Wstęp
ETF na psy i koty. ETF na kongresmenów. ETF na huragany. ETF na memy. I ETF, który zaczął życie jako fundusz na Zielony Ład, a dziś kupuje producentów czołgów.
Wszystkie są naprawdę notowane na giełdzie, mają prospekty, opłaty i ludzi, którzy w nie wkładają pieniądze. Jeden z nich zarobił dwadzieścia procent w rok, bo nie przyszedł huragan. Inny kopiuje transakcje Nancy Pelosi i bije S&P 500, a jeszcze inny właśnie umarł po dziewięciu latach i wyniku trzy razy gorszym od indeksu, mimo że inwestował w branżę, która przez sto lat była najlepszą na świecie.
Dwa lata temu pokazywaliśmy Wam ETF dla chrześcijan, fundusz na K-pop i ETF na kobiety zarządzające firmami. Nie wyczerpaliśmy tematu nawet w połowie. Dziwadeł ETF jest cała masa.
Dziś pięć kolejnych. Niektóre z tych pomysłów są absurdalne, ale dają łącznie jedną ważną lekcję dla inwestora. Kto nauczy się tej lekcji, ma w ręku jeden z najlepszych wskaźników nastrojów na rynku. Lecimy.
ETF na psy, huragany i polityków?! Najdziwniejsze fundusze świata
Roundhill Meme Stock ETF (MEME) – ETF na memy
Nie polecam żadnego z tych funduszy, ale każdy z nich czegoś uczy. ETF to w gruncie rzeczy pomysł zamieniony w produkt inwestycyjny, a emitent wypuszcza produkt wtedy, gdy wie, że ludzie go kupią. Czyli dziwny ETF to zapis tego, w co rynek wierzył w dniu jego debiutu. Czasem ta wiara przeżywa fundusz. Częściej fundusz przeżywa ją o kilka miesięcy, a potem obaj umierają. Zaczynamy od przypadku, który umarł i zmartwychwstał.
Roundhill Meme Stock ETF, ticker MEME. Meme stocks, czyli akcje memowe, nie mają jednej definicji. To z grubsza spółki, których kurs rośnie nie dlatego, że poprawiły wyniki, ale dlatego, że Internet się nimi chwilowo zachwycił. Klasyka gatunku to GameStop i AMC ze stycznia 2021 roku, kiedy użytkownicy forum internetowego na Reddicie zbiorowo kupowali akcje i windowali ich cenę.
ETF ma za sobą dwa życia. Pierwsze zaczęło się w grudniu 2021 roku, kiedy mania memów już przygasała, ale wszyscy wciąż o niej mówili.
Fundusz kupował spółki, o których najgłośniej było na forum WallStreetBets, takie jak GameStop, AMC, BlackBerry, a nawet SPAC, który później połączył się z Trump Media.
To pierwsze życie skończyło się dość szybko. W listopadzie 2023 roku Roundhill ogłosił zamknięcie funduszu, który był wtedy o 57% niżej niż w dniu debiutu. O ironio, w samym 2023 roku ten ETF był akurat 37% na plusie. Uruchomiono go, kiedy impreza memowa po 2021 roku się kończyła, a zamknięto w trakcie odbicia. Funkcjonował akurat w czasie najintensywniejszej bessy xD.
Widzicie, Wy może nie umiecie trafić w górę i dołek, ale smart money tworzące takie dziwactwa potrafią idealnie trafić w nastroje i na tym zarobić. Nie minęły dwa lata i w październiku 2025 roku fundusz MEME wrócił na giełdę.
Druga wersja działa jednak inaczej. Nie liczy już postów na Reddicie, tylko szuka spółek, po których inwestorzy spodziewają się największej huśtawki kursu. Im bardziej nerwowa i zmienna spółka, tym więcej będzie jej w funduszu. W niecałe trzy miesiące fundusz wymienił cały portfel prawie cztery razy. Co dziś uchodzi za „memy” w jego definicji? Moderna, CoreWeave, Super Micro, IonQ, Rocket Lab i Strategy Michaela Saylora.
Szczerze powiedziawszy, to większość z tych spółek ma niewiele wspólnego z akcjami memowymi. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że żadna. W efekcie jest to po prostu bardziej fundusz na największą zmienność kursów akcji. Ciekawa opcja dla lubiących więcej adrenaliny.
ETF na transakcje polityków USA – NANC i GOP
Od memów do ludzi, którzy stanowią prawo, bo kolejny fundusz zbudowano na zazdrości. W 2021 i 2022 roku Internet żył transakcjami Nancy Pelosi, wieloletniej przewodniczącej Izby Reprezentantów, a właściwie jej męża Paula, który regularnie i z wyczuciem kupował akcje różnych spółek tuż przed ich wzrostem.
To nie jest oczywiście żaden udowodniony insider trading! Insider trading jest nielegalny. To po prostu bardzo dobra intuicja. Pięć tygodni przed włączeniem do indeksu, intuicja. Dzień przed ogłoszeniem kontraktu rządowego, intuicja. Gdyby tak intuicyjnie inwestował fundusz hedgingowy, SEC już by u niego siedziała. Kongresmeni mają immunitet od podejrzeń.
W przestrzeni publicznej pojawiło się więc pytanie, że skoro politycy stanowią prawo, regulują branże i słuchają poufnych briefingów, to może po prostu warto ich kopiować? Najlepiej przez ETF, bo będzie wygodniej.
W lutym 2023 roku wystartowały dwa ETF-y inwestujące na podstawie transakcji amerykańskich polityków. Pierwszy, Subversive Congressional Democrats Trading ETF, kopiuje transakcje demokratów i ma ticker NANC, od Nancy. Drugi, Subversive Congressional Republicans Trading ETF, kopiuje republikanów i początkowo nazywał się KRUZ, co wszyscy odczytali jako ukłon w stronę senatora Teda Cruza. Dziś nosi ticker GOP, od Grand Old Party, czyli popularnej nazwy Partii Republikańskiej. NANC ma prawie 300 milionów dolarów aktywów, co jak na dziwny ETF jest naprawdę niezłym wynikiem.
Jak to działa? Kongresmeni i ich rodziny muszą ujawniać transakcje na akcjach najpóźniej 45 dni po ich zawarciu, a fundusz składa z tych raportów swój portfel. Ma to pewne problemy, bo jeśli senator coś wiedział przed innymi, to po półtora miesiąca ta wiedza jest często mocno w cenie, a temat rozegrany. Jednak mimo to Nancy, czyli ETF demokratów, wygrywa z S&P 500. Na wykresie zielona linia to właśnie indeks S&P 500.
Niedługo te fundusze mogą jednak stracić swoje paliwo. W lipcu 2026 roku Izba Reprezentantów przegłosowała zakaz kupowania nowych akcji przez członków Kongresu i ich rodziny. Ustawa nie przeszła jeszcze przez Senat, więc na razie nic się nie zmieniło, ale prace w tym zakresie trwają.
Making Europe Great Again (GR8) – europejski ETF
Trzeci fundusz nie ma zmienności memów ani kontrowersji Kongresu. Pokazuje za to, co emitent potrafi zrobić, jak moda się skończy.
Wracamy do Europy, która postanowiła zapożyczyć sobie hasło od Trumpa. Fundusz Making Europe Great Again UCITS ETF, ticker GR8, czyli „great”.
Making Europe Great Again nie powstał od zera. Wystartował w lipcu 2023 roku jako European Green Deal UCITS ETF, czyli fundusz ETF na spółki korzystające na Europejskim Zielonym Ładzie.
Kiedy moda na zieloną transformację przygasła, a na zbrojenia wybuchła, to w listopadzie 2025 roku ten sam fundusz zmienił indeks, nazwę i dostał nowy życiorys.
Dla emitenta przebranżowienie jest tańsze niż likwidacja jednego funduszu i zakładanie drugiego od nowa, a kiedy jedna moda się kończy, to inwestorzy tracą zainteresowanie pewnymi funduszami, więc najwygodniej je „przebranżowić”.
Dziś fundusz Making Europe Great Again dzieli portfel na cztery równe części: obronność, energię, infrastrukturę i reshoring, czyli przenoszenie produkcji z powrotem do Europy. Obok Saaba, Maerska czy Equinora jest też polski akcent, bo w portfelu znajdziemy Budimex.
Logika funduszu jest następująca. Po inwazji Rosji na Ukrainę Europa zrozumiała, że musi sama się bronić, mieć własną energię i własne fabryki. Kraje NATO zobowiązały się wydawać do 2035 roku 5% PKB na bezpieczeństwo, a ktoś te czołgi, sieci energetyczne i fabryki musi zbudować. W Europie będą to w dużym stopniu europejskie spółki.
W sumie całkiem logiczny zakład i chyba najsensowniejszy z funduszy tego materiału, jeśli chcecie coś dodać do portfela.
KRC Cat Bond UCITS ETF (CATB) – ETF na huragany
Z Europy przenosimy się do czegoś, co brzmi jak scenariusz filmu katastroficznego, tylko że tu zarabia się, gdy katastrofy NIE ma.
Jest też fundusz, który zarabia na tym, że na świecie nie występują kataklizmy pogodowe. KRC Cat Bond UCITS ETF inwestuje w obligacje katastroficzne, nazywane cat bondami.
W sierpniu 1992 roku we Florydę uderzył huragan Andrew. Szkody ubezpieczone były ogromne, a osiem firm ubezpieczeniowych zbankrutowało. Branża zrozumiała, że sama nie udźwignie naprawdę dużej katastrofy, i zaczęła szukać pieniędzy na rynku kapitałowym, który jest nieporównywalnie większy. Tak narodziły się cat bondy, czyli obligacje katastroficzne. Wzorcową emisję przeprowadził w 1997 roku amerykański ubezpieczyciel USAA. Chciał pozyskać 150 milionów dolarów, a zebrał 477 milionów. Ponad 3-krotnie więcej niż planował.
Jak to działa? Inwestorzy kupują obligacje katastroficzne, a zebrane pieniądze nie są nigdzie wydawane, tylko leżą w bezpiecznych bonach skarbowych emitowanych przez rząd USA. Inwestor dostaje odsetki z tych bonów plus dodatkową premię od ubezpieczyciela. To taka składka za to, że bierze na siebie część ryzyka z katastrofy naturalnej. Jeśli przez trzy, cztery lata nic się złego nie stanie, odbiera kapitał i zgarnia wyższe odsetki. Jeśli jednak wydarzy się określona katastrofa, pieniądze idą na wypłaty dla poszkodowanych, a inwestor traci część albo całość kapitału.
To się naprawdę zdarza. W 2011 roku trzęsienie ziemi w Tohoku w Japonii uruchomiło obligację o wartości 300 milionów dolarów. Warunkiem do uruchomienia tego kapitału była siła wstrząsów zmierzona w określonych miejscach. Odczyt przekroczył próg z dużym zapasem i inwestorzy stracili wszystko. Po huraganie Katrina w 2005 roku inwestorzy w obligację ubezpieczyciela Kamp Re odzyskali tylko 45 ze 190 milionów dolarów.
Częściej jednak katastrofa nie przychodzi, a inwestorzy zarabiają. Indeks obligacji katastroficznych Swiss Re dał w 2023 roku prawie 20%, a w 2024 roku ponad 17%. Na wykresie widzicie jego historię i wyraźne zjazdy, na przykład po huraganie Ian w 2022 roku albo po pożarach w Los Angeles, które przyniosły pierwszy ujemny styczeń w historii tego rynku.
Duże instytucje i wielu innych inwestorów lubi cat bondy z powodu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Huragan nie pyta, co robi Fed, a trzęsienie ziemi nie reaguje na recesję. W efekcie zyski z tych instrumentów są relatywnie niezależne względem tego, co dzieje się w samej gospodarce.
KRC Cat Bond UCITS ETF wystartował dopiero w grudniu 2025 roku i jest pierwszym w Europie ETF-em na cat bondy. Zarządza nim amerykańska firma King Ridge Capital, a jej dyrektor inwestycyjny ma doktorat z… meteorologii.
Sporo ta przyjemność jednak kosztuje. Wychodzi jakieś 1,28% rocznie, a to jak na ETF sporawo. Sezon huraganów na Atlantyku trwa do końca listopada. Na razie w tym roku żaden nie wyrządził cat bondom większych szkód, ale tak wygląda ten biznes, że spokojnie zarabiasz, dopóki nie przyjdzie ten jeden duży huragan.
ProShares Pet Care ETF (PAWZ) – ETF na zwierzęta
Od huraganów do czegoś dużo milszego. Zwierzątka! ProShares Pet Care ETF to fundusz na całą gospodarkę zwierząt domowych. Karmy, weterynarię, leki, sklepy zoologiczne i ubezpieczenia. Na czele portfela stoją IDEXX, czyli spółka od testów diagnostycznych dla weterynarzy.
Kolejna pozycja w funduszu to Zoetis, największy na świecie producent leków dla zwierząt.
W pierwszej dziesiątce jest też sklep internetowy Chewy i Oil-Dri, który zarabia głównie na żwirku dla kotów.
Teza stojąca za tym funduszem brzmi w sumie rozsądnie. Pies czy kot stał się dla wielu członkiem rodziny, dla którego kupuje się karmę premium, ubezpieczenie i rezonans magnetyczny, jak zajdzie potrzeba. Ludzie coraz częściej uczłowieczają zwierzęta domowe i przeznaczają na nie coraz więcej pieniędzy.
W 2020 roku PAWZ zarobił ponad 60%. Pandemia zamknęła ludzi w domach, po czym około 23 milionów Amerykanów kupiło sobie psa albo kota. Giełda uznała, że to początek nowej ery. Potem przyszła normalizacja i fundusz do dziś nie potrafi na dobre wrócić do trendu wzrostowego. Nie wiadomo, ile jeszcze potrwa „odpoczynek” tych akcji po napompowanych wycenach z pandemicznych lat.
W pandemii rynek wycenił te spółki tak, jakby boom na zwierzęta domowe miał trwać wiecznie. Zwierzęta z czasów lockdownów trzeba było dalej karmić, ale niestety nowych nie przybywało już w takim tempie. Popyt na zwierzaki został wyssany z przyszłości. Rynek musiał więc skorygować swoje oczekiwania.
AdvisorShares Vice ETF (VICE) – ETF grzechu
Na deser nekrolog. Ostatni fundusz tego zestawienia już nie istnieje. Zmarł przed chwilą.
AdvisorShares Vice ETF, ticker VICE, to ETF grzechu. Inwestował w alkohol, tytoń, hazard, a z czasem też w gry wideo i e-sport. Mówię o nim w czasie przeszłym, bo 21 sierpnia 2026 roku odbyła się jego ostatnia sesja, a tydzień później fundusz został zlikwidowany. Smuteczek.
Historia tego funduszu to paradoks. Akcje grzechu to jedna z najlepiej udokumentowanych anomalii na giełdzie. Badacze z London Business School sprawdzili, że w latach od 1900 do 2014 najlepszą branżą w USA był tytoń, z wynikiem 14,6% rocznie. Dolar zainwestowany w spółki tytoniowe urósł do ponad 6 milionów dolarów, a dolar w cały amerykański rynek tylko do 38 tysięcy.
Sam ETF wystartował w grudniu 2017 roku i do marca 2026 roku zarabiał średnio tylko 4,3% rocznie. S&P 500 w tym czasie dawał 13,2%. Złota era tych branż minęła.
Dlaczego tematyczne ETF-y przegrywają z rynkiem?
Dziwne ETF-y bardzo często umierają. Pierwsza wersja MEME została zamknięta w 2023 roku. Europejski odpowiednik funduszu na zwierzęta domowe zlikwidowano. Roundhill zamknął też fundusz na metaverse, a Making Europe Great Again przeżył tylko dlatego, że zmienił skórę i się „przebranżowił”.
Emitent ETF-a zarabia na opłacie za zarządzanie, która jest procentem od aktywów. Jeśli fundusz jest dziwaczny i niszowy, to siłą rzeczy nie przyciąga do siebie tłumów. W efekcie, kiedy kończy się pewna moda, to chętnych tylko ubywa, a zarządzający zamyka interes.
Ta piątka ma wspólny mianownik ważniejszy niż dziwactwo. Spójrzcie na daty. Fundusz na memy wystartował w grudniu 2021 roku, gdy mania memów właśnie dogasała. Fundusz na zwierzęta zrobił plus 60 procent w 2020 roku i od tamtej pory nie wrócił do trendu, bo popyt na psy został wyssany z przyszłości. Fundusz grzechu wystartował w 2017 roku, sto lat po tym, jak tytoń przestał być najlepszą branżą świata, i umarł. Fundusz na Zielony Ład zmienił się w fundusz na czołgi dokładnie wtedy, gdy czołgi stały się modne.
Ekonomiści z Ohio State policzyli to na setkach funduszy. Tematyczne ETF-y startują średnio na szczycie popularności swojego tematu i przez pięć lat po debiucie przegrywają z rynkiem o około 30 procent. Dlatego, że fundusz powstaje, gdy w tezę uwierzyli już wszyscy, więc kupuje ją w cenie, w której nie zostało nic do zarobienia.
Kiedy następnym razem zobaczycie debiut ETF-u na cokolwiek dziwnego, to nie pytajcie „czy kupić”, tylko „ile z tego zostało w cenie?”. Emitent nie wypuszcza produktu na temat, o którym nikt nie słyszał, tylko wypuszcza go, gdy popyt jest pewny, czyli gdy wszyscy już o tym mówią.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk








