Brexit miał ograniczyć imigrację? Efekt jest odwrotny, a przestępczość bije rekordy!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

23 wrz 202613 min czytania

Wstęp

W 2016 roku brytyjskie Ministerstwo Finansów opublikowało analizę, która straszyła, że po głosowaniu za Brexitem będzie recesja, wzrost bezrobocia i tąpnięcie cen nieruchomości. Tym samym straszono by przy Polexitcie.

Nic z tego się nie stało. Żadnej recesji nie było, krachu też nie. Zwolennicy Brexitu triumfowali: „straszyliście, a świat się nie skończył".

No tak, nie skończył się. Brexit nie zabił brytyjskiej gospodarki nagłym zawałem. Zaraził ją jak najgorsza choroba przewlekła. Taka, która przez lata nie boli, więc nikt nie idzie do lekarza, ale organizm się psuje. Firmy przez cztery lata nie wiedziały, na jakich zasadach będą handlować, więc odkładały inwestycje. Potem wróciły deklaracje celne, świadectwa i kontrole. Cła „zerowe", ale koszty już były realne. Małe firmy przestały eksportować, jedzenie zdrożało, a produktywność, która i tak rosła wolno, została w tyle. Każdy z tych efektów osobno był za mały na nagłówek. Razem, po dziesięciu latach, dają PKB niższe o 6 do 8 procent.

Czy więc Brexit dał recesję? Nie. Czy udupił UK? Tak. Dziś pokażę Wam ten rachunek w całości na danych o handlu, inwestycjach, cenach i migracji, z dwóch niezależnych badań dochodzących do tych samych liczb. Pokażę też, jak spełniła się każda z obietnic kampanii.

Mniej biurokracji obróciło się w więcej papierów, więcej pieniędzy na zdrowie w dłuższe kolejki, a kontrola nad imigracją w rekordową imigrację, tylko z innych kontynentów niż Europa. Gospodarczo Brexit był tragiczną decyzją i brytyjscy populiści sami ją na siebie ściągnęli.

Brexit miał ograniczyć imigrację? Efekt jest odwrotny, a przestępczość bije rekordy!

Dlaczego Brytyjczycy zagłosowali za Brexitem?

Wielka Brytania należała do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, poprzedniczki dzisiejszej Unii Europejskiej, od 1973 roku. Po kryzysie finansowym z 2008 roku wpadła w lata twardej polityki oszczędnościowej. Cięcia w usługach publicznych najmocniej uderzyły w biedniejsze części północnej Anglii, gdzie od dawna zamykano fabryki i ubywało miejsc pracy w przemyśle.

Część ludzi winą za to obarczała otwarte granice, łącząc imigrację z gorszymi płacami, bezrobociem i dłuższymi kolejkami do lekarza. Dlatego dla wielu wyborców referendum w sprawie Brexitu stało się okazją, żeby rozliczyć polityków w Londynie z tego, jak bardzo pogorszyło im się życie. Było pewnym wyrazem buntu społeczeństwa, które wybrało sobie kozła ofiarnego – imigrantów i złą Unię.

Na tym niezadowoleniu zbudował poparcie obóz zwolenników wyjścia z Unii Europejskiej. Obiecywali odzyskanie kontroli nad granicami, mniej biurokracji i więcej pieniędzy na publiczną służbę zdrowia. Argument był taki, że skoro Wielka Brytania wpłaca do unijnego budżetu więcej, niż z niego dostaje, to po wyjściu te pieniądze zostaną w kraju i pójdą na szpitale. Szkoda, że życie i gospodarka są bardziej złożone.

Po drugiej stronie stał obóz wspierany przez ówczesny rząd. Ministerstwo Finansów opublikowało przed referendum analizę, która prosto z mostu straszyła recesją, wzrostem bezrobocia i tąpnięciem cen nieruchomości zaraz po głosowaniu za wyjściem.

Katastrofa zaraz po wyjściu co prawda nie nadeszła, więc na początku łatwo było machnąć ręką na całe to straszenie. Jedyne, co oberwało po wyjściu, to waluta. Ta faktycznie dość szybko tąpnęła o ponad 20%.

Tyle że samo głosowanie niczego jeszcze nie zmieniło w zasadach handlu. Wielka Brytania formalnie opuściła Unię dopiero 31 stycznia 2020 roku, a jednolity rynek i unię celną dopiero z końcem tamtego roku. Po samym zagłosowaniu zaczął się więc długi okres przejściowy. Lata później widać, że miał on swoją cenę.

Najpierw firmy przez kilka lat nie wiedziały, na jakich warunkach będą współpracować z europejskimi partnerami, więc odkładały różne decyzje inwestycyjne na potem. To już był pierwszy koszt.

Inwestycje i rozwój, który mógł być zainicjowany już dziś, zostawał przesuwany przez niepewność. Od 2021 roku doszły koszty nowych formalności. Brexit nie był nagłym zawałem gospodarki, to prawda. Zaczął bardziej powolne gnicie. Dlatego tak łatwo było latami udawać, że w sumie nic się nie stało. Skoro nie dostaliśmy szybkiej, spektakularnej katastrofy, to część komentatorów uznała sprawę za zamkniętą.

Patrząc na samą giełdę, można było zresztą odnieść podobne wrażenie przez długi czas. FTSE 100, czyli główny brytyjski indeks akcji, po pierwszym szoku odbił, mimo że funt pozostawał słaby.

Trochę to było złudne, bo w samym indeksie jest mnóstwo koncernów, które większość pieniędzy zarabiają za granicą. Kiepski to barometr brytyjskiej gospodarki. Skoro zarabiały za granicą, a po drugie korzystały na wspomnianym osłabieniu lokalnej waluty. Jak taka firma dostaje za produkt tyle samo dolarów, a dolar jest teraz wart więcej funtów, to jej przychód po przeliczeniu na funty po prostu rośnie. To winduje kurs akcji, nawet jeśli firma nie sprzedała ani sztuki więcej. Rosnący portfel na giełdzie mógł więc spokojnie iść w parze z gospodarką, która traciła grunt pod nogami. Przynajmniej do czasu.

Zatrzymam się przy tym rozjeździe na moment. Brytyjska gospodarka przez dekadę traciła grunt, ale brytyjskie największe koncerny z FTSE zarabiały. Kto pomylił „UK jako kraj" ze „spółkami notowanymi w Londynie" i uciekł po referendum, ominął solidną hossę. Kto rozumiał różnicę, miał okazję.

Żeby być uczciwym, to katastrofa sektora finansowego, którą też mocno wieszczono, w ogóle nie nadeszła. Londyńskie City miało stracić 75 tysięcy miejsc pracy w finansach. Realnie przeniesiono do Unii około 7 tysięcy i mniej więcej bilion funtów aktywów. Bolesne, ale nie śmiertelne, bo usługi finansowe okazały się dużo bardziej odporne niż towary. Nie mają reguł pochodzenia ani kontroli sanitarnych na granicy. To jest ważny wątek, bo pokazuje, gdzie dokładnie Brexit bolał. Nie w szklanych wieżowcach, tylko w fabrykach i magazynach na północy, które za niego głosowały.

Brexit a PKB, inwestycje i produktywność

Żeby więc zobaczyć, jak Wielka Brytania radziła sobie naprawdę, trzeba spojrzeć na PKB na mieszkańca na tle innych zamożnych gospodarek.

Czerwona linia na tym wykresie to Wielka Brytania, reszta to porównania z USA, Kanadą, Japonią i państwami Unii. Przed referendum Brytyjczycy rośli w podobnym tempie co inni. Później zaczęli mocno niedomagać.

Autor badania i jego zespół wzięli dane z wielu krajów i zestawili je z tym, co mówią same brytyjskie firmy. Wyszło im, że pod koniec 2025 roku brytyjskie PKB było przez Brexit niższe o 6 do 8 procent, niż byłoby bez niego. Gospodarka owszem, rosła przez ten czas, tylko rosła wolniej niż bez Brexitu.

Część tej straty łatwo wytłumaczyć słabszymi inwestycjami. Na wykresie niżej widać, jak nakłady brytyjskich firm zaczęły odstawać od porównywalnych gospodarek. To samo badanie szacuje tę różnicę na 12 do 13 procent względem scenariusza bez Brexitu. Czyli o 12 procent mniej inwestycji w UK to sprawka Brexitu i związanej z tym niepewności gospodarczej.

To ma proste przełożenie na wydajność pracy. Firma, która odkłada zakup nowej maszyny czy oprogramowania, każe pracownikowi robić to samo co zawsze, starym sposobem. Trudniej wtedy zwiększać produkcję, a razem z nią pensje.

Autorzy liczyli stratę produktywności całej gospodarki na 3 do 4 procent. Brytyjski urząd prognoz budżetowych, OBR, doszedł niezależnie do bardzo podobnego wniosku. Brzmi on tak: „w długim okresie produktywność będzie o 4 procent niższa niż przy pozostaniu w Unii”. Dwie różne metody, dwa różne zespoły, ten sam wniosek.

Spójrzcie, jak długo Brexit w ogóle zaprzątał myśli firm z UK. Ten wykres łączy dwa wskaźniki. Po pierwsze, jak często pisała o Brexicie brytyjska prasa, i po drugie, jak często same firmy w ankietach wskazywały go jako główne źródło niepewności. Szczyt przypada na negocjacje, zwłaszcza na 2019 rok, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, na jakich warunkach kraj w ogóle wyjdzie z Unii.

Wyobraźcie sobie firmę handlującą z europejskimi klientami, która chce kupić drugą linię produkcyjną. Musi ocenić, czy zamówienia wystarczą, żeby ją spłacić. Jeśli nie wie, ile cła będzie musiała zapłacić za dwa lata na granicy, taką decyzję łatwo odłożyć na później. I takie decyzje były odkładane, a produkcja leciała na starociach.

Brexit sprawił, że firmy z UK zostały wrzucone w taki stan niepewności na około 4 lata, dłużej niż pandemia i wszystkie lockdowny, które na ich nieszczęście przyszły chwilę potem.

Handel z UE po Brexicie i nowe formalności

Umowa z Unią ostatecznie zapewniła handel bez ceł i limitów ilościowych, ale tylko dla towarów, które spełniają reguły pochodzenia. Żeby z tego skorzystać, trzeba to udowodnić dokumentacją. Wróciły więc deklaracje celne, a przy części towarów także świadectwa i kontrole sanitarne. Towar wysłany z brytyjskiego magazynu wcale nie jest automatycznie towarem brytyjskim, firma musi to ustalić, przygotować dokumenty i opłacić obsługę dostawy, nawet jeśli samo cło wynosi zero. Więc cła niby nie ma, ale koszty handlu z UE i tak wzrosły.

Dla wielkiego koncernu pokroju Unilevera czy Rolls-Royce'a takie rzeczy to drobnostki. I tak mają cały dział celny, prawników i dzielą te koszty na miliony przesyłek rocznie, ale mały producent sera z Yorkshire, który sprzedaje kilka palet do Francji? Dla niego te same dokumenty, ten sam pośrednik celny i ten sam dodatkowy czas mogą zjeść połowę marży na transakcji. Ten sam obowiązek nałożony na wszystkich uderza więc dużo mocniej w małych.

Badanie London School of Economics potwierdza to liczbami. Po lewej macie eksport, po prawej import, a firmy na obu wykresach ustawiono od najmniejszych do największych. Im niżej leży punkt, tym mocniej dana grupa firm straciła w handlu z Unią względem handlu z resztą świata. Małe firmy mocno przycięły sprzedaż na unijny rynek. U największych eksporterów badacze w ogóle nie znaleźli wyraźnego negatywnego wpływu, stać ich było na to, żeby formalności po prostu przeboleć.

Część firm w ogóle się poddała. Autorzy szacują, że nowe zasady wypchnęły z unijnego rynku około 16,4 tysiąca brytyjskich eksporterów, to 14 procent firm, które wcześniej tam sprzedawały. W skali całej gospodarki eksport towarów do Unii był w pierwszych dwóch latach po umowie niższy o 13,2 procent niż byłby bez Brexitu.

Sprzedaż do reszty świata tego nie wyrównała. Otwarcie się na cały świat, o którym tyle mówiono w kampanii, po prostu nie zrekompensowało strat na najbliższym rynku.

Można to policzyć co do dziesiątej procenta, bo rząd brytyjski sam to zrobił. Sztandarowe umowy handlowe „globalnej Brytanii": z Australią według własnych szacunków rządu plus 0,08% PKB w długim okresie. Z Nową Zelandią dał szalone plus 0,03%. Przystąpienie do transpacyficznego CPTPP kolejne plus 0,08%. Zsumujcie wszystkie te „wielkie sukcesy" i dostaniecie jakieś dwie dziesiąte procenta PKB wobec 4 procent straty na produktywności według tego samego rządu.

Czyli każda nowa umowa handlowa oddawała mniej więcej jedną dwudziestą tego, co Brexit zabrał. Nie da się zastąpić rynku za progiem rynkiem na drugim końcu świata.

Ten sam mechanizm dotknął zwykłych konsumentów przy zakupach spożywczych. Przed referendum ceny produktów mocniej i słabiej zależnych od importu z Unii zachowywały się bardzo podobnie. Po wprowadzeniu nowych zasad handlu w 2021 roku te bardziej narażone na handel z UE zaczęły drożeć wyraźnie szybciej, importerzy przerzucili na klientów koszt dokumentów, kontroli i obsługi dostaw.

Do marca 2023 roku uzbierało się z tego około 250 funtów dodatkowego kosztu na przeciętne gospodarstwo domowe, licząc od końca 2019 roku. W skali całego kraju to blisko 7 miliardów funtów. Oczywiście globalna inflacja z tamtych lat i tak podnosiła ceny jedzenia wszędzie, ale to Brytyjczycy dołożyli sobie do tego jeszcze rachunek za własną politykę handlową. Super, brawa Brytyjczycy!

Imigracja po Brexicie zamiast spaść wzrosła

Wyjście z UE miało jeszcze jedną wielką obietnicę. Koniec tych wrednych imigrantów! Od 2021 roku nowi pracownicy z Polski, Rumunii czy Litwy przestali mieć swobodny dostęp do brytyjskiego rynku pracy. Ci, którzy już tam mieszkali, zachowali swoje prawa, ale kolejni przyjezdni musieli już spełnić wymogi wizowe.

I teraz będzie najśmieszniej. Wykres poniżej pokazuje wam migrację netto do Wielkiej Brytanii obywateli Unii i osób spoza Unii, czyli przyjazdy minus wyjazdy.

Jednym z głównych celów Brexitu było zakończenie swobodnego przepływu osób, z którego korzystali także Polacy. To się faktycznie stało. Saldo migracji obywateli UE spadło poniżej zera, więcej ich wyjeżdżało niż przyjeżdżało. Haczyk? W tym samym czasie migracja spoza Unii wystrzeliła w górę.

Czyli przestali przyjeżdżać Ci z bliższego kręgu kulturowego, lepiej znający język i bardziej wykwalifikowani. Zamiast tego zaczęli… inni. Imigranci dalej walili do UK, po prostu z innych krajów niż wcześniej.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak się stało, trzeba spojrzeć na potrzeby rynku pracy. Zmiana przepisów nie sprawiła, że firmom nagle przestało brakować ludzi do pracy. Wielka Brytania, jak wiele innych krajów, się starzeje, a wskaźnik dzietności w Anglii spadł w 2025 roku do 1,39 dziecka na kobietę, daleko poniżej poziomu, który zapewniałby zastępowalność pokoleń. Do tego produktywność pracy wcale szybko nie rośnie, co już pokazywałem.

Tymczasem firmy potrzebują ludzi do pracy. Słabą dzietność łata się więc imigrantami. Rząd zrobił więc jedyną rzecz, jaka mu została. Ułatwił zatrudnianie ludzi spoza Unii, poszerzając dostęp do wizy pracowniczej. Do tego doszli zagraniczni studenci, członkowie rodzin i osoby objęte programami pomocy.

Pozwolenie na przyjazd pracownika często obejmowało też możliwość dołączenia partnera i dzieci. Pracodawca rekrutował jedną osobę do pracy, a do kraju mogło przeprowadzić się całe gospodarstwo domowe.

Pracodawca rekrutował jedną osobę, a do kraju przeprowadzało się całe gospodarstwo domowe. W szczycie w 2023 roku na jedną wizę pracowniczą przypadało więcej wiz dla członków rodzin niż dla samych pracowników.

Rząd, który w ten sposób ściąga pracowników, musiał liczyć się z tym, że ściąga też ich rodziny, razem z zapotrzebowaniem na mieszkania, szkoły i szpitale. Jak myślicie, czy to odciążyło służbę zdrowia, czyli te kolejki, o których rozmawialiśmy na początku?

Zmieniło się głównie to, kto i skąd mógł przyjechać. Wśród głównych krajów pochodzenia migrantów spoza Unii znalazły się Indie, Pakistan, Chiny, Nigeria i Nepal.

Politycy obiecali wyborcom mniej imigracji dzięki wyjściu z Unii, a gdy sami przejęli kontrolę nad przepisami, to ułatwili przyjazdy z zupełnie innych kierunków świata. Zamiast Europejczyków dostali Pakistańczyków. Literalnie jakieś krzywe zwierciadło nacjonalistycznej utopii.

Czy zmiana kierunku migracji ma z tym związek? Nie wiem i nikt tego uczciwie nie policzył, ale przestępstw jest więcej.

Bilans Brexitu po 10 latach

PKB niższe o 6 do 8 procent, niż byłoby bez Brexitu. Inwestycje firm niższe o 12 do 13 procent. Produktywność niższa o 4. Szesnaście tysięcy eksporterów, którzy przestali sprzedawać do Unii, tj. co siódma firma. Eksport towarów do UE niższy o 13 procent. Siedem miliardów funtów dodatkowego rachunku za żywność. Funt słabszy o 20 procent przez dziesięć lat. Po drugiej stronie tej wagi mamy umowy handlowe warte łącznie jakieś dwie dziesiąte procenta PKB, imigrację wyższą niż kiedykolwiek, tylko z innych kontynentów, i siedmiu premierów.

Najbardziej wymownym sędzią w tej sprawie są dziś sami Brytyjczycy. W sondażach od kilku lat stabilnie około 55 procent uważa Brexit za błąd, a zaledwie około 30 procent za dobrą decyzję. Gdyby referendum powtórzyć dziś, „zostajemy" wygrałoby wyraźnie. Powrót do jednolitego rynku to dziś polityczna fantazja. Wychodzi się jednym głosowaniem, a wraca się, jeśli w ogóle, przez kilka pokoleń.

Polska ma własnych entuzjastów „odzyskiwania kontroli". Uwaga, żeby nie pomylić wątków: kilka tygodni temu pokazywałem badanie, z którego wynika, że wspólna waluta kosztuje kraje wzrost gospodarczy i podtrzymuję to, ale waluta euro i jednolity rynek to dwie różne rzeczy.

Brytyjczycy nigdy nie mieli euro, a mimo to zapłacili 6 do 8 procent PKB za samo wyjście z rynku, do którego sprzedawali połowę eksportu. Polska sprzedaje do Unii trzy czwarte swojego.

Każdy, kto mówi Wam, że odcięcie się od największego rynku świata za progiem to „odzyskanie kontroli", gada głupoty.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Złoto i srebro w rafinerii
Popularne
Rynki i makro

Złoto czy srebro? Większość inwestorów nie rozumie różnicy!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

07 paź 2026
Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
ai energy
PremiumPopularne
Spółki i sektory

Jak inwestować w energię napędzającą rewolucję AI

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

01 paź 2026
Marki upadają, sieciówki rosną
Spółki i sektory

Kursy Nike, Puma i Lululemon toną, a LPP i Zara biją rekordy. Co się stało z branżą i modą?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Pół miliarda kary dla polskiej spółki, a Moody’s tnie rating Polski. Co naprawdę ma znaczenie
Popularne
Serie tematyczne

Pół miliarda kary dla polskiej spółki, a Moody’s tnie rating Polski. Co naprawdę ma znaczenie?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

29 wrz 2026
Zobacz centrum wiedzy