Nvidia znowu rozwala system, a ja dokupuję nową spółkę półprzewodnikową za AMD!
Moja przyjaźń z AMD ostatnio się skończyła. Przynajmniej na chwilę, ale to nie oznacza, że zamierzam patrzeć na półprzewodniki z boku, bo… nie jestem frajerem.
Umarł król, ale niech żyje król. Swoje wyniki finansowe opublikowała w ostatnim tygodniu Nvidia. Jakie były? Nie były dobre. Nie były świetne. One były POJEBANE. 82 miliardy dolarów przychodu w jeden kwartał przy marży 75%. Wszyscy mówili, że konkurencja zacznie ją podgryzać. Po trzech latach hossy na rynku AI i półprzewodników – nikt nie podgryza, ALE to nie ona trafiła do publicznego portfela agresywnego zamiast AMD.
Do tego już w czerwcu na świecie pojawi się pierwszy BILIONER. Elon Musk zyska taki status świeżo po debiucie giełdowym SpaceX. W dniu tego debiutu majątek Muska z samego SpaceX wyniesie 700 miliardów dolarów. Razem z resztą aktywów przekroczy bilion. W tym Finweeku spojrzymy sobie trochę też na prospekt emisyjny SpaceX.
Ale to nie wszystko. Będzie też o umowie handlowej UE-USA, problemach Strefy Euro oraz spotkaniu Xi Jinpinga razem z Putinem. Będzie ciekawie.
Nvidia znowu rozwala system, a ja dokupuję nową spółkę półprzewodnikową za AMD!
Nvidia ponownie dominuje rynek AI i półprzewodników
Nvidia pokazała swoje wyniki jako ostatnia z wielkiej ekipy półprzewodnikowych spółek i… ponownie udowodniła, że zasługuje na miano najlepszej spółki technologicznej na świecie. To już w sumie powoli nawet staje się nudne.
Przychody spółki wzrosły o 85% rok do roku, osiągając poziom 82 miliardów dolarów. To już piętnasty kwartał z rzędu, w którym firma pobiła średnie prognozy rynkowe, wynoszące tym razem około 79 miliardów dolarów. Czysty zysk netto zamknął się w kwocie 58 miliardów dolarów, a skorygowany zysk na jedną akcję wyniósł 1.87 dolara, przewyższając oczekiwania rynku ustalone na poziomie 1.76 dolara.

Mimo tak dobrych liczb, reakcja inwestorów była powściągliwa, ale to też efekt tego, że Nvidia jest już po prostu ogromna. Akcje po publikacji cofnęły się lekko od swojego szczytu i spadły o 1.6%. Spółka w sumie już pewnie zdążyła przyzwyczaić wszystkich do tego, że pokazuje świetne wyniki zawsze i bez wyjątku.
Inwestorzy szukając wielkich stóp zwrotu zaczęli po prostu szukać okazji gdzie indziej w świecie półprzewodników i spółek AI. Widać to dobrze w porównaniu akcji Nvidia do szerokiego koszyka spółek półprzewodnikowych. Konkurenci rosną mocniej, bo wszyscy chcą znaleźć „drugą Nvidię”.

Jednocześnie jednak powstaje pytanie, czy jest sens szukać innej Nvidia, kiedy ta obecna jest tak absurdalnie tania. Tak, dobrze słyszycie. Absurdalnie tania.
Głównym źródłem sukcesu pozostaje bez zaskoczenia segment centrów danych AI. Nvidia olała już nawet osobne raportowanie segmentu gamingowego. Data Center generują aż 90% przychodu i podwoiły swój wynik sprzed roku.

Warto zwrócić uwagę, że linia trendu, którą można dostrzec, patrząc na przychody, już dwa razy załamała się w górę, tworząc niemal paraboliczny wzrost przychodów. Niesamowite.
Nvidia zdecydowała się na zmianę struktury raportowania, wydzielając z przychodów centrów danych nową grupę klientów opisaną jako ACIE, która zrzesza wyspecjalizowane chmury AI, klientów przemysłowych oraz duże przedsiębiorstwa. W skład tej grupy wchodzą między innymi tak zwane neocloudy, jak CoreWeave czy IREN. To znaczy, że od teraz spółka będzie osobno raportować przychody od tych klientów, żeby ułatwić analizowanie biznesu i dać lepszy wgląd w to, skąd pochodzą bieżące przychody.

Data Center, Blackwell i Vera Rubin – skąd bierze się siła Nvidii
Do tej pory finanse spółki zależały głównie od wielkich dostawców chmury publicznej, określanych mianem hyperscalers, czyli firm takich jak Alphabet, Amazon, Microsoft czy Meta. Te ogromne korporacje planują wydać na infrastrukturę AI w tym roku do 725 miliardów dolarów, co stanowi potężny skok z poziomu 400 miliardów dolarów w 2025 roku.
Nvidia ujawniła jednak, że wpływy od tych gigantów są już niemal równe przychodom od klientów z nowej grupy ACIE, która na dodatek rośnie szybciej w ujęciu kwartalnym.
Jensen Huang zapowiada też wejście w nowe obszary rynku sztucznej inteligencji. Duże nadzieje wiąże się z procesorami centralnymi o nazwie „Vera”, które otwierają przed spółką rynek szacowany na 200 miliardów dolarów. Do końca bieżącego roku fiskalnego sprzedaż Vera ma przynieść 20 miliardów dolarów, co uczyniłoby Nvidię największym dostawcą takich procesorów na świecie.
Te przychody nie były wcześniej wliczane do prognozowanej na lata 2025–2027 sprzedaży flagowych układów graficznych do sztucznej inteligencji z serii „Blackwell” i „Rubin”, która ma przekroczyć 1 bilion dolarów.
Różnica tkwi w ich głównej roli. Vera to procesory centralne (CPU) stworzone z myślą o etapie wnioskowania, czyli przetwarzaniu realnych danych przez gotowe już modele AI.
Blackwell oraz Rubin to procesory graficzne (GPU). Ich zadaniem jest dostarczanie potężnej mocy obliczeniowej potrzebnej głównie do trenowania modeli AI i choć to zupełnie inne chipy, Nvidia zamierza połączyć je w jedną, zintegrowaną platformę o nazwie „Vera Rubin”. Do tej pory CPU to było pole AMD i Intela. Teraz Nvidia wchodzi tutaj z butami.
Innym przyszłym dużym rynkiem ma być także robotyka i pojazdy autonomiczne, gdzie spółka powoli buduje swoją obecność.
Obecna skala Nvidia jest ogromna. Firma generuje w kwartał większą sprzedaż niż jej trzej najwięksi rywale razem wzięci, a prognozy na ten rok zakładają całkowity przychód przekraczający 370 miliardów dolarów, czyli… 22 razy więcej niż w roku 2021.
To wszystko dzieje się w otoczeniu utrzymywanej na niesamowicie wysokim poziomie marży brutto. Już dwa lata temu rynek wyczekiwał, kiedy konkurencja zacznie podgryzać marżę Nvidii, zgodnie z Bezosowskim hasłem „Twoja marża, to moja okazja”. Jednak po trzech latach boomu na produkty Nvidii, marża dalej utrzymuje się w okolicy 75%. Ewidentnie konkurencja nie wykorzystuje tej okazji aż tak.

Nie widać też żadnej materializacji potencjalnego ryzyka uniezależniania się od Nvidia. Niby każdy próbuje, ale jakoś nikomu nie wychodzi. Popyt na moc obliczeniową jest po prostu gigantyczny, a Nvidia ma przewagę tego, że jej jednostki są jednymi z najbardziej wydajnych energetycznie, więc przeliczenie mocy na wat wypada bardzo korzystnie.
W prognozach na kolejny kwartał Nvidia spodziewa się przychodów na poziomie 91 miliardów dolarów, co przewyższyło średnie oczekiwania rynku wynoszące około 87 miliardów dolarów. W kalkulacjach tych nie uwzględniono też żadnych przychodów z rynku chińskiego, z którego firma obecnie nie uzyskuje wpływów w segmencie centrów danych z powodu amerykańskich ograniczeń eksportowych.
Choć Jensen Huang odwiedził niedawno Chiny wraz z prezydentem Donaldem Trumpem, spotykając się z prezydentem Xi Jinpingiem, Pekin stawia opór i próbuje rozwijać lokalnych dostawców. Dla rynku kluczowym pytaniem pozostaje zawsze trwałość cyklu. Na razie trwa trzy lata i cały czas zaskakuje. Ktoś powie, że to się musi kiedyś skończyć. Za rok, 3, a może 10 lat. Elon Musk twierdzi, że ludzkość nie będzie w stanie wyprodukować ilości czipów, które ją zaspokoją, więc może… cykl nie skończy się nigdy?
SpaceX szykuje największy debiut giełdowy w historii
A propos Muska. SpaceX w końcu pokazał swój prospekt emisyjny i można spokojnie mówić już, że to będzie giełdowy debiut historii. Spółka ma osiągnąć wycenę na poziomie 2 bilionów dolarów już na samym starcie. Dla porównania Nvidia ma około 5,5 biliona dolarów.
Z przedsiębiorstwa zajmującego się głównie budową rakiet SpaceX przekształca się w technologiczny konglomerat, gdzie kluczową rolę zaczyna odgrywać sztuczna inteligencja oraz infrastruktura AI. Strategia opiera się jednak na zasadzie, że aby zarobić, trzeba najpierw zainwestować ogromne pieniądze.

Z jednej strony mamy w spółce stabilne źródło gotówki, czyli satelitarny internet Starlink. Który obsłużył w pierwszym kwartale 2026 roku 10,3 miliona subskrybentów w 164 krajach. Sam zysk operacyjny Starlinka w zeszłym roku się podwoił. Cała spółka notuje natomiast wzrost przychodów o około jedną trzecią rocznie w ostatnich dwóch latach.

Z drugiej strony ostatnie przejęcie firmy xAI oraz gigantyczne inwestycje przynoszą spore straty. SpaceX zamknęło zeszły rok ze stratą netto wynoszącą prawie 5 miliardów dolarów, przejmując wstecznie długi xAI. Wydatki kapitałowe wzrosły z 11 miliardów dolarów w 2024 roku do 21 miliardów dolarów w zeszłym roku.
Biznes kosmiczny też swoje kosztuje. Na rakietę Starship wydano w zeszłym roku 3 miliardy dolarów, a łączny koszt pozostałych programów kosmicznych w latach 2024–2025 wyniósł 13,5 miliarda dolarów. Obecne zadłużenie firmy wynosi około 29 miliardów dolarów, w tym 20 miliardów dolarów pożyczki na zakup xAI.

Jednak całkowity potencjalny rynek firmy szacowany jest na rekordowe 28,5 biliona dolarów. Tradycyjne loty kosmiczne to rzekomo tylko 370 miliardów dolarów, a łączność Starlink – 1,6 biliona dolarów. Za to 26,5 biliona dolarów, czyli… większość przypada na szeroko pojętą sztuczną inteligencję.

Choć SpaceX dopiero goni konkurentów takich jak Google czy OpenAI, już teraz zarabia na infrastrukturze. Firma Anthropic podpisała w maju tego roku umowę na dzierżawę przestrzeni w centrach danych Colossus, co przyniesie SpaceX 15 miliardów dolarów rocznie. To niemal drugie tyle, ile już dziś generuje SpaceX ze swojej podstawowej działalności operacyjnej.
Czy Anthropic na to stać? Na koniec czerwca 2026 ich run-rate, czyli roczne przychody powtarzalne, mają już wynosić miesięcznie tyle, że w skali roku da to… 50 miliardów dolarów. Dla porównania w LUTYM było to… 14 miliardów. Firma zwiększyła skalę 3-krotnie w 3 miesiące.

Docelowo serwerownie SpaceX mają trafić na orbitę, zasilane energią słoneczną i chłodzone próżnią. To jeden z najambitniejszych celów spółki, czyli właśnie centra danych w kosmosie.
Udany debiut giełdowy przyniesie wzrost majątku menedżerów i samego Muska. Wartość jego akcji może sięgnąć 700 miliardów dolarów, bo posiada 41% udziałów w spółce. Po zsumowaniu z pozostałym majątkiem uczyni go to pierwszym bilionerem na świecie.
Czy SpaceX jest absurdalnie drogi?
Trzeba jednak przyznać, że inwestowanie w SpaceX będzie sportem ekstremalnym. Jeśli wartość rzeczywiście sięgnie 2 bilionów dolarów, to mnożnik EV/Sales na 2026 rok wyniesie około 75x.
EV/Sales to porównanie wartości firmy do jej przychodów. Dla porównania nawet i tak drogi Palantir chodzi dziś po 38x EV/Sales, a spółki takie jak Nvidia czy AMD po… 13x EV/Sales. Big Techy schodzą jeszcze niżej.

Kosmiczny hype na SpaceX rozlewa się jednak po całej branży kosmicznej. W Polsce odlatuje Creotech, a za granicą konkurencyjny RocketLab, którego wycena na wzór SpaceX wystrzeliła ostatnio do zbliżonych poziomów przekraczających 70x EV/Sales.

Już nawet Tesla, którą wielu uważa za ekstremalnie drogą – nie, nie ja – jest notowana obecnie 4x taniej niż będzie notowany SpaceX. No to robi wrażenie, ale rynek w takich wypadkach nie kupuje liczb tylko wizję i narrację, a to Musk potrafi sprzedawać jak mało kto.

Opowiadając na wasze liczne pytania – nie wiem jeszcze czy będę dokładać SpaceX do portfela. Jestem fanbojem Muska, ale na razie jestem fanbojem Tesli. Nie wiem, czy będę też fanbojem SpaceX. Zobaczymy, czas pokaże.
W publicznym portfelu agresywnym, jaki prowadzę dla was we Freedom24, obecna jest na pewno dziś Tesla, a sam portfel radzi sobie WYŚMIENICIE.
Na liczniku już +92% od początku 2024 roku i nowe ATH specjalnie dla was wykręcone przez Cymcola, co mogliście również powtórzyć na własnych portfelach.
AMD z portfela zniknęło, ale to nie oznacza, że półprzewodniki są passé. O nie nie nie. Ostatnio wstawiłem na social media takiego mema i trzymam się go bardzo mocno.
Jeśli chcecie poznać tożsamość wszystkich tych spółek, to niestety pozostaje wam dołączyć do DNA Premium, ale jedną z nich poznać możecie, bo została dorzucona do publicznego portfela agresywnego. Amphenol trafił do portfela i jako firma jest szeroko omawiany również w DNA Premium. Wy musicie obejść się smakiem, jeśli chodzi o szczegóły funkcjonowania tej firmy. Ja w każdym razie jestem pozytywnie nastawiony.
Pamiętajcie też, że żeby móc tworzyć sobie takie portfele inwestycyjne dla siebie, potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii Finweek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu.
Do tego możecie odebrać specjalny bonus – do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca.
Umowa handlowa UE-USA i napięcia z Donaldem Trumpem
Unia Europejska sfinalizowała treść długo odkładanego porozumienia handlowego ze Stanami Zjednoczonymi. Negocjacje trwały wiele miesięcy, a ostateczny kompromis wypracowano w środę rano pod przewodnictwem Cypru, który obecnie kieruje pracami Unii.
To kluczowy krok, który pozwala ominąć poważną przeszkodę i zatwierdzić umowę przed terminem wyznaczonym przez Donalda Trumpa. Sfinalizowanie tekstu ma pomóc w złagodzeniu napięć na linii Waszyngton–Bruksela, które w ostatnich tygodniach przybrały na sile z powodu krytyki Trumpa dotyczącej europejskiej gospodarki oraz wojny w Iranie.
Główne założenia tej umowy, uzgodnione wstępnie w lipcu zeszłego roku, polegają na tym, że UE zniesie cła na amerykańskie towary przemysłowe, a w zamian Stany Zjednoczone nie nałożą na europejski eksport ceł wyższych niż 15%.
Sprawa stała się bardzo pilna, ponieważ Donald Trump zagroził, że jeśli umowa nie wejdzie w życie do 4 lipca, podniesie cła na europejskie samochody z 15% do 25%. To ultimatum padło po jego rozmowie z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, w której prezydent USA zarzucił Europie opieszałość. No i ciężko nie przyznać mu racji, skoro temat ciągnął się od lipca ubiegłego roku.
Droga do porozumienia była skomplikowana. Europejscy politycy wielokrotnie blokowali zatwierdzenie umowy. Najpierw z powodu gróźb Trumpa dotyczących aneksji Grenlandii, a później po wyroku Sądu Najwyższego USA, który uchylił globalny system celny prezydenta.
W marcu Parlament Europejski dodał do przepisów poprawki. Zapisał, że umowa wygaśnie w marcu 2028 roku i nie wejdzie w życie, dopóki Amerykanie nie wywiążą się ze swoich wcześniejszych obietnic. Strona amerykańska jasno dawała do zrozumienia, że nie zgadza się na takie modyfikacje.
Środowe porozumienie to efekt wypracowanego kompromisu, gdzie ważną częścią ustaleń jest też rozwiązanie sporu o cła na metale. W sierpniu zeszłego roku Stany Zjednoczone rozszerzyły 50-procentowe cła na setki produktów zawierających stal i aluminium, w tym na motocykle czy zastawę stołową.
Choć formalnie nie łamało to wcześniejszej umowy, Europejczycy uważali, że w praktyce omija to ustalony 15-procentowy limit. Aby się zabezpieczyć, dopisano klauzulę, która pozwala Komisji Europejskiej zawiesić umowę handlową, jeśli po 2026 roku cła na te wyroby przekroczą 15%.
Ostateczny tekst daje też Unii ogólne prawo do wstrzymania paktu, jeśli USA nie będą przestrzegać swoich zobowiązań.
Teraz gotowy tekst trafi pod oficjalne głosowanie. Parlament Europejski ma zatwierdzić umowę na sesji 16 czerwca, a krótko po tym decyzję podejmą unijne stolice. Umowa jest o tyle istotna, że USA importuje najwięcej towarów właśnie z UE. Obie strony mają więc o co walczyć.

Problemy gospodarki Strefy Euro i słaby PMI
Chociaż wydaje się, że jednak Europa ma o co walczyć bardziej, bo wskaźnik PMI dla Strefy Euro pokazał się ponownie na najniższym poziomie od 2023 roku. Dalej ciężko tutaj wypracować trwałe odbicie gospodarcze.
Główny wskaźnik Composite PMI, który obrazuje łączną kondycję przemysłu i usług, spadł w maju do 47,5 punktu z poziomu 48,8 w kwietniu. Rynek spodziewał się, że wynik pozostanie bez zmian. Warto wyjaśnić, że poziom 50 punktów to umowna granica oddzielająca wzrost od regresu. Wynik poniżej tej wartości oznacza, że gospodarka się kurczy, co w Strefie Euro ma miejsce już drugi miesiąc z rzędu.

Sytuacja w poszczególnych sektorach i krajach jest zróżnicowana. Przemysł odnotował chwilowy wzrost, ale wynikało to wyłącznie z zapobiegawczego gromadzenia zapasów przez firmy w obawie przed wzrostem cen po tym, jak ropa wystrzeliła. Ten efekt już mija.
Z kolei sektor usług wyraźnie podupadł, ponieważ przez wojnę wzrosły koszty życia mieszkańców, co ogranicza ich wydatki na usługi w gospodarce.
Spadek popytu widać zarówno w zapotrzebowaniu na towary, jak i na usługi, a sytuację pogarszają dodatkowo coraz częstsze opóźnienia w dostawach. Jeśli spojrzymy na poszczególne kraje, w Niemczech sytuacja była w miarę stabilna, ale we Francji aktywność spadła do najniższego poziomu od 2020 roku.

Europejski Bank Centralny między inflacją a recesją
Taki rozwój wydarzeń stawia Europejski Bank Centralny przed sporym dylematem. Osłabieniu gospodarki towarzyszy bowiem rosnąca inflacja, która w najbliższych miesiącach może zbliżyć się do 4%. Bank rozważa podwyżki stóp procentowych, by walczyć z presją cenową, a rynki finansowe obstawiają wzrost o ćwierć punktu procentowego w czerwcu.
Gubernator belgijskiego banku centralnego uważa podwyżkę za bardzo prawdopodobną, jeśli wojna szybko się nie skończy. Z kolei odchodzący w tym miesiącu wiceprezes EBC apeluje o ostrożność, gdyż wpływ na spowolnienie wzrostu będzie wkrótce znacznie bardziej widoczny.
W marcu prognozowano wzrost PKB o 0,9% w 2026 roku i 1,3% w 2027 roku, jednak obecnie wynik może zbliżyć się do gorszego scenariusza dłuższego konfliktu i skromniejszego rozwoju.
EBC musi więc powoli ponownie wybierać czy walczyć z inflacją, czy zapobiegać pogorszeniu kondycji gospodarczej i nie ma tu dobrej drogi.
Kryzys demograficzny i spadek dzietności na świecie
Sporym elementem nawracających problemów Unii Europejskiej jest demografia. W tym temacie z kolei Financial Times przygotował bardzo ciekawy, obszerny raport na temat tego, co rzekomo stoi za kryzysem demograficznym w wielu krajach.
Obecny spadek liczby urodzeń na świecie przyspiesza w tempie, które cały czas zaskakuje. W ponad dwóch trzecich ze 195 krajów wskaźnik dzietności spadł poniżej poziomu 2,1, który gwarantuje stabilność populacji bez migracji. Problem ten przestał być domeną wyłącznie państw bogatych, bo w 2023 roku wskaźnik urodzeń w Meksyku spadł poniżej poziomu w USA.

Podobny trend widać w Brazylii, Tunezji czy Iranie. Kraje rozwijające się zaczynają się starzeć, zanim zdążą się wzbogacić, co obala popularne myślenie, że tylko bogate społeczeństwa przestają się rozmnażać.

Młodzi ludzie wciąż deklarują, że chcieliby mieć średnio dwójkę dzieci. Istnieje jednak wyraźna przepaść między planami a rzeczywistością.
Główna przyczyna zmian demograficznych tkwi w tym, że coraz mniej ludzi w ogóle tworzy pary, a nie w tym, że stałe związki mają mniej potomstwa. Gdyby wskaźnik małżeństw i wspólnego mieszkania w USA utrzymał się na poziomie sprzed dekady, ogólna dzietność byłaby dziś wyższa niż wtedy.
Zjawisko to ma charakter nierównomierny i przypomina literę K. Wskaźnik zakładania rodzin i posiadania dzieci w grupie osób z wyższym wykształceniem pozostaje stabilny, a w niektórych przypadkach nawet rośnie.
To w grupie osób z niższym wykształceniem i dochodami spadek liczby związków i urodzeń jest najgłębszy. To też przeczy pewnym stereotypom i pokazuje, że na dzieci pozwalają sobie ludzie, dla których są one mniejszym obciążeniem finansowym.

Tradycyjna pomoc państwa okazuje się nieskuteczna. Choć kraje rozwinięte od lat 80. potroiły realne wydatki na świadczenia na dzieci czy urlopy rodzicielskie, średnia dzietność i tak spadła w nich z 1,85 do 1,53.
Ważnym czynnikiem hamującym zakładanie rodzin ma być też sytuacja na rynku nieruchomości. Nawet za połowę spadku dzietności od lat 90. w USA i Wielkiej Brytanii odpowiada spadek poziomu własności mieszkań oraz fakt, że młodzi dłużej mieszkają z rodzicami.
Gospodarka nie wyjaśnia jednak wszystkiego. W krajach nordyckich dzietność spada mimo stabilności ekonomicznej, a w wielu miejscach na świecie pary, które decydują się na wspólne mieszkanie, częściej się rozstają niż decydują na dziecko.
Badacze wskazywani przez FT coraz częściej wskazują na nowy, globalny czynnik: upowszechnienie się smartfonów i… mobilnego internetu. Liczba urodzeń zaczynała gwałtownie spadać w momentach, które pokrywają się z masowym wdrożeniem smartfonów na lokalnych rynkach.

Smartfony, social media i izolacja młodego pokolenia
Technologia wpłynęła na demografię poprzez ograniczenie osobistych kontaktów. W Korei Południowej czas spędzany na bezpośrednich spotkaniach z rówieśnikami skurczył się o połowę w ciągu 20 lat. Rzadsze kontakty w świecie rzeczywistym z kolei wydłużają lub wręcz uniemożliwiają znalezienie partnera.
Dodatkowo aplikacje takie jak Instagram czy TikTok budują sztuczne wyobrażenia o relacjach, drastycznie podnosząc oczekiwania wobec partnerów.
Jeśli to prawda, rozwiązanie tego kryzysu wymaga wyjścia poza proste zasiłki finansowe. Kluczowym wyzwaniem nowoczesnego świata staje się zmiana nawyków cyfrowych oraz walka z izolacją młodego pokolenia.
Trzeba jednak przyznać, że to wytłumaczenie brzmi nieco populistycznie, a zwalanie wszystkiego na smartfony wygląda jak słaby chwyt na zdobycie atencji.
W końcu wcześniejsze dane tego samego Financial Times wskazują, że spadek liczby urodzeń to proces trwający od dekad, nazywany przez demografów drugim przejściem demograficznym.
Dzietność w krajach rozwiniętych zaczęła gwałtownie spadać już w latach 60. i 70. XX wieku. Z perspektywy historycznej tąpnięcie po 2007 roku może być po prostu kolejną fazą tego samego, długofalowego trendu, napędzanego przez urbanizację, powszechny dostęp do antykoncepcji czy zmiany społeczne.
Smartfon mógł ten proces co najwyżej nieznacznie podkręcić, ale nie on go zainicjował.
Xi Jinping i Putin zacieśniają współpracę Chin i Rosji
A na sam koniec zostało nam jeszcze spotkanie lidera Chin Xi Jinpinga z Władimirem Putinem. Spotkanie, które odbyło się zaledwie kilka dni po szczycie z Donaldem Trumpem, co pokazuje jak intensywnie Pekin prowadzi obecnie politykę zagraniczną i jak chętnie rozmawia z liderami z całego świata.
Tylko w tym roku Xi Jinping przyjął już przywódców między innymi z Wielkiej Brytanii, Kanady, Hiszpanii, Irlandii, Korei Południowej oraz Wietnamu.
Podczas rozmów bardzo ważnym punktem była sytuacja na Bliskim Wschodzie. Xi Jinping skierował jasny apel do Donalda Trumpa, wzywając go, aby nie wznawiał działań wojennych w tamtym regionie.
Samo powitanie Władimira Putina na placu Tiananmen miało niezwykle uroczysty charakter i odpowiadało standardom, z jakimi wcześniej przyjęto Donalda Trumpa. Oddano pełny salut armatni składający się z 21 wystrzałów, orkiestra wojskowa odegrała hymny obu państw, a prezydentów witały dziesiątki dzieci trzymających flagi i skandujących powitania.
Putin nazwał Xi Jinpinga drogim przyjacielem i zadeklarował, że relacje między Rosją a Chinami znajdują się na niespotykanie wysokim poziomie, stanowiąc wzór partnerstwa.
Zwrócił uwagę, że w obecnej napiętej sytuacji międzynarodowej bliska współpraca obu krajów jest szczególnie potrzebna. Przypomniał też, że Rosja pozostaje dla Chin w pełni wiarygodnym dostawcą surowców energetycznych. Dla Putina była to już dwudziesta piąta wizyta w tym kraju.
Rozmowy miały również bardzo konkretne tło gospodarcze, a jednym z głównych tematów był projekt planowanego gazociągu Siła Syberii 2.
Rosja jest dziś ogromnie zależna od handlu z Chinami. Taka współpraca pozwala Moskwie osłabić dotkliwe skutki sankcji, jakie Zachód nałożył na nią po inwazji na Ukrainę. Ta zależność jest szczególnie widoczna przy zakupach nowoczesnych rozwiązań, ponieważ Rosja sprowadza przez Chiny ponad 90 procent potrzebnych jej, a objętych sankcjami technologii.

Prawda jest jednak taka, że choć oficjalna prasa w Chinach nawołuje do zacieśniania współpracy w obszarach takich jak sztuczna inteligencja, biotechnologia, zielone inicjatywy czy badania kosmiczne, relacja ta pozostaje nierównomierna. Rosja potrzebuje Chin znacznie bardziej niż Chiny Rosji.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk
Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.