Wstęp
Cześć wszystkim! Na początku 2026 roku jednym z największych przełomów w AI było kodowanie. Narzędzia takie jak Claude Code pokazały pierwszy naprawdę duży przypadek użycia, przy którym firmy zaczęły masowo widzieć realny zwrot z wydatków na AI. To pomagało też napędzać hossę na półprzewodnikach i uzasadniać kolejne miliardy inwestowane w centra danych.
Tyle że rynek ten temat już zna. Kodowanie z AI nadal może bardzo szybko rosnąć, ale coraz trudniej, żeby samo w sobie było kolejnym wielkim zaskoczeniem. Inwestorzy zaczynają więc szukać następnej nogi wzrostu. I coraz bardziej wygląda na to, że mogą nią być agenci.
Pierwsze sygnały pojawiały się już wcześniej przy Grokbocie i Instinct. Rynek naprawdę zainteresował się tym tematem jednak 8 września, kiedy Meta pokazała Muse. W ciągu 24 godzin produkt wskoczył na czwarte miejsce w amerykańskim App Store, a dzień później akcje Mety wzrosły o prawie 7%. Jednocześnie rynek zaczął bardzo szybko szukać spółek, które na agentach mogą zyskać, i tych, które mogą stracić relację z klientem.
I właśnie o tym jest ten tekst. Najpierw pokażę, dlaczego Muse może być dla Mety dużo ważniejszy, niż może się wydawać, a później przejdziemy przez potencjalnych zwycięzców i przegranych tej zmiany. Bo jeśli agenci rzeczywiście wejdą kiedyś do masowego użytku, mogą mocno zmienić ekonomię internetu, reklamy, e-commerce i pośredników. Najważniejsze pytanie brzmi więc, kto w takim świecie będzie kontrolował relację z klientem, jego intencję i samą transakcję.
Zacznijmy od Mety.









