Rząd USA pompuje te akcje – kto będzie kolejny? Lista potencjalnych spółek!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

05 cze 202618 min czytania

Wstęp

Sierpień 2025. Rząd USA kupuje akcje Intela. Mija kilka kwartałów i mamy pompę roku. Lipiec 2025. Departament Obrony wchodzi w akcjonariat MP Materials. Mija kilka dni i pompa o kilkadziesiąt procent. Listopad 2025? Państwowy kapitał wchodzi w Lithium Americas. Akcje spółki rosną o 30% w tydzień.

To nie są dotacje ani granty, ale bezpośrednie zakupy akcji przez rząd Stanów Zjednoczonych, który zaczyna zachowywać się jak fundusz strategiczny. Waszyngton zmienił filozofię swojej interwencji w gospodarkę. W praktyce oznacza to, że spółki, w które wchodzi państwo, dostają trzy potężne wsparcia jednocześnie. Ryzyko bankructwa spada niemal do zera, koszt kapitału na rozwój spada drastycznie, a rynek zaczyna wyceniać je z premią „strategicznej tarczy państwowej”. To są okazje inwestycyjne, których nie zobaczysz na żadnym klasycznym screenerze giełdowym, bo nie wynikają wyłącznie z fundamentów finansowych, tylko z geopolityki.

W tym materiale pokazuję pięć innych konkretnych spółek, które według mnie są kandydatami do tego, że USA wykupi w nich pakiety akcji. Plus mówię, którą z nich sam uważam za najciekawszą inwestycję na dziś. Lecimy.

Rząd USA pompuje te akcje - kto będzie kolejny? Lista potencjalnych spółek!

Dlaczego rząd USA zaczyna działać jak fundusz strategiczny?

Ta nowa filozofia w amerykańskiej polityce gospodarczej nie jest określona w ramach jakiejś oficjalnej strategii czy jednej konkretnej ustawy. Wynika z chęci zabezpieczenia strategicznych łańcuchów dostaw, szczególnie tam, gdzie chodzi o technologie krytyczne, surowce strategiczne i niezależność przemysłową USA. Właśnie dlatego coraz ważniejsze staje się nie tylko wspieranie firm dotacjami, ale także bezpośrednie wejście państwa w akcjonariat spółek uznanych za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego.

Intel to zabezpieczenie krajowej produkcji zaawansowanych procesorów.

MP Materials to cel przełamania chińskiego monopolu na rynku metali ziem rzadkich.

Lithium Americas to chęć rozwiązania wieloletniego paraliżu prawnego i regulacyjnego wokół projektu Thacker Pass, jednego z najważniejszych miejsc wydobycia litu w Ameryce. Obecność rządu odblokowała urzędowe procedury, które wcześniej wstrzymywały inwestycję.

Głównym motorem tych inwestycji i zmiany amerykańskiej filozofii jest dążenie do przeniesienia produkcji strategicznych surowców i produktów z powrotem do kraju, czyli onshoring, oraz ochrona kluczowych łańcuchów dostaw przed globalnymi wstrząsami.

Zamiast bezpowrotnie wydawać pieniądze podatników w ramach dotacji, Waszyngton oczekuje teraz zwrotu z inwestycji i bezpośredniego wpływu na decyzje spółek, które decydują o suwerenności technologicznej i surowcowej USA.

To też pewien polityczny PR Trumpa, który może mówić, że w zamian za dotacje rząd ma udział w zyskach tych spółek. Rynek pokazuje, że błyskawicznie i bardzo pozytywnie reaguje na takie działania. Wyceny firm, w które zaangażowało się państwo, mocno wzrosły po ogłoszeniu tych decyzji. Często nie tylko spekulacyjnie, ale dlatego, że rząd realnie ułatwia im działalność operacyjną. Skoro więc ten schemat przyniósł tak dobre rezultaty, to może warto zastanowić się nad tym, kto jeszcze może trafić do portfela USA.

IBM jako narodowy czempion technologii kwantowych

Głównym punktem wyjścia do poszukiwań kolejnych celów rządu jest informacja, że amerykańska administracja uruchamia gigantyczny program o wartości 2 miliardów dolarów, którego celem jest rozwój technologii kwantowych. Z łącznej kwoty 2 miliardów dolarów aż połowa ma trafić prosto do IBM. Taka dysproporcja finansowa pokazuje, że Biały Dom nie próbuje sztucznie stymulować równej konkurencji, ale otwarcie stawia na jednego narodowego czempiona.

Warto spojrzeć na strukturę planowanych wydatków, która dobrze obrazuje hierarchię ważności w oczach Waszyngtonu:

  • IBM: 1 mld USD. Niekwestionowany lider i technologiczny fundament całego programu.
  • GlobalFoundries: 375 mln USD. Kluczowy partner produkcyjny wspierający infrastrukturę.
  • D-Wave Quantum, Rigetti Computing, Infleqtion: po około 100 mln USD dla każdej z firm, bo to dostawcy niszowych technologii uzupełniających cały system.

O głębokim zaangażowaniu państwa świadczą bardzo konkretne szczegóły operacyjne. IBM, w ścisłej współpracy z Departamentem Handlu USA, zakłada dedykowaną spółkę-córkę o nazwie Anderon z siedzibą w stanie Nowy Jork. To właśnie tam powstanie pierwsza w Ameryce komercyjna, niezależna odlewnia procesorów wyspecjalizowana w produkcji 300-milimetrowych płytek dla układów kwantowych. Oznacza to stworzenie fabryki, która nie zajmuje się projektowaniem własnych chipów, lecz realizuje zaawansowane zamówienia produkcyjne dla podmiotów zewnętrznych. Sam koncern IBM podchodzi do tego układu bardzo poważnie, deklarując dopłatę drugiego miliarda dolarów z własnej kieszeni, co przypieczętowuje ten sojusz.

To wywołało na rynku jednoznaczne skojarzenia. Pojawiają się głosy, że administracja powtórzy z IBM dokładnie ten sam manewr, który wcześniej zastosowała wobec Intela. Tam, w celu ochrony łańcucha dostaw, rząd przejął około 10 procent udziałów. W przypadku technologii kwantowych stawka może być w przyszłości nawet wyższa. Komputery nowej generacji będą decydować o bezpieczeństwie narodowym, możliwościach łamania szyfrów czy symulacjach wojskowych.

Fakt, że Waszyngton buduje wokół IBM cały ekosystem mniejszych dostawców, utwierdza rynki finansowe w przekonaniu, że państwo zamierza na stałe zakotwiczyć się w akcjonariacie tej spółki. Dla akcjonariuszy obecność rządu jako stabilnego partnera kapitałowego to silny argument za trwałym wzrostem wyceny i wyraźnym spadkiem ryzyka inwestycyjnego.

Żeby dobrze zrozumieć intencje Waszyngtonu, warto przyjrzeć się dzisiejszemu modelowi biznesowemu IBM. Firma już wiele lat temu sprzedała swój biznes związany z produkcją laptopów i komputerów osobistych, z którym wielu ludzi wciąż ją kojarzy. Dzisiaj IBM działa na zupełnie inną skalę i obsługuje głównie największe banki, koncerny przemysłowe oraz instytucje rządowe. Zarabia przede wszystkim na tworzeniu zaawansowanego oprogramowania dla biznesu oraz systemach do bezpiecznego przechowywania danych.

Kolejnym dużym źródłem stałych dochodów są usługi doradcze. Firma zatrudnia armię ekspertów, którzy pomagają wielkim korporacjom wdrażać i poprawnie konfigurować te skomplikowane systemy. Do tego dochodzi produkcja potężnych komputerów centralnych, czyli mainframe’ów. Te potężne maszyny to niewidoczny dla zwykłego człowieka kręgosłup globalnego biznesu, na którym wiszą codzienne systemy ubezpieczeniowe i miliony transakcji bankowych.

W przypadku komputerów kwantowych IBM stara się przełożyć naukowe teorie na praktyczny biznes. Rozwija tę technologię dwutorowo. Pierwszy model działa trochę jak abonament. Klienci z całego świata mogą płacić za minuty dostępu i łączyć się z procesorami kwantowymi IBM po prostu przez Internet. Druga ścieżka jest przeznaczona dla najbogatszych instytucji i laboratoriów badawczych. W tym przypadku firma buduje i instaluje fizyczną, kompletną maszynę bezpośrednio w siedzibie klienta, zapewniając jej pełne utrzymanie i serwis.

Nie oznacza to jednak, że technologia ta potrafi już dziś dokonywać cyfrowych cudów. Cały rynek znajduje się w fazie wczesnych eksperymentów. Światowe marki korzystają z tych maszyn głównie po to, by testować ich możliwości w trudnej logistyce czy symulacjach biochemicznych. Firmy dopiero uczą się tej technologii, przygotowując swoje systemy na moment, gdy osiągnie ona pełną dojrzałość.

Jeśli chodzi o wpływ na obecne wyniki finansowe, technologie kwantowe stanowią dziś zaledwie ułamek procenta całkowitych przychodów IBM. Przy rocznej sprzedaży całego koncernu przekraczającej 67 miliardów dolarów, wpływy z projektów kwantowych są na ten moment tak małe, że spółka nie wydziela ich nawet jako osobnej pozycji w swoich oficjalnych raportach. Cały globalny rynek obliczeń kwantowych to obecnie kwota rzędu około 2 miliardów dolarów, więc dla giganta tej skali jest to wciąż przede wszystkim kosztowna, choć obiecująca inwestycja w przyszłość. To dobrze wyjaśnia, dlaczego wsparcie z budżetu państwa ma dla nich tak duże znaczenie. IBM planuje wydać ogromne środki na rozwój w najbliższych latach, a rządowe wsparcie pozwoli spółce spokojniej rozwijać technologię jutra, podczas gdy jej codzienne utrzymanie i zyski wciąż płyną z tradycyjnego oprogramowania i usług doradczych.

Z superkomputerów przechodzimy teraz na pole walki. Bo następnym oczywistym priorytetem dla Waszyngtonu jest dominacja w powietrzu na wojnie.

AeroVironment i amerykański przemysł dronowy

Drugim logicznym krokiem dla Waszyngtonu, po zabezpieczeniu superkomputerów, jest ochrona nieba i nowoczesnego pola walki. Raport opublikowany przez The Wall Street Journal ujawnił, że administracja Donalda Trumpa prowadzi zaawansowane rozmowy na temat dofinansowania amerykańskich producentów dronów. Nie mówimy tu o pobocznym projekcie. Dominacja w powietrzu została oficjalnie uznana za priorytet prezydencki w projekcie budżetu obronnego na 2027 rok, opiewającym na kwotę półtora biliona dolarów. To wzrost o 42% względem poziomów budżetowych przeznaczonych na ten cel w 2026 roku.

W dyskusjach między sektorem prywatnym a Pentagonem kluczową rolę odgrywa specjalna jednostka pożyczkowa powołana do ochrony łańcuchów dostaw o krytycznym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego. Propozycje, które leżą obecnie na stole, zakładają finansowanie firm poprzez miks długu i kapitału własnego. Oznacza to, że rząd zamierza nie tylko pożyczać pieniądze, ale w zamian przejmować bezpośrednie pakiety akcji i stać się współwłaścicielem tych biznesów. Na giełdzie wywołało to natychmiastową reakcję wszystkich spółek dronowych, które urosły od 7 do 37%.

Najmocniej urosły dwie mniejsze spółki dronowe, które są powiązane z rodziną Trumpa. Unusual Machines o 37%, a Aureus Greenway o 20%. W obu z nich synowie Trumpa mają udziały.

Choć doniesienia prasowe skupiają się na mniejszych start-upach powiązanych z rodziną prezydenta, to warto pochylić się nad AeroVironment, bo ta spółka wyrasta na jednego z liderów sektora dronowego w USA. Firma jest weteranem i liderem na rynku wojskowych systemów tej klasy. To oni produkują legendarne już drony rozpoznawcze oraz tak zwaną amunicję krążącą, znaną szerzej jako drony-kamikadze, które zrewolucjonizowały współczesne konflikty zbrojne.

Z punktu widzenia rządu, który chce zbudować niezależny od zagranicznych części, w pełni amerykański przemysł dronowy, wsparcie kapitałowe dla mniejszych podmiotów to za mało, aby realnie zabezpieczyć armię. Waszyngton musi oprzeć się na kimś o sprawdzonych mocach produkcyjnych. Oficjalne zaangażowanie rządu w akcjonariat AeroVironment dałoby spółce potężny impuls. Obniżyłoby koszt kapitału na budowę nowych fabryk, dało gwarancję wieloletnich zamówień i ściągnęło z firmy ryzyko rynkowe, co inwestorzy z pewnością wyceniliby znacznie wyższymi mnożnikami.

Natomiast boom na drony jest widoczny w wynikach spółki już teraz, bo przychody w ostatnich kwartałach znacząco przyśpieszyły.

Jednocześnie cena akcji mocno się skorygowała i nawet po ostatnich doniesieniach na temat tego, że rząd USA chce wejść mocniej w drony, odbicie na kursie nie zniwelowało silnej przeceny. Cena akcji nawet po tym jednodniowym wzroście jest około 50% poniżej szczytów. Jednocześnie wyprzedzający wskaźnik EV/Sales wrócił w okolice wieloletniej średniej.

AXON Enterprise, bezpieczeństwo publiczne i systemy antydronowe

Trzecim podejrzanym na naszej liście jest AXON Enterprise. Przejście od producentów bezzałogowców do tej spółki jest bardzo naturalne, ponieważ tam, gdzie pojawia się masowe użycie dronów, natychmiast rośnie zapotrzebowanie na systemy obrony przed nimi. AXON to firma, którą wiele osób może kojarzyć z jej dawnej nazwy, TASER International. To absolutny lider, a w niektórych segmentach wręcz quasi-monopolista, czyli podmiot, który tak mocno zdominował rynek, że policja i służby ratunkowe w USA praktycznie nie mają dla niego realnej alternatywy. Spółka produkuje nie tylko słynne paralizatory, ale przede wszystkim zaawansowane kamery nasobne dla funkcjonariuszy oraz potężne oprogramowanie w chmurze do bezpiecznego przechowywania i analizowania materiałów dowodowych. Coraz śmielej wchodzi też w drony i systemy antydronowe, o czym wspomniałem.

Z czego wynika quasi-monopolistyczna pozycja firmy? Firma nie tylko stworzyła świetne produkty, ale przede wszystkim zabetonowała rynek za pomocą mechanizmów, które uniemożliwiają konkurencji realną rywalizację.

Przede wszystkim AXON stał się standardem technicznym i prawnym w amerykańskich służbach mundurowych. Ich paralizatory są tak powszechne, że nazwa Taser stała się w języku potocznym określeniem na całą kategorię tego typu urządzeń. Podobnie stało się z kamerami nasobnymi, które nosi dziś zdecydowana większość policjantów w Stanach Zjednoczonych. Dla urzędników odpowiedzialnych za zakupy w departamentach policji wybór AXON to najbezpieczniejsza decyzja. Wiedzą, że kupują sprzęt przetestowany w tysiącach spraw sądowych, który cieszy się pełnym zaufaniem służb.

Prawdziwym fundamentem tego monopolu jest jednak tak zwany efekt zamknięcia w ekosystemie oraz spore koszty zmiany dostawcy. Wszystkie urządzenia tej firmy ściśle ze sobą współpracują. Przykładowo, w momencie, gdy funkcjonariusz wyciąga z kabury Taser lub broń palną, specjalne czujniki automatycznie uruchamiają nagrywanie w jego kamerze nasobnej oraz w kamerach zamontowanych w radiowozie. Wszystkie te pliki wideo trafiają bezpośrednio do chmury Axon Evidence, gdzie są automatycznie katalogowane i opisywane. Gdyby dany departament policji chciał kupić same kamery od innego, tańszego dostawcy, straciłby całą tę automatyzację. Musiałby ręcznie zgrywać i opisywać dziesiątki godzin nagrań, co w realiach wiecznego braku rąk do pracy w policji jest barierą nie do przejścia.

Efekt jest taki, że spółka w praktyce zagarnęła cały rynek dla siebie. A im bardziej postępuje cyfryzacja służb, im bardziej zaawansowanego oprogramowania potrzebują, tym bardziej rośnie AXON, który w tym wszystkim ma ogromną siłę cenową, czyli zdolność do podnoszenia cen. Czemu? Po pierwsze dlatego, że jego produkty są kupowane za pieniądze publiczne, czyli nikomu ich aż tak bardzo nie szkoda. Po drugie właśnie dlatego, że brakuje realnej alternatywy. Skutek jest taki, że przychody AXON rosną regularnie o ponad 30% r/r, a przychody z oprogramowania i platformy do analizy danych stale zwiększają swój udział w tych przychodach.

Natomiast wspomniane oprogramowanie AXON, z platformą Axon Evidence na czele, działa jak cyfrowy mózg całego systemu bezpieczeństwa. O części jego zastosowań już wspomniałem, ale prawdziwym przełomem są jednak zaawansowane funkcje oparte na sztucznej inteligencji, które drastycznie odciążają pracowników od papierkowej roboty.

Oprogramowanie potrafi samodzielnie analizować ścieżkę dźwiękową z nagrań wideo i na tej podstawie automatycznie tworzyć wstępne szkice raportów z interwencji. Dodatkowo system oferuje narzędzia do inteligentnego i automatycznego zamazywania twarzy osób postronnych czy tablic rejestracyjnych na nagraniach. Przed wprowadzeniem tego rozwiązania urzędnicy musieli ręcznie edytować materiał przed udostępnieniem go prokuraturze czy mediom. Teraz program robi to automatycznie w kilka minut, oszczędzając tysiące godzin pracy.

Co ważne, poza kluczowym znaczeniem spółki dla służb mundurowych i bezpieczeństwa publicznego, AXON coraz bardziej wchodzi też w segment dronów i systemów antydronowych. A to wpisuje się bezpośrednio w słowa Trumpa, który zapowiedział, że USA chce mieć więcej udziałów w spółkach związanych z tymi technologiami.

Właśnie dlatego uważam, że AXON też może stać się celem inwestycji rządu USA. Jednocześnie spółka znajduje się po dość solidnej przecenie i podobnie jak w przypadku firmy AeroVironment, wyprzedzający wskaźnik EV/Sales wrócił w okolice wieloletniej średniej, a właściwie poniżej tej średniej.

Lockheed Martin i nowa epoka zbrojeń

Czwarta spółka, która idealnie wpisuje się w nową strategię Waszyngtonu, to król sektora zbrojeniowego, Lockheed Martin. W obliczu narastających napięć geopolitycznych na świecie i wejścia w nową epokę zbrojeń, Lockheed Martin stał się fundamentem fizycznego bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. To tutaj powstają legendarne myśliwce stealth F-35, systemy rakietowe HIMARS oraz zaawansowane tarcze antyrakietowe Patriot i THAAD, które stanowią o sile militarnej kraju.

Paradoksalnie, największym wyzwaniem dla firmy nie jest dziś brak zleceń, ale gigantyczna presja na moce produkcyjne. Lockheed Martin wszedł w ten rok z rekordowym portfelem zamówień o wartości blisko 194 miliardów dolarów.

Sytuację dodatkowo podkręcają plany Białego Domu, o których już mówiłem, czyli właśnie rosnący budżet obronny USA. Aby sprostać temu zapotrzebowaniu i zrealizować strategiczne cele Pentagonu, koncern musi dokonać potężnych inwestycji we własną infrastrukturę. W planach jest chociażby potrojenie produkcji pocisków precyzyjnych i czterokrotne zwiększenie wytwarzania systemów obrony THAAD.

Tak radykalne i szybkie skalowanie fabryk wymaga ogromnych nakładów finansowych, co mocno obciąża bieżący bilans spółki i może czasowo obniżyć jej marże.

I właśnie w tym miejscu model państwowego funduszu strategicznego ma największy sens. Zamiast tradycyjnego schematu, w którym państwo jedynie zamawia broń i czeka na dostawy, administracja rządowa może wejść do akcjonariatu Lockheeda jako bezpośredni partner kapitałowy. Objęcie przez Waszyngton pakietu akcji oznaczałoby potężny zastrzyk gotówki, który przyśpieszyłby rozbudowę linii produkcyjnych.

Dla Trumpa taka inwestycja to także doskonały PR, bo ogromna część przychodów Lockheeda generowana jest poprzez programy sprzedaży zagranicznej dla krajów sojuszniczych, które w pośpiechu modernizują swoje armie.

Gdy państwo staje się współwłaścicielem firmy, zyski z globalnego eksportu technologii wojskowej nie trafiają wyłącznie do prywatnych funduszy i inwestorów, ale bezpośrednio zasilają budżet kraju. Trump natomiast uwielbia się chwalić podobnymi osiągnięciami. Co więcej, obecność rządu w akcjonariacie ostatecznie zabetonowałaby status Lockheeda jako nienaruszalnego filaru bezpieczeństwa narodowego USA.

Aclara Resources i ciężkie metale ziem rzadkich

Ostatnim i niezwykle interesującym kandydatem na rządowym celowniku jest Aclara Resources. Ta spółka to niemal podręcznikowa kontynuacja strategii, którą Waszyngton przetestował już z sukcesem przy MP Materials. Chodzi o surowce krytyczne, których nie da się szybko zastąpić, a których globalny łańcuch dostaw jest dziś niemal w całości opanowany przez Chiny. Konkretnie mowa o metalach ziem rzadkich, których wydobycie jest skrajnie nieopłacalne, a gdzie Chiny zbudowały swój monopol właśnie dzięki dotacjom i wsparciu rządu.

O ile jednak MP Materials koncentruje się na tak zwanych lekkich metalach ziem rzadkich, o tyle Aclara Resources skupia się na pierwiastkach ciężkich, takich jak dysproz i terb. To surowce absolutnie deficytowe, które wykorzystuje się w wielu nowoczesnych technologiach. Nie są one aż tak krytyczne, jak stara się to przedstawiać wiele masowych mediów, ale są na pewno czymś, co uwiera USA w negocjacjach z Chinami i daje Państwu Środka pewną siłę negocjacyjną. Magnesy te napędzają silniki pojazdów elektrycznych, zaawansowaną elektronikę wojskową, systemy naprowadzania rakiet oraz nowoczesną robotykę, w tym rozwijane projekty robotów humanoidalnych. W efekcie chińska dominacja w tej branży jest w stanie wywołać pewne zatory i opóźnienia w zachodnich łańcuchach produkcji, co jest nie w smak Trumpowi i nie tylko jemu.

Aclara Resources, choć jest spółką notowaną na giełdzie w Toronto i posiada swoje złoża w Ameryce Południowej, coraz silniej przenosi środek ciężkości operacyjnego biznesu bezpośrednio do Stanów Zjednoczonych. Firma posiada unikalne złoża iłów jonowych w Brazylii oraz Chile. Żeby jednak uniezależnić się od azjatyckiej dominacji, sam surowiec z kopalni nie wystarczy. Kluczowy jest proces jego oczyszczania i separacji na czyste tlenki. I tutaj pojawia się bezpośredni pomost do Ameryki. Pod koniec 2025 roku Aclara ogłosiła potężną inwestycję w budowę pierwszej w USA komercyjnej przetwórni ciężkich metali ziem rzadkich w stanie Luizjana, która ma ruszyć w połowie 2028 roku. Co więcej, w marcu 2026 roku spółka uruchomiła już pilotażową instalację badawczą w stanie Wirginia, współpracując bezpośrednio z naukowcami z amerykańskich laboratoriów federalnych należących do Departamentu Energii.

Biały Dom nie tylko obserwuje te ruchy, ale już teraz zaczął finansowo wspierać ten projekt. Amerykańska rządowa agencja finansowa DFC przekazała bezpośrednie środki na sfinalizowanie kluczowych analiz technicznych flagowego projektu firmy w Brazylii. Wszystko wskazuje na to, że to dopiero wstęp do głębszej relacji kapitałowej. Dla administracji rządowej, która chce zrealizować plan pełnego przeniesienia produkcji do kraju, Aclara Resources jest idealnym kandydatem do przejęcia mniejszościowego pakietu akcji. Wejście państwa do akcjonariatu pomogłoby spółce sfinansować kosztowną budowę zakładu w Luizjanie i dałoby jej ochronę przed chińskim dumpingiem cenowym. Na przykład poprzez mechanizm ceny gwarantowanej, jaki z powodzeniem zastosowano wcześniej w MP Materials.

Tak więc w dwóch słowach, czemu USA miałoby inwestować w Aclara Resources? Po pierwsze dlatego, że budowa infrastruktury do produkcji metali ziem rzadkich jest niezwykle kapitałochłonna, więc wsparcie państwa na pewno byłoby mile widziane. Po drugie dlatego, że metale ziem rzadkich to element negocjacyjnych przepychanek między USA i Chinami, więc rządowi Stanów na rękę jest przyśpieszyć inwestycje krajowe i zapewnić im rentowność.

Do tego dochodzi fakt, że spółka Aclara Resources nie generuje jeszcze przychodów. Aclara to na tym etapie klasyczna spółka projektowo-rozwojowa. Oznacza to, że jej kluczowe aktywa, zarówno kopalnie iłów jonowych w Ameryce Południowej, jak i planowane zakłady rafinacji, znajdują się obecnie w fazie projektowej, urzędowej i budowlanej, a nie produkcyjnej. Zamiast sprzedawać metale, firma inwestuje teraz ogromne środki w badania geologiczne, testowanie autorskiej technologii separacji, pozyskiwanie pozwoleń środowiskowych oraz projektowanie linii produkcyjnych. Uruchomiona w marcu 2026 roku instalacja pilotażowa w Wirginii służy właśnie do celów badawczych i testowych, a nie do masowej sprzedaży. Na tym etapie rozwoju biznesu surowcowego spółka finansuje się wyłącznie z kapitału pozyskanego od inwestorów oraz wsparcia od instytucji finansowych i agencji rządowych.

Taka pozycja firmy tylko zwiększa szansę, że w momencie, gdy zacznie brakować jej środków, zacznie szukać ich u państwa, a rząd może w zamian zażądać udziałów w spółce.

Według firmy pierwszych komercyjnych przychodów na dużą skalę należy spodziewać się w połowie 2028 roku. Ten moment jest sztywno powiązany z harmonogramem uruchomienia budowanej komercyjnej przetwórni ciężkich ziem rzadkich w Luizjanie. Dopiero wtedy zakład osiągnie pełną zdolność operacyjną, by przetwarzać surowiec na gotowe do sprzedaży tlenki dysprozu i terbu i realizować stałe, komercyjne dostawy dla przemysłu obronnego czy technologicznego w USA. Jednak każda obsuwa i niepowodzenie zwiększa szansę na realizację scenariusza, o którym przed chwilą wspomniałem, czyli poszukiwania nowych inwestorów i nowych źródeł gotówki, którymi może być rząd USA.

Czy USA kopiują chiński model inwestowania w strategiczne spółki?

USA z tą strategią właściwie kopiują chiński model. Chiny od dekad inwestują przez państwowe fundusze w strategiczne spółki. Takie firmy jak Huawei, BYD, CATL czy SMIC mają chińskie państwo w akcjonariacie jako bezpośredniego partnera. To pozwala chińskim spółkom rosnąć w tempie niedostępnym dla zachodnich konkurentów, bo nie muszą walczyć o kapitał, gwarantują sobie zamówienia i dostają subsydia eksportowe.

Stany Zjednoczone do 2024 roku odrzucały ten model jako „socjalistyczny” i „interwencjonistyczny”. Dziś go kopiują, bo zorientowały się, że bez tego nie wygrają z Chinami. To jest fundamentalna zmiana paradygmatu, której konsekwencje polski inwestor zobaczy w wycenach przez następne 10 lat.

Czy więc schemat „rząd USA kupuje akcje” się utrzyma? Tak. Bo to jest jedyny sposób, żeby USA wygrały geopolityczną wojnę z Chinami w sektorach krytycznych. Tradycyjne dotacje nie działają. Tradycyjne zamówienia publiczne nie działają. Jedyne, co działa, to wejście rządu jako akcjonariusza, bo wtedy spółka dostaje jednocześnie kapitał, ochronę regulacyjną i gwarancję wieloletnich zamówień. To jest model, który chińskie państwo stosuje od dekad. Teraz USA się go nauczyło.

Co to znaczy praktycznie dla polskiego inwestora detalicznego? Trzy rzeczy.

Warto śledzić, które spółki są strategicznie krytyczne dla USA w sektorach kwantowych, dronów, bezpieczeństwa, zbrojeniówki i ziem rzadkich. Te są kolejnymi kandydatami do rządowego wejścia.

Warto też pamiętać, że schemat działa też w drugą stronę. Spółki, które tracą strategiczne znaczenie dla USA, tracą też potencjał wzrostu. To nie tylko mechanizm zysków, ale i mechanizm selekcji.

I na koniec warto zrozumieć, że to nie jest jednorazowy trend pod Trumpa. To jest fundamentalna zmiana filozofii państwowej, która zostanie z nami niezależnie od tego, kto będzie w Białym Domu w 2028 roku. Bo żaden kolejny prezydent nie cofnie tej zmiany, jeśli rzeczywiście pokaże ona, że pozwala USA wygrać wyścig technologiczny z Chinami.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 1
Piotr Ka~10.06.2026

Arcy ciekawy artykuł. I co za ironia losu, państwo, które tak bardzo walczyło z komunizmem np. w Wietnamie, dziś kopiuje socjalistyczne systemy gospodarki 🙂

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
ai energy
PremiumPopularne
Spółki i sektory

Jak inwestować w energię napędzającą rewolucję AI

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

01 paź 2026
Marki upadają, sieciówki rosną
Spółki i sektory

Kursy Nike, Puma i Lululemon toną, a LPP i Zara biją rekordy. Co się stało z branżą i modą?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy