Wstęp
Biotechnologia to bardzo trudny obszar z punktu widzenia większości inwestorów indywidualnych i jest ku temu kilka powodów. Przede wszystkim proces stworzenia nowego leku jest długotrwały i kosztowny i często wiążę się z rozwadnianiem akcjonariatu. Spółka musi ponosić nakłady przez długie lata, a końcowy efekt jest niepewny, w dodatku uzależniony ostatecznie od decyzji regulatora. Często udane doprowadzenie kandydata na lek do etapu zatwierdzenia nie oznacza, że firma będzie miała już z górki, bo dochodzą nowe wyzwania jak walka o udziały rynkowe z konkurentami czy ryzyka regulacyjne wpływające na ceny, po jakich lek może być sprzedawany.
Znalezienie dobrej małej spółki biotechnologicznej może więc przypominać szukanie igły w stogu siana, jednocześnie jednak jeśli takie poszukiwania zakończą się sukcesem stopa zwrotu z takiej inwestycji może być naprawdę oszałamiająca. W tym tekście przedstawię małą kanadyjską spółkę AbCellera Biologics, która jest notowana na amerykańskiej giełdzie NASDAQ i czasami bywała określana jako „biotechnologiczny Palantir”. Po części dlatego, że w radzie dyrektorów AbCellery zasiadał Peter Thiel.
Jeśli ktoś przy rozpoczęciu czytania tego artykułu spojrzał na wykres kursu tickera ABCL, może pomyśleć, że to pomysł z gatunku momentum driven, więc od razu zastrzegam, że nie jest to z mojej strony zagranie pod momentum, bo pozycję w spółce budowałem przez ładnych parę lat. Firma nie generuje obecnie istotnych przychodów więc patrzenie na raport kwartalny pod kątem wyników finansowych jest pozbawione sensu. Artykuł zacznę od streszczenia tego jakie są etapy pracy nad nowym lekiem i jak ewoluował model biznesowy AbCellery. Postaram się też rzeczowo wskazać czy w przypadku tej spółki istnieje większe prawdopodobieństwo, że jest wyjątkowa i może być tą igłą w stogu siana. Na koniec, jak zawsze, przedstawię jakie jest moje obecne nastawienie do spółki.









