Europa pod presją Chin. Polska może być następna!

Przez lata Europa grała według bardzo prostych zasad. My projektujemy, ktoś inny produkuje i wszyscy na tym korzystają. Tanie produkty z Chin były wygodne. Obniżały koszty, zwiększały dostępność i pozwalały budować globalne łańcuchy dostaw, które działały jak dobrze naoliwiona maszyna. Problem w tym, że ta maszyna zaczyna się zacinać i to szybciej, niż wielu się wydaje.

Kiedyś chodziło o tanią pracę. Dziś chodzi o coś zupełnie innego: technologię, skalę i wsparcie państwa. To, co kiedyś było tylko przewagą kosztową, dziś zaczyna być przewagą technologiczną, skalą produkcji i bardzo agresywną polityką przemysłową. I to nie jest już tylko problem Niemiec czy całej Unii Europejskiej. To jest też problem Polski.

Bo nawet jeśli nie konkurujemy bezpośrednio z Chinami, to jesteśmy głęboko wpięci w europejskie łańcuchy dostaw, a jeśli one zaczynają pękać, to prędzej czy później odczujemy to również u siebie. Jak mocno i kiedy to się wydarzy? Już tłumaczę!

Europa pod presją Chin. Polska może być następna!

Inwestuj z Freedom24 – regulowanym brokerem notowanym na NASDAQ
Odbierz do 20 darmowych akcji na start.
Dowiedz się więcej

Jak zaczął się pierwszy China Shock

Świat nagle zalały tanie produkty z Chin i wiele zachodnich firm nie ma z nimi jak konkurować. Najmocniej było to widać po 2001 roku, kiedy Chiny przystąpiły do Światowej Organizacji Handlu, czyli WTO, i zostały w pełni włączone w globalny system handlowy. W krótkim czasie eksport chińskich towarów przemysłowych zaczął zalewać świat. Dla wielu branż w Stanach Zjednoczonych i Europie oznaczało to nagłe pojawienie się bardzo silnej konkurencji cenowej.

USA Chiny eksport udział

Skala tej zmiany jest ogromna. W ciągu kilkunastu lat od przystąpienia do WTO Chiny stały się największym eksporterem towarów na świecie i jednym z głównych centrów globalnej produkcji przemysłowej. Wszystko było możliwe dzięki dużej przewadze kosztowej. Na początku XXI wieku kraj dysponował ogromną rezerwą taniej siły roboczej, napływającej z obszarów wiejskich do szybko rozwijających się regionów przemysłowych. Równocześnie państwo inwestowało potężne środki w porty, drogi i infrastrukturę energetyczną, co pozwalało błyskawicznie zwiększać moce wytwórcze. W efekcie globalne łańcuchy dostaw zaczęły reorganizować się wokół chińskiego przemysłu. W praktyce wyglądało to tak: Zachód projektował, a Chiny produkowały.

Na rynki USA i Europy zaczęły napływać ogromne ilości tanich dóbr przemysłowych. W wielu przypadkach różnice cenowe były na tyle duże, że lokalni producenci nie byli w stanie konkurować nawet przy wyższej produktywności czy lepszej jakości produktów. Import z Chin zaczął stopniowo wypierać produkcję krajową, szczególnie w sektorach o niższej barierze technologicznej. Skalę tego zjawiska dobrze pokazują badania z 2013 roku. Wnioski były brutalne: około 2 milionów miejsc pracy w USA zniknęło przez import z Chin.

Chiny eksport sektory wzrost

Najsilniej ucierpiały branże, w których przewagę konkurencyjną można było budować przede wszystkim dzięki niższym kosztom produkcji. Dotyczyło to m.in. tekstyliów, odzieży, mebli, prostego sprzętu elektronicznego czy części wyposażenia gospodarstw domowych. W wielu przypadkach oznaczało to zamykanie zakładów i gwałtowny spadek zatrudnienia w przemyśle. Proces ten szczególnie mocno uderzył w tzw. pasy przemysłowe Stanów Zjednoczonych, gdzie całe lokalne gospodarki były oparte na produkcji przemysłowej, oraz w niektóre regiony przemysłowe Europy Zachodniej.

Ekonomiści, którzy analizowali to zjawisko, zwracali uwagę, że jego skutki były silnie zróżnicowane regionalnie. Import z Chin przyniósł korzyści konsumentom w postaci tańszych produktów, ale jednocześnie w wielu regionach przemysłowych przyspieszył proces deindustrializacji. Ten nierównomierny wpływ globalnej konkurencji na lokalne gospodarki stał się jednym z najważniejszych tematów badań nad globalizacją w ostatnich dwóch dekadach.

Made in China 2025 i przewaga technologiczna Chin

To był pierwszy chiński szok, ale dziś zaczyna się jego druga wersja. I jest znacznie groźniejsza.

Jeśli pierwszy chiński szok był historią o taniej pracy, prostym przemyśle i przenoszeniu fabryk do Azji, to druga fala jest już historią o nadwyżkach mocy produkcyjnych, subsydiach i walce o dominację w branżach strategicznych. Tym razem nie chodzi głównie o tekstylia, zabawki czy prostą elektronikę. W centrum są sektory, które mają decydować o przewadze gospodarczej w najbliższych dekadach: samochody elektryczne, baterie i energia. Właśnie dlatego mówi się dziś o „China Shock 2.0”, nowej fali presji eksportowej z Chin, która może uderzyć w coś, co było uznawane za przyszłość Europy. Również w Polskę.

China Shock 2.0 to nie jest przypadek, a chytry chiński plan. Jednym z jego kluczowych elementów jest strategia Made in China 2025, ogłoszona w 2015 roku, której celem było przekształcenie Chin z centrum taniej produkcji w globalnego lidera zaawansowanych technologii i nowoczesnego przemysłu. W ramach tego programu państwo aktywnie wspiera rozwój wybranych branż poprzez subsydia, preferencyjne finansowanie, inwestycje w badania i rozwój oraz rozbudowę krajowych łańcuchów dostaw. Szczególny nacisk położono na nowoczesne sektory, co pozwoliło chińskim firmom szybko zwiększyć skalę produkcji i zdobyć silną pozycję na rynkach globalnych.

Presję konkurencyjną dodatkowo wzmacnia słabsza konsumpcja wewnętrzna w samych Chinach. W ostatnich latach popyt krajowy osłabł m.in. z powodu problemów sektora nieruchomości oraz ostrożniejszych wydatków gospodarstw domowych. W takiej sytuacji jeszcze większa część nadwyżek produkcyjnych trafia na rynki zagraniczne, bo lokalni konsumenci jej nie wchłaniają, czyli jeśli Chińczycy nie kupują, to świat musi. W połączeniu z ogromną skalą chińskiego przemysłu i rosnącym poziomem technologicznym prowadzi to do silnej konkurencji dla producentów na Zachodzie. Dzisiejsze napięcia handlowe wynikają więc nie tylko z różnic kosztowych, ale także z faktu, że chińskie firmy coraz częściej oferują własne, zaawansowane technologicznie i konkurencyjne produkty.

Kontrola Chin obejmuje w efekcie coraz większą część łańcucha technologicznego w wielu strategicznych sektorach. Na ten mechanizm zwracała uwagę Komisja Europejska, uzasadniając wprowadzenie ceł wyrównawczych na chińskie samochody elektryczne. Wskazywano przy tym na subsydiowanie praktycznie całego łańcucha wartości, od wydobycia surowców i produkcji baterii po końcowy montaż pojazdów, co prowadzi do zakłóceń konkurencji na rynku UE. Dzięki takiej polityce chińskie firmy mogą walczyć ceną na niewyobrażalną wcześniej skalę.

Poziom tej koncentracji dobrze pokazują również najnowsze dokumenty Komisji dotyczące przemysłu netto zero, czyli sektorów produkujących technologie niezbędne do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Według tych analiz Chiny kontrolują ponad 90% globalnych zdolności produkcyjnych w fotowoltaice i bateriach, co pokazuje, jak silną pozycję zdobyły w kluczowych technologiach transformacji energetycznej.

Chiny łańcuch fotowoltaika udział

Europa pod presją: energia, regulacje i koszty produkcji

To jednak nie wszystkie problemy Zachodu z perspektywy konkurencji z Chinami. Na kolejnym wykresie przedstawiono poziom cen energii w różnych regionach świata. Europa znajduje się dziś pod presją nie tylko dlatego, że jej konkurenci produkują dużo i tanio, ale także dlatego, że robią to w momencie, gdy europejski przemysł sam zmaga się z rosnącymi kosztami. Jednym z kluczowych problemów są ceny energii, które należą do najwyższych na świecie.

W dużej mierze wynika to z kierunku europejskiej polityki klimatycznej i energetycznej. Pakiet Fit for 55 zakłada szybkie ograniczanie emisji CO₂, co oznacza dla przedsiębiorstw rosnące koszty związane z systemem handlu emisjami gazów cieplarnianych ETS. Dla wielu branż energochłonnych, takich jak chemia, hutnictwo czy produkcja materiałów, opłaty za emisję stają się coraz większym elementem kosztów produkcji. Czyli dokładnie w momencie, kiedy konkurencja przyspiesza, to Europa sama podnosi sobie koszty.

Ceny energii porównanie krajów

Dodatkowym czynnikiem jest transformacja europejskiego miksu energetycznego. W niektórych krajach, zwłaszcza w Niemczech, decyzje o zamykaniu elektrowni jądrowych ograniczyły dostęp do stabilnych i relatywnie tanich źródeł energii. W połączeniu z dużą zależnością od importowanych surowców energetycznych, np. gazu z Rosji, sprawia to, że ceny prądu dla przemysłu są w Europie znacznie wyższe niż w wielu innych regionach świata. W tym samym czasie Chiny intensywnie rozwijają energetykę jądrową.

Energia jądrowa Chiny Niemcy

W efekcie europejski przemysł wchodzi w nową fazę globalnej konkurencji z wyraźnie gorszą bazą kosztową. Firmy muszą jednocześnie finansować inwestycje w dekarbonizację, dostosowywać się do coraz bardziej wymagających regulacji środowiskowych i utrzymywać konkurencyjne ceny swoich produktów. Tymczasem w Chinach energia dla przemysłu pozostaje relatywnie tania, a państwo aktywnie wspiera rozwój strategicznych sektorów. Mówiąc bardziej obrazowo: Europa biegnie pod górę, podczas gdy chińska konkurencja zjeżdża z górki. Nietrudno zgadnąć, kto ma w takiej sytuacji przewagę.

Problem polega też na tym, że Europa przez lata budowała model gospodarczy oparty na otwartym handlu, stabilnych regułach i przekonaniu, że globalizacja ostatecznie działa na korzyść wszystkich uczestników. Dziś ten model zderza się z rzeczywistością, w której część światowych graczy działa według logiki znacznie bardziej strategicznej i państwowej. Otwarty handel przestaje działać, kiedy zagraniczne firmy są w dużej mierze marionetkami w strategicznych decyzjach obcego mocarstwa. W efekcie europejski przemysł coraz częściej konkuruje nie tylko z firmami, ale z całymi modelami gospodarczymi wspieranymi przez politykę przemysłową, tani kredyt i skalę rynku wewnętrznego. To radykalnie zmienia zasady gry.

Europa jest więc pod presją z dwóch stron naraz. Z jednej strony potrzebuje tanich technologii i surowców, bo bez nich transformacja energetyczna będzie wolniejsza i droższa. Z drugiej strony zbyt duże uzależnienie od zewnętrznej podaży może oznaczać dalsze osłabienie własnego przemysłu. To właśnie jest dziś europejski dylemat: jak korzystać z globalnego handlu, nie rezygnując jednocześnie z własnej bazy przemysłowej. To nie jest już akademicka debata, tylko pytanie o to, czy Europa będzie producentem nowej gospodarki, czy wyłącznie jej klientem.

Import UE z Chin

Import z Chin rośnie, a Europa wchodzi w nowy etap ryzyka

Chiński szok 2.0 już się materializuje. Po spadku w 2023 roku import z Chin ponownie wyraźnie przyspieszył. W 2025 roku jego wartość sięgnęła około 630 mld USD, co oznaczało kilkunastoprocentowy wzrost rok do roku. Skalę tego zjawiska najlepiej widać jednak w dłuższej perspektywie. W latach 2015–2025 import towarów z Chin do Europy zwiększył się o ponad 60%. Najsilniejsze przyspieszenie nastąpiło w okresie pandemii, gdy zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw dodatkowo nasiliły napływ chińskich produktów na rynki europejskie.

Polska a Chiny: bezpośrednie i pośrednie skutki dla gospodarki

Jak na to wszystko jest przygotowana Polska? Nie jesteśmy odcięci od tego zjawiska, ale jego ekspozycja ma nieco inny charakter niż w wielu dużych gospodarkach przemysłowych. Około 90% polskiego eksportu trafia do innych krajów europejskich. Największym odbiorcą są Niemcy, które odpowiadają za około 27% sprzedaży zagranicznej. Dalej znajdują się Czechy, Francja i Wielka Brytania, ale z wyraźnie mniejszym udziałem. Spoza Europy najważniejszym rynkiem pozostają Stany Zjednoczone z niewielkim udziałem około 3,3%.

Struktura eksportu Polski

Jednocześnie w imporcie coraz większą rolę odgrywają partnerzy spoza Europy. Największym dostawcą pozostają Niemcy z udziałem około 20%, jednak na drugim miejscu znajdują się już Chiny, które odpowiadają za około 15% importu. Kolejne miejsce zajmują Stany Zjednoczone z udziałem przekraczającym 5%.

Struktura importu Polski

Polska odczuwa ten problem na dwa sposoby. Z jednej strony bezpośrednio, poprzez wysoki import chińskich towarów na krajowy rynek. Z drugiej strony pośrednio, poprzez silne powiązania z europejskimi łańcuchami dostaw, zwłaszcza z gospodarką niemiecką.

To szczególnie ważne w branżach, w których Polska nie sprzedaje gotowego produktu końcowego, lecz komponenty, półprodukty i usługi dla większych grup przemysłowych. W takim modelu krajowy producent często nie widzi chińskiej konkurencji wprost, ale odczuwa ją przez spadek zamówień, presję na ceny i pogorszenie rentowności całego łańcucha. Polska często nie widzi tej konkurencji, ale ją odczuwa. Chiński eksporter uderza w dużego europejskiego gracza, a ten duży gracz zaczyna mniej zamawiać u polskiego dostawcy.

Najbardziej wrażliwym obszarem pozostaje motoryzacja. Polska nie jest potęgą w produkcji własnych marek samochodowych, ale jest ważnym zapleczem części, komponentów, baterii, elektroniki i szeroko rozumianej produkcji okołosamochodowej. Jeżeli europejscy producenci będą tracić udziały rynkowe albo marże pod presją chińskich aut i podzespołów, to odbije się to również na polskich fabrykach. Jeśli Europa zacznie przegrywać w motoryzacji, to Polska odczuje to na sobie.

Osobnym problemem jest presja cenowa w sektorach związanych z transformacją energetyczną. Dla odbiorcy tanie chińskie komponenty mogą wyglądać jak dobra wiadomość, bo obniżają koszt inwestycji. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy europejska, w tym polska, produkcja nie jest w stanie na tych warunkach osiągnąć opłacalności. To grozi sytuacją, w której Polska będzie wdrażać transformację głównie na importowanych technologiach, zamiast budować własne kompetencje przemysłowe wokół nowych branż. Innymi słowy: można szybko kupić gotowy produkt, ale dużo trudniej zbudować wokół niego lokalny przemysł.

Mimo to na tle wielu gospodarek europejskich Polska jest relatywnie mniej narażona na bezpośrednie skutki chińskiego szoku, głównie dzięki bardziej zróżnicowanej strukturze gospodarki. Eksport, zatrudnienie i produkcja są w Polsce rozłożone na wiele różnych branż, co zmniejsza zależność od pojedynczych sektorów i ogranicza skalę potencjalnych wstrząsów.

Struktura obrotów towarowych Polska

Polska sprzedaż zagraniczna opiera się przede wszystkim na przemyśle. To maszyny, urządzenia i środki transportu stanowią serce naszego eksportu, co wynika z głębokiego zakorzenienia w europejskich łańcuchach dostaw. Silną markę zbudował także sektor rolno-spożywczy, gdzie prym wiedzie przetwórstwo żywności. Zestawienie najważniejszych towarów eksportowych zamykają chemikalia oraz wyroby z tworzyw.

Dywersyfikacja działa więc jak swoisty mechanizm stabilizujący. Zróżnicowana struktura sektorowa sprawia, że polska gospodarka jest mniej podatna na wstrząsy w pojedynczych branżach. W krajach silnie wyspecjalizowanych, tam, gdzie eksport i zatrudnienie w dużej mierze opiera się na jednym sektorze przemysłowym, spadek popytu lub pojawienie się silnej konkurencji z zagranicy może szybko przełożyć się na wyraźne pogorszenie koniunktury w całej gospodarce. W Polsce skutki takich zmian są zazwyczaj bardziej rozproszone, ponieważ poszczególne branże reagują na globalne trendy w różnym tempie i z różną siłą. Ale czy Polska może zrobić coś sama wobec zagrożenia z Chin?

Unia Europejska, cła i de-risking wobec Chin

Polska jest częścią Unii Europejskiej, a polityka handlowa należy do kompetencji wspólnotowych. W praktyce oznacza to, że decyzje w tej sprawie zapadają na poziomie całej UE, a nie poszczególnych państw. Odpowiedź na ewentualny „chiński szok” musi więc zostać wypracowana wspólnie, co nie jest zadaniem łatwym, ponieważ wymaga pogodzenia odmiennych interesów gospodarczych państw członkowskich. Dla przykładu kraje, które nie mają rozwiniętego przemysłu, ale mogą korzystać z tańszych chińskich produktów, nie będą chętne na cła i protekcjonizm gospodarczy, bo jedyne, co dostaną, to podwyżki cen. Inaczej sprawa wygląda dla krajów takich jak Niemcy, gdzie motoryzacja to kluczowa gałąź gospodarki.

W efekcie polityka handlowa UE przestaje być dla Polski odległą debatą toczoną w Brukseli. Staje się bardzo konkretnym dylematem: jak chronić europejski przemysł, nie odcinając się jednocześnie od inwestycji, technologii i ważnych rynków zbytu. Dla Warszawy oznacza to konieczność utrzymania delikatnej równowagi. Z jednej strony Polska ma interes w silniejszej ochronie unijnej produkcji, z drugiej musi brać pod uwagę ryzyko działań odwetowych oraz możliwość ograniczenia napływu części inwestycji zagranicznych.

Dobrym przykładem tej złożonej sytuacji są unijne cła na chińskie samochody elektryczne. Dla Polski mogą być one zarówno szansą, jak i źródłem ryzyka. Z jednej strony Komisja Europejska uznała, że chiński łańcuch wartości w sektorze elektromobilności korzysta z nieuczciwych subsydiów, dlatego od 30 października 2024 roku obowiązują ostateczne cła wyrównawcze na import takich pojazdów z Chin. Z polskiej perspektywy może to dać pewien oddech europejskiej motoryzacji, a tym samym także polskim producentom części, baterii i komponentów.

Jednocześnie pojawia się jednak wtedy ryzyko działań odwetowych ze strony Chin, zarówno politycznych, jak i inwestycyjnych. Polska częściowo już odczuła taki efekt uboczny: po unijnym głosowaniu popierającym wprowadzenie ceł produkcja chińskiego modelu Leapmotor w Tychach została wstrzymana, a plany dotyczące kolejnego modelu przesunięto poza Polskę. Takie sytuacje pokazują, jak silnie decyzje handlowe podejmowane na poziomie UE mogą przekładać się na konkretne inwestycje i miejsca pracy w państwach członkowskich.

Właśnie w odpowiedzi na rosnące napięcia gospodarcze z Chinami Unia Europejska coraz wyraźniej stawia na strategię de-riskingu. UE próbuje zrobić coś pośrodku. Nie zerwać relacji z Chinami, ale być od nich mniej zależną. W praktyce oznacza to dywersyfikację łańcuchów dostaw, rozwijanie własnych zdolności produkcyjnych w Europie oraz większą kontrolę nad inwestycjami i przepływem technologii.

Elementem tej strategii jest wprowadzanie nowych narzędzi regulacyjnych. Unia rozwija mechanizmy kontroli inwestycji zagranicznych, koordynuje ograniczenia eksportowe w sektorach technologii podwójnego zastosowania oraz stara się chronić badania naukowe i technologie przed niekontrolowanym transferem do państw trzecich, właśnie takich jak Chiny. Równolegle podejmowane są próby wzmacniania własnego przemysłu poprzez programy wsparcia dla strategicznych sektorów. Celem de-riskingu nie jest więc ograniczenie handlu z Chinami, lecz budowa bardziej odpornej i bezpiecznej struktury gospodarczej Europy. Zamiast zamykać drogę dla Chin, Europa stara się wzmocnić własny przemysł.

Dlaczego Europa reaguje zbyt wolno

Wdrażanie tej strategii postępuje jednak raczej powoli. Komisja Europejska zapowiedziała szerokie działania mające ograniczyć zależności gospodarcze od Chin, lecz w praktyce wiele inicjatyw ma na razie charakter konsultacji, rekomendacji i planów działania. Zamiast szybkiego wprowadzania nowych regulacji Bruksela często koncentruje się na monitorowaniu sytuacji, analizach ryzyka i koordynacji działań państw członkowskich.

Główną przyczyną takiego tempa są różnice interesów między państwami UE. Część krajów obawia się, że zbyt szybkie ograniczanie powiązań gospodarczych z Chinami mogłoby zaszkodzić europejskim firmom i inwestycjom. W efekcie najbardziej ambitne propozycje Komisji są często łagodzone lub odkładane w czasie. Polityka de-riskingu rozwija się więc stopniowo i zamiast gwałtownej zmiany oznacza raczej powolne budowanie instrumentów, które w dłuższej perspektywie mają zmniejszyć zależność Europy od chińskiej gospodarki.

Tak ostrożne tempo działania niesie ryzyko. W świecie, w którym największe potęgi coraz aktywniej prowadzą politykę przemysłową i rywalizują o przewagę technologiczną, zbyt powolna reakcja może oznaczać stopniową utratę pozycji w globalnej gospodarce. Jeśli Europa będzie ograniczać się głównie do debat i stopniowych korekt regulacyjnych, coraz większa część kluczowych technologii i produkcji może powstawać poza jej granicami. Można obecną sytuację podsumować starym przysłowiem: gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta. Tych dwóch w tej sytuacji to różne kraje UE, które nie potrafią się sprawnie dogadać, a ten trzeci to naturalnie Chiny, które wykorzystują opieszałość Brukseli i coraz intensywniej zdobywają udziały w europejskim rynku.

Co to oznacza dla Polski

W takim scenariuszu Polska prędzej czy później również odczułaby skutki osłabienia europejskiej gospodarki. Choć struktura krajowej gospodarki jest stosunkowo zdywersyfikowana, problemy pojawiające się w europejskim przemyśle z czasem przenikałyby także do poszczególnych sektorów w Polsce. Dywersyfikacja może ograniczyć skalę wstrząsu, ale nie jest w stanie całkowicie odizolować Polski od trudności całej europejskiej gospodarki.

Chiński szok 2.0 to nie jest historia o tym, co dzieje się gdzieś daleko. To proces, który już teraz przebudowuje globalną gospodarkę. I który będzie miał bardzo konkretne konsekwencje dla Europy… i dla Polski.

Nawet jeśli nie widzimy tej konkurencji bezpośrednio, to i tak ją odczuwamy. W zamówieniach, w marżach, w decyzjach inwestycyjnych. To jest wielkie wyzwanie najbliższych lat.

Nie tylko konkurować ceną, bo w tej grze Europa nie ma przewagi, ale znaleźć sposób, żeby konkurować jakością, technologią i własnym przemysłem. Inaczej bardzo łatwo można stać się tylko klientem nowej gospodarki, zamiast jej producentem.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments