Rynkowi guru z reguły są w błędzie, więc dlaczego ich słuchasz?

opublikowano: 02 października 2020

Zawsze czytając jakąś prognozę lub analizę (tak, dotyczy to też moich własnych) przypomina mi się jeden z krążących kiedyś kawałów o rozmowie dwóch analityków.

Pierwszy z nich mówi: – Patrzę na te liczby, giełdy, rynki i nic z tego nie rozumiem.
Drugi: – A to ja ci wytłumaczę.
Pierwszy: – Nie, nie, wytłumaczyć to ja też potrafię.

Najlepiej bowiem sprawdzają się prognozy wygłaszane po fakcie. Wtedy okazuje się, że argumentów przemawiających za kryzysami / wzrostami była cała masa i w zasadzie to trudno było tego wszystkiego nie dostrzec. W końcu zawsze kiedyś będzie kryzys i zawsze kiedyś będą wzrosty. Ostatni mieliśmy w 2008 roku, na kolejny trzeba było czekać aż do 2020 roku. Rynkowi guru jednak wieścili go już sporo wcześniej. Michael Cembalest z JP Morgan jeszcze pod koniec 2019 opublikował ciekawą grafikę, ile zysków ominęłoby inwestora, który kierując się jednym z proroctw rynkowych guru o nieuchronnej rynkowej katastrofie, zdecydowałby się na przeniesienie swoich aktywów z ryzykownego rynku akcji do bezpieczniejszego rynku obligacji. Efekty byłyby dość mizerne, a pominięte zyski sięgałyby od 25% do nawet 65%.

Ile nie zarobiłby inwestor, gdyby postanowił wyjść z rynku akcji po prognozie któregoś z inwestycyjnych guru

Ile nie zarobiłby inwestor, gdyby postanowił wyjść z rynku akcji po prognozie któregoś z inwestycyjnych guru
Źródło: ftalphaville.ft.com

Kryzys, co prawda w końcu nadszedł, ale umówmy się, że „a nie mówiłem” po więcej niż 2 latach raczej traci swoją moc. I nie mówimy tu o pierwszych z brzegu prognostach, bo rynkowe katastrofy w ostatniej dekadzie wieścili kolejno:

  1. W maju 2010 – Nouriel Roubini, który miał przewidzieć załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości z 2008 roku.
  2. W czerwcu 2011 – David Rosenberg, który był wieloletnim głównym ekonomistą na Amerykę Północną banku Merill Lynch.
  3. W sierpniu 2011 – Jeff Gundlach, miliarder który wcześniej zarządzał funduszem obligacji o wartości ponad 9 miliardów dolarów.
  4. W maju 2012 – Marc Faber, który trafnie przepowiedzieć miał zapaść rynkową z października 1987.
  5. W kwietniu 2013 – Albert Edwards, który współodpowiadał za całą globalną strategię Societe Generale.
  6. W maju 2013 – Peter Schiff, który przewidzieć miał kryzys z 2007.
  7. W listopadzie 2013 – Bob Janjuah, który doradza gigantycznemu holdingowi „Nomura”.
  8. W czerwcu 2014 – David Levy, ekonomista i szef Jerome Levy Forecasting Center.
  9. We wrześniu 2015 – Carl Icahn, amerykański inwestor z rynku Private Equity o majątku prawie 14 mld USD.
  10. W styczniu 2016 – George Soros, ten który „złamał” Bank Anglii i spekulując na funcie zgarnął miliardy.
  11. W styczniu 2018 – John Hussman, profesor ekonomii, właściciel funduszu z ponad 7 mld dolarów pod zarządzaniem
  12. W październiku 2016 – Simon Johnson, główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
  13. W listopadzie 2016 – Paul Krugman, noblista z dziedziny ekonomii.

Sporo mądrych głów, tylko że nic z tych pewnych zapowiedzi nie wyniknęło. Większość z nich wygłaszali ci, którzy albo dorobili się na jednym z poprzednich kryzysów finansowo (przez co uważani są za ekspertów) lub ci, którzy dorobili się na nim wizerunkowo (bo go „przewidzieli”). Problem w tym, że jedna trafiona prognoza nie czyni ze mnie guru ani eksperta. Szczególnie w świecie, gdy prognoza jest zero-jedynkowa, patrz: będzie kryzys vs będzie hossa. Któraś z nich zawsze się sprawdzi.

A jeśli nawet nie będzie się sprawdzać, to można przecież oficjalnie zmieniać w mediach, zasłaniając się tarczą „zmiany warunków i otoczenia rynkowego”. Przecież tylko krowa nie zmienia zdania. Poza tym cóż to byłby za prognosta, który by nie dopasowywał swoich tez do nowych warunków. Wszak dzięki temu staje się jeszcze większym ekspertem w oczach innych i tylko zyskuje u nich autorytet, a do zbudowania dziś autorytetu w świecie finansów potrzeba jedynie jednej trafnej prognozy, najlepiej przewidującej katastrofę (ta lepiej się sprzeda) i zainteresowania mediów. To drugie jednak pojawi się zaraz po tym jednym trafionym strzale, bo media wprost uwielbiają nakręcać emocje strachu. Nie bez powodu nie słuchasz w mediach szeregu dobrych informacji.

Wywieranie wpływu przez autorytet na innych to w psychologii rzecz znana od dawna. Przecież cały proces socjalizacji dziecka polega nawet na nauce posłuszeństwa wobec różnego rodzaju autorytetów – rodzica, nauczyciela, trenera, itp. Nie dziwi nikogo „uległość” pracownika wobec pracodawcy czy szeregowego wobec dowódcy. Nikogo nie będzie też dziwić, że coś kupiłeś albo sprzedałeś tylko dlatego, że „zrobił to Warren Buffett”.

Tak jak za kupnem lub sprzedażą pojedynczej spółki przez Buffeta pewnie stał jeszcze jakiś głębszy reserach, więc faktycznie można pokusić się o skopiowanie jego ruchów, tak w przypadku globalnych prognoz dotyczących wielkiej katastrofy rynkowej takowego raczej nie ma, a całość sprowadza się do przeczucia. Czy jest więc jakikolwiek sens ekscytować się takiego typu prognozami? Według mnie nie ma, bo większość rynkowych guru z reguły nie ma racji. Dziś świeżo po nowym kryzysie, kolejni wieszczą koniec świata i będą go wieścić aż do kolejnego kryzysu, gdzie karierę medialną zrobią ci, którzy akurat obwieścili go najlepiej trafiając w czasie. Taki schemat jest tym prostszy, im bardziej rozgrzany jest rynek. Nie ma co się jednak oszukiwać. Rynkowi guru dalej będą w mediach, a my dalej będziemy ich słuchać, bo łatwiej powiedzieć „ten gość, co dostał Nobla z ekonomii nie ma racji”, niż faktycznie tak pomyśleć.

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

24
2

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

24
2


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Czy sądzisz, że Allegro przebije do końca 2020 cenę 100 zł?

  • Tak
  • Nie

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: