Wstęp
Budzisz się rano, odpalasz aplikację maklerską i widzisz, że Twój portfel inwestycyjny jest kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt procent niżej niż jeszcze parę tygodni temu. W głowie od razu pojawia się myśl: „Trzeba było sprzedać wcześniej”, a chwilę później kolejna: „A co jeśli to dopiero początek? Co, jeśli to dopiero teraz ZACZYNA SIĘ?!”
Tak, spadki na giełdzie bolą. Zawsze i niezależnie od tego, czy inwestujesz od roku, czy od dekady. Kiedy rynek rośnie, łatwo mówić o długim terminie, strategii inwestycyjnej i cierpliwości. Kiedy jest czerwono, teoria bardzo szybko zderza się z praktyką. Nagle zaczynasz wątpić nie tylko w rynek akcji, ale przede wszystkim w siebie.
Problem polega na tym, że większość inwestorów nie traci pieniędzy dlatego, że rynek spada. Traci je dlatego, że nie potrafi wytrzymać momentu, w którym rynek spada. To dwie zupełnie różne rzeczy.
W tym materiale pokażę Ci, jak podejść do spadków w portfelu inwestycyjnym w sposób uporządkowany. Najpierw zrozumiemy, co dzieje się w Twojej głowie, gdy pojawia się giełdowa zmienność. Potem spojrzymy na twarde fakty i historię rynków finansowych. Na końcu przejdziemy do konkretów, czyli co robić, a czego absolutnie nie robić, kiedy na ekranie świeci się czerwono.
Twój portfel spada? Najważniejsza rzecz, którą musisz zrozumieć!
Psychologia inwestowania: dlaczego porównywanie portfela do indeksów boli najbardziej
Giełda nie zawsze rozpieszcza. Istotnym problemem z psychologicznego punktu widzenia jest życie w ciągłym czasie porównań do S&P 500, do WIG, do Nasdaqa. Najczęściej porównujesz swoje wyniki do tego indeksu, który akurat w danym wybranym okresie poradził sobie lepiej i powtarzasz, że „trzeba było kupić KOSPI…”. Nie, nie trzeba było. Zawsze znajdziesz jakieś aktywo na świecie, które w danym okresie zachowało się lepiej niż Twoje inwestycje.
To pierwszy istotny błąd w Twojej psychice. Patrzysz, że jeśli S&P 500 od początku roku stoi niemal na zero, a Twój portfel zalicza minus 20% albo minus 30%, to psychika obrywa podwójnie.
Nie dość, że czujesz się źle, to w dodatku pasywny „sąsiad” ma się w miarę dobrze. Bleh, najgorzej. Intuicja więc od razu podpowiada Ci, że to Ty jesteś debilem z waszej dwójki.
Czy słusznie? Nie. I tu dochodzimy do jednego z ciekawszych badań dotyczących psychologii inwestowania. Wesley Gray, profesor finansów i zarządzający funduszami, przeprowadził analizę zatytułowaną prowokacyjnie „Even God Would Be Fired as an Active Investor”, czyli „Nawet Bóg zostałby zwolniony jako aktywny inwestor”.
Gray sprawdził, jak wyglądałaby kariera inwestora, który ma idealną strategię inwestycyjną. Taką, która konsekwentnie pokonuje rynek w długim terminie. Strategię tak dobrą, że wymagałaby wręcz boskiej wiedzy o przyszłości. Wnioski? Dla wielu powinny być szokujące. Inwestowanie to w większości pasmo krótkoterminowych katastrof, które dopiero w długim terminie mają szansę przerodzić się w wielki sukces.
Nawet idealna strategia inwestycyjna przegrywa czasami z rynkiem
Grey założył, że inwestor zna przyszłość i inwestuje tylko w te 10% spółek z USA, które za 5 lat osiągną najwyższe stopy zwrotu. Potem za 5 lat sprzedaje je i ponownie inwestuje tylko w 10% spółek, które za kolejne 5 lat osiągną najwyższe stopy zwrotu, itd. Mało tego! Jednocześnie ten sam inwestor gra na spadki tych 10% spółek, które za 5 lat osiągną najgorsze stopy zwrotu. Cała ta procedura trwa od 1927 do 2016 roku.
Efekty? Oczywiście absurdalnie dobre. Średnioroczna stopa zwrotu takiego funduszu to… 46.23% przez niemal 90 lat. Kapitał podwaja się w mniej niż 2 lata. Każdy nawet z minimalnym kapitałem zostanie multumiliarderem. Haczyk? Nawet taki perfekcyjny portfel inwestycyjny miał wiele okazji, żeby odnotować obsunięcie kapitału o ponad 20%.
Drugi haczyk? Nawet taki portfel miałby wiele okazji, gdzie w horyzoncie 12-miesięcznym okazywałby się gorszy od indeksu S&P 500. Wykres poniżej pokazuje, jak radził sobie krocząco, w ujęciu jednorocznym, boski portfel (grający również na spadki) relatywnie do indeksu S&P 500.
Innymi słowy – niezależnie od tego jak niesamowicie dobry jesteś, i tak trafisz na okresy, gdzie Twój wynik inwestycyjny jest gorszy od indeksów giełdowych. Dlatego Twoje wieczne porównywanie się z nimi… po prostu nie ma sensu.
Zmienność na giełdzie to norma, a nie błąd systemu
Spadki na rynku nigdy nie są błędem systemu, tylko jego cechą. Największym wrogiem inwestora jest zmienianie strategii inwestycyjnej w trakcie gry.
Przeciętny inwestor ma fatalne wyniki dlatego, że żongluje strategiami i goni momentum. To dopiero prawdziwie kuriozalne, bo realnie nie wykorzystuje swojej największej przewagi nad wielkimi funduszami.
Inwestorzy instytucjonalni są w pewnym stopniu skazani na walkę o wynik i to nawet nie o najlepszy wynik, a o to, żeby utrzymać się w górnym kwartylu. Słabe wyniki funduszu przez rok – pomimo świetnej strategii długoterminowej – mogą okazać się gwoździem do trumny zarządzającego.
Inwestor indywidualny nie ma takich problemów, a mimo to ciągle goni krótkoterminowe momentum. Totalnie bezsensowne zachowanie.
Spadki na rynku zdarzają się regularnie i są absolutnie normalnym elementem inwestowania na giełdzie. Szansa na to, że w danym roku dostaniesz korektę na indeksie rzędu co najmniej 5% wynosi… 95%. W zasadzie możesz być jej pewien.
Jednocześnie szansa na to, że ta korekta sięgnie co najmniej 10% wynosi… 63%. Również częściej ją dostaniesz w każdym roku niż nie.
Jeśli naturalnie inwestujesz w swoim portfelu w spółki z podwyższoną zmiennością, to częstotliwość takich obsunięć będziesz widzieć jeszcze częściej i będą one jeszcze silniejsze.
Zmienność jest kosztem ponadprzeciętnych wyników. Jeśli nie jesteś w stanie jej znieść – pozostaje Ci inwestowanie w indeksy giełdowe.
Większość ludzi utożsamia zmienność z ryzykiem. To nieprawda.
Zmienność oznacza, że cena akcji potrafi mocno się wahać. Ryzyko oznacza szansę na trwałą utratę kapitału. To nie jest to samo.
Kiedy kurs Twojej spółki spada o 20%, psychika automatycznie interpretuje to jako sygnał katastrofy. Tymczasem z punktu widzenia rynku bardzo często jest to po prostu… normalna zmienność.
Spójrzmy na kilka przykładów z historii rynku akcji. Amazon w swojej historii wielokrotnie notował obsunięcia przekraczające 50%. Apple potrafił spadać o ponad 40%. Mimo to w odpowiednim terminie akcje rosły. To jest właśnie cena za uczestnictwo w rynku akcji.
Dlaczego wysokie zyski na giełdzie zawsze oznaczają wysoką zmienność
A im wyższy potencjał zysku, tym zawsze większa zmienność po drodze. Spółki wzrostowe potrafią rosnąć spektakularnie, ale równie spektakularnie potrafią też spadać.
Małe spółki w długim terminie często biją wielkie, ale po drodze ich kursy zachowują się jak rollercoaster. Strategie inwestycyjne, które historycznie generowały ponadprzeciętne wyniki, bardzo często przez długie okresy wyglądają po prostu fatalnie.
Większość inwestorów nie przegrywa z rynkiem dlatego, że wybiera złe aktywa. Przegrywa dlatego, że wybiera aktywa o zmienności, której później nie potrafi wytrzymać.
Dlatego zanim zbudujesz portfel inwestycyjny, powinieneś odpowiedzieć sobie na jedno bardzo proste pytanie. Nie: ile chciałbyś zarabiać. Tylko jakie obsunięcia kapitału jesteś w stanie realnie zaakceptować.
Jeśli spadek portfela o 20% powoduje u Ciebie bezsenność, to po prostu masz zły portfel dla siebie. Jeśli spadek o 30–40% sprawia, że chcesz sprzedać wszystko i nigdy więcej nie wracać na giełdę, to Twoja strategia inwestycyjna nie jest dopasowana do Twojej psychiki. Rozwiązaniem nie jest ucieczka z rynku tylko dopasowanie jej na nowo pod siebie.
Wychodzenie z rynku się po prostu – nie opłaca.
Statystyka numer 1. Rynek akcji częściej i silniej rośnie niż spada. Średnio hossa trwa ponad 1800 dni, w trakcie których rynek rośnie o około 180%. Średnio bessa trwa tylko niewiele ponad 400 dni, w trakcie których rynek spada lekko ponad 35%.
Długoterminowe obstawianie spadków jest więc z góry skazane na porażkę. Żeby zarobić na spadku potrzebujesz mieć niemalże perfekcyjny timing. W końcu, jeśli zainteresujesz się już spadającym rynkiem, który jest 15% od szczytów, to nie zostało Ci za wiele do zgarnięcia.
Z drugiej strony, jeśli obstawiasz wzrosty, to jesteś odgórnie skazany na wygraną. Czasem będzie ona mniejsza, czasem będzie później, ale na pewno będzie. Zwyczajnie nie widzę sensu w długoterminowym stawianiu na coś, gdzie wiem, że na pewno przegram. Ty też nie powinieneś.
Bessy i korekty to nieodłączny element, który czeka inwestora. Tak, będą się wydarzać. Nie, nigdy tak naprawdę ich nie przewidzisz i nie, nie opłaca się nawet na nie czekać, bo zwyczajnie wydarzają się zbyt rzadko.
Każdy, kto myśli, że najlepszą strategią inwestycyjną jest „poczekam aż się zrypie i wtedy wjeżdżam kapitałem, a jak ostro wzrośnie to sprzedam, bo przecież „od zbierania zysków jeszcze nikt nie zbiedniał”, albo „drzewa nie rosną do nieba”, albo „jak urosło to spadnie” itd.” powinien zapoznać się z jednym superciekawym badaniem.
Czy warto czekać na spadki na giełdzie? Wyniki badania dla S&P 500
Zbadano dla indeksu S&P500 na bazie danych za lat 1926 – 2024, jaki osiągalibyście wynik inwestycyjny (zannualizowany), gdyby realizować różne strategie inwestycyjne rozumiane jako: „kupuję, gdy rynek spadnie o X% od szczytu i następnie sprzedaję, gdy zarobię Y%”.
Poniżej zobaczysz tabelę, która pokazuje oś pionową, to wartość X% oraz oś poziomą Y%.
Jak ją czytać? Na przykład: gdybym kupował za każdym razem aż indeks spadnie 20% od szczytu i potem sprzedawał, gdy zarobię 100% na tym zakupie, to moja zannualizowana stopa zwrotu na takiej strategii wynosiłaby średniorocznie przez te wszystkie lata 5.2%, itd.
Żaden z pokazanych scenariuszy nie przebija strategii buy & hold na głównym indeksie przez te wszystkie lata, a najbliższe niemu są strategie, gdzie co najwyżej poczekasz na obsunięcie od szczytu rzędu 5% i wtedy zaczniesz kupować.
Tu nawet nie chodzi więc o to, czy w końcu traficie na tą bessę czy nie. Chodzi o to, że kisząc gotówkę i czekając na nią… i tak stracicie.
Dlaczego spadki na giełdzie bolą tak bardzo – psychologia strat
Jeśli dziś patrzysz na swój portfel i czujesz niepokój, ścisk w żołądku albo zwykłą frustrację, to nie znaczy, że nie nadajesz się do inwestowania. Przewaga awersji do strat nad radością z zysków to powszechny mechanizm.
Badania pokazują, że psychologiczny ciężar straty może być nawet dwa razy silniejszy niż satysfakcja z identycznego zysku.
Z punktu widzenia ewolucji unikanie strat było ważniejsze niż zdobywanie dodatkowych korzyści. Jeśli nasi przodkowie stracili jedzenie albo zostali zranieni, to mogli nie przetrwać. Zysk był miłym dodatkiem, ale strata mogła oznaczać koniec gry. Ten mechanizm wciąż w nas siedzi.
Twój mózg nie odróżnia jednak realnego zagrożenia od cyfry na ekranie. Widzi minus i włącza alarm. To dlatego w czasie bessy czujesz presję, żeby „coś zrobić”. Nawet jeśli racjonalnie wiesz, że plan był długoterminowy.
Drugi kluczowy mechanizm to błąd konfirmacji. Kiedy rynek spada, zaczynasz podświadomie szukać informacji, które potwierdzą Twoje obawy. Nagle algorytmy w mediach społecznościowych pokazują Ci analizy o nadchodzącym kryzysie, recesji, pękającej bańce.
Czytasz nagłówki, które utwierdzają Cię w przekonaniu, że „to dopiero początek”. Ignorujesz natomiast dane, które mogłyby tonować nastroje i Cię uspokajać.
Twój mózg zaczyna działać jak filtr. Jeśli boisz się, że rynek runie o kolejne 30%, będziesz zwracać uwagę głównie na prognozy mówiące o katastrofie i dalszych spadkach.
Dlaczego portfel akcji spada mocniej niż indeks
Teraz ktoś powie „PIOTREK, ALE INDEKS STOI A MÓJ PORTFEL SIĘ WALI”. Tak, bo jeśli inwestujesz aktywnie w indywidualne spółki, to Twój portfel to zwykle kilka lub kilkanaście pozycji.
Jeśli masz portfel złożony z 10 spółek, to statystycznie każda z nich odpowiada za około 10% wyniku. Twój portfel z definicji będzie bardziej zmienny niż indeks. Zarówno w górę, jak i w dół.
W przypadku najlepszych spółek świata inwestorzy musieli godzić się z ponadprzeciętnymi obsunięciami. Amazon w 2000 roku? Minus 90%. Meta w 2022 roku? Minus 75%. Nvidia w 2002 roku? Minus 80%.
Jasne, nie masz żadnej pewności, że wybrane przez Ciebie akcje okażą się takimi perłami, ale nie masz też żadnej pewności, że się nimi nie okażą.
Fakty są takie, że to naprawdę trudne znaleźć spółkę, która będzie biła indeks w długim terminie. Stopy zwrotu dla zespołu indywidualnych spółek pokazują tutaj akurat na przykładzie Russell 3000, że zaledwie 6% wszystkich podmiotów dramatycznie pobiło indeks. Około 36% w ogóle to zrobiło.
Wybierając więc indywidualną spółkę na lata miałeś 64% szans, że nie pobijesz indeksu, ale przecież nie wybierasz jednej do portfela (oby). Jeśli więc widzisz w spółce potencjał i nie wytrzymasz zmienności, to być może właśnie wyrzucasz ze swojego portfela te 6.1% szans na dramatyczne pobicie indeksu.
Skoro tak trudno znaleźć spółkę bijącą indeks, to dlaczego tak łatwo przychodzi niektórym ich usuwanie z portfela?
Co robić, gdy akcje spadają – prosty proces analityczny
Dlatego zamiast reagować impulsywnie, warto przejść przez bardzo prosty proces analityczny.
1. Czy zmieniło się coś w fundamentach spółki?
Rynek często reaguje przesadnie. W krótkim terminie ceny potrafią spadać dużo szybciej niż pogarszają się fundamenty. Zdarza się też, że fundamenty w ogóle się nie zmieniają, a kurs i tak spada razem z całym sektorem albo całym rynkiem.
Zadaj sobie kilka prostych pytań:
• Czy spółka nadal rośnie tak, jak zakładałem?
• Czy jej przewaga konkurencyjna nadal istnieje?
• Czy rynek dla jej produktów lub usług nadal się rozwija?
• Czy wyniki finansowe potwierdzają wcześniejsze założenia?
Kluczowa różnica polega na tym, czy spada biznes, czy tylko wycena.
2. Czy moja teza inwestycyjna jest nadal aktualna?
Każda inwestycja powinna mieć jakąś historię. Jakiś powód, dla którego coś kupiłeś.
Może była to szybka ekspansja rynku. Może rosnące marże. Może przewaga technologiczna nad konkurencją. Może niedoszacowanie przez rynek. Cokolwiek.
Spadek ceny akcji sam w sobie nie oznacza, że ta historia przestała być prawdziwa.
Dlatego w czasie spadków warto wrócić do podstawowego pytania: czy powód, dla którego kupiłem tę spółkę, nadal istnieje? Jeśli tak, to spadek ceny nie jest powodem do paniki.
Paradoks rynku polega na tym, że najlepsze inwestycje bardzo często przez długi czas wyglądają fatalnie. Wielu inwestorów sprzedaje dobre spółki nie dlatego, że zmieniły się fundamenty, tylko dlatego, że sami nie wytrzymują.
3. Czy kupowałbym spółkę po obecnej cenie?
Twoje przywiązanie do własnej ceny zakupu to Twój ogromny problem.
Kupujesz spółkę po 100 zł. Kurs spada do 80 zł i nagle zaczynasz myśleć o inwestycji zupełnie inaczej. Problem polega na tym, że dla rynku Twoja cena zakupu nie ma absolutnie żadnego znaczenia.
Rynek nie wie, po ile kupiłeś akcje i go to nie obchodzi. Cena akcji jest wynikiem tego, ile w danym momencie ktoś jest gotów zapłacić za udział w danym biznesie. Nic więcej.
Twoje 100 zł nie jest żadnym punktem odniesienia. To tylko cyferka w Twojej głowie i to jest problem, bo najczęściej to ona wpływa na Twoje decyzje i stres.
Z punktu widzenia inwestowania Twoja cena zakupu powinna być całkowicie nieistotna.
Jedynym sensownym pytaniem, które powinieneś sobie zadać, jest dużo prostsze:
Czy OBECNA cena jest dobra?
Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to sam fakt, że jesteś na minusie, nie ma żadnego znaczenia.
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to sam fakt, że kiedyś kupiłeś ją drożej, również nie ma znaczenia.
Dlaczego większość inwestorów odpada po drodze
Dlatego paradoks inwestowania wygląda tak. Najlepsze spółki świata potrafią po drodze spaść o 50 i 60%, a najlepsze strategie inwestycyjne przez lata potrafią wyglądać fatalnie i właśnie dlatego większość ludzi nigdy nie dociera do końca tej historii.
Nie dlatego, że wybrali złe spółki, a dlatego, że wysiedli zbyt wcześnie. Rynek nie testuje Twojej wiedzy o finansach tylko cierpliwość i nie bez powodu Peter Lynch powiedział, że do dobrego inwestowania wcale nie potrzeba mądrej głowy tylko mocnego żołądka.
I im szybciej to zrozumiesz, tym większa szansa, że następnym razem, gdy zobaczysz czerwony portfel inwestycyjny, po prostu pójdziesz na spacer.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









