Wstęp
Spółka rośnie o 200%. Potem spada o 40%. W międzyczasie jej rentowność leci z 30% do raptem kilku procent. Brzmi jak chaos, jak firma, która nie wie, co robi, a tak naprawdę patrzycie na jedną z najambitniejszych transformacji w historii technologii, realizowaną na żywo na oczach inwestorów.
Alibaba, spółka, która wiele razy bywała w moich portfelach i którą większość z nas zna jako chiński AliExpress. Miejsce, gdzie kupuje się tanie gadżety z dwutygodniową dostawą.
Tyle że ta firma przestaje być tylko sklepem internetowym, a staje się jednym z filarów chińskiej sztucznej inteligencji, budując jednocześnie własne chipy, własne modele AI i własną chmurę obliczeniową. Czyli to, co w USA robią trzy osobne giganty: Nvidia, OpenAI i Amazon.
Alibaba to dziś jeden z fundamentów wyścigu zbrojeń AI po stronie Chin i jeśli ktokolwiek uważa, że to dalej firma handlująca bibelotami z Chin, to grubo się myli.
Ładuję Alibabę do portfela. Czy to największa okazja w chińskim AI?
Notowania Alibaby i zmiana narracji inwestycyjnej
Notowania Alibaby dobrze pokazują, jak mocno zmieniała się narracja wokół tej spółki technologicznej z Chin. W pandemii kurs najpierw bardzo mocno wzrósł, bo rynek grał pod przyspieszenie cyfryzacji, boom zakupów online i dominującą pozycję Alibaby w chińskim e-commerce. W tamtym momencie spółka była traktowana jak jeden z największych beneficjentów przenoszenia handlu do Internetu. Alibaba miała skalę, użytkowników, sprzedawców i cały ekosystem usług, więc inwestorzy zakładali, że wzrost będzie trwał jeszcze długo.
Potem przyszło brutalne odwrócenie trendu. Kurs spadł o około 80%, a przyczyn było kilka naraz. Po pierwsze, chińskie władze zaostrzyły kurs wobec dużych platform technologicznych, czego symbolem było zatrzymanie ekspansji Ant Group, czyli spółki zależnej Alibaby, i kara antymonopolowa dla Alibaby. Po drugie, chińska gospodarka zaczęła hamować, a konsument stał się ostrożniejszy. Po trzecie, e-commerce w Chinach zrobił się znacznie bardziej konkurencyjny, więc Alibaba musiała więcej wydawać na promocje i utrzymanie użytkowników. Rynek przestał wyceniać ją jak spokojną maszynę do wzrostu, a zaczął patrzeć jak na firmę z ryzykiem regulacyjnym, presją na marże i słabszym otoczeniem makro.
Od dołków z 2022 roku kurs zaczął jednak dynamicznie odbijać. Do szczytu w 2025 roku akcje wzrosły o około 200%. Tym razem paliwem nie był już tylko klasyczny e-commerce, ale nowa narracja: poprawa sentymentu do chińskich technologii, rozwój Alibaba Cloud i coraz mocniejsze wejście w sztuczną inteligencję. Wzrost przychodów chmurowych i zapowiedzi dużych inwestycji w AI sprawiły, że rynek zaczął ponownie widzieć w Alibabie coś więcej niż dojrzałą platformę handlową.
Problem w tym, że po takim odbiciu oczekiwania znów zrobiły się bardzo wysokie. Od szczytu z 2025 roku kurs spadł o około 40%, bo inwestorzy zaczęli oddzielać samą narrację AI od twardych wyników finansowych. Alibaba nadal ma ogromny biznes, mocną pozycję w chińskim e-commerce, rozwijającą się chmurę i własne modele sztucznej inteligencji, ale rynek zaczął pytać o konkrety. Ile będą kosztować centra danych, serwery, chipy i rozwój modeli oraz kiedy te inwestycje zaczną wyraźnie poprawiać zyski i generować wzrost, który obecnie praktycznie wyhamował.
Jedną z głównych przyczyn ostatniej presji jest koszt transformacji. Alibaba musi jednocześnie utrzymywać pozycję w dojrzałym, coraz bardziej konkurencyjnym e-commerce i finansować nowy etap rozwoju oparty na chmurze oraz AI. Stary biznes wymaga coraz większych nakładów, żeby bronić skali, a nowy potrzebuje inwestycji w infrastrukturę, sprzęt i technologię. Strategicznie może to mieć sens, ale krótkoterminowo uderza w marże i przepływy pieniężne. Tego inwestorzy co do zasady nie lubią.
Trzy główne filary biznesu Alibaby
Alibabę najlepiej rozumieć przez trzy główne filary: chiński handel internetowy, zagraniczny e-commerce oraz chmurę. Reszta segmentów jest ważna dla ekosystemu, ale to właśnie te trzy obszary najmocniej decydują o tym, jak rynek patrzy na spółkę.
Najważniejszymi podmiotami pozostają Taobao and Tmall Group, czyli chiński rdzeń biznesu Alibaby. Taobao to masowy marketplace, na którym sprzedają miliony mniejszych firm i indywidualnych sprzedawców, a Tmall jest bardziej uporządkowaną platformą dla dużych marek. Do tego dochodzi 1688, czyli handel hurtowy. To właśnie ten segment przez lata był głównym silnikiem zysków całej grupy, ale jego model warto dobrze zrozumieć. Alibaba nie zarabia przede wszystkim na kupujących, tylko na sprzedawcach.
W praktyce chodzi o opłaty za reklamy, lepszą widoczność ofert, narzędzia marketingowe, prowizje oraz oprogramowanie dla merchantów. Sprzedawca płaci Alibabie za dostęp do ogromnego ruchu użytkowników i za możliwość skuteczniejszego sprzedawania na platformie. To trochę jak cyfrowe centrum handlowe: klienci chodzą po galerii za darmo, ale sklepy płacą za lokal, ekspozycję i najlepsze miejsce na pasażu. W wersji Alibaby o tym miejscu decydują dane, reklama i algorytmy rekomendacji.
Drugim filarem jest Alibaba International Digital Commerce Group, czyli biznes poza Chinami. Tu mieszczą się m.in. AliExpress, Lazada, Trendyol i Alibaba.com. Ten segment pokazuje, że Alibaba nie chce być uzależniona wyłącznie od chińskiego konsumenta. AliExpress jest rozpoznawalny globalnie, Lazada daje ekspozycję na Azję Południowo-Wschodnią, Trendyol na Turcję i okolice, a Alibaba.com to platforma B2B, łącząca producentów i hurtowych odbiorców.
Trzeci filar to Alibaba Cloud. To segment odpowiedzialny za usługi chmurowe: moc obliczeniową, serwery, bazy danych, przechowywanie danych, cyberbezpieczeństwo i narzędzia dla firm. W praktyce Alibaba sprzedaje tutaj cyfrową infrastrukturę, dzięki której przedsiębiorstwa mogą uruchamiać aplikacje, analizować dane i skalować swoje systemy bez budowania własnych centrów danych. To chiński odpowiednik AWS, Azure czy Google Cloud.
Pozostałe segmenty uzupełniają cały ekosystem Alibaby. Obejmują logistykę i dostawy, usługi lokalne takie jak dostawa jedzenia, platformy wideo i treści online, komunikację biznesową, wyszukiwarkę, sieć supermarketów oraz usługi zdrowotne. To nie są główne filary narracji inwestycyjnej, ale pomagają Alibabie utrzymać użytkownika, sprzedawcę i firmę w jednym cyfrowym ekosystemie, ponieważ spajają w jednym miejscu wiele usług i korzyści. Trochę jak Allegro Smart w Polsce, tylko na wyższym poziomie. Jak to wygląda na wykresie?
Alibaba swoje przychody nadal opiera głównie na chińskim e-commerce. Analitycy prognozują, że w 2026 roku chiński e-commerce ma odpowiadać za około połowę przychodów grupy, podczas gdy zagraniczny e-commerce i Cloud mają generować po mniej więcej 13–14%. Reszta przychodów ma pochodzić z pozostałych biznesów.
Najważniejsza zmiana ma nastąpić w kolejnych latach. Udział chińskiego e-commerce ma stopniowo maleć, a najszybciej rosnąć powinien segment chmurowy. Do 2030 roku jego udział może wzrosnąć do ponad 20% przychodów grupy. To dobrze pokazuje, że Alibaba nie porzuca handlu internetowego, ale coraz mocniej próbuje budować drugi filar biznesu wokół chmury, modeli AI i infrastruktury obliczeniowej. Jest to model sprawdzony przez Amazon w USA, który zaczynał jako sklep internetowy, a dziś znaczącą część zysków generuje chmura.
Dlaczego Alibaba szuka wzrostu poza e-commerce
Po co Alibaba chce się rozwijać poza e-commerce, w którym dominuje? Ponieważ po pandemii złoty okres wzrostu e-commerce zaczął się kończyć. Przychody nadal rosły, ale tempo wzrostu wyraźnie osłabło, biznes stał się większy, ale coraz trudniej było utrzymać dawną dynamikę, a wojna cenowa sprowadziła marże na glebę.
Wcześniej Alibaba potrafiła generować bardzo wysoką rentowność, sięgającą nawet około 30%. W bieżącym roku spadła ona do zaledwie kilku procent. To dobrze pokazuje, że skala biznesu została, ale jego jakość wyraźnie się pogorszyła. Dużą rolę odegrała tutaj konkurencja. Platformy zaczęły walczyć o użytkownika ceną, promocjami, szybką dostawą i coraz większymi dopłatami. W takim otoczeniu Alibaba nadal może rosnąć, ale ten wzrost kosztuje znacznie więcej niż kiedyś. Pozyskanie i utrzymanie klienta jest znacznie cięższe.
Właśnie dlatego Alibaba szuka wzrostu gdzie indziej. To ucieczka do przodu. Zamiast walczyć za wszelką cenę o trudny rynek, spółka szuka bardziej atrakcyjnego rynku, bo jako gigant z zasobami ma takie możliwości.
Firma miała biznes chmurowy od lat. Początkowo była to głównie klasyczna chmura. Taki segment miał obsługiwać zarówno potrzeby samej Alibaby, jak i zewnętrznych klientów, którzy nie chcieli budować własnych serwerowni.
Teraz ten biznes zaczyna zmieniać charakter. Tak jak AWS stał się dla Amazona czymś więcej niż technicznym zapleczem e-commerce, tak Alibaba chce, żeby Alibaba Cloud stała się jednym z głównych filarów grupy. Różnica polega na tym, że dzisiaj najważniejszym motorem wzrostu nie jest już sama klasyczna chmura, tylko chmura AI: narzędzia do trenowania i uruchamiania sztucznej inteligencji oraz gotowe rozwiązania dla firm.
W centrum tej strategii znajduje się Qwen, czyli rodzina modeli sztucznej inteligencji rozwijana przez Alibabę. To nie jest pojedynczy chatbot, ale zestaw modeli językowych i multimodalnych, które mogą być wykorzystywane do generowania tekstu, kodu, analizy danych, obsługi klienta czy budowy agentów AI. Alibaba chce, żeby Qwen był technologiczną warstwą dla firm korzystających z jej chmury.
Spółka próbuje też schodzić głębiej w ramach łańcucha technologicznego. Alibaba rozwija własne układy scalone do sztucznej inteligencji, projektowane pod obciążenia chmurowe i AI. W świecie ograniczeń eksportowych i rywalizacji z USA sama chmura nie wystarczy. Trzeba mieć dostęp do mocy obliczeniowej, sprzętu i narzędzi. Dlatego nie sprzedają już tylko infrastruktury pod aplikacje, ale próbują budować cały własny stack potrzebny firmom do tworzenia produktów AI. Od chipów, czyli domeny Nvidii, przez własne modele, czyli domenę OpenAI, po całą chmurę, czyli domenę AWS.
Alibaba jako Nvidia, OpenAI i Amazon pod jednym dachem
Zatrzymajmy się, bo skala tej ambicji robi wrażenie. We wstępie powiedziałem, że Alibaba próbuje być naraz Nvidią, OpenAI i Amazonem, i to nie jest przenośnia. Własne chipy AI to rola Nvidii. Własne modele Qwen to rola OpenAI. Własna chmura, która to wszystko sprzedaje, to rola Amazona. Na Zachodzie te trzy zadania pełnią trzy osobne, warte biliony dolarów firmy, każda skupiona na swoim. W Chinach, odciętej sankcjami od amerykańskiej technologii, jedna spółka próbuje zbudować to wszystko sama, pod jednym dachem. To jest jednocześnie szaleńczo trudne i strategicznie genialne, bo jeśli się uda, Alibaba uniezależnia się od całego zachodniego łańcucha dostaw. A w świecie wojny technologicznej z USA to jest warte więcej niż jakakolwiek marża.
Taką aktywność widać już w wynikach. Segment Cloud Intelligence rośnie dużo szybciej niż tradycyjny e-commerce, a zewnętrzne przychody chmury wzrosły rok do roku o około 40%. Szczególnie ważne jest to, że przychody z AI rosną w tempie trzycyfrowym już jedenasty kwartał z rzędu i odpowiadają za około 30% zewnętrznych przychodów chmurowych. To pokazuje, że sztuczna inteligencja nie jest już tylko marketingową narracją, ale coraz bardziej realną częścią biznesu Alibaby. Zdobywanie rynku nie jest jednak takie proste.
Ta grafika dobrze pokazuje skalę wyzwania. Rynek infrastruktury chmurowej rośnie bardzo szybko, w I kwartale 2026 roku jego przychody wyniosły około 129 mld dolarów i były o 35% wyższe rok do roku. Problem w tym, że największą część tego rynku kontrolują amerykańscy giganci: AWS ma 28% udziału, Microsoft Azure 21%, a Google Cloud 14%.
Alibaba Cloud z udziałem około 4% jest już widocznym graczem, ale globalnie nadal znajduje się daleko za pierwszą trójką. To ważne w kontekście całej narracji o AI. Alibaba może pokazywać szybki wzrost przychodów z chmury i coraz większy udział usług AI, ale konkuruje z firmami, które mają większe budżety, głębsze relacje z klientami korporacyjnymi i znacznie szersze ekosystemy usług.
Dla Alibaby oznacza to walkę na dwóch poziomach. W Chinach chce być jednym z filarów krajowej infrastruktury AI. Globalnie pozostaje pretendentem, który musi mierzyć się z większymi od siebie. Do tego dochodzą inni chińscy gracze, tacy jak Huawei Cloud i Tencent, więc nawet lokalnie rynek nie jest prosty. Duże znaczenie w rozwoju tej branży w Państwie Środka będą miały inwestycje publiczne.
Chińskie inwestycje w sztuczną inteligencję jako projekt geopolityczny
Chińskie inwestycje w sztuczną inteligencję trzeba rozumieć nie tylko jako kolejny technologiczny program rozwojowy, ale jako projekt geopolityczny. Pekin nie chce po prostu mieć kilku popularnych chatbotów. Chce zbudować własny, krajowy system AI: z centrami danych, lokalnymi chipami, własnymi modelami, państwowymi operatorami i dostępem do mocy obliczeniowej dla firm oraz instytucji publicznych. To próba stworzenia technologicznego kręgosłupa gospodarki na kolejne dekady. Chiny widzą, że AI jest zbyt krytyczne i że nie mogą polegać na technologii z Zachodu, dlatego starają się uniezależniać, jak tylko się da.
Według Bloomberga Chiny przygotowują plan wydania około 2 bln juanów, czyli 295 mld dolarów, w ciągu pięciu lat na budowę sieci centrów danych w całym kraju. Kluczowe jest tu słowo „sieć”. Chodzi nie tylko o stawianie pojedynczych serwerowni, ale o połączenie rozproszonych zasobów obliczeniowych w jeden bardziej spójny system. Taka infrastruktura ma dać firmom szerszy dostęp do mocy potrzebnej do trenowania i uruchamiania modeli AI, a państwu większą kontrolę nad tym, gdzie powstaje i jak jest wykorzystywana strategiczna technologia.
Plan ma być realizowany przy silnym udziale państwa, jak wszystko, co kluczowe w Chinach. Dużą rolę mają odegrać China Mobile i China Telecom, czyli państwowi operatorzy telekomunikacyjni, którzy mają zarządzać znaczną częścią centrów danych i dbać o ich połączenie. Finansowanie ma pochodzić głównie z długu państwowego, specjalnych obligacji, funduszy strategicznych, kredytów bankowych i kapitału prywatnego. To pokazuje, że Pekin traktuje AI podobnie jak wcześniej kolej, energetykę, telekomunikację czy półprzewodniki: jako obszar, którego nie można zostawić wyłącznie logice wolnego rynku.
Najważniejszy jest jednak kierunek technologiczny. Chiny chcą, aby większość technologii używanej w tych projektach pochodziła od lokalnych dostawców. Według doniesień celem jest co najmniej 80% krajowego udziału w takich elementach jak np. chipy. To bezpośrednia odpowiedź na amerykańskie ograniczenia eksportowe i próbę ograniczenia zależności od Nvidii oraz AMD. Innymi słowy, Chiny nie chcą tylko dogonić USA w AI. Chcą to zrobić na własnym sprzęcie.
W tym kontekście firmy takie jak Huawei, Alibaba, Tencent, Baidu czy producenci krajowych chipów przestają być zwykłymi spółkami technologicznymi. Stają się elementami większej układanki, w której chodzi nie tylko o zysk, ale też o realizację celów rządu. To akurat zawsze jest miecz obosieczny, ale ciężko spodziewać się, żeby w takim układzie Partii nie zależało na dobrobycie Alibaby.
Oczywiście chińska państwowa ofensywa AI jest ważnym tłem, ale nie oznacza też automatycznie, że cały państwowy program trafi właśnie do niej. Alibaba jest firmą giełdową, a nie państwowym operatorem infrastruktury, więc pieniądze z rządowych projektów mogą w pierwszej kolejności płynąć do podmiotów bardziej kontrolowanych przez państwo. Spółka może jednak skorzystać na tym pośrednio przez większą dostępność mocy obliczeniowej i szybszy rozwój ekosystemu AI, a im większy popyt może pojawić się na usługi chmurowe i narzędzia technologiczne dla firm.
To właśnie odróżnia Chiny od USA. W Stanach wyścig AI napędzają głównie prywatni giganci technologiczni, którzy inwestują we własne modele, centra danych i ekosystemy usług. W Chinach kierunek dużo mocniej wyznacza państwo.
Dlatego chińskie inwestycje w AI są jednocześnie imponujące i niejednoznaczne. Z jednej strony pokazują determinację. Z drugiej strony tak wielkie programy państwowe zawsze niosą ryzyko przeinwestowania, marnowania kapitału i budowania infrastruktury szybciej, niż pojawia się realny popyt. To zresztą domena Chin. Jednak skoro nawet sam sektor prywatny na całym świecie wydaje na AI znacznie więcej niż chiński rząd, to znaczy, że przewidywany popyt jest tak gigantyczny, że w tej akurat branży nawet Pekinowi będzie trudno doprowadzić do klasycznej nadpodaży. To nie jest budowa pustych lotnisk i mostów donikąd, jak w poprzednich chińskich programach, tylko budowa czegoś, na co popyt dopiero przyspiesza.
Alibaba między tanim e-commerce a liderem AI
Alibaba to wciąż firma od tanich gadżetów z dwutygodniową dostawą, czy jeden z filarów chińskiej sztucznej inteligencji? Jest dokładnie w połowie drogi między jednym a drugim. I właśnie dlatego rynek tak nią miota, raz w górę o 200%, raz w dół o 40%. Bo to już nie jest spokojna maszyna do robienia pieniędzy na handlu, ale jeszcze nie udowodniony lider AI Azji. Spółka jest w samym środku najtrudniejszego skoku w swojej historii. Uwielbiam takie historie do portfela, bo to wprost oznacza, że stosunek zysku do ryzyka jest tutaj wybitnie korzystny.
Jeśli ten skok się uda, jeśli chmura i AI urosną tak, jak urósł kiedyś AWS u Amazona, dzisiejsza wycena może się okazać okazją. Jeśli się nie uda, zostanie tani e-commerce z drogimi ambicjami i rządem zaglądającym przez ramię. Dla inwestora kluczowe jest jedno: to już nie jest zakład na chiński handel internetowy. To zakład na to, czy Chiny zbudują własną, niezależną potęgę AI, i czy Alibaba będzie jej realną częścią, czy tylko jednym z wielu żołnierzy, których wyślą do boju. Dużo ciekawsza gra niż sprzedaż bibelotów, ale i dużo trudniejsza do rozstrzygnięcia.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









