Wstęp
Są dwa rodzaje bólu na giełdzie i dziś wybierzecie, który wolicie. Ból pierwszy to wpłacacie 100 tysięcy w piątek, a w poniedziałek przychodzi korekta i patrzycie, jak z konta znika dwadzieścia tysięcy.
Ból drugi to czekacie na tę korektę, ona nie przychodzi i rynek rośnie dwanaście procent bez Was, więc kupujecie to samo drożej za pieniądze, które przez rok leżały na koncie.
Pierwszy ból jest ostry i widać go na wyciągu. Drugi jest tępy i nie widać go nigdzie. Dlatego większość ludzi wybiera drugi, choć statystycznie kosztuje on więcej.
To co w końcu lepiej zrobić? Zainwestować całą kwotę od razu, czekać na korektę czy może kupować akcje i ETF-y po kawałku? Pokażę Wam dziś na ten temat masę badań, bo naprawdę wszystko, co można o tym wiedzieć i sprawdzić… już sprawdzono. Problem polega tylko na tym, że psychikę dużo trudniej zmienić, a to wyłącznie przez nią podejmujecie tutaj decyzje kompletnie nieoptymalne. Lecimy.
Gdybym dziś miał zainwestować 100 tysięcy, wszedłbym całością czy uśredniał?
DCA czy inwestowanie całej kwoty od razu?
W tej debacie o tym, czy lepiej inwestować regularnie, czy wpłacić całą kwotę od razu, ludzie często kłócą się o dwie różne rzeczy. Matematyka nie kłamie i jasno mówi, która metoda daje statystycznie więcej pieniędzy. Dochodzi do niej jednak czynnik ludzki z pytaniem, którą metodę wytrzymacie bez sprzedawania w dołku? Odpowiedź na pierwsze jest prawie zawsze ta sama i zaraz ją pokażę na danych. Odpowiedź na drugie zależy od Was samych i to ona, nie statystyka, decyduje o tym, ile naprawdę zarobicie.
Dollar cost averaging, w skrócie DCA, a po polsku po prostu uśrednianie ceny zakupu, polega na regularnym kupowaniu akcji lub innych instrumentów niezależnie od tego, co akurat dzieje się na rynku. Raz traficie drożej, raz taniej, a średnia cena zakupu się wyrówna. A kupowanie wszystkiego na raz, czyli strategia lump sum investing… to po prostu inwestowanie całej dostępnej kwoty od razu.
Książkowa teoria i statystyka stoją po stronie kupowania wszystkiego od razu i jest na to prosty argument. Akcje częściej i dłużej rosną, niż spadają. Od 1988 roku indeks S&P 500 razem z dywidendami rósł w dwóch miesiącach na trzy. Więc każdy miesiąc, w którym część pieniędzy czeka na swoją ratę, to miesiąc, w którym ta część nie bierze udziału we wzrostach. Rozkładając zakupy na raty, płacicie za większy spokój utraconym zyskiem.
Potwierdza to badanie Vanguarda z 2023 roku. Na MSCI World, czyli indeksie akcji z krajów rozwiniętych, w latach od 1976 do 2022 wpłata całej kwoty od razu wygrywała z rozłożeniem jej na trzy miesiące w 68% przypadków.
I to nie jest tylko amerykańska specyfika. Vanguard sprawdził wcześniej to samo na trzech rynkach: USA, Wielkiej Brytanii i Australii, i wszędzie wyszło 66–68 procent. Wygrana jest średnio o około 2,4 punktu procentowego. Tyle kosztuje Was czekanie.
Inwestowanie na GPW i S&P 500 – wyniki testu
Tylko że to badania dla rynków rozwiniętych, więc polskiej giełdy w tym badaniu nie ma. Dlatego zrobiliśmy własny test porównujący inwestowanie całej kwoty z regularnymi zakupami akcji. W końcu większość z Was dalej ma większość kapitału właśnie na GPW.
Wzięliśmy S&P 500 z dywidendami od 1988 roku i WIG od 1995 roku. Dla każdego miesiąca z tego okresu policzyliśmy dwa scenariusze. W pierwszym inwestor wpłaca wszystko od razu. W drugim dzieli kwotę na 6, 12 albo 24 równe raty miesięczne, a pieniądze czekające na swoją kolej trzyma na lokacie oprocentowanej tak jak stopa procentowa banku centralnego, czyli NBP u nas i Fedu w USA. To od niej zależy, ile płacą lokaty i krótkie obligacje.
Realnie nie znajdziecie takiej lokaty, ale poszczególne fundusze rynku pieniężnego już mogą to zaoferować, a one praktycznie nie zaliczają korekt i zmienności kursu, więc to dobra alternatywa do zaparkowania gotówki. Na wykresie widzicie przykład, jak zachowuje się taki fundusz rynku pieniężnego. Zarabia mało, ale stabilnie i bez dużych wahań. To jedno z najlepszych miejsc dla gotówki, która czeka.
Na koniec sprawdziliśmy, który portfel był wart więcej w miesiącu ostatniej raty, bo od tego momentu oba są już w całości na rynku.
Na wykresie widzicie, że na amerykańskiej giełdzie teoria się broni świetnie. Przy sześciu ratach zakup od razu wygrywał w 69% przypadków, a przy 24 ratach aż w 82%. Im dłużej rozkładacie zakupy, tym dłużej część pieniędzy stoi z boku i tym częściej na tym tracicie.
Na polskiej giełdzie obraz jest inny. Przy 12 ratach zakup od razu wygrywał tylko w 59% przypadków, a przy 24 ratach w 53%. To niewiele więcej niż rzut monetą. Sprawdziłem też, czy to nie wina lat 90., kiedy WIG był młodym i dzikim rynkiem, ale gdy policzymy dopiero od 2010 roku, wynik prawie się nie zmienia.
Skąd ta różnica? Najważniejsze jest to, ile akcje dawały ponad bezpieczną gotówkę. Na wykresie widzicie, że polskie akcje, czyli WIG, dawały podobną stopę zwrotu jak amerykańskie akcje, czyli S&P 500. Ale S&P 500 zarabiał rocznie o ponad 8 punktów procentowych więcej niż gotówka oprocentowana na poziomie stóp Fedu, a WIG tylko niecałe 3 punkty procentowe ponad to, co oferowała stopa NBP.
Wszystko dlatego, że polskie stopy procentowe przez większość tego okresu były dużo wyższe niż amerykańskie.
Tu leży cały haczyk. To, ile płaci gotówka, która leży i czeka, ma znaczenie! Niestety to też naciągane zestawienie, bo nie da się tak po prostu zainwestować środków po stopie NBP oraz dobrowolnie ich sobie bez żadnej kary wycofywać.
Jakby jednak nie patrzeć, to statystyka stoi za kupowaniem wszystkiego na raz. Czasem ta przewaga jest silniejsza, czasem słabsza, ale w naszych wynikach pozostaje widoczna.
Czy warto kupować akcje, gdy indeksy biją rekordy?
No dobrze, ale w końcu indeksy giełdowe są dziś na rekordach. Czy to nie najgorszy moment, żeby zainwestować wszystko naraz? Tu dane też przeczą intuicji. Rekordy przychodzą seriami, bo rosnący rynek przyciąga kolejne pieniądze, a te pchają kursy dalej w górę. Siła rodzi siłę.
Policzyliśmy też, co działo się w ciągu roku po rekordowym miesiącu dla akcji. S&P 500 rósł potem średnio o 14%, a po pozostałych miesiącach o około 12%. Sam rekord na wykresie nie jest więc sygnałem, że zaraz przyjdą spadki i nie jest żadnym argumentem, żeby decydować się na inną metodę inwestowania.
Schwab zrobił z tego najlepszy test, jaki znam. Pięciu inwestorów, każdy dostaje 2000 dolarów rocznie przez 20 lat. Pierwszy ma boski timing i zawsze kupuje w dołku roku. Drugi wpłaca od razu, pierwszego dnia bez myślenia. Trzeci dzieli na dwanaście rat, a czwarty ma pecha i zawsze kupuje na szczycie w danym roku.
Piąty po prostu czeka. Czeka na lepszy moment i trzyma gotówkę. Wynik po dwudziestu latach?
Bóg ma 138 tysięcy. Inwestujący od razu 128. Inwestujący ratami 124, a pechowiec 121. Czekający ma 44. Zobaczcie na te odstępy. Między idealnym a najgorszym możliwym timingiem zakupu akcji różnica wynosi siedemnaście tysięcy. Sporo, ale różnica nie jest aż tak szokująca. Cała debata „od razu czy raty” mieści się w czterech tysiącach na sto dwadzieścia. Najdroższa jest zawsze decyzja o czekaniu na nie wiadomo co.
Kiedy regularne inwestowanie w ratach wygrywa?
Kupowanie regularne partiami, czyli strategia DCA, ma jednak swoje silne momenty i dobrze wiedzieć, kiedy one przychodzą. Na wykresie widzicie przewagę zakupu od razu nad 12 ratami. Kolorowe pola to okresy, w których lepiej było wejść całą kwotą, a szare to te, w których wygrywały raty. Szare pola skupiają się tuż przed pęknięciem bańki internetowej w 2000 roku, przed kryzysem z 2008 roku i przed spadkami z 2022 roku. Raty wygrywają po prostu wtedy, kiedy rynek spada w trakcie ich wpłacania. W sumie logiczne. Problem w tym, że nie przewidzicie, kiedy będą spadki i bessa.
W przypadku indeksu WIG tych okresów, gdy wygrywały raty, jest więcej, co jest zgodne z tym, o czym mówiłem wcześniej, ale ważny jest też fakt, że polskie akcje, czyli WIG, są po prostu bardziej zmienne od amerykańskich akcji.
Mniejszy rynek, mniej dojrzały, o mniejszej płynności, czyli akcjami obraca się mniej pieniędzy, więc łatwiej je mocno przesunąć w górę albo w dół. To przekłada się na silniejsze wahania niż w przypadku akcji amerykańskich. To kolejny ważny wniosek. Im bardziej zmienne akcje i indeksy kupujecie, tym większa szansa, że raty będą lepszym wyborem. Im szerszy i bardziej „powolny” indeks wybieracie, tym lepiej statystycznie wypada kupowanie wszystkiego na raz.
Psychologia inwestowania – strach przed stratą
Największe ryzyko przy wejściu całą kwotą to nie sama strata na papierze, tylko to, że po kilku miesiącach na minusie puszczą Wam nerwy i sprzedacie wszystko w dołku.
Wtedy strata z papierowej staje się prawdziwa. Raty działają więc jak ubezpieczenie od emocji, a koszt tego ubezpieczenia to po prostu niższy oczekiwany zysk.
Psychologia finansów ma na to nazwę od trzydziestu lat. Meir Statman pokazał, że raty nie są strategią na minimalizację straty, tylko na minimalizację żalu. Tymczasem żal po własnym działaniu boli bardziej niż żal po zaniechaniu. „Wpłaciłem i spadło” to coś, co sam sobie zrobiłem. „Czekałem i uciekło” to coś, co mi się przydarzyło. Pierwszego nie da się wytłumaczyć, a drugie da się zawsze. Dlatego ludzie wybierają raty, choć statystyka mówi co innego. Nie kupują wyższego zysku, ale chętnie kupują wymówkę na wypadek, gdyby poszło źle. Za to się płaci. Jak za wizytę u psychologa. Niektórym jednak na pewno pomoże.
Spójrzcie na przykład i zobaczcie, ile trwał powrót od straty do zysku po kryzysie finansowym z 2008 roku, gdybyście zaczęli inwestować w samym szczycie. Inwestor, który rozłożył zakupy na 12 rat, wyszedł na plus wyraźnie szybciej w obu przypadkach.
Zarówno w akcjach amerykańskich, jak i polskich. Na WIG czekanie na powrót do swojej kwoty początkowej skróciło się o ponad połowę. Z prawie 14 lat do nieco ponad 6.
Inwestowanie co miesiąc a jednorazowa wpłata
I tu dochodzimy do rzeczy, która obraca cały ten spór do góry nogami: dla większości z Was pytanie „całość czy raty” w ogóle nie istnieje i nigdy istnieć nie będzie. Nie dlatego, że nie macie zdania. Dlatego, że nie macie całości od razu. Dostajecie pensję co miesiąc i inwestujecie ją wtedy, kiedy przychodzi, bo wcześniej jej nie ma.
To jest już uśrednianie ceny zakupu. Jesteście skazani na DCA nie przez strategię, tylko przez życie. Pracodawca już za Was podzielił kapitał na raty, nazywa się to pensja i wypłaca ją dwanaście razy w roku. Lump sum, czyli możliwość jednorazowego zainwestowania dużej kwoty, zdarza się w życiu dwa, trzy razy. Większa odprawa, spadek, sprzedanie mieszkania. Przez pozostałe 95 procent życia inwestycyjnego pytanie jest zupełnie inne i dużo prostsze: czy te dwa tysiące z dziesiątego wpłacacie dziesiątego, czy czekacie z nimi na lepszy moment?
Każda pensja to taki mały lump sum, ale w całym Waszym życiu inwestycyjnym to wpłata nieistotna. Jak ja sam do tego wszystkiego podchodzę?
Moja zasada działania ma w nosie to, czy rynek jest na rekordach, i nie zależy od tego, ile mam. Zależy od tego, CO kupuję. Jeśli indeks, np. ETF na S&P 500, to wchodzę całością, zawsze, bez wyjątku, od razu.
Bo przy indeksie nie ma tezy, która może się nie sprawdzić; jest tylko czas spędzony na rynku, a każdy miesiąc w ratach to miesiąc, w którym część pieniędzy nie pracuje za statystykę, która jest po mojej stronie w dwóch przypadkach na trzy. Indeks nie zbankrutuje, nie ogłosi odpisu, nie wymieni prezesa, więc jedyne, co mogę stracić, czekając, to czas.
Jeśli natomiast to pojedyncza spółka, to nigdy nie inwestuję całością od razu. Pozycję startową, mniej więcej jedną trzecią tego, co docelowo chcę mieć, kupuję od razu, bo jak mówiłem przy swoich błędach: czekanie na lepszą cenę w spółce, w którą się wierzy, to pewność straty okazji. Resztę dokładam w transzach, po kolejnych raportach, bo przy spółce nie uśredniam CENY, tylko uśredniam RYZYKO TEZY.
Każdy raport to test, czy moje założenia trzymają się rzeczywistości, i każda kolejna transza to pieniądz, który ten test przeszedł. Indeks kupuję całością, bo nie mogę się pomylić co do indeksu. Spółkę w transzach, bo co do spółki mogę i chcę mieć kapitał na to, żeby dowiedzieć się tego tanio.
Zauważcie, że przez cały ten materiał nie padło ani razu pytanie „CZY inwestować”. Tylko „JAK szybko”. To nie przypadek. Największą stratą w tej układance nie jest wejście całością przed korektą ani ratami przed hossą. Jest nią trzymanie stu tysięcy na koncie przez rok, „aż się wyjaśni”, bo nigdy się nie wyjaśnia, a rynek rośnie w dwóch miesiącach na trzy. Raty kontra całość to spór o dwa punkty procentowe. Czekanie kontra działanie to spór o setki procent.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk








