Ceny ropy ostro spadają, a nowy szef Fed wywraca giełdę do góry nogami!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

22 cze 202618 min czytania

Wstęp

„Halo, Cymcol? Ropa LECI NA 150! Sprzedajesz wszystko i dokupujesz konserwy?!”.

Gdybym dostawał JEDEN ZŁOTY za każdy taki odebrany w ostatnich miesiącach telefon, to miałbym dziś solidne 4 złote. ALE gdyby płacili tyle samo za wasze panikarskie komentarze, to oohohohohoohho. Hajs ściele się gęsto.

Dwa tygodnie temu mówiłem to na spokojnie: ropa po 100 dolarów za baryłkę to nie żadna nowa norma, a ostatnia podbitka inflacji jest właśnie ostatnią. I tyle w temacie. Dalej będzie niżej. Choć akurat jednej instytucji ktoś najwyraźniej zapomniał to przekazać, bo Europejski Bank Centralny w tym samym tygodniu podniósł stopy procentowe. Żeby walczyć z inflacją. Tą, która właśnie zaczęła znikać. Naprawdę trudno o gorszy timing.

W tym FinWeeku rozkładam to porozumienie na części, a do tego: pierwsze posiedzenie nowego szefa Fedu, który wywraca tę instytucję do góry nogami, dziki debiut SpaceX, jastrzębią Japonię, słabe dane z Chin, załamanie BMW i okulary Snapa za 2195 dolarów. No i biorę sobie pewną chińską spółkę do portfela inwestycyjnego. Lecimy.

Ceny ropy ostro spadają, a nowy szef Fed wywraca giełdę do góry nogami!

Porozumienie USA-Iran, Cieśnina Ormuz i wpływ na ceny ropy

Po ponad stu dniach wojny, tygodniach nerwowych negocjacji i kilku momentach, w których wszystko mogło się posypać, Stany Zjednoczone i Iran podpisały porozumienie. Memorandum of understanding, bo tak formalnie nazywa się ten dokument, przedłuża zawieszenie broni o 60 dni, otwiera drogę do rozminowania i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz oraz znosi amerykańską blokadę morską irańskich portów.

Co konkretnie zawiera porozumienie? Iran zobowiązał się do stopniowego otwarcia cieśniny, kluczowej dla światowego rynku ropy. Samo rozminowanie ma potrwać 30 dni, a w tym czasie Iran nie będzie pobierał opłat za tranzyt. Stany Zjednoczone zniosą blokadę morską irańskich portów i przyznają Iranowi zezwolenie na eksport ropy na czas trwania 60-dniowego zawieszenia broni.

Dalsze ulgi sankcyjne, w tym odmrożenie irańskich aktywów za granicą, będą uzależnione od postępu w rozmowach nuklearnych. Jak to ujął wysoki urzędnik amerykański: „Zbudowaliśmy to tak, że w miarę budowania zaufania i wywiązywania się Iranu z zobowiązań, otrzymują oni ulgę gospodarczą”. USA zobowiązały się też do wycofania sił wojskowych z okolic Iranu w ciągu 30 dni od osiągnięcia ostatecznego porozumienia.

Kwestia nuklearna pozostaje otwarta, ale nakreślone zostały pewne ramy. Iran ma potwierdzić, że nie będzie rozwijać ani pozyskiwać broni jądrowej, a obie strony mają uzgodnić mechanizm pozbycia się irańskich zapasów wzbogaconego uranu. Ponad 9000 kg materiału, z czego 440 kg wzbogaconych do poziomu bliskiego broni nuklearnej.

Minimalnym zobowiązaniem jest rozcieńczenie tego materiału na miejscu pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Trump zaakceptował też, że Iran zachowa część swoich pocisków balistycznych, co było jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów porozumienia i spotkało się z krytyką ze strony części Republikanów.

Porozumienie przewiduje także utworzenie funduszu o wartości 300 miliardów dolarów na odbudowę i rozwój gospodarczy Iranu. Ciekawy ruch. Choć Trump zastrzegł, że USA nie będą w Iran inwestować. To fundusz ma być przeznaczony dla firm, które chcą wchodzić na irański rynek. Całość porozumienia jest opisywana jako „oparta na wynikach”, czyli w teorii Iran dostaje tyle swobody i ustępstw, na ile sam zasłuży. Przynajmniej według strony USA.

Na spadek cen ropy nie trzeba było wiele czekać. Brent spadł o ponad 5% w poniedziałek do 82,8 dolara za baryłkę, a w kolejnych dniach zjechał jeszcze niżej. W czwartek notowany był po 78,6 dolara. Powiedziałbym, że w zasadzie 2 tygodnie temu dostaliście materiał o tym, że dokładnie tak się to skończy, a ropa po 100 USD to nie jest żadna nowa norma.

Oczywiście otwartym jest pytanie, czy porozumienie przetrwa, bo sam Izrael go nie podpisał. Izrael sam jednak tej wojny nie poprowadzi, a Amerykanie ewidentnie mają jej dość, więc wrócimy po prostu do status quo sprzed kilku miesięcy. Iran i Izrael nawzajem co jakiś czas coś tam u siebie wysadzą, a poza tym nikogo nie będzie to obchodzić.

Konsekwencje wszystkiego są jednoznaczne i wprost potwierdzają to, co mówiliśmy w FinWeeku tydzień temu. Ostatnia podbitka inflacji jest już ostatnią podbitką inflacji i dalej będzie niżej. O IRONIO akurat teraz, gdy Europejski Bank Centralny podniósł ostatnio stopy procentowe i zrobił to dokładnie w momencie, kiedy główne źródło inflacji, czyli ceny ropy, zaczęło spadać. Jeszcze tłumaczyli to obawą o wojenną inflację. Trudno o „lepszy” timing. Ruch EBC wygląda w tym wypadku naprawdę komicznie, szczególnie w kontekście tego, że zachodnioeuropejska gospodarka ma dziś dość kiepsko.

Nowy Fed Kevina Warsha i koniec prowadzenia rynku za rękę

Szczęśliwie NBP nie wpadł na podobnie bezsensowny pomysł, analogicznie jak nie wpadł na niego Fed. Za nami bowiem pierwsze posiedzenie z nowym szefem, Kevinem Warshem, u steru. Nie obyło się bez niespodzianek. Stopy procentowe pozostały bez zmian, tu niespodzianek nie było. Nowy prezes jednak zaczyna kompletnie nowy rozdział po Powellu.

Warsh powiedział wprost: „Uporczywie wysokie ceny to ciężar dla Amerykanów. Członkowie FOMC są jednoznaczni i jednomyślni. Ten komitet dostarczy stabilność cen”. Rentowność dwuletnich obligacji skarbowych skoczyła od razu 15 punktów bazowych do nowego cyklicznego maksimum. Rynki odczytały to jednoznacznie jako jastrzębi sygnał i zaczęły wyceniać nawet… podwyżkę stóp już w październiku tego roku.

Odważna hipoteza rynków, bo ten sam Warsh wprost mówi, że najważniejsze są dane, a my wiemy i widzimy, że dane wprost mówią o tym, że inflacyjne odbicie się kończy. Do tego Warsh chce zerwać z pokryzysowym dziedzictwem polityki pieniężnej, które w dużym stopniu dawało tak zwane forward guidance.

Po pierwsze, komunikat prasowy po posiedzeniu został skrócony o ponad 60% i przepisany prostym językiem. Jest w nim zero wskazówek co do przyszłych ruchów.

Forward guidance Warsh odbiera jak prowadzenie rynku za rączkę przez zapowiadanie kolejnych kroków. Według niego „to nie jest biznes, w który Fed powinien się angażować”. Żartował, że prognozy Fed są robione „ołówkami z dużymi gumkami”. Sam nie wpisał też swoich prognoz do „dot plotu”, słynnego wykresu kropkowego z preferowaną ścieżką stóp poszczególnych członków FOMC, wynalazku z ery Bernanke, czyli lat 2006–2014.

Od tamtego czasu Fed szedł w stronę silnego komunikowania, co będzie robił dalej. Nowy prezes chce się od tego odciąć i przekazywać mniej informacji z wyprzedzeniem. W sumie to znowu okazuje się, że Adam Glapiński ze swoim kompletnym brakiem jakiegokolwiek realnego forward guidance wyznaczył trendy!

Mimo jednak, że sam Warsh bojkotuje wykres kropkowy, to małe ma to znaczenie, bo inni tego nie robią i swoje prognozy podali, a przesunięcie tych kropek sporo mówi o nastrojach w całym Komitecie. Nie licząc samego Warsha, połowa członków FOMC wskazała na potrzebę podwyżki stóp jeszcze w tym roku. Część nawet więcej niż jednej.

Problem w tym, że Warsh ma rację i dot ploty jedyne co robiły, to wprowadzały zamęt, bo i tak potem nie były przestrzegane. To nie są żadne twarde deklaracje i nigdy nimi nie były.

Warsh powołał też pięć grup roboczych, które mają do końca roku prześwietlić różne aspekty działania polityki monetarnej, ale też samego Fedu. Na przykład: komunikację, w tym przyszłość konferencji prasowych, dot plotów i protokołów, bilans Fed, czyli pytanie, czy da się go istotnie zmniejszyć z obecnych około 7 bln dolarów, źródła danych makro, bo Warsh chce odejść od przestarzałych ankiet telefonicznych na rzecz danych w czasie rzeczywistym z sektora prywatnego, i inne aspekty polityki pieniężnej.

Kwestia bilansu też jest szczególnie ciekawa. Warsh od dawna uważa, że programy skupu obligacji, w ramach których Fed nabył biliony dolarów papierów skarbowych, weszły na terytorium, które powinno należeć do Kongresu. Na razie FOMC „potwierdził politykę utrzymywania obfitych rezerw”, czyli bilans zostaje na około 7 bln. Ale grupa robocza zostawia otwarte drzwi do drastycznego zmniejszenia bilansu, potencjalnie do poziomów sprzed kryzysu 2008. To by oznaczało powrót do tak zwanego reżimu rzadkich rezerw. Pomysł, który kolega Warsha, gubernator Christopher Waller, publicznie nazwał „nieefektywnym” i „głupim”.

Dlaczego głupim? Zwiększanie bilansu Fed to działanie, które zwiększa płynność w gospodarce i dostarcza nowego pieniądza na rynek. Banki komercyjne mogą potem ten pieniądz pożyczać firmom, kupować za niego akcje i inne aktywa, co ogólnie napędza gospodarkę. Zbyt silne i zbyt drastyczne redukowanie bilansu może więc przynieść efekt odwrotny i przełożyć się na spowolnienie gospodarcze. W tym akurat wypadku bliżej mi do poglądu Wallera. Zanim zaczniecie jednak panikować, to pamiętajcie, że tutaj nie ma autonomii decyzyjnej. Komitet to wiele osób i to wiele osób musi podjąć decyzję. Prezes wyłącznie ją potem firmuje twarzą.

Od strony komunikacyjnej to będzie zupełnie inny bank centralny niż ten Powella. Mniej konferencji prasowych, mniej wskazówek i więcej niepewności, a to oznacza jeszcze więcej zmienności na rynkach. Teraz akurat decyzja o zmianie stóp faktycznie będzie mogła być prawdziwym zaskoczeniem. Będzie więc ciekawie, ale dla aktywnego inwestora taki stan to raj na ziemi!

Portfel agresywny Freedom24 i powrót Alibaby

No a Monsieur Cymcol, czyli ja. Jestem właśnie takim aktywnym inwestorem i zamierzam z tego wszystkiego korzystać jak dziki. Zresztą publiczny portfel agresywny, jaki dla was prowadzę we Freedom24, radzi sobie wyśmienicie.

Od początku 2024 roku już nawalone +103% i to jest coś, czym można się mocno flexować. Jezu, jak mnie bawi, że dokładnie o tym, że tak będzie, mówiłem wam w marcu jeszcze na technologicznej korekcie.

Czas w końcu na zmiany, a w zasadzie wielki powrót do spółki, na której poprzednio sporo zarobiłem. Alibaba trafia z wielkim powrotem do portfela. Dlaczego? A to było całkiem niedawno w osobnym materiale. W portfelu akurat jest jedynie 9 pozycji, więc idealne miejsce na wyczerpanie limitu 10 sztuk.

Problem w tym, że nie ma wolnej gotówki. Nowa dopłata pojawi się już na początku lipca na 600 euro, ale pozycję na Alibabie chcę otworzyć już teraz. Zdecydowałem więc o lekkiej redukcji pozycji w Amphenolu, gdzie szybko pozycja nabiła niemal 40% stopy zwrotu i przekroczyła 14% portfela. Skróciłem ją do 10% portfela. Alibaba więc zaczyna z małą pozycją na 4% portfela, ale to do niej trafi najbliższa pełna lipcowa dopłata.

Pamiętajcie, że żeby móc tworzyć sobie takie portfele inwestycyjne dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu.

Do tego możecie odebrać specjalny bonus do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Wystarczy założyć konto z linka, spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca.

Chińska gospodarka, słaba konsumpcja i problemy popytu wewnętrznego

No i biorę sobie tę Alibabę mimo, że chińska gospodarka dalej walczy z problemami. Chiny cieszą się co prawda dalej reputacją przemysłowej potęgi, która rozpycha się na globalnym rynku kosztem Europy, ale spojrzenie na ostatnie dane makro pokazuje dalej spore problemy. Zacznijmy od sprzedaży detalicznej. W maju odnotowała ona pierwszy od trzech lat spadek o 0,6% rok do roku, wieńczący długie hamowanie, które zaczęło się w 2025 roku.

Szczegóły mówią jeszcze więcej. Liderami spadków są dobra trwałego użytku. Samochody spadły o 16% r/r, co jest prawdopodobnie efektem wycofania zachęt na zakup aut elektrycznych. Materiały budowlane i dekoracyjne spadły o 13,6%, a meble o prawie 9%. Artykuły sportowe i rekreacyjne też zaliczyły zjazd o 8%. Tymczasem sprzedaż dóbr nietrwałych, żywności, kosmetyków, używek, nie wykazuje podobnych spadków.

Czyli spadają głównie dobra uznaniowe, a kategorie takie jak materiały budowlane i meble wskazują, że głównym winowajcą jest wciąż niezakończony kryzys na rynku nieruchomości, którego symbolicznym początkiem było bankructwo Evergrande w 2021 roku. Ciągnie się to już niemal pięć lat. Aktywność deweloperów spadła o 12,6% rok do roku w maju.

Hamowanie konsumpcji to zresztą nie jest jedyny problem. Inwestycje w maju były łącznie o 4% niższe niż rok wcześniej. Spadkową trajektorię widać praktycznie we wszystkich sektorach. Stosunkowo najlepiej radzą sobie przemysł tekstylny, logistyka i tak zwany sektor high-tech. Dotychczasowe lokomotywy chińskiego eksportu jednak, czyli motoryzacja, farmaceutyki i przemysł chemiczny, notują spadek inwestycji. To sugeruje, że Chiny nie są aż tak odporne na skutki wojen handlowych, jak mogłoby się wydawać, patrząc na zagregowane dane o eksporcie.

Z tych statystyk wyłania się obraz prawdziwej recesji po stronie popytu wewnętrznego. Chiny od miesięcy, a może już lat powtarzają, że teraz zaczną wspierać popyt wewnętrzny, a nie jedynie produkcję. Tylko na gadaniu cały czas się kończy. Jak widać tym razem też.

Jedynym jasnym punktem chińskiej gospodarki pozostaje ogólny sukces eksportowy, zwłaszcza że Chiny mają mocne i trwałe przewagi konkurencyjne w branżach takich jak energetyka odnawialna, technologie bateryjne czy samochody elektryczne.

Gospodarka kraju jest jednak coraz bardziej niezrównoważona. Jeśli przy życiu podtrzymuje ją wyłącznie sukces eksportowy, to trzeba pamiętać, że ten sukces jest coraz bardziej problematyczny dla innych krajów. Można się więc spodziewać, że Europa i nie tylko będzie stopniowo ograniczać Chinom dostęp do swoich rynków, a wtedy ostatnia podpora chińskiego wzrostu również zacznie się kruszyć.

BMW, Chiny i koniec starego modelu niemieckiej motoryzacji

Kruszy się też kondycja BMW. Firma obcięła prognozę marży operacyjnej z 6% do zaledwie 1%, wysyłając akcje w dół o 12%, co jest największym jednodniowym spadkiem od prawie dwóch lat.

Od początku roku kurs spadł o 27%, a JPMorgan nazwał to „sygnałem ostrzegawczym dla całej branży motoryzacyjnej”. Rychło w dzwonek się obudził z tą tezą.

Do niedawna BMW uchodziło za jednego z najlepiej przygotowanych niemieckich producentów premium. Firma przyjęła elastyczną strategię elektromobilności. Zamiast stawiać wszystko na jedną kartę, planowała produkować różne napędy jeszcze przez wiele lat, co miało ją chronić przed rozczarowującym popytem na auta elektryczne i nagłymi zwrotami politycznymi. Mercedes i Volkswagen już wcześniej sygnalizowały problemy, ale BMW wydawało się odporne.

Okazuje się jednak, że odporne nie jest. Głównym winowajcą są oczywiście Chiny, największy rynek BMW, gdzie sprzedaż do maja spadła o prawie 18% rok do roku. Co gorsza, odbywa się to zaledwie trzy miesiące po tym, jak spółka zaprezentowała całkiem optymistyczne prognozy. Dyrektor finansowy Walter Mertl wyjaśnił, że marcowa prognoza zakładała stabilne dostawy na poziomie 50 tysięcy aut miesięcznie w Chinach. Jednak już w pierwszym kwartale wolumeny spadły o 10%, a w kwietniu i maju pogorszenie przybrało na sile. Najbardziej ucierpiały samochody z silnikami spalinowymi. Chińscy klienci coraz częściej wybierają po prostu lokalne marki, które oferują nowocześniejsze i tańsze auta elektryczne.

W tym kontekście warto dodać, że BYD właśnie ogłosił nową strategię i w trakcie 5 lat chce stać się największym producentem samochodów na świecie, prześcigając Toyotę.

Drugi cios dla BMW to konflikt bliskowschodni, którego wpływ okazał się większy, niż BMW zakładało. Zarówno przez wyższe koszty energii, jak i przez pogorszenie nastrojów konsumenckich na całym świecie.

Przez lata niemiecki model biznesowy opierał się na projektowaniu i produkcji aut premium w Europie na eksport. Głównie do Chin, gdzie marże na spalinowych modelach premium były bardzo wysokie. Ten model się kończy, a BMW musi przemyśleć swój model globalnego biznesu opartego głównie na eksporcie.

Co gorsza, wiarygodność spółki została nadszarpnięta. No bo czy zarząd naprawdę nie wiedział o skali pogorszenia w Chinach jeszcze w marcu, kiedy publikował optymistyczne prognozy? Nie kupuję tego.

W tym wszystkim jest jeszcze nowy CEO, Milan Nedeljkovic, który objął stanowisko zaledwie miesiąc temu i wchodzi w rolę w momencie, gdy fundamenty biznesu są najgorsze od lat. To kolejny niemiecki producent motoryzacyjny, gdzie perspektywy wyglądają naprawdę kiepsko, a to też kolejne opóźnienie do odbicia całej niemieckiej gospodarki.

SpaceX, przejęcie Cursora i techniczna zmienność po IPO

Lepsze perspektywy ma za to przed sobą SpaceX, który formalnie podpisał umowę przejęcia Cursora – startupowego narzędzia do kodowania wspieranego przez AI – za 60 miliardów dolarów. Inwestorzy Cursora otrzymają akcje SpaceX w zamian za swoje udziały, a zamknięcie transakcji planowane jest na trzeci kwartał tego roku.

Główną zaletą startupu jest głęboka integracja z modelami językowymi, co pozwala programistom na automatyczne generowanie kodu i jego inteligentne refaktoryzowanie, czyli szybkie wykrywanie błędów oraz interaktywne zadawanie pytań o całą bazę projektu w czasie rzeczywistym. Dzięki innowacyjnym funkcjom przewidywania intencji programisty narzędzie to drastycznie przyspiesza proces tworzenia oprogramowania.

Oprogramowanie odgrywa krytyczną rolę w awionice rakietowej, autonomicznej nawigacji statków kosmicznych czy zarządzaniu potężną konstelacją satelitów Starlink. Wdrożenie tak wydajnego asystenta AI we własnym, rygorystycznie zabezpieczonym środowisku operacyjnym pozwoliłoby inżynierom zminimalizować ryzyko potencjalnie katastrofalnych usterek, zautomatyzować powtarzalne zadania programistyczne i znacząco skrócić czas wdrażania innowacji technologicznych, które są wręcz niezbędne w nowoczesnym przemyśle kosmicznym.

SpaceX ujawnił zamiar kupna Cursora jeszcze w kwietniu, ale wstrzymywał się z finalizacją ze względu na własne IPO. Akcje SpaceX wzrosły chwilami od debiutu o nawet 49% od ceny debiutu, pchając kapitalizację do około 2,77 biliona dolarów, co uczyniło firmę na moment piątą największą spółką publiczną na świecie, wyprzedzając Amazona, a w pewnym momencie nawet Microsofta.

Skąd ta siła? Tłumaczyłem to w materiale poświęconym IPO SpaceX, że pierwsze tygodnie handlu będą mocno nienaturalne. Wzrosty, jak i spadki, które niechybnie nastąpią, to efekt czysto techniczny. W pierwszym dniu handlu publicznie dostępne było zaledwie 4,2% akcji. To ekstremalnie mały free float, który sprawia, że każdy ruch popytu przekłada się na nieproporcjonalnie duże wahania kursu. Inwestorzy detaliczni przemielili w ciągu pierwszych dwóch dni więcej akcji SpaceX niż całego amerykańskiego rynku w poprzednim tygodniu.

Do tego we wtorek rozpoczął się handel opcjami na SpaceX na giełdach Cboe i Nasdaq, a to jeszcze bardziej nakręca zmienność.

Do tego Nasdaq i MSCI zmienili swoje reguły, żeby przyspieszyć włączenie dużych spółek jak SpaceX do indeksu, co może nastąpić w najbliższych tygodniach i oznaczałoby, że fundusze pasywne będą zmuszone szybko kupić akcje, żeby dobrze odzwierciedlać indeks. S&P jako jedyny duży indeks nie poszedł tą drogą.

Prawdziwy test kursu przyjdzie dopiero, gdy zaczną wygasać kolejne serie lockupów, a na rynek trafią nowe fale podaży akcji. Pierwszy taki termin to publikacja wyników za drugi kwartał 2026 roku i 11 sierpnia 2026 roku. Wtedy liczba akcji w obiegu zwiększy się kolosalnie, a popyt pasywnych funduszy pod inwestowanie indeksowe przygaśnie i dopiero będzie ciekawie.

Japonia, Bank Japonii i jastrzębie sygnały BOJ

Sporo zmian mamy też w Japonii, gdzie bank centralny podniósł krótkoterminową stopę procentową z 0,75% do 1%, najwyższego poziomu od 31 lat, od 1995 roku. Decyzja, podjęta stosunkiem głosów 7:1, była szeroko oczekiwana, ale to, co BOJ powiedział między wierszami, zaskoczyło dużo bardziej.

Wicegubernator Shinichi Uchida, który prowadził konferencję zamiast gubernatora nieobecnego z powodów medycznych, dał wyraźny sygnał, że to nie koniec cyklu podwyżek. „Przy inflacji bazowej zbliżającej się do 2% musimy być uważni na ryzyko wzrostowe cen. Będziemy prowadzić politykę tak, żeby nie zostać w tyle”. Sam komunikat BOJ poszedł jeszcze dalej, mówiąc wprost o „ryzyku, że inflacja bazowa może odchylić się powyżej celu”. Jak zauważył były urzędnik BOJ Nobuyasu Atago: „Jest szansa, że BOJ podniesie stopy wcześniej niż dominujący rynkowy konsensus zakładający grudniową podwyżkę”.

Dlaczego BOJ zaostrza ton? Szok energetyczny z Bliskiego Wschodu uderzył szczególnie mocno w Japonię, kraj uzależniony od importu paliw. Inflacja producencka, czyli PPI, skoczyła do 6,3% w maju, trzyletniego maksimum, bo firmy w szybkim tempie przerzucają wyższe koszty energii na ceny.

BOJ sam zauważył, że przedsiębiorstwa przekazują sobie nawzajem rosnące koszty ropy „w stosunkowo szybkim tempie”, co może popchnąć ceny konsumenckie, czyli znaną nam ze sklepów inflację CPI, w górę w wielu kategoriach. Porozumienie USA z Iranem zmniejszyło najgorsze obawy, ale mechanizm przerzucania kosztów jest już w toku i sam się nie zatrzyma z dnia na dzień.

Do tego dochodzi słaby jen, bo kurs utrzymuje się w okolicach 160 za dolara, poziomu, który traderzy postrzegają jako linię, przy której Tokio może interweniować na rynku walutowym. Przypomina to, że słaba waluta dodatkowo podbija koszty importu i napędza inflację, co daje BOJ jeszcze jeden powód, żeby kontynuować zacieśnianie.

BOJ podjął też decyzję o zawieszeniu programu stopniowego zmniejszania zakupów obligacji, czyli taperingu. Od kwietnia przyszłego roku będzie nadal kupował japońskie obligacje skarbowe za około 2 biliony jenów, czyli 12,5 miliarda dolarów, miesięcznie. Zrezygnuje też z corocznych przeglądów planu taperu, choć zastrzegł gotowość do zmian na przyszłych posiedzeniach.

Sygnał dotyczący taperingu był przeciwny względem zapowiedzi dalszych podwyżek stóp, bo to w praktyce zatrzymanie jastrzębiej polityki pieniężnej. Wygląda więc na to, że BOJ staje się bardziej jastrzębi w zakresie stóp, ale mniej na poziomie poprawiania płynności całej gospodarki.

Reakcja rynków była jednoznaczna. Rynek akcji wzrósł do rekordowego poziomu, bo inwestorzy ucieszyli się z poprawy płynności i słusznie. Lubimy płynność!

Snap Spectacles, okulary AR i problem z masową adopcją

Nie lubimy za to, a na pewno nie lubią tego inwestorzy, totalnie dziwolągowatego produktu od Snapa, który po latach zaprezentował w końcu swoje Spectacles, okulary z rozszerzoną rzeczywistością. Wszystko w cenie… 2195 dolarów.

Evan Spiegel nazwał je „komputerem przyszłości” i porównał do Macintosha z 1984 roku, który w dzisiejszych pieniądzach kosztowałby około 8000 dolarów. Okulary trafią do sprzedaży jesienią.

Od strony technicznej wygląda to może i obiecująco. Są prawdziwe wyświetlacze AR w przezroczystych soczewkach, a nie kamera plus ekran jak w Meta Quest czy Apple Vision Pro, 51-stopniowe pole widzenia, 16 milionów kolorów, cztery godziny pracy na baterii, dwa procesory Qualcomma, śledzenie rąk i kompatybilność z soczewkami korekcyjnymi. Snap obiecuje setki aplikacji AR na premierę, w tym nawigację, powiadomienia z telefonu i asystenta głosowego z AI.

Problem polega na tym, że po pierwsze całość wygląda ekstremalnie topornie, a to jednak wearable. Apple udowodnił, że kluczem do masowej sprzedaży wearables jest wygląd.

Do tego Snap pokazuje ten produkt w momencie, gdy firmie jest naprawdę ciężko. Akcje spadły o prawie 30% w tym roku. Spółka zwolniła 16% pracowników. Aktywistyczny fundusz Irenic Capital Management wszedł w akcjonariat. Snap wydzielił okulary do osobnej spółki, Specs Inc., żeby dać im niezależność od reszty biznesu, co samo w sobie mówi dużo o tym, jak bardzo firma chce chronić ten projekt przed problemami głównego biznesu.

Do tego dochodzi problem strategiczny. Cel miliarda aktywnych użytkowników dziennie, na którym opiera się przyszłość Snapchata, jest coraz bardziej zagrożony. Kolejne kraje wprowadzają ograniczenia korzystania z mediów społecznościowych przez osoby niepełnoletnie, a to od zawsze była kluczowa baza użytkowników Snapa. Spiegel przekonuje, że okulary AR to odpowiedź na uzależnienie od ekranów. „Zamiast patrzeć w dół na mały ekran, uczestniczysz w świecie”. To wizja, w którą łatwo uwierzyć, ale dużo trudniej za nią zapłacić 2195 dolarów.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Polska ma hit w agentach AI
Popularne
Serie tematyczne

Wiedźmin 3 bije rekord po 11 latach, a polski agent AI rzuca wyzwanie gigantom z USA

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Marki upadają, sieciówki rosną
Spółki i sektory

Kursy Nike, Puma i Lululemon toną, a LPP i Zara biją rekordy. Co się stało z branżą i modą?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Pół miliarda kary dla polskiej spółki, a Moody’s tnie rating Polski. Co naprawdę ma znaczenie
Popularne
Serie tematyczne

Pół miliarda kary dla polskiej spółki, a Moody’s tnie rating Polski. Co naprawdę ma znaczenie?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

29 wrz 2026
Meta wyprzedza ChatGPT! Duże zmiany w moim portfelu i co dalej z Novo Nordisk

Meta wyprzedza ChatGPT! Duże zmiany w moim portfelu i co dalej z Novo Nordisk?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

28 wrz 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 21.09.2026 – 27.09.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

28 wrz 2026
Analitycy widzą +100% potencjału akcji Nie daj się na to nabrać!

Analitycy widzą +100% potencjału akcji? Nie daj się na to nabrać!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

24 wrz 2026
Zobacz centrum wiedzy