Wstęp
Ostatnio coraz częściej wraca na rynku dokładnie ten sam temat. Rentowność amerykańskiej 10-latki znowu rośnie, znowu dobija w okolice 5% i znowu zaczyna się dyskusja, czy to już poziom, który w końcu złamie rynek akcji.
Słucham tego od kilku tygodni i w pewnym momencie mnie tknęło. Może cały czas zadajemy w sprawie obligacji niewłaściwe pytanie?
Może od kilku lat zadaje się po prostu w sprawie obligacji złe pytanie? Rynek ciągle pyta, kiedy rentowność amerykańskiej 10-latki wreszcie wróci do ok 3%? Może po prostu nie wróci tam „nigdy”?
Może po prostu zakres 4,5 - 5% to jest nowa norma w tym świecie. Jeśli ktoś uznaje każdą rentowność z piątką z przodu za czerwone światło inwestowania, to może będzie czekał bez końca. Jeśli jednak wyższe rentowności są nowym punktem równowagi, to trzeba nauczyć się analizować spółki właśnie w takim otoczeniu.
Cały rynek odbiera rentowność 10Y ponad 5% jako sygnał ostrzegawczy. Pisałem o tym zresztą ostatnio i omawiałem na webinarze. Tylko że w zasadzie sam poziom rentowności mówi nam bardzo mało. Liczy się jeszcze to, dlaczego rentowność znalazła się w danym miejscu, jak szybko tam dostała i co w tym samym czasie dzieje się z gospodarką, zyskami spółek i rynkiem kredytowym.
Stabilne 5% w gospodarce rosnącej dzięki inwestycjom i produktywności to jest jednak inny świat niż 5% wywołane ucieczką inwestorów od długu, rozpędzającą się inflacją i utratą wiary w finanse publiczne, prawda? Wykres daje tę samą liczbę, ale jej interpretacja jest kompletnie inna.









