Wstęp
Boom gospodarczy po wygasającej pandemii wyniósł ceny miedzi na wyższą półkę, bo w zestawieniu z cenami z 2019 roku mówimy dziś o kwotach prawie 60% wyższych. Tylko że ceny miedzi dość dobrze prognozowały koniunkturę w całej gospodarce światowej i pomimo, że Goldman Sachs twierdzi nawet, że "Miedź może stać się nową ropą" prognozując wzrost jej cen do 2025 roku do nawet 15 tysięcy dolarów za tonę, to obecna cena miedzi, przy rozwijającym się spowolnieniu w światowej gospodarce wydaje się podejrzanie wysoka.
Tym bardziej podejrzanie wysoka, gdy zestawić ją z kroczącym 3-miesięcznym indeksem PMI (zobacz jak działa PMI Indeks PMI – zobacz przyszłość gospodarki) dla gospodarki chińskiej, który od długiego czasu był z ceną miedzi naprawdę mocno skorelowany. Ma to sens, bo Chiny są największym konsumentem tego surowca na świecie. W 2020 roku chińska gospodarka odpowiadała za ponad 50% globalnej konsumpcji tego surowca. Tymczasem indeks PMI dość dobrze prognozuje zmiany w trendach całej gospodarki.
Zależność jest prosta. Spadający PMI, a ten dla Chin spada konsekwentnie jasno zapowiada postępujące tam spowolnienie gospodarcze (spowolnienie NIE oznacza recesji). Im większe hamowanie gospodarcze, tym mniejsze zapotrzebowanie na miedź, a im mniejsze zapotrzebowanie na miedź od głównego konsumenta, tym teoretycznie niższe ceny.
Tymczasem pomimo postępujących zapowiedzi spowolnienia w Chinach, ceny miedzi trzymają się zaskakująco wysoko. Albo więc coś w światowej gospodarce mocno się rozjechało, albo nie powinien nas zdziwić większy spadek cen miedzy w najbliższych miesiącach. Raczej obstawiałbym to drugie.
Indeks PMI dla Chin (3-miesięczna średnia) w zestawieniu z ceną miedzi na giełdzie londyńskiej
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk









