Wstęp
Zanim przejdziemy dalej, to muszę zaznaczyć, że czytanie tego materiału bez znajomości poprzednich omówień Novo nie będzie miało sensu.
Polecam wrócić przynajmniej do mojego omówienia wyników za Q1’26, a najlepiej również do materiałów z lutego i listopada 2025 roku. Bez tego bardzo łatwo będzie źle zinterpretować same wyniki i dlaczego w ogóle Novo znajduje się w moim portfelu.
Po raz kolejny nie zamierzam skupiać się przesadnie na tym, czy sprzedaż była o miliard koron wyższa od konsensusu albo czy marża wyszła pół punktu procentowego lepiej od oczekiwań. Cyferki jak najbardziej mają znaczenie, ale niezmiennie obecna hipoteza inwestycyjna dla Novo Nordisk nie zależy od tego, czy jeden kwartał zakończy się wzrostem EBIT o 8%, 11% czy 13%.
Od dłuższego czasu próbujemy odpowiedzieć tutaj sobie na zupełnie inne pytanie: czy rynek przeszedł z jednego ekstremum wyceny w drugie?
Po wycenianiu Novo w 2024 roku jako praktycznie nietykalnego monopolisty, później wyceniać firmę tak, jakby jej najlepsze lata bezpowrotnie minęły, Lilly miało zabrać cały rynek, a semaglutyd miał zostać sprowadzony do roli taniego leku generycznego.
Po Q1 pisałem, że po raz pierwszy zaczęły pojawiać się konkretne dane sugerujące, że prawidłowa odpowiedź jest taka, że rynek przesadził z pesymizmem.
Q2 jest pod tym względem znacznie ciekawszy, bo mamy już do czynienia z kolejnymi trzema miesiącami danych o pigule, a do tego pierwszy duży start poza USA i pierwsze doświadczenia z generykami na wybranych rynkach.









