Następca Buffetta wrócił do kupowania, a Nvidia ogarnia 500 mld USD na AI!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

17 sie 202619 min czytania

Wstęp

  1. Nagrać FinWeek, 2. Wyprać gacie, 3. Obrazić 5 randomów w sieci

No co? Każdy ma jakąś listę zadań. Skoro się śmiejecie, to wiedzcie, że w tym tygodniu świat obiegło zdjęcie z Gabinetu Owalnego, na którym widać notatnik sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta. Na liście zadań, między spotkaniami, dwa słowa: „Buy yen”. Kup jena. Tak po prostu, jak mleko.

Tyle że ta pozycja z listy zakupów kosztowała kilkanaście miliardów dolarów w jeden dzień. Ameryka i Japonia przeprowadziły właśnie pierwszą od piętnastu lat wspólną interwencję walutową. Najdroższa notatka w historii papeterii.

A to dopiero jeden wpis z listy zakupów tego tygodnia, bo kupowali też inni. Greg Abel, następca Buffetta, kupił akcji za DWADZIEŚCIA miliardów i to na historycznych szczytach, jednym ruchem zabijając trzyletnią narrację „Berkshire gromadzi gotówkę, bo wie coś o krachu”.

Intel chciał sprzedać akcje za 15 miliardów, a chętnych było na STO, więc dorzucił więcej. Chińscy detaliści chcieli kupić akcje producenta robotów Unitree... pięć i pół TYSIĄCA razy więcej, niż było dostępne, a Nvidia poszła po bandzie jeszcze bardziej i „kupuje” swoim klientom dostęp do pół biliona dolarów cudzego kapitału.

W programie jeszcze: neocloud Nebius z przychodami plus 454% i cenami za megawat, które potroiły się w rok, SpaceX odbijający 35% po tygodniu grozy, dowód, który rozbraja niedźwiedzią tezę Michaela Burry’ego o chipach-jednorazówkach, i moja deklaracja portfelowa, na którą część z Was czeka od dwóch tygodni. Lecimy.

Następca Buffetta wrócił do kupowania, a Nvidia ogarnia 500 mld USD na AI!

Greg Abel inwestuje 20 mld USD w akcje

Przez trzy lata regularnie pojawiała się w mediach ta sama narracja. Buffett gromadzi gotówkę, pewnie wie coś, czego rynek nie wie, szykuje się na krach. Greg Abel, nowy prezes Berkshire Hathaway, właśnie tę narrację zamknął jednym ruchem.

W drugim kwartale Abel zainwestował netto blisko 20 miliardów dolarów w akcje. To pierwsza kwartalna pozycja netto po stronie kupna od ponad trzech lat. Buffett przez cały ten czas konsekwentnie redukował portfel akcyjny i budował rekordową pozycję gotówkową, która w szczytowym momencie sięgnęła 365 miliardów dolarów. Zarabiał co prawda w tym czasie furę kasy na krótkoterminowych instrumentach dłużnych, ale rynek bez wątpienia na koniec Buffettowi odjeżdżał.

Abel nie kupował po jakiejś korekcie ani na dnie. Indeksy w momencie tych zakupów były na historycznych szczytach. No to jak to tak? Już nie boją się krachu? Nie i nigdy się nie bali. Ciągle podtrzymuję, że chodziło o coś zupełnie innego. Buffett przygotowywał gotówkę, żeby jego następca miał pełną swobodę w zarządzaniu wehikułem po przejęciu sterów. Ruchy takich molochów to nie jest zwrotność żaglówki. Kurs zmienia się jak tankowiec. Wszystko dzieje się długo i powoli.

Największą pojedynczą transakcją nowego CEO był zakup akcji Alphabet za 10 miliardów dolarów. Abel zgarnął część emisji akcji Google’a wartej 85 miliardów, co uczyniło spółkę matkę Google jednym z pięciu największych składników portfela Berkshire.

Równolegle Berkshire skupił własne akcje za 4,5 miliarda. Sama sprzedaż innych posiadanych spółek w ostatnim kwartale była minimalna i wynosiła zaledwie 3,7 miliarda, najmniej od 2022 roku. Kilka dni po zamknięciu kwartału Abel dorzucił jeszcze przejęcie dewelopera Taylor Morrison za 8,5 miliarda. To dwie z największych transakcji Berkshire w ostatnich latach i wyraźny sygnał, że Abel zamierza, jak sam powiedział na walnym zgromadzeniu w maju, działać „zdecydowanie” i podejmować „znaczące” inwestycje.

Wyniki operacyjne za drugi kwartał wyglądają solidnie. Zysk operacyjny, czyli miara, którą sama spółka uważa za najlepszą do oceny swoich biznesów, wzrósł o 16% rok do roku.

Zysk netto podwoił się, ale to głównie efekt rosnącej wartości portfela akcyjnego, który amerykańskie standardy rachunkowe każą ujmować w wyniku netto. Sama spółka regularnie przypomina, że ta liczba potrafi być „ekstremalnie myląca” i dlatego preferuje zysk operacyjny.

Akcje Berkshire zyskały w tym roku zaledwie 1,5% wobec 14% zwrotu z S&P 500, bo spółka cały czas obrywa po tym, jak z wyceny wyparowała premia za nazwisko Buffetta na stanowisku prezesa. Patrząc jednak na to, ile kasy zgromadził odłogiem przy obecnym rynku, to może to i lepiej, że już młodsi przejęli stery.

Nvidia mobilizuje 500 mld USD na AI

Zwłaszcza że cały AI trade nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 500 miliardów dolarów ogarnęła właśnie Nvidia. Cyfra robi wrażenie, ale trzeba ją właściwie rozkodować, bo łatwo o fałszywy obraz tego, co się właściwie wydarzyło.

Nvidia ogłosiła partnerstwo z sześcioma największymi firmami private capital, czyli Apollo, BlackRockiem, Blackstone, Brookfieldem, Goldman Sachsem i KKR, przy tworzeniu platform finansujących infrastrukturę AI. Celem jest zmobilizowanie ponad 500 miliardów dolarów zewnętrznego kapitału.

Nvidia nie wyłożyła pół biliona własnych dolarów. Nie powstał jeden fundusz o takiej wielkości. Chodzi o kilka niezależnych platform finansujących, które z czasem mają przyciągnąć kapitał instytucjonalny na finansowanie klientów kupujących infrastrukturę opartą na technologii Nvidii. Są to dedykowane pule kapitału, które mają finansować klientów Nvidii na atrakcyjnych warunkach.

W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby klientom Nvidii zapewnić niższy koszt kredytu, za który ci będą mogli inwestować w infrastrukturę AI.

Jensen Huang, prezes Nvidii, próbuje przekonać rynek finansowy do zupełnie nowego sposobu myślenia o mocy obliczeniowej. Centrum danych AI to w istocie fabryka, która zużywa energię i dane, a produkuje moc obliczeniową. Ta moc może być sprzedawana wielu klientom i generować przychody, tak jak elektrownia sprzedaje prąd. Jeśli to prawda, to moc obliczeniowa jest produktywnym aktywem infrastrukturalnym, które powinno być finansowane tak samo jak elektrownie, autostrady czy rurociągi.

Inicjatywa jest też odpowiedzią na powtarzającą się od miesięcy obawę o circular financing, czyli zamknięty obieg finansowania w ekosystemie AI, gdzie producent sprzętu pośrednio finansuje swoim klientom zakupy tego samego sprzętu. Huang zaznaczył wprost, że ta konstrukcja powstała po to, żeby te obawy rozwiać. Nvidia dostarcza platformę technologiczną, ale decyzję o finansowaniu podejmują niezależni inwestorzy z zewnątrz ekosystemu na podstawie własnej analizy zwrotów z tych pożyczek, których udzielają.

To nie oznacza, że Nvidia nie ponosi żadnego ryzyka. Huang przyznał, że w wybranych przypadkach spółka może zapewnić mechanizm wsparcia wartości rezydualnej do 25% wartości danego projektu. Ma to być jednak oceniane indywidualnie i stanowić uzupełnienie niezależnego finansowania, a nie jego trzon.

Trzeba to zrozumieć, bo jestem przekonany, że zobaczycie, a może już widzieliście kolejne nagłówki, które będą Wam wmawiać, że Nvidia sama inwestuje w swoich klientów, żeby ci kupowali jej produkty. To tak nie działa. Nvidia przekonuje zewnętrznych inwestorów, żeby inwestowali w jej klientów, to dwie różne rzeczy.

Huang wskazuje też na wartość długoterminową sprzętu AI. Infrastruktura oparta na platformie CUDA może być przenoszona między klientami i zastosowaniami. Jako przykład podaje procesory A100 z 2020 roku, które sześć lat później nadal są komercyjnie wykorzystywane do treningu, dostrajania modeli i inferencji. To wpisuje się w to, co w tym samym tygodniu mówił CoreWeave o kontrakcie na A100 rozciągniętym do 2029 roku. Taka długa żywotność broni jeszcze bardziej rosnących wydatków na AI, bo do tej pory zakładano, że sprzęt będzie tracił na realnej wartości dużo szybciej.

Ryzyko oczywiście nie znika. Cała konstrukcja ostatecznie zależy od tego, czy laboratoria AI, takie jak OpenAI, i inni odbiorcy mocy obliczeniowej będą w stanie generować wystarczające przychody, żeby obsługiwać swoje długi. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że tak.

Nebius i CoreWeave: boom na neocloudy

A skoro już do neocloudów przeszliśmy, to rynek dostał właśnie wyniki dwóch z nich: Nebiusa i CoreWeave. Nebius mógłby sprzedać całą swoją pojemność obliczeniową na 2027 rok już dziś. Celowo tego nie robi, bo liczy na jeszcze lepsze warunki.

Wyniki Nebiusa za drugi kwartał przebiły wszystkie dotychczasowe benchmarki w sektorze neocloud, czyli firm wynajmujących moc obliczeniową opartą na procesorach graficznych. Przychody wzrosły o 454% rok do roku, a sumaryczna wartość nowych kontraktów wzrosła czterokrotnie kwartał do kwartału.

Ceny kontraktów rosły jeszcze szybciej. Na początku roku Nebius podpisywał kontrakty po około 12 milionów dolarów za megawat mocy. W drugim kwartale stawki przeskoczyły ponad 20 milionów. Na początku trzeciego kwartału spółka ogłosiła pierwszą aukcję mocy i krótkoterminowe kontrakty w przedziale 40 do 50 milionów dolarów za megawat. Pierwsza umowa w tym przedziale została podpisana w tym samym tygodniu. To potrojenie siły cenowej w ciągu jednego roku, co jasno pokazuje skalę popytu na moc obliczeniową.

Zakontraktowana moc rośnie równie szybko. Rok temu Nebius deklarował ponad 1 gigawat. W listopadzie ponad 2,5 gigawata. W lutym ponad 3. W maju ponad 4. Teraz jest ich 5. Efekty widać w kursie akcji, który wystrzelił po wynikach o 34% w jeden dzień!

Interesujący kontekst fundamentalny dla całego sektora i tego, jak można amortyzować chipy Nvidii w centrach danych, dał wspomniany już CoreWeave na swojej konferencji wynikowej. Zarząd ujawnił, że podpisał kontrakt na procesory A100 obowiązujący aż do 2029 roku na atrakcyjnych warunkach cenowych, a A100 to architektura wprowadzona na rynek w 2020 roku. Mamy więc już teraz kontrakty na chipy sprzed kilku lat, na kolejne kilka lat do przodu, zakontraktowane po dzisiejszych atrakcyjnych cenach. To podważa tezę, że chipy GPU po trzech latach nadają się na złom, jak sugerował niedawno Michael Burry. Jego teza była taka, że inwestycje BigTech w centra danych będą nieopłacalne, bo te drogie chipy trzeba będzie zbyt często wymieniać, w efekcie rentowność centrów danych będzie słaba. Teraz jednak dostajemy dowody, że chipy są użyteczne znacznie dłużej, co neguje tę niedźwiedzią tezę.

Dlaczego ktoś miałby wynajmować starsze, mniej wydajne procesory zamiast nowszych? Powodów jest kilka. Najnowsze GPU, takie jak B200, są rezerwowane z wyprzedzeniem przez największych graczy i często nie są dostępne od ręki. To pod ich zamówienia buduje się nowe centra danych. Widzimy ogromne premie płacone za natychmiastowy dostęp do nowych mocy, choćby w niedawnych umowach SpaceX z Google i Anthropic. Dla mniejszych firm i startupów to, co jest realnie dostępne, to głównie moce z wygasających kontraktów na starszych generacjach.

To może się zmienić, gdy rynek się już nasyci chipami, ale na to się zbyt szybko nie zapowiada.

Jest też kwestia pamięci. Przy inferencji, szczególnie w modelach rozumujących i systemach agentowych, pojemność pamięci HBM, czyli szybkiej pamięci zamontowanej bezpośrednio na procesorze graficznym, bywa ważniejszym ograniczeniem niż sama moc obliczeniowa danego chipa. Stawki najmu B200, czyli nowszych chipów, za godzinę są około 3,5 razy wyższe niż A100, czyli starszych modeli. Tymczasem A100 ma 80 gigabajtów HBM, a B200 ma 192. Kilka A100 może dać większą łączną pojemność pamięci niż jedno B200, choć z niższą przepustowością i słabszą komunikacją między kartami. W pewnych zastosowaniach to opłacalny kompromis.

SpaceX odbija 35% po spadkach akcji

Płynnym ruchem przechodzimy tu do SpaceX, o którym tydzień temu mówiłem, że już chętnie bym capnął. Oto może i 5 sierpnia akcje SpaceX spadły prawie 14%, notując drugą najgorszą sesję od debiutu giełdowego, ale od tamtego dnia cena akcji odbiła o 35% i znów jest powyżej ceny z IPO.

Największym źródłem obaw, które prowadziło do spadków z ubiegłego miesiąca, był zbliżający się koniec lockupu, czyli okresu, przez który wcześni inwestorzy nie mogą sprzedawać akcji po debiucie spółki na giełdzie. W czwartek 6 sierpnia wygasła wspomniana blokada na 911,5 miliona akcji. Rynek obawiał się fali podaży od wczesnych inwestorów i pracowników realizujących zyski i sprzedających swoje akcje, które kupili lub posiedli jeszcze dawno temu, zanim spółka weszła na giełdę.

Podaż i wyprzedaż akcji nie nadeszła. Sporo z wczesnych inwestorów postanowiło nie upłynniać udziałów, co przełożyło się na odwrót sentymentu do spółki i wzrost ceny jej akcji.

Pozytywny sentyment wzmocnił jeszcze bardziej Grok 4.6, nowy model AI od SpaceXAI. Model oferuje wydajność porównywalną z Fable 5 Max od Anthropic, ale przy 85% niższych kosztach.

To nie wszystko. W przygotowaniu jest Grok 4.7, znacznie większy model, którego pretrening obejmuje dane z Cursora i samego SpaceX, co powinno wyraźnie podnieść jego możliwości, a Elon zapowiada, że premiera tego modelu może być już za... miesiąc.

SpaceX korzysta też z fali dobrych wyników w sektorze neocloudów, bo sam wynajmuje swoją moc obliczeniową innym firmom i pobiera za to solidne premie, jak pokazują ostatnie kontrakty z Google i Anthropic.

Dobre wyniki neocloudów i ich dane, o których dziś mówiłem, zwiększają prawdopodobieństwo utrzymania przez SpaceX wysokich cen wynajmu mocy, a minimalizują ryzyko ich spadku i dlatego niezmiennie dla mnie SpaceX to już w zasadzie konieczność dla swojego portfela.

Więc zrobiłem to, co zapowiadałem tydzień temu w FinWeek, i do portfela trafił SpaceX. Z portfela z szybkim 18% zyskiem sprzedana została Alibaba. To uwolniło 8,6% portfela i całość tej kasy została wrzucona właśnie w SpaceX.

Sam wynik? Trzyma się solidnie. Ostatnio delikatna korekta i spadliśmy około 5% od ATH, ale ze spokoooojem, Proszę Państwa, ze spokojem.

Nie ma ATH, ale też jest zajebiście, a niedługo będzie jeszcze lepiej. Powtarzam: szeroka hossa to się nawet jeszcze nie zaczęła.

A wy, jeśli chcecie tworzyć sobie takie portfele dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu.

Do tego możecie odebrać specjalny bonus – do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda jest do odebrania. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca. Byle tylko wam się nie wylosowały europejskie akcje obronne, bo wiele wskazuje na to, że skończył się złoty okres tego sektora.

Unitree i boom na roboty humanoidalne

Otwarcie jednak przyznaję, że nie tylko SpaceX kręci mnie do portfela. Jaram się też całą robotyką i nie tylko ja. Kiedy w lipcu ruszały zapisy na akcje chińskiego producenta pamięci CXMT, inwestorzy detaliczni nadsubskrybowali emisję dwustukrotnie i media okrzyknęły to szaleństwem.

Unitree Robotics, producent robotów humanoidalnych, właśnie pobił ten wynik dwudziestosiedmiokrotnie. Nadsubskrypcja detaliczna sięgnęła pięciu i pół tysiąca krotności. Oznacza to, że chętnych na akcje inwestorów detalicznych było ponad 5 tysięcy razy więcej niż dostępnych akcji do sprzedaży. Widać, że hype na humanoidy będzie duży, kiedy ten rynek już się rozkręci.

Unitree debiutuje na szanghajskiej giełdzie STAR Market z wyceną 9 miliardów dolarów, wynikającą z ceny 150,8 juana za akcję. Spółka oferuje 10% udziałów. Wskaźnik ceny do zysku wynosi 219, a ceny do sprzedaży 36, licząc od ubiegłorocznych wyników. Wśród inwestorów strategicznych znalazły się podmioty powiązane z twórcą DeepSeek, ale też producentem gier Tencent i chińskim funduszem ubezpieczeń społecznych.

Co sprawia, że rynek jest gotowy zapłacić za tę firmę tak dużo? Unitree zbudował swoją pozycję na integracji wertykalnej i kontroli nad kluczowymi komponentami. W robocie humanoidalnym najdroższym elementem są aktuatory, czyli napędy odpowiadające za ruch stawów. Stanowią one zwykle od 40% do 60% kosztu robota. Unitree opracował własną konstrukcję opartą na silniku z niskoratunkową przekładnią planetarną zamiast popularniejszych, ale znacznie droższych przekładni harmonicznych. Te drugie wymagają obróbki z dokładnością do mikronów i wielogodzinnej obróbki cieplnej, więc robi je garstka firm na świecie. Przekładnie planetarne Unitree może produkować mnóstwo dostawców, co oznacza, że nowy napęd można zaprojektować w tygodnie, a nie miesiące.

Efekt jest taki, że tylko od 14% do 18% kosztu materiałowego pochodzi od zewnętrznych dostawców. Analiza SemiAnalysis wyceniła materiały w modelu G1 na niecałe 9 tysięcy dolarów przy cenie sprzedaży powyżej 27 tysięcy. To pozwala Unitree obniżać ceny przy zachowaniu marży, co napędza spiralę wolumenową. Średnia cena humanoidów spadła z prawie 88 tysięcy dolarów w 2023 roku do niecałych 25 tysięcy w 2025, głównie dzięki efektowi skali. W 2023 sprzedano mniej niż 10 sztuk, a w 2025 już ponad 5200.

Humanoidalne roboty, które jeszcze dwa lata temu stanowiły niecałe 2% przychodów firmy, odpowiadają teraz za ponad połowę.

Pytanie tylko, kto te roboty kupuje. Aż 70% sprzedanych humanoidów trafia do uniwersytetów i instytutów badawczych. Tylko 9% przychodów z humanoidów pochodzi od klientów przemysłowych, a z tego ponad połowa to wycieczki z przewodnikiem i rozrywka, nie realna praca produkcyjna. Unitree sam przyznaje w prospekcie, że nie dysponuje jeszcze modelami AI stosowanymi na dużą skalę w produktach, a zbieranie danych z realnych środowisk przemysłowych nawet się nie rozpoczęło. Ich wydatki na chmurę obliczeniową na potrzeby treningu modeli wyniosły tylko 1,2 miliona dolarów przez dziewięć miesięcy. To o rząd wielkości mniej niż u konkurencji.

IPO jest więc zakładem o przyszłość, nie o teraźniejszość. 85% pozyskanych środków trafia na badania i rozwój, w tym 300 milionów dolarów na budowę modeli AI. Spółka podpisała też umowę dającą jej priorytetowy dostęp do modeli AI DeepSeek na potrzeby treningu modeli, które mają w przyszłości odpowiadać za inteligencję robotów.

Geopolityka jednak nieco komplikuje sprawę. Pentagon wpisał Unitree na listę firm wspierających chińską armię. USA odpowiadały za około 15% przychodów spółki, ale to jednocześnie siedziba większości laboratoriów fizycznej AI budujących swoje rozwiązania na sprzęcie Unitree.

Utrata tego rynku to nie tylko strata przychodowa, ale też potencjalna strata ekosystemowa, bo jeśli Unitree nie opanuje samodzielnie sztucznej inteligencji dla robotów, będzie musiał polegać na zewnętrznych deweloperach, którzy przez przepisy USA mogą zostać zmuszeni do przejścia na inny sprzęt.

Nie zmienia to jednak faktu, że Chiny są dziś rynkiem najszybciej rozwijającym roboty humanoidalne i to tam ta technologia adaptuje się najwcześniej, a Unitree jest liderem całej branży.

USA i Japonia interweniują na rynku jena

Swoją drogą pamiętacie jeszcze, jak przygotowywałem niedawno materiał o tym, że nie ma co się spinać, jeśli chodzi o japońskiego jena? No to proszę bardzo, oto kolejne dowody. Interwencja była, a rynek miał to w nosie. Na zdjęciu z posiedzenia Gabinetu Owalnego w USA było widać notatnik sekretarza skarbu Scotta Bessenta. Jeden punkt na liście zadań, dwa słowa. „Buy yen”. To raczej nie zostawia pola do interpretacji.

Stany Zjednoczone i Japonia przeprowadziły wspólną interwencję na rynku walutowym po raz pierwszy od piętnastu lat. Japonia wydała na obronę jena szacunkowo 53 miliardy dolarów w ciągu jednego dnia, co byłoby rekordem w historii. Jen odbił się od czterdziestoletniego minimum wobec dolara.

Jeśli ktoś nie do końca nadąża, to trzeba tu wyjaśnić jedną rzecz. Interwencja walutowa to nic innego jak sytuacja, kiedy jakieś państwo sprzedaje jedną walutę i kupuje za nią drugą, żeby wpłynąć na jej kurs. Słabnący jen jest obecnie niewygodny zarówno dla Japonii, jak i dla USA, dlatego oba te kraje zdecydowały się umocnić jena poprzez sprzedaż dolarów i kupno jenów.

Bessent publicznie zapowiedział na platformie X, że USA „nie zawahają się” ponownie wkroczyć na rynek, jeśli zajdzie taka potrzeba. Japońska minister finansów Satsuki Katayama potwierdziła wspólną kampanię w poniedziałek rano, co wywołało kolejne umocnienie jena o 1,4%. Trump określił zaangażowanie Waszyngtonu jako „gest przyjaźni”, mówiąc, że Japonia „chciała odrobinę pomocy, a my zawsze jesteśmy dla Japonii”.

Prawdziwa motywacja Waszyngtonu jest znacznie mniej romantyczna niż słowa Trumpa. Japonia jest największym zagranicznym posiadaczem amerykańskich obligacji skarbowych. Jeśli Tokio sprzedaje te obligacje, żeby zdobyć dolary na interwencję walutową, to wywołuje presję na rentowności w USA. Tego Waszyngton zdecydowanie nie chce, zwłaszcza w czasie, gdy inflacja i wojna z Iranem już pchają rentowności w górę. Do tego Trump od lat skarży się, że słaby jen daje japońskim eksporterom nieuczciwą przewagę handlową.

Właśnie dlatego Japonia sięgnęła po nowe narzędzie. Tokio będzie korzystać z mechanizmów, które pozwalają bankom centralnym zamieniać posiadane obligacje amerykańskie na dolary bez ich sprzedaży na otwartym rynku. Limit wynosi 60 miliardów dolarów dziennie. Ten mechanizm stworzono w 2020 roku podczas pandemii, a teraz znalazł zupełnie nowe zastosowanie. Dzięki niemu Japonia może interweniować na ogromną skalę, nie wywołując zamieszania na rynku obligacji USA i nie podbijając rentowności obligacji, które mają wpływ na oprocentowanie kredytów w gospodarce.

Ostatnia wspólna interwencja Japonii i USA miała miejsce w 2011 roku, kiedy grupa G7 pomagała osłabić jena, który był wtedy za silny. Jeszcze wcześniej, w 1998 roku, USA dołożyły mniej niż miliard dolarów. Skala obecnej operacji jest nieporównywalna.

Rynek zaczyna spekulować, że Bank Japonii podniesie stopy procentowe we wrześniu. Prawdopodobieństwo takiego ruchu wzrosło z około 30% tydzień temu do 46% obecnie. Jednocześnie analityk S&P Global zauważa, że jeśli interwencja okaże się skuteczna, BOJ, czyli bank centralny Japonii, może wstrzymać się z podwyżką, bo nie będzie do niej zmuszony słabym kursem walutowym. Dla wyjaśnienia: im wyższe stopy procentowe w gospodarce, tym silniejsza waluta, bo inwestorzy mają motywację, żeby trzymać oszczędności właśnie w tej walucie, skoro obligacje danego kraju zaczynają płacić większe odsetki.

Jednak Bloomberg Economics ostrzega, że presja na jena jest strukturalna i nawet udana interwencja może dać tylko tymczasową ulgę, bo popyt na dolary ze strony japońskich importerów i firm realizujących zagraniczne przejęcia prawdopodobnie ją odwróci.

Jak będzie, zobaczymy, ale wydaje się, że Japonia rzeczywiście musi przemyśleć swoją politykę i podjąć twardsze kroki, żeby na stałe ustabilizować walutę.

Intel pozyskuje 20 mld USD na fabryki AI

Czas na kolejnego newsa o tym, ile kasy idzie na infrastrukturę AI.

Trzy tygodnie temu dyrektor finansowy Intela David Zinsner powiedział na konferencji wynikowej coś wyjątkowego: że dopóki naprawdę nie zobaczymy klientów, nie będziemy wykładać znaczącego kapitału na inwestycje. Tymczasem w poniedziałek Intel ogłosił emisję akcji za 15 miliardów dolarów. A we wtorek ją zamknął na 20 miliardach.

Popyt przekroczył 100 miliardów dolarów, więc Intel powiększył emisję o jedną trzecią. Akcje wyceniono na 95 dolarów za sztukę, co stanowiło dyskonto 6,5% wobec piątkowego zamknięcia. To jedna z największych tegorocznych ofert akcji w USA, obok Alphabetu i SK Hynix. Czyli Intel jest kolejną spółką, która emituje akcje, żeby pozyskać pieniądze na inwestycje w infrastrukturę AI.

Dyskonto do ceny rynkowej wynika z tego, że sprzedając dużą paczkę akcji, trzeba jakoś zachęcić dużych graczy do kupna. Jest to zupełnie normalna sprawa.

Komunikat Intela zaczyna się od sekcji zatytułowanej „Why Now” i odpowiada wprost na pytanie, które Zinsner postawił trzy tygodnie wcześniej. Klienci sygnalizują silne i trwałe otoczenie popytowe, napędzane inwestycjami w moc obliczeniową AI. Spółka wymienia fizyczne AI, dedykowany krzem, zaawansowane pakowanie i produkcję wafli dla klientów zewnętrznych jako obszary wzrostu.

Innymi słowy, warunek postawiony przez CFO w lipcu został publicznie ogłoszony jako spełniony. Ślady tej widoczności zresztą już były. W pierwszym kwartale Intel podpisał długoterminowe umowy obejmujące 1,7 miliarda dolarów depozytów od klientów. Tegoroczny capex, czyli nakłady inwestycyjne, poszedł w górę z 18 do 20 miliardów dolarów, a tego nie robi firma, która nie jest pewna swoich odbiorców.

To nie jest emisja ratunkowa. Intel siedział na ponad 30 miliardach gotówki i około 40 miliardach łącznej płynności z linią kredytową. Pieniądze z emisji idą w nakłady, przede wszystkim na uruchomienie procesu technologicznego 14A w produkcji wielkoseryjnej do 2028 roku, plus zaawansowane pakowanie chipów. Beneficjentami tych inwestycji Intela są producenci sprzętu do wytwarzania półprzewodników, w tym ASML, Applied Materials, BESI i Lam Research, bo właśnie od nich Intel będzie kupował narzędzia.

Akcje Intela wzrosły w tym roku o 164% pod kierownictwem nowego CEO Lip-Bu Tana, który uczynił z porządkowania finansów priorytet. Do tego dochodzą inwestycje zewnętrzne, w tym od rządu USA, a nawet od konkurentów pokroju Nvidii. Intel powoli odbudowuje wiarygodność jako partner produkcyjny, a ta emisja jest komunikatem, że po stronie popytu widzi na tyle dużo, żeby postawić na stół kolejne 20 miliardów.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
co dalej z akcjami alphabet
PremiumPopularne
Spółki i sektory

Jak agenci AI mogą zmienić Google? Search, reklamy i przyszłość Alphabetu

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

07 paź 2026
Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Zdjęcie jest tłem do artykułu na temat spółki Booking Holdings
Premium
Spółki i sektory

Booking Holdings: Suma wszystkich strachów mniejsza niż upside?

Łukasz - Analizy Fundamentalne USA

Łukasz - Analizy Fundamentalne USA

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy