Michael Burry znowu przewiduje wielki krach. Jego własny portfel często mówi coś innego

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

15 wrz 202612 min czytania

Wstęp

Zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje właściwą godzinę. Niestety przez pozostałe 1438 minut pokazuje bzdury. Michael Burry, człowiek z „Big Short”, legenda, która przewidziała kryzys 2008 roku, kolejny raz ogłosił krach. Tym razem rynek może runąć jak w 1987 roku, a bańka AI dostała nawet orientacyjny termin przydatności. Rok 2028. Déjà vu? Spokojnie, to po prostu kolejny tydzień z Michaelem Burrym, który przewiduje krach częściej, niż pociąg podjeżdża na Centralny.

Grudzień 2015? Krach za kilka miesięcy.

Maj 2017? Idzie globalne załamanie.

Wrzesień 2019? Pasywna rewolucja skończy się jak CDO. Od tamtej pory plus 120%.

Marzec 2020? Wielki short na dołku.

Styczeń 2023? Jedno słowo: „Sell”. Od tamtego dnia S&P 500 urósł o dziewięćdziesiąt procent.

Nie piszę tego, żeby się z Burry’ego ponabijać - może trochę. Piszę, bo ta historia to najlepszy poligon do nauki trzech rzeczy, które uratują Wam portfel. Jak odróżnić prognozę od proroctwa, dlaczego jedna genialna analiza potrafi zepsuć mediom kalibrację na całe życie oraz ile NAPRAWDĘ kosztuje słuchanie wiecznych niedźwiedzi.

Sprawdzimy też jednak drugą twarz Burry’ego. Inwestora, który w dupie ma własne przepowiednie i sam bije indeks S&P 500, częściej inwestując niż shortując.

Michael Burry znowu przewiduje wielki krach. Jego własny portfel często mówi coś innego

Michael Burry znowu ostrzega przed krachem

Burry niedawno zwrócił uwagę, że S&P 500 urósł o ponad 5 procent w zaledwie cztery sesje i zakończył ten ruch na historycznym maksimum, a podobna sytuacja wystąpiła wcześniej tylko trzy razy! W kwietniu 1999 roku, marcu 2000 roku oraz listopadzie 2020 roku. Dwa pierwsze przypadki wypadły na końcówkę bańki internetowej! Brzmi groźnie. Chociaż kiedy spojrzę na taki kwiecień 1999 roku na Nasdaq, to w sumie fajnie, jakby miał rację.

Od tamtego czasu Nasdaq do szczytu zrobił jeszcze jakieś 150% w 10 miesięcy. Z kolei po listopadzie 2020 roku, czyli kolejnym z całych trzech przypadków, S&P 500 zaczął kolejną falę wzrostów. To jednak nie przeszkodziło mu zrobić z tego wszystkiego argumentu niedźwiedzia.

Czy ktokolwiek sensowny weźmie sobie takie pierdzielenie do serca? Oby nie. Problem z Burrym jest taki, że faktycznie przed kryzysem hipotecznym w 2008 roku przeanalizował strukturę kredytów subprime, jakość dłużników i moment resetowania oprocentowania, a potem znalazł sposób, żeby postawić realne pieniądze przeciw papierom budowanym na tych kredytach.

Jak mu to wyszło? Finalnie dobrze, ale realnie był o włos od zbankrutowania. Burry zaczął obstawiać załamanie rynku kredytów hipotecznych już w 2005 roku, niemal dwa lata przed tym, jak jego pozycja zaczęła przynosić zyski. Wykorzystał do tego swapy CDS, które działały podobnie do ubezpieczenia. Regularnie płacił bankom składkę, a w zamian miał otrzymać pieniądze, jeśli wskazane obligacje hipoteczne zaczną tracić wartość. Dopóki kredytobiorcy spłacali raty, Burry ponosił koszty i nie dostawał nic w zamian.

Przez długi czas pozycja przynosiła więc wielkie straty, a klienci domagali się zwrotu kapitału. Burry niby miał rację co do kierunku, ale wszedł tak wcześnie, że rynek niemal wyrzucił go z pozycji przed rozstrzygnięciem. Ostatecznie rynek hipoteczny pękł. Jego inwestorzy zarobili około 725 milionów dolarów, a sam Burry około 100 milionów. W tamtej historii Burry trafnie przewidział kierunek, wskazał konkretny mechanizm, który do tego doprowadzi, i wykorzystał odpowiedni instrument. Do tego przez prawie dwa lata wytrzymał presję rynku. Sukces z 2008 roku był w pełni zasłużony. Niestety psychologicznie bardzo często prowadzi on do wiary, że rynek się zawsze myli i wystarczy poczekać. Masa kolejnych ponurych prognoz Burry’ego automatycznie trafiała na pierwsze strony portali.

Ile razy prognozy Burry’ego się sprawdziły?

Tylko jak często te prognozy się sprawdzały? No cóż… W grudniu 2015 roku Burry ostrzegał przed krachem w nadchodzących miesiącach. Przez kolejny rok S&P 500 urósł o około 11 procent. W maju 2017 roku mówił o globalnym załamaniu finansowym. W ciągu następnych 12 miesięcy indeks zyskał około 19 procent.

We wrześniu 2019 roku porównał napływ kapitału do funduszy indeksowych z popularnością CDO przed kryzysem hipotecznym. Były to instrumenty składane z wielu różnych długów, w tym ryzykownych kredytów mieszkaniowych, których prawdziwe ryzyko długo pozostawało ukryte. Zdaniem Burry’ego inwestowanie pasywne podobnie osłabia mechanizm wyceny ryzyka w akcjach, a przy odwróceniu przepływów inwestorzy będą próbowali wyjść przez bardzo wąskie drzwi.

Od tamtej wypowiedzi do listopada 2025 roku S&P 500 urósł o ponad 120 procent. W tym samym czasie ETF-y stały się jeszcze popularniejsze. Wartość zgromadzonych w nich aktywów na całym świecie wzrosła z około 6 bilionów dolarów pod koniec 2019 roku do 19 bilionów w 2025 roku. Zapowiadane przez Burry’ego problemy z płynnością do tej pory się nie pojawiły.

W marcu 2020 roku, w środku pandemicznej paniki, Burry ujawnił dużą krótką pozycję na indeksy. Rok później S&P 500 był około 72 procent wyżej. W lutym 2021 roku rynek miał tańczyć na ostrzu noża, a przez kolejny rok szalała hossa. S&P niby wpadł w bessę w 2022 roku, ale nawet ona nie była niesamowita.

Problemem Burry’ego ponownie był tu timing. Rok po ostrzeżeniu z lutego 2021 roku S&P 500 znajdował się około 16 procent wyżej. Bitcoin po wypowiedzi o bańce najpierw ustanowił o wiele wyższy nowy rekord wszechczasów.

Ktoś powie, że ma rację, ale za wcześnie. No nie bardzo. „Miał rację” mniej niż połowę razy, czyli równie dobrze można powiedzieć, że po prostu strzelał, a do tego w przypadku gry na spadki to akurat timing jest najważniejszy.

Przy zwykłym kupowaniu akcji różnica między pomyłką a przedwczesną racją bywa irytująca, ale jest do przeczekania, bo rynek po prostu w długim terminie rośnie. Przy graniu na spadek jednak zły timing może wyczyścić rachunek, bo rynek spada przeciętnie o 30%, a potem znów rośnie dziesiątki lub setki procent.

Do tego dochodzi opłata za taką zabawę. Opcje tracą wartość wraz z upływem czasu, pożyczone akcje wymagają płacenia odsetek, a kontrakty terminowe trzeba rolować. Nawet jeśli cena ostatecznie spadnie, inwestor musi jeszcze przetrwać drogę do tego spadku.

Burry wygrał na kredytach hipotecznych nie tylko dlatego, że zobaczył problem. Wygrał, bo miał odpowiednio skonstruowaną pozycję i wystarczająco dużo kapitału, żeby doczekać momentu rozstrzygnięcia, a i tak czekał ponad dwa lata i doczekał fuksem. Pęknięcie kilka miesięcy później i Burry’ego by nie było.

Na wykresie widzicie zannualizowany wzrost S&P 500 sześć miesięcy po pięciu ostatnich ostrzeżeniach Burry’ego o katastrofie. Za każdym razem słupki znajdują się powyżej zera. Po ujawnieniu dużej niedźwiedziej pozycji w marcu 2020 roku tempo wzrostu przekroczyło 96 procent.

We wrześniu 2022 roku Burry sugerował, że dno bessy jeszcze nie nadeszło. Rynek ustanowił dołek chwilę potem, w październiku. Brakowało do tego zaledwie kilku procent. 31 stycznia 2023 roku opublikował swoje krótkie „Sell”. Sprzedaj. Dwa miesiące później przyznał, że nie powinien był tego pisać.

W dniu publikacji tego wpisu S&P 500 zamknął się na poziomie 4076 punktów. Pod koniec sierpnia 2026 roku było to już ponad 7700 punktów. Wzrost o prawie 90 procent. Nawet spadek o 40 procent nie sprowadziłby indeksu do kursu z dnia „Sell”.

Ile kosztuje słuchanie wiecznych niedźwiedzi?

Te 90% to dobry symbol kosztu permanentnego pesymizmu. Nawet jeśli inwestor uważa, że wyceny są wysokie, to może stracić znacznie więcej na ominiętej hossie, niż później zaoszczędzi podczas korekty. Do tego po sprzedaży trzeba podjąć drugą decyzję i wybrać moment powrotu.

Zwykle trzeba to robić wtedy, gdy gospodarcze wiadomości są fatalne, wykresy czerwone, a kolejni eksperci zapowiadają dalsze spadki. W praktyce dobre trafienie obu momentów jest nierealne.

Dla równowagi dodam jednak, że za część wizerunku Burry’ego odpowiadają same media, które przypisują mu dane poglądy. Sam Burry przekonywał, że przez większość kariery dominowały u niego długie pozycje w akcjach, a reporterzy wielokrotnie brali sobie po prostu opcje put z formularzy 13F i dopisywali do nich zdanie o nadchodzącym krachu. W tym punkcie ma akurat sporo racji.

Formularz 13F pokazuje tylko część amerykańskiego portfela na koniec kwartału. Nie ujawnia całego obrazu shortów, nie mówi, kiedy dokonano transakcji, i nie gwarantuje, że pozycja nadal istnieje w dniu publikacji. Przy opcjach raportowana wartość odpowiada zwykle wartości instrumentu bazowego, a nie gotówce wydanej na zakup kontraktów. To sporo zmienia.

W 2025 roku media informowały, że Burry postawił 912 milionów dolarów na spadek Palantira. W rzeczywistości za opcje zapłacił około 9,2 miliona dolarów. Może i dużo dla Pana Janka, ale na pewno nie dla wielkiego funduszu. Kwota z nagłówków była sto razy większa od tej, którą faktycznie wyłożył.

Do tego samo kupienie opcji na spadek również nie oznacza, że trzeba spodziewać się katastrofy. Można sobie zabezpieczać inne inwestycje albo liczyć jedynie na krótką przecenę. Trochę jak z parasolem. Sam fakt, że ktoś go zabrał, nie oznacza jeszcze, że czeka na huragan.

Co naprawdę pokazuje portfel Michaela Burry’ego?

Skoro więc obrona wykazała, że media dopisują Burry’emu połowę poglądów, to sprawdźmy, co mówi jedyne źródło, które nie kłamie: jego własne pieniądze. Tu zaczyna się ciekawszy rozdział tej historii, bo Burry z nagłówków i Burry z rachunku maklerskiego to dwie różne osoby.

W swoich wypowiedziach najczęściej ostrzega, ale w portfelu przez większość kariery szukał głównie niedowartościowanych akcji i inwestował pod wzrosty.

W 2019 roku Burry kupował słynny GameStop i to z powodów fundamentalnych, zanim spółka stała się centrum giełdowej manii i ogarnął ją short squeeze. Sprzedał jednak wszystkie akcje przed właściwym short squeeze’em, podczas którego kurs wystrzelił w górę o ponad 2000%. Pech i tyle.

Inwestował również w małe spółki japońskie, firmy chińskie oraz amerykańskie spółki value. Często szukał spółek niedowartościowanych, pominiętych przez rynek i zapomnianych.

Serwis TipRanks obliczył modelowy wynik portfela Burry’ego, tj. funduszu Scion, na podstawie pozycji ujawnianych w formularzach 13F. Pomarańczowa linia reprezentująca Scion jest znacznie bardziej zmienna od pozostałych, ale wyliczona stopa zwrotu jest imponująca i przewyższa zarówno wynik S&P 500, jak i przeciętnego funduszu hedgingowego.

Tak, dopiero covidowa hossa z 2021 roku pozwoliła Burry’emu wyprzedzić S&P 500, bo w ubiegłej dekadzie portfel przez kilka lat oscylował w okolicy zera, ale liczy się finalny efekt. Ten jest lepszy od indeksu.

Rzeczywiste decyzje inwestycyjne Burry’ego były więc znacznie bardziej zróżnicowane, niż sugerowały jego medialne ostrzeżenia przed kolejnymi katastrofami.

Może więc to całe wieszczenie krachu jest głównie zagrywką PR, żeby znajdować się w mediach, a realne inwestycje to zupełnie inna para kaloszy? Byłbym w stanie w to uwierzyć. Zresztą Burry nie byłby pierwszym tego typu zawodnikiem, który jedno mówi, a drugie robi. Ray Dalio miał podobną strategię.

Prognoza czy proroctwo? Jak je odróżnić

Zostawmy jednak teorie o PR i wróćmy do samej prognozy z sierpnia, bo niezależnie od intencji autora trzeba ją ocenić jak każdą inną tezę rynkową. I tu wychodzi jej fundamentalny, konstrukcyjny problem.

Największy problem prognozy Burry’ego mieści się w słowie „możliwe”. Możliwe, że rynek znajduje się blisko szczytu. Możliwy jest spadek podobny do tego z 1987 roku. Wszystko jest możliwe.

To jest dobry moment na krótką lekcję odróżniania prognozy od proroctwa, bo różnica jest prosta i bezlitosna. Prognoza ma cztery elementy. Poziom, termin, warunek błędu i konsekwencję, czyli mówi, CO się stanie, KIEDY, po czym poznam, że się myliłem, i co w związku z tym robię z pieniędzmi. Dlatego ponad 6000 osób jest w DNA Premium, bo tam nie ma proroctw. Są prognozy.

Proroctwo ma tylko nastrój i szerokie okno czasowe. Prognozę można rozliczyć, a proroctwo można sobie co najwyżej cytować. Burry w 2005 roku miał prognozę pełną gębą: konkretne obligacje, konkretny mechanizm resetów oprocentowania, konkretny instrument i pozycję, którą dało się rozliczyć co do dolara. Burry w 2026 roku ma proroctwo: „możliwy” spadek „w stylu 1987”, bazowo „w 2028”. I teraz zobaczcie, jak to proroctwo jest skonstruowane.

Takiej prognozy nie da się obecnie obalić, ale równie trudno wykorzystać ją do zarządzania portfelem. Nie znamy poziomu wejścia, dokładnego terminu, skali spadku ani warunku, po którym Burry uzna swoją tezę za błędną.

Rok 2028 pozostawia jeszcze kilkanaście miesięcy na wzrosty, spadki, nowe emisje długu, lepsze modele i nowe źródła popytu. Dla osoby obstawiającej spadki za pomocą opcji, które z czasem tracą na wartości, to niemal cała epoka geologiczna. Burry zna ten problem lepiej niż większość ludzi, bo przed 2008 rokiem niemal przegrał z rynkiem mimo ostatecznie trafnej analizy.

Ma też wyjątkowo wygodną pozycję retoryczną. Gdy rynek rośnie, nie musi przyznawać się do błędu. Może być po prostu za wcześnie. Gdy rynek spadnie, wszystkie dawne ostrzeżenia wracają jako dowód geniuszu. Wystarczy szerokie okno czasowe i praktycznie każdy krach można przypisać do któregoś alarmu.

Media kochają ten układ. Zdanie „inwestor, który przewidział 2008 rok, ostrzega ponownie” zawiera bohatera, dawny sukces i nową katastrofę. Nie trzeba tłumaczyć wyceny, kosztu opcji ani wielkości pozycji. Burry jest prorokiem, Wall Street aroganckim tłumem, a krach czeka za rogiem. Problem w tym, że po kilkunastu takich nagłówkach publiczność nauczyła się naciskać przycisk drzemki.

Dlaczego prognozowanie krachów jest tak wygodne?

W zawodzie proroka obowiązuje asymetria, o jakiej inwestor może pomarzyć. Prognozowanie krachów to jedyna gra na rynku bez stop-lossa. Inwestor za błędną pozycję płaci gotówką, natychmiast i co do grosza. Prognostyk za fałszywy alarm nie płaci nic.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie mówi przy „człowieku, który przewidział 2008”. W 2005 roku na spadek rynku hipotecznego grało wielu. W każdym roku ktoś gra na krach czegokolwiek. Większość z tych osób zbankrutowała za wcześnie, wypadła z pozycji albo obstawiła zły instrument. O nich nie powstał żaden film. My znamy Burry’ego, bo to jemu się udało. Historia pokazuje wyłącznie zwycięzcę tamtej loterii, ukrywając cmentarz, a traktowanie zwycięzcy loterii jak wyroczni to klasyczny błąd przeżywalności. Sam Burry zresztą wie o tym najlepiej. Był świetny, ale jednocześnie miał szczęście. Te dwie rzeczy trzeba umieć rozdzielać.

Zegar Michaela Burry’ego od lat jest ustawiony na krach. Zmieniają się tylko powody alarmu. Raz są to fundusze indeksowe, później inflacja, spółki technologiczne albo boom na sztuczną inteligencję. Rynek przechodzi w tym czasie kolejne korekty, wraca do wzrostów i ustanawia rekordy, a wskazówki Burry’ego uparcie stoją w tym samym miejscu.

Tak, często wskazuje on jakieś prawdziwe ryzyka. Problem zaczyna się wtedy, gdy każde z nich staje się zapowiedzią katastrofy. Wysokie wyceny mogą utrzymywać się latami, nadmierne zadłużenie nie zawsze kończy się kryzysem, a spekulacyjna bańka potrafi urosnąć jeszcze kilka razy, zanim pęknie. Samo znalezienie rysy na ścianie nie mówi jeszcze, czy budynek zawali się jutro, czy przetrwa kolejne dwadzieścia lat.

Kiedy rynek w końcu spada, Burry może przypomnieć swoje wcześniejsze ostrzeżenia. Kiedy dalej rośnie, pozostaje argument, że po prostu wzrosty są irracjonalne. Wygodny układ. Dla inwestora niestety gorszy, bo rachunek maklerski nie wypłaca za stanie z boku podczas hossy.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Złoto i srebro w rafinerii
Popularne
Rynki i makro

Złoto czy srebro? Większość inwestorów nie rozumie różnicy!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

07 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
ai energy
PremiumPopularne
Spółki i sektory

Jak inwestować w energię napędzającą rewolucję AI

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

01 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy