Certyfikaty Turbo – docenisz, gdy zrozumiesz. Czym różnią się od innych instrumentów?

Certyfikaty Turbo – docenisz, gdy zrozumiesz. Czym różnią się od innych instrumentów?

Kontynuując naszą serię wpisów o certyfikatach Turbo, tym razem chcieliśmy skupić się na tym, czym różnią się te instrumenty od innych najpopularniejszych z dźwignią dostępnych na rynku. Głównie interesują nas różnice pomiędzy certyfikatami a kontraktami terminowymi w kontekście polskiego rynku oraz różnice pomiędzy certyfikatami a lewarowanymi funduszami ETF w kontekście rynków zagranicznych. Rozmawiamy na ten temat z Bartoszem Sańpruchem, przedstawicielem całej grupy ING, która jest emitentem wspomnianych certyfikatów.

Partnerem tego materiału jest ING. Nie miało to jednak żadnego wpływu na jego treść oraz poglądy przedstawiane przez autora.

Jest to drugi z cyklu materiałów dotyczących certyfikatów Turbo. W poprzednim tłumaczyliśmy, czym w ogóle są certyfikaty, a w kolejnym na żywym przykładzie z wykorzystaniem prawdziwych środków będziemy chcieli pokazać Ci, jak z nich korzystać.

Certyfikaty Turbo – Jakie mają przewagi innymi instrumentami?

Transkrypcja rozmowy

Paweł Cymcyk, DNA Rynków (PC): Cześć Bartku, to o czym nie będziemy dzisiaj mówili, to o podstawach Turbo, bo ten temat szerzej już omawialiśmy w poprzednim wpisie „Certyfikaty Turbo – docenisz, gdy zrozumiesz. Czyli jak działa ten instrument?”. W kolejnym wpisie z kolei będziemy pokazywać, jak taki certyfikat wybrać praktycznie. Dlatego z Tobą akurat chciałbym porozmawiać o tym, czym te certyfikaty różnią się od innych dostępnych na rynku instrumentów z dźwignią, np. od kontraktów terminowych lub ETF-ów ze wbudowaną dźwignią. Podzielimy więc naszą rozmowę na taką część polską i zagraniczną. W przypadku polskiego rynku jedyną tak naprawdę alternatywą dostępną przez standardowy rachunek maklerski poza certyfikatami są kontrakty terminowe. Twoim zdaniem, jakie są największe przewagi certyfikatów?

Bartosz Sańpruch, ING (BS): Cześć Paweł, przede wszystkim mówimy tutaj o dwóch elementach. Po pierwsze, wielkość pozycji. Handlując kontraktami, trzeba zawrzeć pozycję na co najmniej jeden kontrakt. Każdy z nich ma odgórnie określoną dźwignię, czyli wielkość instrumentu bazowego znajdującego się pod tym płaszczem oraz depozyt zabezpieczający. Jest więc jakiś minimalny próg wejścia i ten próg wejścia jest wyższy niż w certyfikatach. W przypadku certyfikatów minimalnym progiem wejścia jest też oczywiście jeden certyfikat, ale jego wartość jest o wiele niższa. Patrząc na certyfikat na WIG20, to jest kwota startowa rzędu kilkudziesięciu groszy. Oczywiście opłacalność ekonomiczna takiej mikro inwestycji jest żadna, trzeba o tym pamiętać, ale można tym sterować o wiele lepiej, niż w przypadku kontraktów terminowych. Krok dopasowania wielkości pozycji jest o wiele bardziej elastyczny.

PC: Czyli przy wielkości pozycji największą różnicą byłaby kwota ekspozycji, która w przypadku małych inwestorów może zagrażać całemu portfelowi. Tutaj możemy to dobrać małymi kawałkami.

BS: Dokładnie tak i tutaj pojawia się też drugi element związany z kontrolą ryzyka. W przypadku kontraktów, jeśli rynek pójdzie w złą stronę, niż nasza pozycja, to mówimy potencjalnie o nieograniczonych stratach. Taki najczarniejszy scenariusz też się czasem spełnia, gdzie trzeba dopłacać do depozytu. W efekcie mówimy o stratach przekraczających zakładany kapitał. W przypadku certyfikatów po pierwsze ta pozycja może być mniejsza, o czym wspomniałem wcześniej, ale co ważniejsze, jeśli zrealizuje się czarny scenariusz, to mamy wbudowaną w certyfikat barierę. Więcej o niej jest w poprzednim materiale, ale ta bariera dokładnie gwarantuje, że inwestor przy takim czarnym scenariuszu w najgorszym wypadku traci tylko zainwestowany kapitał. Nieważne, co będzie się działo na rynku, jak duże spadki będą, to inwestor nie straci więcej, niż zainwestował.

PC: Tylko jeśli faktycznie jest szansa, że te spadki przekraczają wielkość ten bariery, to jeśli nie inwestor, to kto wówczas bierze na siebie ryzyko?

BS: Tak naprawdę ING NV. Tutaj są dwa elementy. Bariera to jedno, ale jest też poziom finansowania. Pieniądze emitenta, to jest poziom finansowania. Jeśli wyobrazimy sobie certyfikat Long, to poziom finansowania jest na samym dole, bariera jest wyżej, a jeszcze wyżej kurs instrumentu bazowego. Jeśli mamy otwarcie kursu z dużą luką w dół (poniżej bariery, ale powyżej poziomu finansowania), to wartość rezydualna, czyli zwrot, który klient dostanie po takim knock out, to jest dokładnie ta różnica pomiędzy barierą a otwarciem. Natomiast jeżeli kurs otworzy się poniżej poziomu finansowania, to klient traci całą zainwestowaną kwotę, a ewentualną resztę strat po prostu dopłaca ING NV. Tutaj jest robiona duża praca po stronie kolegów animatorów, którzy zapewniają, żeby certyfikaty były codziennie kwotowane i działają tak, żeby, jak najbardziej zminimalizować to ryzyko po każdej ze stron. Nie są w stanie tego zrobić oczywiście zawsze, bo jak wybuchła wojna, czy pandemia, to niestety otwarcia były bardzo niskie.

PC: Tylko że dla inwestora nie miało to znaczenia, jak rozumiem. W kontraktach ryzyko byłoby dużo większa, a tutaj dopłaty brał na siebie emitent. Czyli mamy wielkość pozycji i kontrolę ryzyka na korzyść certyfikatów. Czy coś jeszcze?

BS: Możliwość korzystania na kontach IKE i IKZE. Osoba posiadająca konto IKE / IKZE maklerskie nie może w ich ramach korzystać z kontraktów terminowych, ale może korzystać z certyfikatów. To w zasadzie jedyna mi znana możliwość zarabiania na spadkach na tych kontach. Również certyfikaty dają wówczas ekspozycję na instrumenty bazowe zagraniczne, a do tego można z nich korzystać z dźwignią.

PC: To o tyle zabawne, że pamiętam, że instrumenty pochodne były wyłączane z kont emerytalnych, aby nie dawać pokusy spekulacji, a tutaj okazuje się, że certyfikatami można to łatwo obejść.

BS: Tak, ponadto w przypadku certyfikatów można sobie też dopasować poziom dźwigni do własnej preferencji. W każdym momencie animator oferuje kilka certyfikatów na wzrost kursu lub spadek. One mają różne poziomy dźwigni. Od dźwigni rzędu 1.5 – 2, czyli dość konserwatywnie, ale nawet do takich rzędu 10 – 11. Więcej już raczej nie oferujemy, bo wówczas bariera byłaby zbyt wąska. Kupując certyfikat z dźwignią konserwatywną = 2, odległość od bariery jest na tyle wysoka, że można spokojnie rynek obserwować, a jeśli ktoś chce zaszaleć i czuje rynek, no to nic nie stoi na przeszkodzie zdecydować się na dźwignie wyższe. W przypadku kontraktów dźwignie mamy zawsze stałe.

PC: Ok, w takim razie, jeśli już coś kupiliśmy i nie chcemy czekać do momentu, aż wyrzuci nas z niego bariera, tylko chcemy to sprzedać na rynku wtórnym, to jaka jest różnica w płynności pomiędzy kontraktami, a certyfikatami?

BS: W ramach certyfikatów jest zawsze animator działający pomiędzy 9:05, a 16:50 w dni sesyjne. Nie powinno być żadnego przypadku, w której animatora nie ma. Oczywiście zdarzają się sytuacje awaryjne, ale bardzo rzadko. Animator w 99.9% jest obecny w arkuszu zleceń i zapewnia płynność. W przypadku kontraktów płynność jest co do zasady mniejsza i transakcje najczęściej odbywają się pomiędzy inwestorami. W przypadku produktów strukturyzowanych większa część transakcji odbywa się z animatorem. On tak naprawdę jest też jedyną instytucją, która ma szansę na godziwą wycenę instrumentu. W przypadku, gdyby takiego animatora nie było z jakiegoś powodu, to giełda de facto zawiesza dokonywanie transakcji na takim certyfikacie. Głównie dlatego, że klienci indywidualni mogliby mieć problem z właśnie godziwą wyceną takiego instrumentu, zwłaszcza opartego o zagraniczny instrument bazowy. Dlatego też ING NV ma obowiązek dostarczania tutaj płynności.

PC: Przejdźmy w takim razie teraz na te szersze inwestycyjne wody, czyli na rynek zagraniczny. Gdybyśmy tam chcieli uzyskać ekspozycję na gaz / surowiec / jakąś firmę, to uzyskanie ekspozycji z lewarem będzie niezwykle trudne albo nawet niemożliwe. Tak naprawdę zostają mu lewarowane fundusze ETF, jakie są w takim razie główne różnice pomiędzy Turbo a takim lewarowanym ETF?

BS: Jeśli chodzi o taki lewarowany ETF, to on jest stało lewarowany. Ma określoną dźwignię i tutaj elementem godnym zwrócenia uwagi jest tzw. efekt kumultatywny. Polega to na tym, że te ETF-y są korzystne, gdy mamy wyraźny trend wzrostowy lub spadkowy. Dzieje się tak, ponieważ baza do wyliczania jest coraz mniejsza albo coraz większa.

PC: To ja dodam tylko, żeby wyjaśnić. Weźmy sobie 100 jako punkt odniesienia dla inwestora. Wzrost o 10% oznacza tak naprawdę najpierw wzrost o 10 (100*1,1) , potem o 11 (110 * 1,1). W drugą stronę z kolei będzie najpierw spadało o 10 (100 * 0,9), potem o 9 (90 * 0,9) itd. Arytmetyka działa więc tak, że zarabiając, zarabiamy „coraz więcej”, a tracąc, tracimy „coraz mniej”.

BS: Dokładnie tak. Tylko że w momencie, gdy mówimy o trendzie niewyraźnym albo bocznym, to ta sama arytmetyka pokazuje, że lądujemy niżej. Jeśli po kilku dniach takiego trendu 100 zmieni się na 100, ale po drodze będzie 110, a potem 90 i wróci do 100, to lewarowany ETF będzie na poziomie niższym niż początkowy. Natomiast w przypadku certyfikatu po kilku dniach wylądujemy dużo bliżej tej wartości 100 niż w przypadku lewarowanego ETF. To jest główna różnica pomiędzy certyfikatem, a stało lewarowanym ETF. W przypadku rynków zagranicznych ważna jest też kwestia prowizji. Prowizje za zakup na rynkach zagranicznych są wyższe, niż przy zakupie czegoś na rynku GPW, a certyfikaty notowane są na GPW.

PC: Czyli ekspozycja przez certyfikat będzie po prostu tańsza prowizyjnie. Tu przychodzi mi w takim razie jeszcze jedno pytanie. Jeśli są certyfikaty na instrumenty zagraniczne, to od czego uzależnione jest, że dostępne są na takie, a nie inne instrumenty? Robicie jakieś badania? Inwestorzy wam zgłaszają zapotrzebowanie?

BS: Słuchamy przede wszystkim rynku i zainteresowania klientów. Bez sensu jest emitowanie czegoś, co nie spotka się z zainteresowaniem. Każda emisja to są koszty. Dopuszczenie certyfikatu do obrotu, to też są koszty. Jeśli wyemitujemy coś, czym nikt nie będzie handlował się po prostu nie opłaca. Patrzymy na to, czy handlują inwestorzy na rynkach zagranicznych i sprawdzamy, czy nie chcieliby tym handlować za pomocą certyfikatów. To powoduje, że oferta, jaką widać u nas na stronie jest taka, a nie inna. Obecnie pracujemy nad tym, żeby uruchomić certyfikaty na więcej akcji amerykańskich i myślę, że w tym roku to już będzie. Technicznym założeniem jest też to, że instrument bazowy musi być handlowany na jakimś rynku regulowanym, dlatego też certyfikaty na Bitcoina odpadają.

PC: A jaki z tych zagranicznych instrumentów jest dziś najchętniej wykorzystywany?

BS: W ogóle popularność certyfikatów na GPW rośnie, patrząc przez pryzmat obrotów, ale bezapelacyjnym liderem jest od zawsze DAX, jeśli chodzi o rynek zagraniczny oraz ropa brent. Na szczęście nie mieliśmy certyfikatów na ropę WTI, która dwa lata temu zaliczyła ujemne ceny, ale po tamtej sytuacji w ogóle sprawdziliśmy, czy bylibyśmy w stanie kwotować ujemną cenę instrumentu bazowego i koledzy przekazali mi, że tak, także damy radę nawet w razie takiej „katastrofy”. Na kolejnych miejscach będą indeksy amerykańskie, jeśli chodzi o zainteresowanie.

PC: Chyba w takim razie mamy wszystko. Chciałbyś coś Bartku dodać?

BS: Pamiętajmy, że my jako emitent dostarczamy inwestorom jedynie narzędzie do inwestowania i cieszymy się, jeśli wykorzystają je dla siebie z zyskiem. Mam tylko nadzieje, że osoby oglądające ten i inne materiały będą w stanie dzięki temu zainteresować się tym produktem. Ja naprawdę mocno wierzę, w to, że dla pewnej grupy inwestorów to jest dobra alternatywa. Oczywiście NIE dla każdego. To jest instrument podwyższonego ryzyka, nikt tego nie ukrywa, ale dla inwestorów bardziej świadomych, taki certyfikat stanowić może naprawdę fajny dodatek do arsenału inwestycyjnego.

PC: Dla przypomnienia jeszcze tylko w takim razie dla wszystkich, jeśli inwestor chciałby poznać, czym w ogóle są certyfikaty, to odsyłamy go do pierwszego materiału: „Certyfikaty Turbo – docenisz, gdy zrozumiesz. Czyli jak działa ten instrument?”. W kolejnym będziemy już pokazywać od strony praktycznej, jak dobrać certyfikat do swojego pomysłu inwestycyjnego.

Do zarobienia,
Paweł Cymcyk

Emitentem certyfikatów Turbo na rynku polskim jest ING N.V.

Materiał przygotowany we współpracy ze spółką Nowe Usługi S.A. będącą częścią grupy kapitałowej ING Banku Śląskiego S.A.

62
1

Oceń materiał!

62
1


Przeczytaj równiez:

Ankieta

Ile razy FED podniesie stopy w roku 2022?

  • Max 2
  • 3-4
  • Ponad 4

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Najwyżej oceniane: