Rekomendacje giełdowe - na co zwracać uwagę?! - DNA Rynków

Rekomendacje giełdowe – na co zwracać uwagę?!

Jedno z pytań, które najczęściej zadaje sobie każdy inwestor to, „kiedy jest odpowiedni czas, żeby kupić lub sprzedać?„. Kto z nas nie chciałby mieć szklanej kuli, która pokaże z wyprzedzeniem na przykład tweety Donalda Trumpa? Czyż nie wspaniale byłoby posiadać takiego doradcę za uchem, który ostrzeże w odpowiednim momencie, że już czas pozbyć się akcji danej spółki z portfela?! Taką przepowiednią tudzież głosem rozsądku dla wielu są właśnie rekomendacje maklerskie. Jak je czytać i czy można im wierzyć? W końcu gdy już wybierzesz najlepszy dla siebie rachunek maklerski dobrze byłoby nie rozpocząć swojej przygody od wyłącznie losowych zakupów.

Czym są rekomendacje giełdowe?

Rekomendacja giełdowa to pozytywna lub też negatywna opinia na temat wartości danej spółki wydana najczęściej przez dom maklerski. Profesjonalne rekomendacje w Polsce mają prawo sporządzać tylko licencjonowani doradcy inwestycyjni lub maklerzy papierów wartościowych. Mogą oni wydawać rekomendacje zarówno jako osoby prywatne, jak i pracownicy podmiotów uprawnionych do tego. To bardzo ważne, bo choć rekomendacje publikuje zwykle instytucja, to zawsze podpisany jest pod nią konkretna osoba. Trafne i sprawdzające się analizy to klucz do sukcesu niejednego z nich.

Nie każdy raport, który znajdziemy w Internecie będzie rekomendacją giełdową. W rozumieniu prawa jest to rzetelnie sporządzony dokument, który podaje źródła danych i na nich opiera swoje wyliczenia i tezy. Cena spółki też nie bierze się znikąd. Analitycy dokonują wyceny za pomocą co najmniej dwóch metod. Jednak źródła i jasno opisane metody to tylko część wymogów dotyczących rekomendacji, których jest całkiem sporo. Chodzi o to, aby rekomendacje były zrozumiałe także dla osób bez zaawansowanej wiedzy o finansach. Dzięki temu inwestorzy mogą podejmować decyzje finansowe w oparciu o dane, które rozumieją. Prawidłowa sporządzona rekomendacja powinna zawierać 5 niezbędnych elementów:

  • źródła danych,
  • opisane metody wyceny wraz z analizą wrażliwości przyjętych założeń,
  • jasno opisany kierunek rekomendacji, czyli wzrośnie czy spadnie,
  • finalną projekcję cenową,
  • horyzont inwestycyjny.

Bez tych elementów rekomendacja giełdowa może wiele namieszać i wprowadzić inwestora, zwłaszcza tego początkującego, w spory błąd. Niestety takie analizy nie są wydawane dla wszystkich spółek. Podmiot uprawniony do wydawania rekomendacji sam decyduje, jakie spółki będzie analizował, a jakie nie. Rekomendacje inwestycyjne to domena rynku akcyjnego, dlatego najczęściej są to akcje, na których generowany jest znaczący wolumen obrotu. Nie ma tu jednak sztywnej granicy.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie dąży do tego, aby takich analiz pojawiało się jak najwięcej, bo to przede wszystkim wsparcie dla indywidualnego inwestora. Stąd też niedawno uruchomiono Giełdowy Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego dzięki, któremu wzrosnąć ma liczba publikowanych analiz zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Rekomendacje inwestycyjne od zawsze są częścią krajobrazu giełdowego, a rynek mocno je dostrzega. Największe i najbardziej renomowane domy maklerskie mogą taką analizą uśpić niedźwiedzią bessę albo nieźle postraszyć byczą hossę. Rekomendacje oparte są zwykle na historycznych danych i kilkuletniej prognozie. Jednak to, co najbardziej przyciąga uwagę inwestora to tzw. projekcja cenowa, czyli trzy finalne słowa: kupuj, sprzedaj, trzymaj.

Informacja kluczem każdej rekomendacji! Jak tworzy się rekomendacje?

Zanim jakikolwiek analityk zakończy swój raport wymownym „kupuj”, to najpierw zbiera informacje. Każda notowana spółka ma obowiązek informować inwestorów o tym, co się w niej dzieje i publikować raporty finansowe. Rekomendacje giełdowe tworzy się właśnie m.in. w oparciu o opublikowane sprawozdanie finansowe spółki. Dane te analizuje się kilka lat wstecz, a prognozy na przyszłość tworzy się w oparciu o dane historyczne. Pod uwagę bierze się także trendy rynkowe, analizy makroekonomiczne oraz plany zarządu i akcjonariuszy posiadających pakiet kontrolny. W ten sposób, opierając się na założeniach i stosując odpowiedni model wyceny, analityk wylicza rekomendowana cenę akcji, którą dodatkowo potwierdza inną metodą wyceny.

Jeżeli wyliczona cena jest znacząco niższa od tej, którą widzimy na rynku, to analityk zaleca sprzedaż. Jeżeli wyższa, to kupno. Trzecią opcją jest „trzymaj”. O ile dwie pierwsze sugestie są jasne w interpretacji, to trzecia wymaga krótkiego wyjaśnienia. „Trzymaj” raczej nie jest pozytywną informacją, bo choć nie mówi wprost, żeby pozbywać się papierów danej spółki, to ostrzega, by nie zwiększać zaangażowania w nią.

Co istotne, te procentowy pułap zmian cen akcji dla tych trzech określeń może być różny w zależności od domu maklerskiego. Niektóre domy maklerskie wprowadzają również więcej poziomów publikując też takie zalecenia jak: „akumuluj, redukuj, neutralnie”. Są to tylko łagodniejsze określenia kierunku. Dla przykładu, jeśli projekcja od ceny rynkowej jest wyższa o 20%, to analityk powie „kupuj”. Natomiast kiedy potencjał wzrostu wynosi 15%, to większość domów maklerskich rekomenduje akumuluj. Czasem podawane są też zalecenia odnoszące się bezpośrednio do danego portfela akcji. Rekomendacja „przeważaj” będzie oznaczała, że mamy zwiększyć jej udział. Z kolei „niedoważaj” dokładnie coś odwrotnego. Każde z tych słów daje konkretną informację, niezależnie od semantyki. Analityk albo daje zielone światło, albo radzi poczekać, a czasem jeszcze daje sygnał, że zbliża się czerwone, więc warto się powstrzymać przed zakupami.

Jaka jest sprawdzalność rekomendacji?

Jako inwestor musisz pamiętać, że analitycy mogą sugerować Ci kupno bądź sprzedaż akcji danej spółki. Jednak ostateczna decyzja zawsze należy wyłącznie do Ciebie. I musisz być do niej przekonany. Rynek jest bardzo kapryśny i nawet najlepsza analiza bazuje na rachunku prawdopodobieństwa. Perfekcyjne założenia modelu wyceny i niezwykły zmysł analityka mogą nie wystarczyć, bo cena akcji to w ogromnej mierze emocje. Portal Strefa Inwestorów przeprowadziła badania, w których podaje, że zaledwie sześć rekomendacji na dziesięć się sprawdza. Z czego złe przepowiednie sprawdzają się częściej. Najgorzej wypadały rekomendacje pozytywne, a więc „kupuj” miało rację bytu tylko w czterech na dziesięć przypadków. Tylko 44% spółek faktycznie osiągało cenę docelową, która była przewidziana przez analityków. Rekomendacje negatywne okazywały się zdecydowanie bardziej skuteczne, bo aż dwie na trzy z nich się sprawdzały. To pokazuje, że do każdego raportu należy podchodzić z rozwagą. Oczywiście niektóre polskie biura maklerskie lub zagraniczne banki inwestycyjne, jak Goldman Sachs czy Credit Suisse mają większy odsetek sprawdzających się rekomendacji, ale czy możemy być ich pewni? Narzędzie, jakim niewątpliwie są rekomendacje jest przydatne, ale trzeba z niego korzystać lepiej niż po prostu patrząc na cenę.

Na co warto zwrócić uwagę czytając rekomendację giełdowe?

  1. Kto wydał rekomendacje? To wbrew pozorom cenna informacja, bo możemy sprawdzić, jak długo dany analityk zajmuje się konkretną spółką. Jaka była sprawdzalność innych jego rekomendacji. Warto również poświęcić nieco więcej czasu i sprawdzić, jak sprawdzały się dotychczasowe rekomendacje biura, które reprezentuje. Jeżeli te informacje budzą Twoje zaufanie, będziesz czuł większą pewność, co do wiarygodności raportu.
  2. Data wydania rekomendacji i horyzont inwestycyjny, jakiego dotyczyła. Najczęściej obejmują one roczny horyzont, ale często są po drodze aktualizowane. Warto sprawdzić, czy na pewno patrzymy na najnowszą. Ponadto czasem jest tak, że dostęp do niej zyskują najpierw klienci danego biura, a dopiero potem cały rynek. To istotne, ponieważ rekomendacja kupna może wywołać wzrost cen akcji, ale Ty dowiesz się o tym za późno. Ergo, dokonasz zakupu na tak zwanej górce. Zanim skorzystasz więc z rekomendacji, sprawdź, kiedy się ukazała i czy miała wpływ na notowania.
  3. Porównaj! Warto zwrócić też uwagę, czy inne biura rekomendują podobnie. Jeżeli w niewielkich odstępach czasu kilka biur wydało zbieżne opinie o konkretnej spółce ich wiarygodność będzie większa. Jeżeli będą od siebie różne, koniecznie sprawdź powody, dla których jedni analitycy pokazali lepszą ocenę, a drudzy gorszą. Dzięki temu, mając pełny ogląd, Twoja decyzja będzie obiektywna.
  4. Cena docelowa. Zwykle analitycy wskazują cenę, która mówi, ile ich zdaniem będą kosztować akcje danej spółki za pół roku lub za rok. Pamiętaj jednak, że to nie jest wyrocznia. Gwałtowna zmiana na rynku może spowodować, że rekomendacja wcale się nie sprawdzi. Jest ogrom czynników, nie tylko psychologicznych, których rekomendacja w chwili sporządzenia nie ma szansy przewidzieć. Doskonałym przykładem jest dzień ogłoszenia podatku od kopalin w Polsce. Akcje KGHM gwałtownie runęły i nawet najlepsi analitycy bez informacji nie mogli tego przewidzieć.
  5. Rekomendacja to za mało. Sama konkluzja zamknięta w słowie „sprzedaj”, choć bardzo sugestywna nie jest informacją dla inwestora. Jednak czytając cały raport, a nie tylko końcowy wniosek, możemy się wiele dowiedzieć o spółce. Warto prześledzić jej bilans, przychody czy koszty. Sprawdzić przepływy pieniężne i jakie ma wyniki. Jak wygląda na tle swojej branży. Sama rekomendacja, to tylko jeden scenariusz i to w dodatku nie Twój, tylko analityka, który ją stworzył. Rekomendacja nie może zastąpić Twojej analizy.

Każdy analityk chce mieć racje!

Rekomendacje giełdowe są mozolną pracą wielu analityków, czasem lepszych czasem gorszych, ale jedno jest pewne, każdy z nich chce mieć racje. Każdy z nich uważa, że jego model wyrzuca właściwą wycenę, a prognoza jest trafiona co do złotówki.

Oglądałeś film „Big Short”? Pada tam takie zdanie: „Prawda jest jak poezja, większość jej nienawidzi.” Dokładnie z tego powodu ukazuje się więcej rekomendacji kupna niż sprzedaży. Bo co się dzieje w sytuacji, gdy analityk wydaje rekomendację „sprzedaj”? Posiadacze akcji nie są zbyt zadowoleni, ponieważ poniekąd podważa się ich osąd. Zarząd spółki jest niezadowolony, bo w pewien sposób skrytykowany zostaje prowadzony przez nich biznes. Biuro maklerskie się obawia, ponieważ traci możliwość utrzymania relacji z emitentem. Nie jest to łatwe zadanie i warto o tym wiedzieć, czytając taką rekomendację.

Prawda jest taka, że większość analityków zdaje sobie sprawę z tego, że podawanie ceny w 12-miesięcznym horyzoncie czasowym, nie ma najmniejszego sensu, ale tak robią, bo robią tak wszyscy i tego wymagają najwięksi klienci. Wielu z nich robiąc wycenę kończącą się wnioskiem „sprzedaj” chowa raport do szuflady, bo boją się krzyczeć nie, gdy wszyscy inni mówią na rynku tak. Wbrew opinii Sofoklesa, który napisał, że nie zabija się posłańca, który przynosi złe wieści, taka pomyłka może analityka reputacyjnie drogo kosztować. W świecie finansów nie wystarczy mieć rację, trzeba ją jeszcze mieć w odpowiednim czasie.

Do zarobienia!
Agata Paluch



Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autor

Agata PaluchAgata Paluch - doświadczona inwestorka indywidualna działająca głównie na rynku instrumentów pochodnych, obecnie pracuje w bankowości.
Slider
Slider

Ankieta

Historię jakiej waluty chcesz poznać w kolejnym odcinku "Krótko mówiąc..."?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy

Array ( [0] => 92 [1] => 90 )

17 bilionów straty – fenomen obligacji o ujemnych rentownościach


Historia brytyjskiego funta


Historia amerykańskiego dolara


Najciekawsze spółki giełdowe w 2020 roku według Bloomberga


Jak wygląda Giełda w Warszawie?


Gra o tron w świecie funduszy indeksowych


Slider
Slider

Polecane wpisy

Czy warto zostać w PPK? Inwestycyjny Ring


Historia brytyjskiego funta


Jak wygląda Giełda w Warszawie?


Najlepszy rachunek maklerski! Na co zwracać uwagę przy jego wyborze?


17 bilionów straty – fenomen obligacji o ujemnych rentownościach


Najciekawsze spółki giełdowe w 2020 roku według Bloomberga