Giełda spada, ale nadchodzi punkt zwrotny! Novo Nordisk i Nike z nowymi problemami?

Są takie momenty na rynku, kiedy większość inwestorów patrzy w jedną stronę, a największe pieniądze zaczynają płynąć dokładnie w przeciwną.

Pierwszy kwartał 2026 roku był dla wielu bolesny. Spadki na indeksach, chaos geopolityczny, drożejąca energia i rosnąca niepewność. Technologia, która jeszcze niedawno ciągnęła cały rynek, nagle zaczęła się spadać. Portfele płaczą, jajka się topią, byki upadają

Jednak, jeśli ktoś kuma przepływy kapitałowe, to widzi, że pod powierzchnią dzieje się coś ciekawego.

Algorytmy, które wyprzedawały akcje na potęgę… już nie mają amunicji. Wielcy gracze robią rekordowe przejęcia wykorzystując niskie ceny, a w tym wszystkim świat technologii nie zwalnia.

To dokładnie takie momenty, który najbardziej lubię. Rynek rzadko daje okazje wtedy, kiedy wszystko wygląda dobrze. Najczęściej robi to wtedy, kiedy większość zaczyna się bać, a wy boicie się dziś na potęgę.

W tym materiale pokażę Wam, co tak naprawdę dzieje się dziś na rynkach, gdzie może być punkt zwrotny i dlaczego mimo całego tego chaosu ja dalej widzę przestrzeń do wzrostów.

AAA no tak. Będzie też o NOVO NORDISKU. Zapnijcie pasy, weźcie świąteczną dawkę Ozempicu i jedziemy.

Giełda spada, ale nadchodzi punkt zwrotny! Novo Nordisk i Nike z nowymi problemami?

Zyskaj dostęp do milionów akcji, ETF-ów i opcji na całym świecie z Freedom24
Na start odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź ofertę

Punkt zwrotny na S&P500

Amerykański indeks S&P500 zaliczył czas od 2022 roku, ale sporo danych sugeruje, że jesteśmy w punkcie zwrotnym. Wall Street właśnie zamknęła jeden z najtrudniejszych rozdziałów ostatnich lat, ale pod powierzchnią widać obiecujące sygnały. Niezmiennie podtrzymuję swoją prognozę zobaczenia co najmniej 7600 punktów na indeksie w tym roku.

Tak czy inaczej pierwszy kwartał 2026 nie należał do przyjemnych. Indeks spadł o 4,6%, co jest jego najsłabszym otwarciem roku od 2022 roku. Głównymi winowajcami były napięcia geopolityczne oraz rosnące ceny energii, które skutecznie zniechęciły inwestorów do ryzyka. Na tym morzu strat pojawiły się jednak zielone wyspy. Liderem okazał się sektor energetyczny, który wystrzelił o 37%. Inwestorzy uciekali też w surowce czy oraz spółki użyteczności publicznej.

Sektorowa rotacja na S&P500 – zwycięzcy i przegrani Q1 2026

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w świecie technologii. Wielka Siódemka technologicznych gigantów zaliczyła fatalny kwartał, tracąc średnio 12,2%. Najmocniej oberwał Microsoft, którego akcje spadły o 23,4%. Gdzie w tym wszystkim punkt zwrotny, o którym mówiłem?

Na scenę wchodzą dane od Goldman Sachs dotyczące funduszy CTA. To po prostu fundusze sterowane przez algorytmy, które kupują lub sprzedają akcje, podążając za panującym trendem. W ostatnim miesiącu te „automaty” sprzedały globalnie akcje za astronomiczne 184 miliardy dolarów.

Ich zaangażowanie po stronie spadkowej jest obecnie nawet silniejsze niż podczas korekty z kwietnia 2025 roku.

Kapitulacja algorytmów – globalne pozycjonowanie CTA

Co to oznacza? Algorytmy już prawie wystrzelały się z amunicji do sprzedaży. Nawet jeśli rynek będzie stał w miejscu, w najbliższym tygodniu mogą sprzedać już tylko skromne 15 miliardów dolarów. Jesteśmy tu pod ścianą.

Jeśli pojawi się jakakolwiek pozytywna wiadomość, to te same algorytmy zostaną zmuszone tym razem do błyskawicznego kupowania akcji, bo dokładnie tak działa handel algorytmiczny.

Szacunki mówią o tym, że globalnie mogłyby wtedy wpompować w rynek aż 142 miliardy dolarów w ciągu miesiąca. To idealny przepis na potężne odbicie V-shape . Żeby było jasne – on nie odbędzie się sam z siebie, ale wystarczy minimalny impuls, który zmieni pozycjonowanie algorytmów.

Chyba wszyscy wiemy, co może być takim impulsem. Wielu liczyło na to, że da go Trump w swoim środowym wystąpieniu, ale nic takiego się nie wydarzyło. Na razie mamy tylko kolejne odsłony teatru eskalacji, potem deeskalacji, potem eskalacji, a potem deeskalacji, itd.

Buffett i perspektywa długoterminowa

Jeśli szukacie na dziś rynkowego sceptyka, to nie tutaj. Przynajmniej nie teraz. Znajdziecie jednak sprzymierzeńca w postaci Warrena Buffetta, który dał pierwszy wywiad po tym, jak przestał być formalnie CEO swojego Berkshire i stwierdził, że nie widzi obecnie nic ciekawego do kupowania.

Mimo że główne amerykańskie indeksy, takie jak Nasdaq czy S&P500, zaliczyły już 10-procentowe spadki, legendarny inwestor kwituje to krótko: „to nic takiego”, bo w swojej karierze widział trzykrotne załamania rynku o połowę.

Nasdaq w korekcie – presja na technologii

Bądźmy jednak precyzyjni. Buffett nie twierdzi, że prognozuje dalsze spadki na rynku. Stwierdza jedynie, że sam przeżył gorsze okresy, a obecna korekta nie jest niczym nadzwyczajnym. Traficie w sieci na wielu bajkarzy, którzy nie potrafią posłuchać całej wypowiedzi i będą przeinaczać słowa, ale wtedy pamiętajcie o tym, co słyszeliście tutaj.

Buffett o rynku – spokój w obliczu zmienności

Berkshire Hathaway jak na razie dalej trzyma większość swoich ogromnych zasobów gotówki w bonach skarbowych. To najbezpieczniejsze papiery dłużne emitowane przez rząd USA, które pozwalają bezpiecznie „parkować” pieniądze i zarabiać na odsetkach, czekając na prawdziwe okazje. Tylko w ostatni poniedziałek dokupił ich za kolejne 17 miliardów dolarów.

Warto jednak też pamiętać, że sam 95-letni Buffett już nie zarządza inwestycjami Berkshire. Teraz robi Greg Able.

Na bazie szerokiego indeksu Buffett faktycznie ma jednak rację. Przecena indeksowa rzędu nawet nie 10%, to faktycznie jest nic ekscytującego. Jednak uogólnianie na bazie tego, że na rynku nie ma dziś świetnych okazji, gdy są sektory poprzeceniane po 30-40%, to spore nadużycie.

Boom na rynku M&A

Niektórzy zwłaszcza na rynku fuzji i przejęć są podobnego zdania. Rynek wykorzystał spadki w wycenach do istotnie większej liczby transakcji M&A. W świecie wielkich finansów panika jednych to często złoty interes dla drugich.

Globalna wartość takich transakcji w pierwszym kwartale wzrosła o blisko 20%, osiągając astronomiczny poziom 1,3 biliona dolarów. To najlepszy początek roku w historii!

Boom na M&A – rekordowa aktywność mimo niepewności

Wielcy gracze nie czekają na „spokojniejsze czasy”. Tylko w ostatnich dniach McCormick przejął biznes spożywczy Unilever za blisko 45 miliardów dolarów, a Sysco kupiło Jetro Restaurant Depot za ponad 29 miliardów. Łącznie w tym kwartale ogłoszono już 18 megatransakcji, z których każda opiewała na co najmniej 10 miliardów dolarów. Nawet w Europie widać ogromny ruch, czego przykładem jest oferta UniCredit za Commerzbank wartą ponad 40 miliardów dolarów.

Choć od momentu ataku na Iran pod koniec lutego tempo nieco spadło (o około 15% względem zeszłego roku), eksperci z największych banków, jak Goldman Sachs czy Morgan Stanley, podkreślają, że w dobie rewolucji sztucznej inteligencji (AI) bezczynność jest bardziej ryzykowna niż rynkowe wahania. Firmy wolą kupować teraz, by zmienić swoją strategię i zyskać przewagę, zamiast przyglądać się geopolitycznym spięciom z boku. Dla nich obecna słabość giełdy to nie powód do ucieczki, ale rzadka okazja do zakupów w promocyjnych cenach.

Novo Nordisk vs Eli Lilly

A teraz przechodzimy do waszego ulubionego tematu! Novo Nordisk, a raczej jego konkurent Eli Lilly też dostał już zgodę na doustną wersję leku na odchudzanie oraz przejął firmę Centessa Pharmaceuticals za kwotę, która może sięgnąć nawet 7,8 miliarda dolarów.

To przejęcie to ruch w stronę neurologii. Lilly płaci początkowo 38 dolarów za akcję (co jest o 38% wyższą wyceną niż ostatni kurs giełdowy), ale w umowie zawarto tzw. CVR (Contingent Value Rights) o rodzaj finansowej obietnicy. Oznacza to, że akcjonariusze Centessy dostaną dodatkowe pieniądze (do 9 dolarów na akcję), jeśli rozwijane przez firmę leki na narkolepsję, jak cleminorexton, zostaną zatwierdzone przez amerykański urząd FDA. To bezpiecznik dla kupującego i premia za sukces dla sprzedającego.

Równolegle FDA zatwierdziło tabletkę na odchudzanie o nazwie Foundayo. Pigułka ma być dostępna w sprzedaży już od 6 kwietnia.

Lilly rzuca tu wyzwanie Novo, którego doustna wersja Wegovy podbija obecnie USA. Badania potwierdzają jednak, że w tym wypadku to tabletka Novo nieco większy spadek wagi (ok. 13,6% wobec 11% u Lilly). Daje również mniej potencjalnych powikłań i ma lepszy profil tolerancji. Ma też według badań 14x większą szansę na przerwanie terapii ze względu na problemy gastryczne.

Przewaga Lilly? Ich produkt jest wygodniejszy w zastosowaniu. Tabletkę od Novo trzeba brać na czczo i czekać 30 minut z posiłkiem. Foundayo nie ma takich ograniczeń.

Firma wyprodukowała już miliardy dawek, przygotowując się na rynek, który do 2030 roku ma być wart ponad 100 miliardów dolarów. Czy to oznacza koniec Novo Nordisk? Możecie tak myśleć, spoko.

Ja z kolei mogę myśleć, że Novo ma tutaj na teraz lepszy produkt, brak problemów z dystrybucją i produkcją oraz świetny start tabletki, którą w USA bierze już ponad pół miliona pacjentów. Jej start był na początku tego roku.

I właśnie dlatego Novo Nordisk pozostanie w moim publicznym portfelu agresywnym, który dla was prowadzę we Freedom24, a jak wam się to nie podoba, to możecie sobie pociumkać Cymcola

Cymcole GLP-1 – symbol wyścigu w rynku odchudzania

Strategia portfela inwestycyjnego

Portfel tymczasem zaliczył już pewne zmartwychwstanie po ostatnim tygodniu powiększył przewagę nad benchmarkami. Jestem bardzo spokojny tutaj o długoterminowy sukces. W samym portfelu nie widzę potrzeby na dokonywanie obecnie żadnych zmian, a comiesięczna dopłata 600 euro, która wpadła na początku miesiąca została przekierowana na zakup po 200 euro akcji Oracle, Novo Nordisk i Marathon Digital Holdings.

Ależ tutaj będzie wycie, gdy ten portfel wróci z powrotem z +48% na +100% stopy zwrotu. W każdym razie – macie o czym dyskutować z rodziną na święta. Proszę o specjalne zdjęcia kłótni przy stole, czy Cymcyk się skończył!

A jeśli ktoś chce inspirować się dla siebie samego takim portfelem, to pamiętajcie, że wszystkie instrumenty do niego znajdziecie dostępne na koncie we Freedom24. To broker notowany na rynku Nasdaq i oferujący do tego specjalny bonus, od którego możecie zacząć inwestowanie z darmowymi akcjami. Teraz nawet do 25 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda jest do odebrania. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca.

Kryzys Nike

Może np. trafi wam się akcja Nike jeśli np. nie lubicie kupować spadającego sektora technologicznego? Tutaj jednak cena też jest już najniżej od 2014 roku!

Nie powiem w tym wypadku, że jestem zaskoczony, bo dokładnie rok temu w kwietniu 2025 opublikowałem dla was materiał o tym, że Nike jest z kolosalnymi problemami i już po tamtych spadkach twierdziłem, że ich akcje są za drogie.

Od tamtego czasu spadły kolejne 33%. W minioną środę zaliczyły kolejne bolesne lądowanie, tracąc na wartości aż 15,5%. To największy jednodniowy spadek od niemal dwóch lat, który sprowadził wycenę do poziomów nienotowanych od października 2014 roku.

Nike na minimach dekady – załamanie trendu wzrostowego

Co tak bardzo przeraziło inwestorów? Kluczowe jest słowo prognozy. Nike ogłosiło, że spodziewa się spadku przychodów w całym 2026 roku. Inwestorzy, którzy liczyli na szybkie odbicie po gorszym okresie, dostali jasny sygnał: naprawa firmy potrwa znacznie dłużej, niż ktokolwiek zakładał.

Przychody Nike – koniec dynamicznego wzrostu

Sytuacja Nike przypomina obecnie bieg przez płotki na bardzo trudnym terenie. Zarząd wskazał na kilka kluczowych problemów:

  • Zapaść w Chinach: To jeden z najważniejszych rynków dla firmy. Sprzedaż ma tam spaść w obecnym kwartale o około 20%. Chińscy konsumenci, zmagający się z kryzysem na rynku nieruchomości i niepewnością co do pracy, coraz rzadziej sięgają po nowe buty, a do tego Nike musi agresywnie „czyścić” zapasy, oferując wysokie rabaty.
  • Geopolityka i koszty: Wojna na Bliskim Wschodzie (między USA i Izraelem a Iranem) uderzyła w łańcuchy dostaw w Europie i regionie EMEA. Firma ostrzega przed nieplanowaną zmiennością, czyli sytuacją, w której nagłe wydarzenia na świecie mogą w każdej chwili podbić koszty transportu, co bezpośrednio uderza w marże.
  • Problemy z marką Converse: Sprzedaż tej kultowej marki leci w dół szybciej niż zakładano. Podobnie wygląda sytuacja w dziale odzieży sportowej, gdzie Nike musi mocno konkurować ceną, co odbija się na wynikach.

Prezes Elliott Hill, który wrócił z emerytury w 2024 roku, by ratować spółkę, nie kryje frustracji. Podczas spotkania z pracownikami przyznał wprost: „Jestem zmęczony ciągłym mówieniem o naprawianiu tego biznesu”.

To mocne słowa jak na szefa korporacji, ale pokazują one powagę sytuacji. Hill próbuje przywrócić Nike do korzeni i chce postawić na bieganie i piłkę nożną oraz odbudować relacje ze sprzedawcami hurtowymi, czyli sklepami takimi jak FootLocker, z których firma wcześniej częściowo się wycofała na rzecz sprzedaży bezpośredniej.

Warto jednak wspomnieć o jednym jasnym punkcie: rynek północnoamerykański, odpowiadający za 45% przychodów, wykazuje odporność. Sprzedaż wzrosła tam o 3%, co daje nadzieję, że fundamenty marki wciąż są silne.

Obecnie Nike znajduje się w fazie wielkiego procesu naprawczego. Przychody w ostatnim kwartale wyniosły 11,3 miliarda dolarów (stały w miejscu względem ubiegłego roku), a zysk netto 520 milionów dolarów. Choć te liczby były nieco lepsze od przewidywań analityków, to pesymistyczna wizja przyszłości przeważyła szalę. Więc póki co ten „turnaround”, przechodzi trudności.

Nike – wyniki lepsze od oczekiwań, ale trend spadkowy trwa

CFO firmy, Matthew Friend, ostrzegł pracowników, by bardzo ostrożnie zarządzali budżetami. Przyznał wprost: „nasz biznes nie zmierza w dobrym kierunku”. Nike musi teraz poradzić sobie z wysokimi zapasami w Europie oraz cłami, które będą obciążać wyniki aż do sierpnia 2026 roku.

W tym wszystkim firma warto pamiętać, że rentowność spółki pogorszyła się na tyle, że jej wycena wcale nie jest niska, nawet po tych spadkach. Wyprzedzający wskaźnik P/E oscyluje w okolicy 27x. Paradoksalnie, ta firma dalej nie jest jakoś niesamowicie tania.

Wycena Nike (Forward P/E) – nadal nie tak tanio, jak się wydaje

Wąskie gardła w AI i infrastruktura USA

Zmieńmy temat na AI, bo bez tego w dzisiejszym czasie nie byłoby pełnoprawnego Finweeka. Okazuje się, że amerykański wyścig po dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji może rozbić się nie o brak zaawansowanych chipów, ale o… zwykłe transformatory. Choć Dolina Krzemowa projektuje najpotężniejsze chipy świata, to fizyczna budowa infrastruktury, która ma je uciągnąć, jest dziś niemal całkowicie uzależniona od dostaw z Chin.

Aby zrozumieć skalę problemu, wystarczy spojrzeć na Teksas. Powstaje tam gigantyczne centrum danych, które będzie obsługiwać OpenAI. Ta jedna inwestycja docelowo ma zużywać 1,2 gigawata energii – to tyle, ile potrzebuje milion amerykańskich gospodarstw domowych. Giganci tacy jak Microsoft, Meta czy Amazon zamierzają wydać w tym roku ponad 650 miliardów dolarów na podobne projekty. Pieniądze to jednak za mało. Okazuje się, że niemal połowa planowanych na ten rok centrów danych w USA może zostać opóźniona. Powód? Brak „nudnych” podzespołów elektrycznych.

AI napędza import – rosnąca zależność USA od zagranicy

Czego brakuje w tym cyfrowym silniku? Budowa centrum danych przypomina układanie skomplikowanych puzzli, gdzie brak jednego elementu paraliżuje całość. Najważniejszymi wąskimi gardłami są obecnie trzy grupy produktów:

  1. Transformatory: To urządzenia, które transformują prąd o wysokim napięciu z sieci na takie, które jest bezpieczne dla czułych czipów komputerowych. Bez nich energia z elektrowni po prostu spaliłaby serwery. Przed 2020 rokiem na duży transformator czekało się około dwóch lat. Dziś czas oczekiwania wydłużył się nawet do pięciu lat.
  2. Rozdzielnice: Działają jak systemy bezpieczeństwa – to zestawy bezpieczników i wyłączników, które zarządzają przepływem prądu i chronią infrastrukturę przed awariami.
  3. Baterie litowo-jonowe: AI nie pracuje liniowo. Gdy miliony użytkowników nagle zaczynają korzystać z modeli językowych, zapotrzebowanie na energię gwałtownie skacze. Baterie działają jak amortyzator – gromadzą prąd, gdy jest go za dużo, i oddają go w momentach największego obciążenia, by system się nie zawiesił.

Na tle tych niedoborów pojawia się chiński paradoks. Stany Zjednoczone przez dekady wyprowadzały produkcję tych elementów za granicę, głównie do Chin. Dziś, mimo prób przywrócenia produkcji do kraju, amerykańskie fabryki nie nadążają za popytem. Efekt jest uderzający: w 2025 roku (do października) amerykańskie zakłady energetyczne sprowadziły z Chin ponad 8000 transformatorów. Dla porównania, w całym 2022 roku było to zaledwie 1500 sztuk.

Eksplozja importu transformatorów – wąskie gardło energetyczne AI

Jeszcze mocniej widać to w przypadku baterii. Udział Chin w ich imporcie do USA uparcie utrzymuje się powyżej 40%. Pekin dominuje, ponieważ kontroluje cały łańcuch dostaw: od wydobycia surowców, przez ich przetwarzanie, aż po końcowy montaż.

Uzależnienie USA od Chin – dominacja w bateriach

Co to oznacza dla rynku? Jesteśmy w śmiesznej sytuacji, w której Ameryka potrzebuje chińskich części, by wygrać z Chinami wyścig o AI, podczas gdy Chiny potrzebują amerykańskich czipów, by w ogóle w tym wyścigu zostać. To pokazuje, że nie wystarczy jeden rok wrogości i „dzień wyzwolenia”, żeby rozerwać współzależności, które budowało się dekadami. Politycy mogą się na siebie obrażać i godzić codziennie, ale biznes funkcjonuje zupełnie inaczej. Może tez szykuje nam się kolejny bottleneck dla całego sektora po GPU, pamięciach i obecnie tworzącym się CPU.

Nvidia i wyścig technologiczny

A propo technologii i sektora AI, to Nvidia właśnie wyłożyła na stół 2 miliardy dolarów, żeby zacieśnić współpracę z Marvell Technologies i wspólnie przyspieszyć rozwój sztucznej inteligencji. To kolejny strategiczny sojusz Nvidia, który sprawił, że akcje Marvell wystrzeliły w górę o blisko 13% w zaledwie jeden dzień.

Marvell rośnie dzięki AI – rajd akcji po współpracy z Nvidią

Czym właściwie zajmuje się Marvell? To firma z Krzemowej Doliny, która jest mistrzem w budowaniu „autostrad” dla danych. Pomagają oni największym graczom, takim jak Amazon, projektować ich własne, wyspecjalizowane czipy do AI. Do tej pory te autorskie rozwiązania gigantów technologicznych często stanowiły alternatywę dla procesorów Nvidii. Teraz jednak obie firmy podają sobie ręce. Dzięki nowej umowie, własne czipy wielkich korporacji będą mogły idealnie współpracować z systemami Nvidii, tworząc jedną, spójną całość.

Sercem tej współpracy jest technologia zwana fotoniką krzemową. Brzmi to skomplikowanie, ale w praktyce chodzi o zastąpienie tradycyjnych impulsów elektrycznych światłem. Wykorzystanie optyki pozwala przesyłać gigantyczne ilości danych między procesorami znacznie szybciej i przy mniejszym zużyciu energii. W świecie AI, gdzie modele takie jak ChatGPT czy Gemini wymagają łączenia setek tysięcy czipów w ogromne klastry, taka wydajność jest na wagę złota.

Nvidia wyraźnie zmienia swoją strategię. Nie chce być już tylko dostawcą pojedynczych komponentów, ale kompletną platformą, na której opierają się nowoczesne centra danych. Inwestycja w Marvell to kolejny krok w tym kierunku, podobnie jak niedawny zakup startupu Groq za 20 miliardów dolarów czy przejęcie firmy Mellanox kilka lat temu.

Również Marvell mocno stawia na ten kierunek, co potwierdza ich niedawny zakup firmy Celestial AI za ponad 3 miliardy dolarów. Inwestorzy doceniają te ruchy, bo cała branża widzi, że w wyścigu zbrojeń AI nie wygrywa ten, kto ma najszybszy procesor, ale ten, kto potrafi najszybciej połączyć te procesory w jeden potężny superkomputer.

USA, kosmos i powrót Grecji

Potężny jest też start nowego programu Artemis. Pół wieku czekania i 93 miliardy dolarów. Tyle kosztuje bilet powrotny Ameryki na Księżyc, ale stawka w tej grze jest znacznie wyższa niż tylko ponowne wbicie tam flagi. To nie tylko misja naukowa. To potężny projekt finansowo-geopolityczny, który ma jeden główny cel: utrzymać amerykańską dominację nad Chinami.

Misja Artemis II to pierwszy raz od 1972 roku, kiedy ludzie znów polecą w stronę Księżyca. Nie będą jeszcze lądować. To dziesięciodniowa podróż dookoła, która ma przetestować sprzęt.

Artemis – trajektoria powrotu człowieka na Księżyc

Jakie firmy są tutaj zaangażowane? Z jednej strony mamy starą gwardię, czyli Boeing i Lockheed Martin, które zbudowały główny system. Z drugiej strony, ten program to poligon doświadczalny dla nowej fali miliarderów, takich jak Elon Musk ze swoim SpaceX czy Jeff Bezos i jego Blue Origin. To właśnie oni mają dostarczyć lądowniki, które ostatecznie postawią nogę człowieka na Księżycu z powrotem w 2028 roku.

Dlaczego Amerykanom tak nagle zaczęło się spieszyć, mimo że program jest opóźniony o lata i miliardy dolarów ponad budżet? Odpowiedź brzmi: Pekin. Chiny nie tylko budują własny program księżycowy, ale prowadzą bardzo agresywną „dyplomację kosmiczną” tu, na Ziemi.

Warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się w Ameryce Łacińskiej. Chiny sfinansowały tam już co najmniej 11 stacji naziemnych i radarów – od Argentyny po Wenezuelę. Oficjalnie to nauka i astronomia, ale Waszyngton widzi w tym obiekty „podwójnego zastosowania”. Co to oznacza w praktyce? Że te same anteny, które śledzą satelity, mogą być wykorzystywane przez chińską armię do wywiadu czy naprowadzania nowoczesnej broni.

Odpowiedzią na te ruchy jest m.in. nowa, prywatna inicjatywa w Dominikanie. Powstaje tam kosmodrom za 600 milionów dolarów, budowany przez firmę Launch on Demand. To klasyczny ruch wyprzedzający. USA chcą mieć własną infrastrukturę blisko równika (co ułatwia starty kosmiczne), żeby wypchnąć chińskie wpływy z zachodniej półkuli.

W jaki sposób ta baza na Dominikanie ma przeciwdziałać Chińskim antenom w innych krajach? Oczywiście nie bezpośrednio bardziej chodzi tutaj o tak zwane soft power. Czyli wpływy w poszczególnych krajach. Jeśli USA zacznie oferować nowoczesną technologię i atrakcyjne finansowo kontrakty określonym państwom, to może też wywierać na nich presję, żeby nie wpuszczali do siebie Chińczyków. Jeśli USA nie zaproponują nic, to przyjdą Chińczycy i zaproponują swoją technologię i swoje inwestycje.

Teraz spójrzmy na liczby, bo one działają na wyobraźnię. Każdy z czterech pierwszych startów rakiety SLS i kapsuły Orion ma kosztować ponad 4 miliardy dolarów. Cały program Artemis do 2025 roku pochłonął już 93 miliardy. To potężne kwoty, które często stają się celem ataków w Kongresie.

Jednak NASA wyciągnęła lekcję z przeszłości. Zamiast budować wszystko sama, zaczęła „outsourcing”. To model, który sprawdził się przy lotach na Międzynarodową Stację Kosmiczną i przyniósł około 20-30 miliardów dolarów oszczędności. Nowy administrator NASA, Jared Isaacman, idzie jeszcze dalej i wprowadza zdrową konkurencję. Ogłosił, że ten lądownik poleci pierwszy, który po prostu będzie szybciej gotowy.

Mimo to, ryzyko jest ogromne. Podczas testu Artemis I w 2022 roku z osłony termicznej Oriona odpadły kawałki materiału. Osłona to kluczowy element, który chroni astronautów przed spaleniem się w atmosferze podczas powrotu. W Artemis II zostanie użyty ten sam materiał, co budzi niepokój ekspertów ds. bezpieczeństwa, choć NASA zmodyfikowała trajektorię lotu, by zmniejszyć obciążenia.

Szacuje się, że globalna gospodarka kosmiczna do 2035 roku będzie warta 1,8 biliona dolarów. Dzisiaj to „tylko” 630 miliardów. Ta różnica to zyski z satelitów, technologii kosmicznych i w przyszłości z wydobycia surowców.

Program Artemis nie jest więc tylko sentymentalnym powrotem do czasów misji Apollo. To walka o to, kto będzie ustalał zasady gry w kosmosie.

Na samy koniec jeszcze Grecja, która jeszcze dekadę temu była finansowym wyrzutkiem Europy i symbolem bankructwa. Teraz pokazuje, że wszystko może się zdarzyć i odzyskała miejsce w elitarnym gronie najsilniejszych gospodarek świata.

MSCI, jeden z najważniejszych dostawców indeksów giełdowych na świecie, ogłosił, że przenosi greckie akcje z grupy „rynków rozwijających się” do koszyka „rynków rozwiniętych”. To milowy krok. Grecja po latach gry w niższej klasie właśnie awansowała do finansowej Ekstraklasy. Oficjalne przeniesienie nastąpi w maju 2027 roku.

To historyczny moment, ponieważ Grecja jest pierwszym krajem na świecie, który najpierw został zdegradowany (w 2013 roku, w szczycie kryzysu zadłużenia), a teraz zdołał powrócić na szczyt. Wtedy, w najgorszym momencie, giełda w Atenach była zamknięta przez pięć tygodni, a kraj stał na krawędzi wyjścia ze Strefy Euro. Dzisiejszy powrót to dowód na to, że ogromny wysiłek, w tym trzy programy ratunkowe o wartości ponad 300 miliardów euro, przyniósł rezultaty.

Dlaczego to jest tak ważne dla inwestorów? Po pierwsze, wiarygodność. Grecja już w 2023 roku odzyskała rating na poziomie inwestycyjnym, co oznacza, że pożyczanie jej pieniędzy przestało być uznawane za „śmieciowe” ryzyko. Po drugie, pieniądze. Indeksy MSCI są śledzone przez fundusze zarządzające kwotą rzędu 18,3 biliona dolarów. Wejście do grupy rynków rozwiniętych sprawi, że wielkie instytucje finansowe będą mogły znacznie chętniej inwestować w greckie firmy, co wyraźnie poprawi płynność rynku – czyli po prostu łatwiej będzie tam kupować i sprzedawać duże pakiety akcji bez gwałtownego wpływania na ich cenę.

Grecki indeks giełdowy od dołka w czasie pandemii (marzec 2020) urósł o około 320%. To ponad dwa razy lepszy wynik niż średnia dla innych rynków rozwiniętych w tym samym czasie. Sukces Aten jest teraz drogowskazem dla innych krajów, jak Korea Południowa czy Wietnam, które również marzą o awansie w globalnych rankingach.

Grecja wygrywa z rynkami wschodzącymi – spektakularna odbudowa giełdy
Zyskaj dostęp do milionów akcji, ETF-ów i opcji na całym świecie z Freedom24
Na start odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź ofertę

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments