Czy Price Target od analityków to magiczna recepta na inwestycyjny sukces?
Jeśli śledzicie nas od dłuższego czasu, to pewnie wiecie, że do price targetów podchodzimy z dużym dystansem. W naszej opinii to najczęściej mało istotny szum, którym jakościowy inwestor fundamentalny nie powinien przesadnie się ekscytować.
Mimo to temat regularnie wraca. Zwykle wtedy, gdy ktoś podsyła mi screen z nagłówkiem w stylu „Morgan Stanley podnosi cenę docelową do poziomu X” albo traktuje procentowy upside z raportu analitycznego jako dowód, że dana spółka jest tania lub droga.
Dlatego uznałem, że warto zebrać w jednym miejscu, dlaczego tak naprawdę tak mało wagi przykładam do tego typu informacji. Bo pytanie jest uczciwe: czy price targety naprawdę coś znaczą? Moja odpowiedź brzmi: znacznie mniej, niż rynek lubi udawać. I w tym tekście chcę Wam pokazać, dlaczego tak myśle. Zanim jednak przejdziemy dalej, muszę uczciwie zaznaczyć jedną rzecz.
To jest mój subiektywny zestaw przemyśleń, mój sposób pracy i moja lektura branży, którą poznałem. Nie mam monopolu na prawdę. Nikt go nie ma. Jeśli ktoś z Was uważa, że price target jest dla niego użytecznym narzędziem, to super. Naprawdę. Jeśli komuś to pomaga podejmować lepsze decyzje i zarabiać pieniądze, to nie mam z tym żadnego problemu. Wiem, że w polskiej przestrzeni inwestycyjnej są osoby, które wierzą w prognostyczną wartość tego wskaźnika, budują wokół niego proces i być może dla nich to działa. W porządku. Ja po prostu patrzę na to inaczej.
Jednym z fundamentów mojego podejścia inwestycyjnego i analitycznego jest własny research oraz niezależne myślenie. Zawsze dużo bardziej interesowało mnie formułowanie tez, które są niepopularne w konsensusie, ale dobrze podparte faktami, logiką i zrozumieniem biznesu, niż szukanie komfortu w tym, że „rynek myśli podobnie”.
I szczerze mówiąc, wiele moich najlepszych inwestycji wypłynęło właśnie z takiego podejścia. Idealnym przykładem z ostatnich lat był ASML, ale też Sygnity w 2023 roku, Asseco rok temu, Adyen w 2023, Sea Limited przy 40 dolarach i tak dalej. Dziś wierzę, że za kilka lat do tej samej kategorii spółek będziemy zaliczać Metę. Piotr zresztą myśli bardzo podobnie i dobrym przykładem jest jego historia inwestycyjna w Alibabie – to z natury była teza bardzo kontrariańska i bardzo niekonsensusowa. Dziś można powiedzieć, że takim zakładem po jego stronie jest Novo Nordisk. Mam nadzieję, że widzicie tutaj pewien pattern.
Price Target jest w gruncie rzeczy pochodną konsensusu, a nie próbą realnego zrozumienia tego, gdzie rynek może się mylić. Jest wygodnym skrótem myślowym. Czasem estetycznym. Czasem medialnym. Czasem po prostu użytecznym dla narracji. Ale moim zdaniem bardzo rzadko jest czymś naprawdę wartościowym z perspektywy inwestora, który chce samodzielnie myśleć o spółce, jej jakości, jej optionality i jej przyszłości – a przede wszystkim niesie ze sobą mnóstwo pułapek, których inwestor nie jest świadomy.
Moim zdaniem to intelektualna droga na skróty. Taka, która z pozoru porządkuje rzeczywistość, ale w praktyce potrafi podsunąć pod nogi mnóstwo min. I w tym tekście chcę Wam te miny po prostu pokazać – nie po to, żeby kogokolwiek na siłę przekonywać do mojego stanowiska, tylko po to, żebyście lepiej rozumieli, po czym właściwie stąpacie, kiedy upside z Bloomberga traktujecie jako element procesu decyzyjnego.
Co z tym zrobicie dalej, to już Wasza sprawa. Moja rola kończy się na pokazaniu, co nieoczywistego siedzi pod spodem.
Czytaj wszystkie treści BEZ OGRANICZEŃ!
Premium
![]()
Dołącz do Strefy Premium DNA.
Już od 75 zł miesięcznie!
Do zarobienia!
Jurek Tomaszewski
Każda o wartości do 800 USD!
0% prowizji do 100 000 EUR obrotu miesięcznie.
Otwórz konto i zgarnij 250 EUR premii.
Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.
Dzięki Jurek. Bardzo fajny materiał. Ostatnio na youtube oglądałem ex Analityka (chyba z Goldmana). I przedstawiał to w podobny sposób, właśnie o tych konensusach i stronach sell side… Mam pytanie o te notki analityków, bo mówisz, że czytasz/czytacie od tych, których cenisz. Jak wypracowałeś sobie system oceny takiego analityka?…Jeśli śledzisz jakąś spółkę, to czytasz np. wszystkich analityków, czy po prostu wiesz, że ten Analityk z Jefferies to ten co go cenisz, a ten z BofA już nie. Bazujesz na jego skuteczności, czy na czymś innym i masz tu jakiś wypracowany system, które notki warto czytać, a które to zwykły szum?
Dzięki, Mateusz. Zwykle wyrabiam sobie opinię o analityku dopiero po dłuższym czasie śledzenia jego tez. Znam kilku analityków pokrywających spółki które sam sledze i po czasie obserwowania ich pracy przy konkretnych firmach można ocenić, kto faktycznie wnosi większą wartość.
Są analitycy i zespoły, które mają bardzo dobrą renomę pod kątem jakości researchu np. Stacy Rasgon, Joseph Moore i cały zespół Morgan Stanley w półprzewodnikach, Mark Mahaney czy Eric Sheridan w technologii, Jorge Kuri przy NU itd.
Brakuje mi przykladow…Tu aż się prosiło sprawdzić np jaki target price dla Tesli analitycy przewidywali rok temu i gdzie jest cena teraz. Jakieś zestawienie, że np średnie odchylenie kursu od przewidywanej rok wcześniej target price wynosi 60%. Pan Jurek ciągle zaznacza, że jest to jego subiektywna ocena, ale subiektywna nie oznacza, że nie można jej poprzeć statystykami. Teza artykułu jest taka, że target price powinno na ogół rozmijać się z rzeczywistością. Ale poza akademickim wywodem, to wciąż nie wiemy jak jest naprawdę. Być może dla 90% aktywow obecna cena różni sie od rzewidywanej rok wczesniej target price tylko o 5%, co byłoby dosc dobrym „typem”. Ale tego się tutaj nie dowiemy.
Cześć Maciej, polecam pobawić się w nanoszenie historycznych poziomów price targetów dla różnych spółek, np. na Koyfinie, i zrobić prostą ocenę wizualną. Dla przykładu załączam Netflixa. Jeśli to nie przekona, to szukając dodatkowego potwierdzenia możesz zebrać dane i poprosić jakiś LLM o ocenę statystyczną jakości tych prognoz. Zazwyczaj wychodzi z tego dość brutalny obraz: niska korelacja między implied upside a późniejszym zwrotem, niemal zerowa moc wyjaśniająca regresji, brak istotności statystycznej, trafność kierunkowa bliska przypadkowi i duże błędy prognoz. Aczkolwiek szczerze mówiąc, często nie potrzeba nawet żadnych statystyk i sama ocena wizualna wystarczy, żeby zobaczyć, jak bardzo jest to reaktywny wskaźnik sentymentu, który podąża za kursem, zamiast go realnie wyprzedzać.
Dziękuję bardzo za odpowiedź! Właśnie tego zabrakło mi w tekście. Chętnie jeszcze zweryfikuje temat zgodnie z Twoimi wskazówkami. Aczkolwiek nie było moim zamiarem bronić target price. Osobiście rowniez nie używam. Pozdrawiam!