Psychologia inwestowania, jakie błędy popełniasz inwestując, dlaczego na nich tracisz i jak ich unikać?

opublikowano: 16 listopada 2020

Na najwyższym poziomie sportowych zmagań, walka o to, kto zostanie mistrzem, odbywa się głównie w głowach zawodników. Psychologia w inwestowaniu odgrywa równie ważną rolę, co w sporcie. Jeśli miałeś okazję czytać książkę „Czarodzieje rynku. Rozmowy z wybitnymi traderami”, którą napisał Jack D. Schwager, to doskonale zdajesz sobie sprawę, jak ważne jest trzymanie swoich emocji na wodzy i podchodzenie do inwestowania w sposób bardzo wyważony. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić, szczególnie gdy do giełdowej gry zaczynają wchodzić większe nominały. Powinieneś być świadomy przynajmniej podstawowych błędów, których Twoja głowa popełnia, a których powinna unikać, jeśli chcesz inwestować z sukcesami.

Czego dowiesz się z tego wpisu?

  1. Jakie są rodzaje rynkowych analiz?
  2. Jakie są anomalie rynków finansowych?
  3. Skłonności poznawcze, czyli czym są zmysły inwestora.
  4. Skłonności motywacyjne, czyli jakie emocje kierują inwestorem.
  5. Podsumowanie – tanio czy drogo, to tylko kwestia psychologiczna.

Jeśli jesteś doświadczonym inwestorem, to najbardziej zainteresują Cię punkty od 3 i 4. Jeśli jednak nie czujesz się inwestycyjnym guru, to zachęcam do przeczytania całości! W przypadku, gdy wolisz oglądać, zamiast czytać, to poniżej znajdziesz również specjalne dwa nagrania „Psychologia Inwestowania”.  Pierwsza część obejmuje punkty od 1 do 3, a część druga nagrania części 4 i 5. Miłego oglądania 🙂

Psychologia inwestowania, część 1

Psychologia inwestowania, część 2

Jakie są rodzaje rynkowych analiz

Zacznijmy od podstaw, które powoli wprowadzą nas do najważniejszych elementów, czyli skłonności poznawczych i motywacyjnych. Musisz wiedzieć, że na rynku funkcjonuje kilka rodzajów analiz. Pierwsza z nich to analiza fundamentalna, która opiera się na sprawdzaniu danego aktywa lub rynku pod kątem jakości biznesu. Sprawdzamy, jak dobrze prosperuje, jakie jest jego otoczenie biznesowe, czy dany sektor ma przed sobą perspektywy rozwoju, czy może nie? Analiza fundamentalną w przypadku pojedynczej notowanej na rynku spółki opiera się więc na:

  • Przeanalizowaniu spółki pod kątem jej sytuacji finansowej, tj. czy prowadzony biznes osiąga zyski i dodatnie przepływy pieniężne, czy spółka jest zadłużona, a jeśli tak to czy jest w stanie te zadłużenie obsługiwać, czy są jakieś wewnętrzne problemy w spółce?
  • Przeanalizowaniu branży, w której spółka działa, tj. czy są jakieś nowe regulacje, które potencjalnie mogą zagrozić sytuacji spółki i jej produktom, czy istnieje ryzyko, że na rynek wejdą nowe substytuty, które mogą wyprzeć produkty analizowanej spółki?
  • Przeanalizowaniu otoczenia gospodarczego, tj. jak wygląda sytuacja na rynku walutowym, czy światowa lub krajowa gospodarka stoją przed widmem recesji, jak kształtuje się rynek pracy, który może wpływać na popyt na produkty spółki?
  • Przeanalizowaniu perspektyw wzrostu spółki, tj. zagregowaniu tych wszystkich danych powyżej do określenia, czy spółka ma potencjał wzrostu w długim terminie, czy jednak przechodzi już do fazy spadkowej

Cztery filary analizy fundamentalnej

Cztery filary analizy fundamentalnej

Analizę fundamentalną szerzej poruszamy krok po kroku w naszym specjalnym Poradniku Analizy Fundamentalnej, z którego dowiesz się na przykład: O czym powinien pamiętać inwestor, analizując zysk netto? lub Jakie są podstawy przepływów pieniężnych?

Poza analizą fundamentalną funkcjonuje również tzw. analiza techniczna, która sprowadza się do oceny perspektyw spółki na bazie historycznego kształtowania się popytu i podaży na akcje tej spółki. Analityk patrzy więc na średnie kroczące cen akcji, wykres cen akcji, czy na wskaźniki pozwalające określić stadium trendu oraz wskazać momenty, kiedy obecny trend może stracić impet. Nie jest to oczywiście kompletne wróżenie z fusów, bo w końcu, jeśli wystarczająco wiele osób wierzy, że cena 40,21 zł za daną akcję stanowi jej „punkt oporu” i „raczej dalej nie wzrośnie”, to przy tym poziomie sprzedadzą oni swoje akcji i cena… faktycznie dalej nie wzrośnie. Warto jednak podchodzić do analizy technicznej z pewnym dystansem i traktować ją bardziej jako dodatek. Więcej na temat analizy technicznej opisujemy z kolei w specjalnym Poradniku Analizy Technicznej, który w przyszłości opublikujemy.

To, na czym skupimy się w dalszej części to analiza behawioralna. Najmłodsza ze wszystkich opisanych wyżej, bo finanse behawioralne liczą sobie niewiele ponad 30 lat, ale to za nią w 2002 roku Daniel Kahneman otrzymał Nagrodę Nobla. Okazuje się jednak, że nasze finansowe i inwestycyjne decyzje są mocno uzależnione od emocji, o czym nie zawsze do końca zdajemy sobie sprawę. Spójrzmy na pewien konkurs, który pokazał się w Financial Times w roku 1997 i w którym również możesz wziąć teraz udział.

Sprawa jest bardzo prosta, bo wystarczy podać liczbę całkowitą z przedziału od 1 do 100. Wygrywa ten, kto poda liczbę najbliższą 2/3 średniej arytmetycznej wszystkich zgłoszonych liczb. Innymi słowy, wszystkie nadesłane odpowiedzi należało zsumować i wyciągnąć z nich średnią, a następnie wygrywa ten, czyja odpowiedź jest najbliższa 2/3 tej średniej. Zdecydowanie nie trzeba być profesorem, a nawet magistrem ekonomii, żeby mieć szansę na zwycięstwo. Problem w tym, że gdyby wszyscy inwestorzy i odpowiadający zachowywali się racjonalnie to… no właśnie, zastanów się przez chwilę, jaka liczba powinna wygrać. Jaką Ty byś wysłał jako odpowiedź do Financial Times?

Ten „konkurs” był tak naprawdę badaniem, które miało sprawdzić, czy czytelnicy Financial Times to twardo stąpający po ziemi ludzie podchodzący do inwestycji z chłodną głową. Gdyby bowiem tak było, to wszyscy uczestnicy badania powinni udzielić racjonalnej odpowiedzi. Jaka byłaby racjonalna odpowiedź? Zastanówmy się.

Nawet gdyby wszyscy uczestnicy jako odpowiedź podali liczbę 100, to średnia wyniosłaby… 100, a 2/3 średniej wyniosłoby 66, a zatem gdyby każdy podał liczbę 100, to zwycięska powinna być 66. Idąc tym tokiem rozumowania sensowną odpowiedzią, jaką każdy, kto chce wygrać, to podanie liczby co najwyżej 66, bo większa nigdy nie będzie miała szansy być poprawna. Tylko że jeśli każdy zachowa się racjonalnie i poda odpowiedzi z zakresu 1 do 66, to maksymalną możliwą wartością średniej ze zgłoszonych odpowiedzi również będzie 66, a 2/3 tej średniej będzie się równać 44. Każdy powinien więc podać odpowiedź co najwyżej do wartości 44, ale przecież… i tak dalej aż w końcu dojdziemy do tego, że jedyną racjonalną odpowiedzią będzie 1. Konkurs wygrała jednak liczba 13, co jednoznacznie dowiodło, że większość inwestorów nie jest w stanie na chłodno skalkulować sobie w głowie, jaka powinna być jedyna sensowna i racjonalna odpowiedź LUB też większość inwestorów wybiera nieracjonalne zachowania, świadomie zakładając, że większość innych jest nieracjonalna, co w zasadzie sprowadza się do tego samego wniosku. Inwestorzy NIE SĄ racjonalni.

Największy problem jaki dotyka inwestorów jest regularne i konsekwentne sprzedawanie czegoś, co zaraz wzrośnie i kupowanie tego, co zaraz spadnie. Wynika to najczęściej z tego, że inwestorzy w swojej masie bazują na przekazach medialnych, a więc na informacjach przeszłych. Podejmują więc decyzje nie na podstawie jakiejkolwiek analizy, ale na podstawie emocji. Dobrze obrazuje to poniższa znana kreskówka zamieszczona w International Herald Tribune z 1989 roku.

Jakie są anomalie rynków finansowych

Bezpośrednią konsekwencją tego, że wielu inwestorów podejmuje swoje decyzje kierując się emocjami, przekłada się na istnienie pewnych rynkowych anomalii, które nie są możliwe do wyjaśnienia w inny sposób. Spójrzmy na kilka z nich.

Efekt stycznia

Styczeń jest statystycznie jednym z lepszych miesięcy do inwestowania. Oczywiście badania te dotyczą głównie rynku amerykańskiego, bo to takich statystyk potrzebny jest odpowiednio długi okres badawczy. Nie będzie nikogo dziwić, że w ciągu jednej dekady styczeń wypadałby lepiej, a w ciągu kolejnych słabiej. Ot zwykła moc małych prób badawczych, ale w skali 100 lat, gdzie takich obserwacji miesięcznych jest już całkiem sporo, stopy zwrotu z poszczególnych miesięcy powinny się uśredniać bez widocznych odstępstw od normy, tymczasem styczeń to ewidentnie byczy miesiąc. Żeby ceny rosły w górę, na rynku potrzeba więcej kupujących niż sprzedających. Akurat w tym przypadku wyjaśnień takiego stanu rzeczy można szukać zarówno w zachowaniach racjonalnych, jak i czysto emocjonalnych. Jedne z popularniejszych teorii to wpływ postanowień noworocznych o tym, żeby „zacząć oszczędzać i inwestować” oraz wyprzedawanie stratnych aktywów na koniec grudnia, aby zmniejszyć ewentualny podatek do zapłaty w ciągu roku, a następnie odkupienie tych aktywów z powrotem na początku stycznia. Tylko jeśli chodziłoby o optymalizację, to dlaczego nie sprzedać 20 grudnia i odkupić również 20 grudnia?

Stopy zwrotu w styczniu w porównaniu z kolejnymi 11 miesiącami roku dla indeksu S&P500 na przestrzeni lat 1926-2017, widoczny efekt stycznia

Stopy zwrotu w styczniu w porównaniu z kolejnymi 11 miesiącami roku dla indeksu S&P500 na przestrzeni lat 1926-2017, widoczny efekt stycznia
www.bernhardtwealth.com

Efekt piątku

Podobna anomalia kalendarzowa jest również obecna w skali tygodniowej. W ostatniej dekadzie to akurat piątki są najgorszym dniem do inwestowania. W latach 1950-1980 sytuacja była jednak zupełnie inna. Najgorsze okazywały się poniedziałki, a najlepsze… piątki! Dlaczego to akurat w piątek obecnie średnio tracimy? Rynki w soboty i niedziele są zamknięte. Niezależnie od tego, czy masz 100 złotych, czy 100 milionów złotych, to w weekend na rynkach akcji nie pohandlujesz. W ciągu tych dwóch dni na świecie może się jednak sporo zdarzyć, co wprost przełoży się na wartość twoich inwestycji w poniedziałek. Część inwestorów uważa więc, że lepiej zebrać część dzisiejszych zysków do kieszeni teraz i mieć spokojniejszy weekend. Czy ma to podłoże racjonalne? Nie do końca, bo tak samo, jak w weekend mogą zostać ogłoszone złe informacje, tak mogą zostać ogłoszone informacje dobre.

Stopy zwrotu z różnych dni tygodnia na przestrzeni dekad dla indeksu S&P500. Efekt piątku

Stopy zwrotu z różnych dni tygodnia na przestrzeni dekad dla indeksu S&P500. Efekt piątku

Efekt godziny

Anomalie znajdziemy również w obrębie tego samego dnia handlu i godzinowych stóp zwrotu. Badania Smirlock’a i Starks’a na indeksie Dow Jones Industrial Average pokazały, że w poniedziałki, w pierwszej godzinie po otwarciu sesji, stopy zwrotu były przeciętnie ujemne. W innych dniach poranne średnie stopy zwrotu okazywały się dodatnie.


Podobnych anomalii można znaleźć na rynkach jeszcze sporo, i wiele z nich nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Tu z pomocą przychodzą finanse behawioralne, które niektóre z tych i innych anomalii świetnie tłumaczą.

Czy inwestorzy są racjonalni?

Skłonności poznawcza, czyli zmysły inwestora

Nierespektowanie prawa regresji do średniej

Zacznijmy od czegoś, co profesjonalnie nazywa się nierespektowaniem prawa regresji do średniej. Być może kojarzysz takie czasopismo sportowe jak Sports Illustrated. Dość popularne w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy sportowcy, którzy trafiają na okładkę tego czasopisma, obawiają się tego wyróżnienia. Historia pokazała, że jeśli jesteś obecnie na tyle wybitnym sportowcem, że pokazano Cię na okładce Sports Illustrated, to zazwyczaj właśnie jesteś na szczycie swojej kariery i przed Tobą tylko droga w dół.

Klątwa Sports Illustrated to jednak nie czar rzucany na sportowców z okładki jakimś wiedźmińskim rytuałem, ale po prostu problem nierespektowania prawa regresji do średniej. Spójrz na wykres poniżej. Nie ważne, jakie aktywa przedstawia. Średnia stopa zwrotu w ciągu 22 lat wyniosła około 13%, ale na przestrzeni czasu wahała się zarówno w górę, jak i w dół. Tak jak forma każdego sportowca w końcu wraca do średniej i chociaż dalej będzie on osiągał sukcesy, to na pewno nie utrzyma się na absolutnym szczycie przez kilkanaście lat, tak stopy zwrotu z instrumentów finansowych w długim terminie zawsze wracają do średniej.

Nierespektowanie prawa regresji do średniej pośród początkujących inwestorów przejawia się przekonaniem, że jak coś rośnie to będzie rosło zawsze, a jak spada, to będzie wiecznie spadało. Negowanie tego nie doprowadzi Cię do osiągania regularnych dodatnich stóp zwrotu, bo wpadniesz w… pułapkę.

W długim terminie najważniejsza jest średnia

Pułapka gracza

Po drugiej stronie poglądów będą początkujący inwestorzy wpadający w pułapkę gracza. Zagraj przez chwilę w uproszczoną ruletkę, gdzie obstawić możesz jedynie czarne lub czerwone. Podchodzisz do stołu, gdzie toczy się gra i widzisz taką sytuację:

  • Pierwszy rzut: wypada czerwone
  • Drugi rzut: wypada czerwone
  • Trzeci rzut: wypada czerwone
  • Czwarty rzut: wypada czerwone

Rzucają piąty raz, co obstawiasz? Pomyślałeś, że „tym razem w końcu musi wypaść czarne!”? Jeśli tak to podobnie, jak większość osób wpadniesz w pułapkę gracza. Innymi słowy, z jakichś dziwnych, wyłącznie emocjonalnych powodów uznałeś, że jak trend trwa, to na pewno się zmieni. Zachowałeś się zupełnie odwrotnie niż w przypadku inwestorów nieakceptujących regresji do średniej, którzy sądzą, że jak rośnie, to rosnąć będzie i podobnie jak oni uległeś emocjom. Przecież poprzednie rzuty nie mają żadnego wpływu na wynik piątego rzutu, szansa na to, że przy piątym rzucie wypadnie czarne, jest taka sama jak w przypadku każdego innego rzutu. W przybliżeniu 50%.

Popatrz na wykres rynku poniżej i powiedz jak się zachowa? Czego byś się po nim spodziewał?

Może Cię zaskoczy, że nie jest to wykres żadnego aktywa, ale trzydziestu tysięcy rzutów monetą. Gdy wypadł orzeł, to dodawaliśmy do sumy +1, a gdy reszka to odejmowaliśmy -1. Przy trzydziestu tysiącach rzutów, orzeł wypadł 340 rzutów więcej. Wykres jest jednak przecież całkowicie losowy. Moneta nie wiedziała, co wypadło wcześniej, a jednak znalazłoby się sporo analityków, którzy hucznie krzyczeliby, że to przecież oczywiste, że mamy tutaj silny trend wzrostowy, więc trzeba kupić.

Psychologia inwestowania jest bezlitosna i mówi, że zawsze popełnisz jakiś błąd. Gdy jest hossa i kupujesz akcje, to ignorujesz prawo do średniej, ale jeśli jest hossa i akcje sprzedajesz, to przecież wpadasz w pułapkę gracza. Gdy jest czas bessy i akcje sprzedajesz, to również ignorujesz prawo regresji do średniej, ale jeśli akcje wtedy kupisz, to wpadasz w pułapkę gracza. Niestety nie ma na to remedium. Zawsze popełnisz błąd, ale warto wiedzieć jaki błąd obecnie popełniasz.

Zawsze popełnisz jakiś błąd

Zawsze popełnisz jakiś błąd

Iluzja kontroli i nadmierna pewność siebie

Nie było to zbyt optymistyczne, więc zróbmy jeszcze jedno zadanie. Powiedz mi, które zadanie wybrałbyś do zrobienia (możesz wybrać jedno) pod warunkiem, że nie możesz sprawdzić, jak wyglądały wcześniejsze notowania!

Zadanie 1: Wybieram dla Ciebie losowo spółkę z indeksu WIG. Twoim zadaniem jest zgadnąć, czy cena wybranej akcji na kolejnej sesji wzrośnie, czy spadnie.

Zadanie 2: Wybieram dla Ciebie losowo spółkę z indeksu WIG. Twoim zadaniem jest zgadnąć, czy cena wybranej akcji wzrosła, czy spadła w dniu 11.09.2015 roku.


Którego zadania podjąłbyś się chętniej? Zdecydowana większość osób wybiera o dziwo zadanie… pierwsze. Dlaczego? W drugim przykładzie odpowiadającym brakuje elementu sprawczości. Nic ciekawego się nie dzieje. Powiesz, czy wzrosło, ja sprawdzę i już. Koniec. Pomimo że zadania te są dokładnie takie same, i takie same są twoje szanse na poprawny strzał, to jednak większość wybiera zadanie 1. Wydaje im się, że jeszcze mają wpływ na to, co faktycznie się wydarzy, bo przecież jeszcze nie wiadomo.

To duży problem dla początkujących inwestorów, bo niestety nie szukają oni tego, co jasne i oczywiste, ale tego, co dopiero może się wydarzyć, bo wydaje im się, że mogą mieć na to jakiś wpływ. Otóż nie mogą. Zapamiętaj, że nie będziesz miał żadnego wpływu na to, co wydarzy się na rynku jutro, za miesiąc, czy za rok.

Zagrajmy w jeszcze jedną grę. Tym razem w kości. Prosta gra. Obstawiasz, co wypadnie, rzucasz kośćmi i już. Czasem trzeba wyrzucić małe liczby (np. suma oczek 2 lub 3), a czasem bardzo duże (np. suma oczek 11 lub 12). Jeśli masz kości w domu, to weź dwie i rzuć raz tak jakbyś chciał wyrzucić sumę 2 lub 3 i raz jakbyś chciał wyrzucić sumę 11 lub 12. Zrób to zanim przejdziesz dalej.

Badania pokazują jasno, że jeśli zadaniem rzucającego jest wyrzucić niewielką sumę oczek, to rzuca on bardzo, bardzo lekko. Jeśli jednak celem jest wyrzucenie np. liczby 11, to rzut jest o wiele mocniejszy. Czy naprawdę rzucając lekko, zwiększasz swoje szanse na wyrzucenie małej sumy oczek? No nie bardzo. Ma to służyć jedynie zwiększeniu przekonania rzucającego, że ma nad tym kontrolę. To jednak wyłącznie iluzja kontroli. Moment wypuszczenia kości z rąk jest analogiczny do sytuacji, kiedy zaczynasz inwestowanie. Dopóki trzymasz pieniądze na rachunku, to jakbyś trzymał kości w ręku. Niby masz kontrolę i wszystko wiesz. Gdy jednak uruchomisz tą gotówkę do inwestowania, iluzja kontroli znika bardzo szybko, a razem z nią pewność siebie.

Pułapka dostępności

Jak sądzisz, czego w 2019 roku było w Polsce więcej: zabójstw, czy samobójstw? Zakładając, że nie znasz nikogo po próbie samobójczej ani nikogo, kto zostałby zabity, bo to wprost wpłynęłoby na twój osąd, więcej osób stwierdza, że to zabójstwa są „popularniejsze”. Samobójstw było jednak 10 razy więcej. O zabójstwach słyszymy jednak o wiele częściej z przekazów medialnych, co wprost przekłada się na to, że zabójstwa bardziej „czujemy”. Co to ma wspólnego z inwestowaniem? Spróbuj przypomnieć sobie, o czym częściej słyszałeś: o krachach, spadkach i załamaniach rynku, czy może o spokojnych wzrostach i powolnych zwyżkach?

Z medialnego punktu widzenia wzrosty są nudniejsze niż spadki i nigdy nie są nagłaśniane. Tak powstaje pułapka dostępności, czyli uproszczona metoda wnioskowania, gdzie przypisujesz większe prawdopodobieństwo temu, co łatwiej przywołać w pamięci, a niekoniecznie temu, co jest bardziej prawdopodobne. W efekcie w długim terminie mogą Ci umknąć spore zyski, bo będziesz obawiał się wejść na spokojnie rosnący rynek, myśląc, że zaraz na pewno będzie jakiś giełdowy krach.

Skłonności motywacyjne, czyli emocje inwestora.

Teoria perspektywy

Pewnie sama teoria wyda Ci się po przeczytaniu banalna, tylko dlaczego w takim razie tak trudno sobie z nią poradzić? Efektem 20 lat badań, analiz i gromadzenia danych był wniosek naukowców, że straty bolą bardziej, niż cieszą zyski. Brzmi to dość tendencyjnie prawda? Z perspektywy inwestora to jednak niezwykle ważne informacje. Spójrz na poniższy obrazek z książki „Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych” autorstwa Piotra Zielonki. Oś Y przedstawia twoją radość. Im wyżej, tym lepiej, im niżej, tym gorzej się czujesz. Oś X z kolei przedstawia twoje zyski lub straty, jakie osiągasz na inwestycji. Teorię perspektywy wizualizuje linia, którą widzisz na środku.

Na czym polega teoria perspektywy?

Na czym polega teoria perspektywy?
Obrazek przerobiony z książki „Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych”, autor: Piotr Zielonka

Na pewno widzisz już, o co chodzi. Psychologicznie zysk rzędu 500 złotych wywoła u Ciebie o wiele mniejszą radość niż strata takiej samej kwoty. Szacuje się, że ta dysproporcja to około 2,7x, a więc żeby Twoje pozytywne emocje były równie intensywne, co negatywne musiałbyś nie zarobić 500 zł, a prawie 1500 zł. Podane kwoty są kompletnie bez znaczenia. Dla Ciebie bazą będzie 500 złotych, a dla innej osoby 50 tysięcy. Koncepcja i zasady będą dokładnie takie same.

Co ciekawe, psychologicznie o wiele większą satysfakcję inwestor osiągnie, jeśli zarobi te 1500 złotych stopniowo, a nie jednorazowo. Badania pokazują, że zarobek 500 złotych, później znowu 500 złotych i jeszcze raz 500 złotych da inwestorowi o wiele większą satysfakcję niż jednorazowy zysk rzędu 1500 zł. Problem w tym, że w drugą stronę działa to tak samo. Twój „ból” ze straty 3x po 500 złotych będzie o wiele większy niż z jednorazowej straty 1500 zł. Innymi słowy, dla inwestorskiej głowy najlepiej duże straty osiągać jednorazowo, a nie stopniowo, a duże zyski lepiej osiągać stopniowo niż jednorazowo. O stratach w swoim portfelu inwestycyjnym powinieneś myśleć więc całościowo, patrząc na portfel ogółem, a nie na pojedyncze inwestycje, bo mniejsze pojedyncze straty będą Cię psychicznie obciążały bardziej.

Zróbmy jeszcze jedno zadanie. Wyobraź sobie, że bierzesz udział w konkursie i wygrywasz 1000 złotych. Jak się czujesz? Na pewno się ucieszysz. Twoja radość będzie na poniższym wykresie w punkcie zielonym. Wygrałeś, jest fajnie. Co ciekawe, badania również pokazują, że twoja wygrana zmieni twój punkt odniesienia i od teraz to zielona kropka będzie twoją bazą do odczuwania radości i smutków ze strat. To będzie Twoja nowa norma. Jeśli teraz dostaniesz wiadomość, że twoja wygrana tysiąca złotych to pomyłka i musisz zwrócić 800 złotych, paradoksalnie będziesz się czuł, jak gdybyś stracił. Dostałeś więc 200 złotych, a mimo wszystko czujesz się źle. Absurdalne? Może i tak, ale badania potwierdzają, że dokładnie tak jest. Można więc dostać za nic 200 złotych, a mimo to być z tego powodu nieszczęśliwym.

Jak zmieni się Twój punkt odniesienia po wygranej według teorii perspektywy

Jak zmieni się Twój punkt odniesienia po wygranej według teorii perspektywy
Obrazek przerobiony z książki „Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych”, autor: Piotr Zielonka

Jeśli będziesz więc o inwestowaniu myślał na zasadzie „zarobiłem, a potem mi zabrano”, a więc traktował zyski i straty osobno, a nie jak łączny wynik, to nawet jak będziesz zarabiał, będziesz czuł się fatalnie, bo każda mała strata będzie nieproporcjonalnie zmniejszała twoją satysfakcję.

Pocieszające jest, że teoria perspektywy działa też w drugą stronę. Jeśli dostaniesz nieoczekiwany rachunek do zapłaty na tysiąc złotych, a potem otrzymasz informacje, że to pomyłka i zapłacić powinieneś „jedynie” 200 złotych, to będziesz z tego powodu wyraźnie szczęśliwszy.

Jak zmienia się postrzeganie zysków i strat jeśli osiągane są stopniowo według teorii perspektywy ( tzw. hedoniczne kadrowanie)

Jak zmienia się postrzeganie zysków i strat jeśli osiągane są stopniowo według teorii perspektywy
Obrazek przerobiony z książki „Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych”, autor: Piotr Zielonka

Efekt unikania strat

Sprawdźmy jeszcze Twoje podejście do zysków i strat. Masz przed sobą dwie opcje. Co wybierasz?

  • A) Pewny zysk równy 5000 złotych.
  • B) Rzucam monetą, gdzie masz 50% szans na wygranie 10 000 złotych.

Zastanów się i sam sobie odpowiedz, bo przed Tobą jeszcze jedna gra. Teraz zmienimy trochę zasady i wyobraź sobie sytuacje, gdzie również masz do wyboru dwie opcje, ale ciut inne. Co wybierzesz?

  • A) Pewną stratę równą 5000 złotych.
  • B) Rzucam monetą, gdzie masz 50% szans na stracenie 10 000 złotych.

Jeżeli wybrałeś teraz B), a w poprzednim pytaniu A), to zachowałeś się jak większość inwestorów. Niestety. Jeśli tak, to zachowałeś się zupełnie bez sensu. Wybór mniejszego pewnego zysku zamiast podjęcie ryzyka i podjęcie ryzyka dużej straty zamiast mniejszej pewnej nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Wybierając niepewną stratę, musisz wykazywać wiarę w to, że moneta przyniesie Ci szczęście. Jeśli tak, to dlaczego ludzie stawiają na nią tylko w sytuacji możliwego uniknięcia ogromnej katastrofy? Przy pierwszym pytaniu nie można było nic stracić, to tam postawienie na monetę będzie logiczne, bo najgorsze co może się stać, to odejście od stołu z niczym, czyli z tym samym z czym się przyszło. Badania w podobnym pytaniu dowodzą, że większość osób nie zachowuje się przy takich wyborach racjonalnie. Racjonalność mówi, że jeśli masz duże szanse na zyski to czas ryzykować, a kiedy masz dużą szansę na stratę, to pora się wycofać.

Tak zachowuje się większość

Niestety powielając ten błąd, inwestorzy bardzo często boją się zakończyć inwestycję, na której tracą, a szybko wychodzą z inwestycji, które dla nich zarabiają. To najważniejszy z inwestycyjnych grzechów głównych, który pociągnął na dno już całe rzesze inwestorów.

Księgowanie mentalne

Nieracjonalność inwestora objawia się również w oddzielnym segregowaniu różnych rodzajów inwestycji i rozważaniu o każdej z nich oddzielnie. Pomimo tego, że wszystkie twoje pieniądze, są po prostu twoimi pieniędzmi, to twój mózg inaczej je traktuje w zależności od tego, skąd pochodzą. Pamiętasz kasyno, gdzie graliśmy w kości? Pomyśl, że właśnie straciłeś wszystko, co miałeś poza jednym żetonem. Wychodzisz z kasyna, ale ostatni żeton wrzucasz do jednorękiego bandyty i… trafiasz jackpota. Bank rozbity! Co robisz? Dalej wychodzisz z kasyna? Twoje plany nie uległy zmianie? Jeśli tak to wypada mi pogratulować racjonalności, bo większość osób tak nie zrobi. Większość traktuje to jako swojego rodzaju „znak”, do tego, aby jednak grać dalej. Zniwelowałeś swoje straty, ale obecnej wygranej Twój mózg nie postrzega jako „Twoich” pieniędzy. To dla niego po prostu kasa, jaką można grać dalej, bo to „na koszt firmy”. Gdybyś te same pieniądze dostał pięć minut po wyjściu z kasyna, to Twoim pierwszym pomysłem nie byłby powrót do kasyna (oby, bo inaczej masz problem z hazardem).

Jeśli te same pieniądze byś później zarobił, to zlałyby się w twojej głowie z innymi. Uważaj na to, żeby gotówki, którą wygrałeś lub zarobiłeś w dany sposób nie przywiązywać wprost do tego sposobu. Fakt, że zarobiłeś łatwo na akcjach setki lub tysiące złotych, nie powinien usprawiedliwiać tego, że potem łatwo wszystko przepuścisz w kasynie albo obstawiając coś na gigantycznej dźwigni na rynku Forex.

Księgowanie mentalne może być powiązane również z efektem posiadania, na bazie którego, to co masz, domyślnie uważasz za lepsze. Dotyczy to również akcji. Zwłaszcza tych stratnych. „Za tyle miałbym to sprzedać?!”, „Przecież to jest dobra spółka!”, „Nie ma szans, ja to trzymam na długo i muszę w końcu zarobić!”. No właśnie nie musisz, a spółka może była dobra, ale może już nie jest? Sam fakt, że coś posiadasz, wpływa na obiektywizm twojego osądu, a to błąd, który może sporo kosztować, bo tylko Tobie może się tak wydawać.

Przy księgowaniu mentalnym do gry wchodzi też tzw. efekt przywiązania, dzięki niemu lepszym będzie Ci się wydawało, to co znasz. Jeśli lepiej kojarzysz, jak działają i funkcjonują akcje, to będziesz myśleć o nich jak o lepszej inwestycji niż np. rynek obligacji i odwrotnie. Tym sposobem wiele dobrych okazji może przejść Ci koło nosa. Świat inwestycji się rozwija i zawsze warto być na bieżąco. Najlepiej subskrybując DNA Rynków 😉

Podsumowanie – co musisz zapamiętać i na co zwracać uwagę

Decyzja o wejściu na rynek to zawsze kwestia psychologiczna. Możesz myśleć: „Tyle wzrosło! Teraz to nie będę kupował. Za drogo.” albo „Teraz sprzedawać? Jak tyle spadło? Lepiej poczekać aż odbije”. Van K. Tharp powiedział kiedyś niezwykle adekwatne do tego zdanie:

Van K. Tharp

„Moment rozpoczęcia inwestycji ma drugorzędne znaczenie, najważniejsza jest decyzja o jej zakończeniu.”


Nie ma sensu myśleć, czy teraz jest dobry czas na inwestowanie, bo decyzja o stracie czy zysku rozstrzyga się podczas jej zakończenia. Akcje, które wzrosły o 1000%, mogą wzrosnąć jeszcze o 100%. Nie wierzysz? To spójrz na wykres Mercator Medical albo CD Projekt w długim terminie. Akcje, które spadły już o 70% wcale nie muszą odbić, a mogą stracić kolejne 70%. Nie wierzysz? To spójrz na wykres Idea Bank albo PBG. Zawsze jest dobry moment na rozpoczęcie inwestycji, bo nigdy nie będziesz mieć pewności, co do przyszłego ruchu cen. Tym optymistycznym akcentem warto podsumować ten materiał. Chciałbym żebyś przede wszystkim zapamiętał, że:

  1. Zawsze inwestując zrobisz jakiś błąd.
  2. Nie kontrolujesz rynku, to tylko Twoja iluzja.
  3. Tnij straty zgodnie z założonym planem!
  4. Myśl o całym portfelu, a nie o poszczególnych inwestycjach
  5. Zawsze jest dobry moment na rozpoczęcie inwestowania!

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

29
0

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

29
0


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Czy sądzisz, że Allegro przebije do końca 2020 cenę 100 zł?

  • Tak
  • Nie

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: