Kupiłem akcje, a one spadają. Co zrobić?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

07 sie 202611 min czytania

Wstęp

Kupiłem te akcje i spadają teraz. Już 10… 15%... Boże… nie wiem, co robić! Po pierwsze, wyhoduj sobie jaja. Po drugie, przeczytaj ten materiał.

Sam fakt, że zadajecie to pytanie, mówi o Was więcej, niż byście chcieli. Nie dlatego, że straciliście 5%. Dlatego, że jesteście ZASKOCZENI, że w ogóle straciliście.

Kolejność dowolna, ale oba punkty obowiązkowe. Bo taką wiadomość dostaję średnio… za często. Zobaczenie minusa po zakupie akcji to nie pech, nie spisek grubych graczy i nie kara boska. To czysta statystyczna norma z kolosalną szansą realizacji nawet w pierwszym miesiącu. Nawet najlepsze spółki w historii giełdy, te, które zrobiły z ludzi milionerów, trzymały ich najpierw pod wodą średnio przez DWA LATA.

Czerwony kolor jest wpisany w inwestowanie z definicji. Mózg większości inwestorów nie potrafi tego jednak ogarnąć i jest na to badanie z dziesięciu tysięcy rachunków. Jest też jeden prosty test. Jedno proste pytanie, które rozstrzyga, czy „trzymać czy ciąć” lepiej niż wszystkie oscylatory czary-mary razem wzięte.

Kupiłem akcje, a one spadają. Co zrobić?

Spadek akcji po zakupie to statystyczna norma

Na początek powiem coś, co powinno Was albo uspokoić, albo zszokować. Może jedno i drugie naraz.

Uwaga, skupiacie się? Nie da się inwestować tak, żeby nigdy nie być na minusie na pojedynczych pozycjach. W matematyce finansowej istnieje coś takiego jak problem pierwszego przejścia. Chodzi o proste pytanie: jaka jest szansa, że po kupnie akcji kurs ani razu nie zamknie się poniżej naszej ceny zakupu?

Kiedy już to pytanie wybrzmi, to chyba czujecie, jaka będzie odpowiedź, co?

Przytoczmy sobie dane najpierw dla całego indeksu S&P 500 w latach od 1926 do 2023. W tym okresie statystyczna szansa, że kupicie S&P 500 i przez miesiąc będziecie na minusie, wynosi 61,4%. To innymi słowy oznacza, że macie prawie 40% szans na to, że nie będziecie.

Im dalej w las, tym mniejsze masz szanse na to, że przynajmniej raz nie zobaczysz minusa. Przy horyzoncie 3 miesięcy szansa, że ani razu nie będziecie na stracie, wynosi już poniżej 50%. W przypadku inwestycji o horyzoncie 20 lat Wasza szansa spada do niecałych 19%.

To nie znaczy, że po 20 latach będziesz na stracie. Możesz zakończyć inwestycję ze znacznym zyskiem, ale po drodze choć raz zobaczyć cenę niższą niż początkowa, a mówimy o badaniu na miesięcznych cenach zamknięcia indeksu, a nie dziennych. Wówczas szanse będą jeszcze bardziej przechylone na Twoją niekorzyść.

Mówimy tutaj o całym indeksie, który co do zasady ma mniejszą zmienność niż większość pojedynczych spółek. Pojedyncza akcja jest znacznie bardziej zmienna niż indeks. Indeks amortyzuje problemy jednej spółki wynikami pozostałych. Dlatego prawdopodobieństwo, że przez 20 lat kurs choć raz spadnie poniżej ceny zakupu, będzie dużo wyższe niż 81%.

Oczekiwanie więc, że kupicie akcje i pozycja od pierwszego dnia na zawsze będzie na plusie, a potem już nigdy nie zejdzie na minus, jest de facto idiotyzmem. Czerwony kolor po zakupie to reguła, nie wyjątek i trzeba się z nią oswoić.

Mimo tego indeks S&P 500 za ostatnie 100 lat wygląda tak.

Nawet te spółki, które okazały się absolutnymi zwycięzcami dekady, wystawiały swoich akcjonariuszy na potężny stres. Hendrik Bessembinder przeanalizował 100 spółek, które w najlepszych dekadach swojego istnienia stworzyły najwięcej wartości dla akcjonariuszy. Ich przeciętna największa przecena wynosiła 32,5% i trwała średnio 10 miesięcy. W dekadzie poprzedzającej ich wielki sukces było jeszcze gorzej. Przeciętna przecena sięgała 51,6% i ciągnęła się przez 22 miesiące.

Wyobraźcie to sobie. Kupujecie akcje spółki, która w kolejnych dziesięciu latach okaże się jedną z najlepszych inwestycji na giełdzie. Mimo to po drodze ta pozycja spada o połowę i przez prawie dwa lata świeci się na czerwono. Takie są realia, a Ty masz pełne majty, bo coś spadło o 10% i jest takie od miesiąca. Ogarnij się.

Zanim więc zadacie sobie pytanie: „Olaboga, co robić? Majątek mojego życia płonie!”, to warto uświadomić sobie, że to… nic nie znaczy.

Trzymać czy sprzedać akcje po spadku kursu?

Co więc z taką pozycją zrobić? Trzymać czy sprzedawać? Obie opcje potencjalnie bolą. Jak potrzymasz i kurs dalej spadnie, to będzie ból dupy, że mogłeś wyjść wcześniej. Wtedy uruchomisz wsteczną pewność, jak to BYŁO wiadomo, bo przecież spadało i oscylator czary-mary tak mówił. Jak sprzedasz, ale cena odbije, to też będzie ból dupy, że Cię wyleszczono. Wtedy uruchomisz wsteczną pewność, jak to BYŁO wiadomo, bo przecież to tylko jakiś gruby gracz zaniżał przed odpałem. Ciężki więc orzech do zgryzienia, bo jak się nie obrócisz, to dupa będzie zawsze z tyłu.

Pokażę Wam badanie, które otwiera oczy na to, jak ludzie faktycznie zachowują się w takiej sytuacji.

Przeanalizowano transakcje na 10 tysiącach rachunków maklerskich z lat 1987–1993. Okazało się, że inwestorzy realizowali około 14,8% dostępnych zysków, ale tylko 9,8% dostępnych strat. Zwycięskie pozycje sprzedawali mniej więcej o połowę chętniej niż przegrane.

To, co działo się z tymi pozycjami potem, jest jeszcze bardziej wymowne. Te akcje, które inwestorzy sprzedali z zyskiem, osiągały w kolejnym roku średnio o 3,4 punktu procentowego wyższą stopę zwrotu niż te stratne pozycje, które postanowili dalej trzymać. Przeciętnie pozbywali się lepszych spółek, żeby nie sprzedać gorszych.

Naukowcy nazywają to efektem dyspozycji. Macie na rachunku dwie spółki. Jedna zarobiła 20%, druga straciła 20%. Potrzebujecie gotówki i musicie jedną sprzedać. Większość ludzi sprzeda tę na plusie, bo fajnie zrealizować zysk, a tę na minusie zostawią, bo przecież odbije.

Problem w tym, że to jest dokładnie odwrotna logika niż powinna być. „Poczekam, aż odbije” brzmi jak plan, ale najczęściej jest po prostu emocjonalnym przywiązaniem do ceny zakupu.

Wasz umysł automatycznie traktuje ją jako punkt odniesienia. Powyżej niej czujecie, że wygraliście, że Wasza analiza jest słuszna, a Wy jesteście dobrym inwestorem. Poniżej – że przegraliście i czas sprzedać wszystko w pizdu i kupić obligacje skarbowe. Problem w tym, że rynkowi jest zupełnie obojętne, po ile kupiliście. On ma to w nosie. W większości miejsc na wykresie ktoś kupił akcje. Skoro świeca tam doszła, to z dużym prawdopodobieństwem znaczy, że odbyła się tam jakaś transakcja.

Czy ktoś, kto kupił 5% niżej, jest lepszym inwestorem, bo jest 2% na plusie, a Wy kilka procent na minusie? Rynek nie wie, że nabyliście akcje po 100 złotych i że bardzo Wam zależy, żeby znowu kosztowały 100 złotych. Ta informacja nie ma absolutnie żadnego wpływu na wartość przedsiębiorstwa.

Cena zakupu akcji nie powinna decydować

Dlatego najlepszy test jest prosty. Gdybym zamiast tych akcji miał dziś gotówkę, czy kupiłbym tę spółkę po obecnym kursie? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to trzymanie jej jest w praktyce ponowną decyzją o zakupie, tyle że zamaskowaną.

Cena zakupu mówi, gdzie podjęliście decyzję. Nie mówi, co powinniście zrobić dzisiaj.

Więc jaka jest odpowiedź? Trzymać czy ucinać? To zależy. I nie mówię tego, żeby się wymigać. Mówię to, bo odpowiedź zależy od czegoś, co powinniście zrobić przed zakupem akcji. Skoro tego nie zrobiliście, to może czas zrobić to teraz.

Potraktujcie tę sytuację tak, jakbyście właśnie odziedziczyli losowy pakiet akcji. Nie wybraliście ich świadomie. Po prostu macie je na rachunku i musicie zdecydować, czy chcecie je zatrzymać. Jak to zrobić?

Dowiedzcie się, co to za spółka. Co ona robi? Jak zarabia? Na jakich rynkach operuje? Czemu miałaby rosnąć? Jakie jest story inwestycyjne, czyli pod rozwój jakiego scenariusza grają inwestorzy? Spróbujcie poznać argumenty drugiej strony. Jak krytycy tego biznesu patrzą na tę spółkę? Jakie mają argumenty za tym, że pozytywny scenariusz się nie zrealizuje?

Kiedy pozna się argumenty obu stron, odpowiedzmy sobie na pytanie. W który scenariusz wierzycie? Czy po przeanalizowaniu tej spółki czujecie ekscytację i chcecie być częścią tej historii? Czy raczej strach i wątpliwości? Brzmi jak dużo roboty? Owszem, ale to jest ta robota, która odróżnia świadomego inwestora od kogoś, kto gra w ruletkę. Od kogoś, kto kupuje na przysłowiowej górce i sprzedaje w dołku.

Awersja do strat wpływa na decyzje inwestorów

Czemu to wszystko jest takie trudne? Bo to nie kwestia głupoty, tylko oprogramowania w Waszych głowach. Kahneman i Tversky, ojcowie ekonomii behawioralnej, zmierzyli coś, co nazywa się awersją do strat. Ból z utraty stu złotych jest mniej więcej DWA RAZY silniejszy niż radość z zarobienia stu złotych. Wasz mózg nie waży zysków i strat symetrycznie. Strata krzyczy dwa razy głośniej. I dlatego zamknięcie stratnej pozycji, czyli zamiana straty „papierowej” na ostateczną, boli tak bardzo, że wolicie jej unikać wbrew logice.

Z tego wynika praktyczny wniosek, który może Was zaskoczyć: im częściej patrzycie na portfel, tym gorzej inwestujecie. Nazywa się to krótkowzroczną awersją do strat.

Mechanizm jest czysto matematyczny. Przy rynku rosnącym długoterminowo, w pojedynczy DZIEŃ szansa na czerwień to prawie rzut monetą, w skali miesiąca minus zobaczycie mniej więcej co trzeci raz, a w skali roku już tylko co czwarty–piąty. Czyli sprawdzając wycenę codziennie, serwujecie sobie maksymalną możliwą dawkę bólu przy zerowej dodatkowej informacji. Ktoś, kto zagląda do portfela raz na kwartał, widzi ten sam majątek, ale statystycznie dużo więcej zieleni i podejmuje spokojniejsze decyzje. Jeśli macie odruch odświeżania aplikacji maklerskiej co godzinę: to nie jest kontrola nad inwestycją. To jest samookaleczanie z powiadomieniami push.

Popularne akcje i pułapka kupowania na szczycie

Impulsywne decyzje początkujących najczęściej dotyczą jakichś popularnych spółek, które akurat są na topie. Znalazłem badania dotyczące takich firm.

Badanie aktywności użytkowników platformy brokerskiej Robinhood pokazało, że akcje najintensywniej kupowane danego dnia osiągały w kolejnych 20 sesjach wynik średnio o 4,7% gorszy od szerokiego rynku akcji. Inwestorzy kupowali to, co było najbardziej widoczne, popularne i emocjonujące, a to zazwyczaj oznaczało, że historia była już głośna, kurs zdążył urosnąć, a w cenie siedział spory optymizm.

Widzicie, jak to się łączy z Waszą sytuacją? Nie znacie spółki, ale znacie jej nazwę, wykres i narrację. To wystarczyło do zakupu. Przestaje wystarczać, kiedy kurs spada, bo nagle potrzebujecie czegoś więcej niż „ktoś polecił na X”. Musicie sami obrać stanowisko. Nikt za Was tego nie zrobi.

Skoro już wiemy, że kupujemy to, co głośne, to dorzućmy jeszcze jedno badanie z tej samej serii, bo pokazuje, KTO wpada w tę pułapkę najczęściej. Barber i Odean w pracy o uroczym tytule „Boys Will Be Boys” porównali rachunki mężczyzn i kobiet. Mężczyźni handlowali o 45% częściej niż kobiety i przez to osiągali wyraźnie gorsze wyniki, a najgorzej ze wszystkich wypadali… samotni mężczyźni. Powód? Nadmierna pewność siebie. Im mocniej ktoś wierzy, że „czuje rynek”, tym częściej klika, a im częściej klika, tym więcej oddaje w prowizjach, spreadach i błędnych decyzjach.

Brad Barber i Terrance Odean przeanalizowali ponad 66 tysięcy rachunków maklerskich i sprawdzili, jak częstotliwość handlowania przekłada się na wyniki. Najaktywniej handlujący inwestorzy zarabiali średnio 11,4% rocznie. Szeroki rynek w tym samym okresie dawał 17,9%. Sporo mniej niż gdyby po prostu siedzieli na rękach i nic nie robili.

Po zakupie bez przemyślenia najgorsze, co możecie zrobić, to wpaść w drugi impuls i zacząć chaotycznie handlować, żeby szybko odzyskać pieniądze. Jeden błąd nie wymaga natychmiastowego popełnienia trzech następnych.

Co robić, gdy kupione akcje spadły?

Wróćmy więc do wiadomości z samego początku: „kupiłem po polecajce, spadło 5%, co robić?”. Teraz możemy odpowiedzieć porządnie, w czterech krokach.

Krok pierwszy: przestań panikować, bo minus po zakupie to statystyczna norma – ponad 60% szans w pierwszym miesiącu, nawet na całym indeksie.

Krok drugi: zignoruj swoją cenę zakupu, bo rynek jej nie zna i nie obchodzi go ona ani trochę; to kotwica w Twojej głowie, nie informacja o spółce.

Krok trzeci: odrób zaległą pracę domową – potraktuj te akcje, jakbyś je odziedziczył, i dowiedz się, co właściwie posiadasz, łącznie z argumentami przeciwników.

Krok czwarty: zadaj sobie test jednego pytania. Gdybym miał dziś gotówkę, czy kupiłbym tę spółkę po obecnej cenie? Bez oglądania się na to, czy odbije, bo trzymanie czegoś, czego byś nie kupił, to zakup udający bezczynność.

Najlepsza decyzja po spadku akcji może brzmieć: nic

Jedna rzecz na koniec spina wszystkie dzisiejsze badania w całość. Żaden z opisanych błędów nie wynikał z braku inteligencji. Efekt dyspozycji, kupowanie głośnych spółek, nadaktywność – to wszystko są błędy ludzi, którzy działali szybko i na emocjach, zamiast wolno i na procesie.

Rynek to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie za nadgorliwość płaci się gotówką, a za cierpliwość dostaje premię. Dlatego ostatnie zdanie tego materiału brzmi przewrotnie: najlepsza odpowiedź na pytanie „spadło 5%, co robić?!” bardzo często brzmi… „nic”. „Nic” wybrane świadomie, po odrobieniu lekcji, a nie „nic”, bo boisz się spojrzeć na rachunek. Różnica między tymi dwoma „nic” to mniej więcej różnica między inwestorem a hazardzistą, który czeka.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

CEO

Zobacz profil
Komentarze: 0

Zastrzeżenia prawne

Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

NIE PRZEGAP

Może Cię zainteresować

Hossa zmienia silnik_ WIG20 kontra S&P 500
Rynki i makro

Przez 4 lata GPW pokonała USA. Teraz role się odwrócą

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

08 paź 2026
Złoto i srebro w rafinerii
Popularne
Rynki i makro

Złoto czy srebro? Większość inwestorów nie rozumie różnicy!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

07 paź 2026
Zdjęcie jest tłem do artykułu na temat spółki Booking Holdings
Premium
Spółki i sektory

Booking Holdings: Suma wszystkich strachów mniejsza niż upside?

Łukasz - Analizy Fundamentalne USA

Łukasz - Analizy Fundamentalne USA

06 paź 2026
Szczyt boomu AI i Micron
Popularne
Serie tematyczne

OpenAI znowu napędza rynek, a Micron ogłasza koniec cyklu! Co dokładam do portfela i czemu?

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

06 paź 2026
Tygodniowe podsumowanie portfela inwestycyjnego
Premium
Decyzje inwestycyjne

Tygodniowe podsumowanie zmian portfela 28.09.2026 – 04.10.2026

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Zysk to nie gotówka
Strategie i edukacja

Twoje spółki mogą zarabiać i zbankrutować. Inwestorzy patrzą na złe liczby!

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
Fabryka humanoidów_ kto zarobi_
Spółki i sektory

Humanoidy będą większe niż motoryzacja. Ja patrzę jak inwestować w… łożyska

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

05 paź 2026
komentarz rynkowy 4 października
PremiumPopularne
Decyzje inwestycyjne

Wall Street bije rekordy, większość rynku cierpi, AI przyspiesza

Jurek Tomaszewski

Jurek Tomaszewski

04 paź 2026
Portfele między rynkiem a piecem
Popularne
Strategie i edukacja

Oceniam wasze portfele... znowu. Jeden kupił 16 funduszy, a drugi zrobił lepszy interes na piecu

Piotr Cymcyk

Piotr Cymcyk

01 paź 2026
Zobacz centrum wiedzy