na poziomie 1% jest zwykle przyzwoicie zarządzany, a 1,5% to już wynik bardzo dobry. Przy dźwigni rzędu 10-15 razy przekłada się to na ROE w okolicach kilkunastu procent.
Sensownie działa też w przemyśle, energetyce, handlu czy logistyce, czyli wszędzie tam, gdzie żeby zarabiać, trzeba zbudować albo kupić dużo fizycznego majątku.
Znacznie gorzej sprawdza się przy spółkach opartych na aktywach niematerialnych. Firma software'owa czy markowa ma swoje najcenniejsze zasoby poza bilansem, więc ROA wychodzi u niej sztucznie wysokie i nie da się go uczciwie porównać z firmą przemysłową.
Porównuj jabłka z jabłkami
ROA bardzo mocno zależy od branży. Sieć supermarketów, producent stali, operator telekomunikacyjny i firma doradcza będą miały zupełnie inne poziomy, nawet jeśli wszystkie są świetnie zarządzane.
Najwięcej wartości daje porównanie spółki z jej bezpośrednimi konkurentami i z nią samą sprzed kilku lat. Rosnące ROA oznacza, że firma coraz lepiej wykorzystuje majątek, który już ma.
Pułapki, na które trzeba uważać
- W liczniku siedzi zysk po odsetkach. Zysk netto jest już pomniejszony o koszt długu, a aktywa obejmują majątek sfinansowany i długiem, i kapitałem. To trochę mieszanie dwóch perspektyw. Dlatego część analityków liczy wersję operacyjną, dzieląc przez aktywa zysk operacyjny po podatku (NOPAT).
- Stary majątek zawyża ROA. Aktywa w bilansie są wyceniane po koszcie historycznym pomniejszonym o amortyzację. Firma z mocno zamortyzowanymi, dawno kupionymi maszynami pokaże wysokie ROA, choć za chwilę będzie musiała wydać fortunę na ich wymianę i nagle ROA może skokowo się pogorszyć, kiedy wartość nowych maszyn już trafi na bilans.
- Aktywa niematerialne i goodwill zniekształcają obraz. Wewnętrznie zbudowanej marki czy technologii w bilansie prawie nie ma.
- Nadmiar gotówki obniża ROA. Firma z górą pieniędzy na koncie ma więcej aktywów, które nic nie zarabiają. Niskie ROA może więc oznaczać nie słaby biznes, tylko nadmiar niewykorzystanej gotówki.
W skrócie
ROA pokazuje, ile zysku firma wyciska z całego majątku, zanim dług podkręci wynik dla akcjonariuszy (ROE). Najlepiej działa w bankach i biznesach opartych na fizycznych aktywach, słabiej w spółkach opartych na wartościach niematerialnych i technologii.
ROA mówi, jak dobrze zarabia firma na wszystkim, co ma.