Wstęp
Spadki giełdowe są czymś naturalnym, jednak obsunięcia indeksów o więcej niż 30% zdarzają się mniej więcej raz na 10 lat. Te ostatnie to dobra okazja do szerszego omówienia tzw. efektu bogacenia się (ang. Wealth Effect). Wealth effect to termin wywodzący się z ekonomii behawioralnej sugerujący, że ludzie wydają więcej podczas giełdowej hossy. W takim otoczeniu wzrasta również majątek inwestorów, często małych ciułaczy którzy starają się jakoś dorobić do swojej pensji. Jeżeli akcje ludzi idą do góry, to ludzie czują się tym samym bardziej bezpieczni i pozwalają sobie na większe zakupy. Co w końcu może pójść nie tak? Mamy przecież hossę i przyszłość rysuję się w różowych barwach.
Spadek wydatków 95% procent ludzi w związku z kryzysem ekonomicznym z 2008 roku
Powyższy wykres dobrze pokazuje jaki wpływ ma „efekt bogacenia” na decyzje zakupowe ludzi. Co ciekawe bessa nie ma znaczenia dla milionerów. Oni idą na zakupy, nawet jeżeli mamy kryzys.
W badaniu Stock Market Wealth and the Real Economy: A Local Labor Market Approach, (NBER Working Paper No. 25959), Gabriel Chodorow-Reich, Plamen T. Nenov, i Alp Simsek ustalili, że na każdy 1% wzrostów indeksów giełdowych, inflacja wzrasta o 0,028%. Po ostatnich spadkach giełdowych szef FED powinien spać spokojniej. Od szczytów S&P500 stracił na wartości 24%. Tylko dzięki temu inflacja w tym roku powinna być więc niższa o 0,67 punktu procentowego. Być może nawet więcej, bo tempo ostatnich ostatniej kompresji wycen spółek było praktycznie największe w historii, co pięknie ilustruje wykres poniżej.
Spadek wskaźnika C/Z dla spółek z indeksu SP500 za ostatni rok
Pomimo dobrych fundamentów i poprawy wyników finansowych akcje lecą na łeb na szyję. Historyczne jednak takie wyraźne momentum dobrze wyłapywało rynkowe dołki. Warto jednak pamiętać, że P/E to nie tylko P. Dynamiczny spadek zysków (E) również przywróciłby równowagę.
Do zarobienia,
Karol Badowski
Oglądaj też: Czy warto dziś kupować akcje? [Merytorycznie o Giełdzie]









