Wstęp
Wszyscy szukają przyczyn przyszłej inflacji w wojnie, ropie, polityce Fed, a co jeśli jeden z największych możliwych inflacyjnych zapalników 2027 roku nie siedzi ani w Teheranie, ani w Waszyngtonie, ale jest na środku oceanu i ma temperaturę o półtora stopnia za wysoką.
Brzmi absurdalnie? Zjawisko, o którym mówię, w swojej najsilniejszej wersji zabrało światowej gospodarce 5,7 biliona dolarów, spowolniło globalny wzrost PKB o 0,6 punktu procentowego rocznie przez pięć kolejnych lat i zablokowało Kanał Panamski. Do tego wywróciło rynek kawy, kakao i cukru, a banki centralne zmusiło do podtrzymania wysokich stóp procentowych dłużej.
Teraz to zjawisko wraca z 67-procentowym prawdopodobieństwem w najsilniejszym wydaniu od dekady. El Niño. Po tym materiale będziecie rozumieć to lepiej niż 99% inwestorów, którzy dowiedzą się o nim z nagłówków, kiedy akurat na pewno będzie już za późno, żeby cokolwiek zrobić.
Inflacja jednak wróci? To zjawisko może wywrócić 2027 rok!
Czym jest El Niño i dlaczego ma znaczenie dla gospodarki
El Niño to zjawisko klimatyczne, które po raz pierwszy zaobserwowali peruwiańscy rybacy w XVII wieku. W niektórych latach wody Oceanu Spokojnego u wybrzeży Peru robiły się nietypowo ciepłe, a działo się to w okolicach Bożego Narodzenia, stąd nazwa „El Niño de Navidad”, czyli Dzieciątko Jezus.
Żeby zrozumieć mechanikę El Niño, trzeba zacząć od tego, jak normalnie zachowuje się Pacyfik. W standardowych warunkach nad równikową częścią oceanu wieją pasaty, wiatry kierujące się ze wschodu na zachód. Przesuwają one ciepłą wodę powierzchniową w stronę Azji i Australii. Przy wschodnim wybrzeżu Ameryki Południowej na jej miejsce wypływa z głębin zimna woda bogata w składniki odżywcze, co napędza tamtejsze łowiska.
Podczas El Niño pasaty słabną, a niekiedy zmieniają kierunek. Ciepła woda, zamiast płynąć na zachód, zaczyna się cofać w stronę środkowego i wschodniego Pacyfiku. Ocean oddaje zgromadzone ciepło do atmosfery, co zmienia układ ciśnień, przesuwa tory burzowe i przebudowuje rozkład opadów na dużej części globu.
El Niño jest częścią szerszego cyklu klimatycznego o nazwie ENSO, czyli El Niño-Southern Oscillation. Ten cykl oscyluje między trzema fazami: ciepłą, czyli El Niño, chłodną, czyli La Niña, kiedy pasaty wzmacniają się i wschodnia część Pacyfiku jest chłodniejsza niż zwykle, oraz neutralną. Pojawia się co dwa do siedmiu lat i osiąga szczyt między grudniem a styczniem, ale jego skutki potrafią ciągnąć się przez wiele kolejnych miesięcy.
Pacyfik pokrywa około jednej trzeciej powierzchni Ziemi, co już wyjaśnia, dlaczego ENSO ma tak nieproporcjonalnie duży wpływ na globalną pogodę i gospodarkę. Podobne zjawiska istnieją na Atlantyku i Oceanie Indyjskim, ale żadne z nich nie ma porównywalnego zasięgu.
Samo El Niño może przybierać jednak różne rozmiary, od słabego, który każdy oleje, do kolosalnego. Kiedy mówimy o silnym El Niño? Amerykańska Narodowa Administracja Oceaniczna i Atmosferyczna, czyli NOAA, identyfikuje El Niño na podstawie temperatury wody w konkretnym regionie na środkowym Pacyfiku. Zjawisko zostaje oficjalnie ogłoszone, gdy temperatura powierzchni oceanu przekracza wieloletnią średnią o co najmniej 0,5°C przez pięć kolejnych nakładających się na siebie trzymiesięcznych okresów. Przy odchyleniu wynoszącym co najmniej 1,5°C mówimy o silnym El Niño, a przy 2°C i więcej, o bardzo silnym, potocznie nazywanym „Super El Niño”.
Bardzo silne epizody zdarzają się rzadko. Od 1950 roku było ich zaledwie kilka, a ostatni miał miejsce w sezonie 2015–2016.
Obecnie wody Pacyfiku nagrzewają się szybko, a według amerykańskiego Climate Prediction Center prawdopodobieństwo uformowania się El Niño do końca lipca 2026 roku wynosi 82%. Szanse na to, że przerodzi się ono w bardzo silny epizod w sezonie 2026/2027, sięgają obecnie 67%. Sporo.
Globalna pogoda, susze i powodzie: pierwsze skutki El Niño
Skutki pojawiają się najpierw w tropikach, a dopiero potem rozprzestrzeniają się na inne regiony. Australia i Azja Południowo-Wschodnia wchodzą wtedy w okres gorętszej i suchszej pogody, co zwiększa ryzyko susz i pożarów. Indonezja jest szczególnie narażona, a susze mogą tam dramatycznie zmniejszyć zbiory i wywołać falę pożarów lasów tropikalnych.
W Indiach El Niño potrafi zaburzyć przebieg monsunu letniego, a od monsunowych opadów zależy produkcja żywności dla milionów ludzi. Słabszy monsun oznacza mniejsze zbiory i wyższe ceny na lokalnych rynkach.
Zachodnie wybrzeże Ameryki Południowej doświadcza w tym samym czasie z kolei zjawisk odwrotnych. Chile, Argentyna i Peru zmagają się z intensywnymi ulewami, powodziami i osuwiskami. Podobnie wygląda sytuacja na południu Stanów Zjednoczonych i w części Afryki Wschodniej, gdzie opady wyraźnie przekraczają normę.
Ciepło, które El Niño uwalnia z Pacyfiku do atmosfery, podnosi też okresowo średnią temperaturę na całej planecie, a naukowcy przewidują, że 2027 rok może okazać się w efekcie jednym z najgorętszych w historii pomiarów, przebijając rekord z 2024 roku.
Dlatego 2026 rok może być jeszcze relatywnie spokojny pod względem upałów, ale po El Niño z przełomu grudnia i stycznia kolejny sezon letni może mocno dać w kość.
Taka gadka o pogodzie może wydawać się nudna, ale pogoda to fundament rolnictwa, a El Niño jest dla rolnictwa bardzo niebezpieczne. Łańcuch wydarzeń jest następujący: przedłużająca się susza obniża plony, mniejsze zbiory zmniejszają podaż na rynkach światowych, a przy utrzymującym się popycie ceny rosną. Problem polega na tym, że wiele kluczowych upraw koncentruje się właśnie w regionach najbardziej narażonych na susze wywołane przez El Niño.
Ryż, podstawa wyżywienia dla ponad połowy ludzkości, jest uprawiany głównie w Azji Południowo-Wschodniej i Indiach, czyli tam, gdzie El Niño oznacza suszę i słabsze monsuny.
Cukier i olej palmowy pochodzą w dużej mierze z Indonezji i Brazylii. Kawa, zwłaszcza odmiana robusta, z Wietnamu i Indonezji. Kakao z Afryki Zachodniej. Pszenica z Australii. We wszystkich tych przypadkach silne El Niño historycznie przekładało się na spadki produkcji i wzrosty cen. Ostatnie El Niño z 2023 roku też dołożyło swoje trzy grosze do fali wzrostów między innymi na kawie czy kakao, które w latach 2023–2025 przeżywały silną hossę, a obecnie zdążyły się już nieco przecenić.
Surowce rolne, ceny żywności i inflacja konsumencka
Podczas poprzednich silnych epizodów obserwowaliśmy drastyczne wzrosty cen kakao, cukru, kawy i zbóż na rynkach światowych. Ceny te przenikają do konsumenta z opóźnieniem kilku miesięcy. Najpierw rosną na giełdach towarowych, potem w cenach hurtowych, a ostatecznie na półkach sklepowych i w odczytach inflacji.
I żebyście mieli świadomość, jak poważnie traktuje to smart money. Największe fundusze hedgingowe handlujące surowcami zatrudniają na etatach własnych meteorologów i klimatologów, kupują dane satelitarne o wilgotności gleby i temperaturze oceanów, a prognozy ENSO analizują dokładnie tak samo, jak analitycy akcyjni czytają raporty kwartalne. Dla nich komunikat NOAA o prawdopodobieństwie El Niño to odpowiednik raportu wynikowego. Kiedy Wy czytacie o suszy w gazecie, oni mają pozycje zajęte od miesięcy. To jest dokładnie ten rynek, na którym informacja wyprzedzająca jest wszystkim.
Osobnym kanałem jest jeszcze rybołówstwo. W normalnych warunkach zimne, bogate w składniki odżywcze wody wypływają na powierzchnię u wybrzeży Peru i Ekwadoru, tworząc jedno z najzasobniejszych łowisk na świecie. Podczas El Niño ciepła woda blokuje ten proces. Spada liczba fitoplanktonu, a ryby, przede wszystkim sardele, kluczowy surowiec dla przemysłu paszowego, schodzą głębiej lub migrują w inne rejony. Spadają połowy, co uderza nie tylko w lokalne gospodarki, ale też w globalne łańcuchy dostaw pasz i nawozów rybnych, co dodatkowo podbija ceny.
To łańcuch, którego mało kto jest świadomy. Peruwiańska sardela to główny surowiec do produkcji mączki rybnej, a mączka rybna to podstawa pasz w hodowli drobiu, trzody i ryb hodowlanych na całym świecie. Powiązanie? Ciepła woda u wybrzeży Peru to mniej sardeli, to droższa mączka rybna, to droższa pasza, to droższy kurczak i schabowy również w polskim sklepie. Od ryby, której nigdy nie zjecie, do mięsa, które jecie codziennie. Tak wygląda globalizacja łańcuchów dostaw w praktyce.
El Niño wprost więc potrafi wpływać na gospodarkę i podbijać inflację żywności, ale ma też więcej kanałów wpływu na makroekonomię. Po pierwsze energetyka.
El Niño uderza w sektor energetyczny z dwóch stron. Z jednej, susze obniżają poziom wód w rzekach i zbiornikach, co zmniejsza produkcję hydroelektrowni. To istotny problem w krajach, które mocno polegają na energetyce wodnej, takich jak Brazylia, Kolumbia czy Norwegia. Z drugiej strony, wyższe temperatury zwiększają zapotrzebowanie na klimatyzację, co obciąża sieci energetyczne. Połączenie mniejszej podaży i większego popytu podnosi ceny energii i zwiększa ryzyko blackoutów.
Po drugie transport i logistyka. Kanał Panamski, jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych na świecie, łączący Atlantyk z Pacyfikiem, działa dzięki jeziorom zasilanym opadami deszczu. Podczas suszy poziom wody spada, a zarządcy kanału ograniczają liczbę i rozmiar przepływających statków. Widzieliśmy to wyraźnie w latach 2023–2024, kiedy czas oczekiwania na przeprawę wydłużył się do kilkunastu dni, a koszty frachtu wzrosły.
Na wykresie widać, jak w grudniu 2023 i na początku roku 2024 spadł wolumen transportu w Kanale Panamskim. Tak, to bezpośrednio pochodna El Niño.
Kanał Panamski, energia i logistyka jako kanały wpływu na makroekonomię
Podobne problemy dotyczą transportu rzecznego. Ren w Europie, Amazonka w Brazylii, wszędzie tam, gdzie susza obniża stany wód, łańcuchy dostaw zaczynają się dławić i rosną ceny transportu morskiego.
Trzeci kanał to ubezpieczenia i koszty odbudowy. Katastrofy naturalne związane z El Niño, powodzie w jednych regionach, pożary w innych, generują ogromne straty ubezpieczeniowe. Firmy ubezpieczeniowe wypłacają miliardy dolarów odszkodowań, a potem podnoszą składki, co zwiększa koszty prowadzenia działalności gospodarczej i koszty życia w najbardziej narażonych regionach.
Wszystkie te czynniki wzmacniają się razem. Przy El Niño w małej skali nie ma to większego znaczenia. Przy tych ekstremalnych ma spore.
Naukowcy z Dartmouth College przeanalizowali pięcioletnie skutki gospodarcze historycznych epizodów El Niño i oszacowali, że samo zjawisko z lat 1997–1998 doprowadziło do utraty 5,7 biliona dolarów w globalnym PKB. Straty nie kończą się wraz z normalizacją temperatury Pacyfiku. Zniszczona infrastruktura, utracone zbiory i przerwane łańcuchy dostaw odciskają piętno na gospodarkach przez lata.
Strata 5,7 biliona dolarów odpowiadała około 3,3% światowego PKB z analizowanego okresu, czyli lat 1999–2003. W przeliczeniu na tempo wzrostu daje to mechanicznie około 0,6 pkt proc. niższej dynamiki globalnego PKB rocznie przez pięć lat. Efekt był taki, że globalne PKB rosło przez 5 lat wolniej o 0,6 punktu procentowego.
Jednocześnie chciałbym wyrazić się jasno. Nie wierzę tu i nie mam w planie straszyć was falą inflacji, która przypomni 2022 rok, i nie wierzę w żaden wielki kryzys gospodarczy wywołany przez El Niño.
El Niño może podbić inflację i być może opóźnić obniżki stóp procentowych, a w niektórych regionach doprowadzić do obniżenia dynamiki PKB. W końcu EBC już bardzo sugerował podwyżki stóp nawet w czerwcu 2026. Inflacja z El Niño to przede wszystkim klasyczny szok podażowy, a nie popytowy. W 2022 roku mieliśmy kumulację wszystkiego naraz: zerwane łańcuchy dostaw, wzrost ilości pieniądza, odroczony popyt po pandemii i szok energetyczny. Dziś brakuje całej popytowej części równania. Konsumenci nie siedzą na górach oszczędności z lockdownów, a rządy nie rozdają pieniędzy.
Nie ma też paliwa do spirali cenowo-płacowej. Rynek pracy się znormalizował, firmy nie biją się o pracowników jak w okresie postpandemicznym, a AI i nowe technologie są co do zasady deflacyjne. Banki centralne doskonale to wiedzą i dlatego przez czyste szoki podażowe zwykle patrzą z przymrużeniem oka i nie podnoszą stóp z powodu drogiego kakao, co najwyżej wstrzymują obniżki na jakiś czas.
El Niño jako game-changer dla rynku surowców rolnych
El Niño to game-changer dla jednego, konkretnego segmentu rynku: surowców rolnych. I tu leżą realne pieniądze do zrobienia. Zacznijmy od najważniejszej zasady, bez której cała reszta nie ma sensu. Rynki towarowe nie czekają, aż El Niño faktycznie zniszczy zbiory. Wyceniane są prognozy, a ceny zaczynają reagować, gdy NOAA podnosi prawdopodobieństwa. Kto czeka na nagłówek „Super El Niño potwierdzone, zbiory zniszczone”, to raczej może się w to nie bawić. Które surowce historycznie reagowały na silne El Niño wzrostem?
Kakao, bo produkcja skoncentrowana jest w Afryce Zachodniej, gdzie El Niño pośrednio przekłada się na suchsze warunki. Najświeższy przykład macie z lat 2023–2025, kiedy kakao poszło z okolic 2–3 tysięcy dolarów za tonę do ponad 10 tysięcy na szczycie. El Niño nie było jedynym winowajcą. Doszły wtedy choroby upraw i lata niedoinwestowania plantacji, ale było zapalnikiem.
Kawa robusta, bo Wietnam i Indonezja to serce produkcji, oba kraje w strefie suszy przy El Niño. Robusta historycznie reaguje mocniej niż arabica, której główne zagłębie, Brazylia, dostaje przy El Niño więcej deszczu, co bywa dla niej wręcz korzystne. To ważny niuans. Kawa to nie jeden rynek.
Cukier, bo Indie i Tajlandia przy słabym monsunie tną produkcję, a Indie w takich latach potrafią wprowadzać ograniczenia eksportu, co podbija ceny globalne podwójnie. Raz przez podaż, dwa przez politykę.
Olej palmowy, bo Indonezja i Malezja to ponad 80% światowej produkcji, obie w samym epicentrum suszy. Mechanizm niemal ten sam co wcześniej.
Ryż, bo tu dochodzi czynnik polityczny. Przy słabych zbiorach kraje azjatyckie historycznie wprowadzają zakazy eksportu, żeby chronić własne rynki, co wywołuje panikę zakupową u importerów.
El Niño nie jest jednak jednoznacznie bycze dla wszystkich surowców rolnych. Dla niektórych jest wręcz niedźwiedzie. Na przykład amerykański pas kukurydziany dostaje przy El Niño zwykle więcej opadów, co oznacza lepsze tam plony kukurydzy i soi. Jeśli grać tę tezę, to selektywnie, na surowcach z azjatycko-pacyficznej strefy rażenia, a nie hurtowo na wszystkim, co rośnie z ziemi.
Jak inwestorzy mogą rozgrywać El Niño na rynku
Jak więc „grać” takie rzeczy? Najprościej przez ETC na pojedyncze surowce: kawę, cukier, kakao. Czysta ekspozycja na cenę, dostępna w wielu miejscach. Poziom bardziej zaawansowany: kontrakty futures albo CFD, dla zaawansowanych, z pełną świadomością tego, jak działa taki instrument. Poziom trzeci to indywidualne spółki. Paradoksalnie chyba najtrudniejszy.
Beneficjenci to np. producenci nawozów, bo kiedy ceny plonów rosną, rolnicy walczą o każdą tonę z hektara i nie oszczędzają na nawozach, co historycznie wspierało wyniki takich spółek jak Nutrien, Mosaic czy CF Industries. Globalni traderzy rolni jak Archer Daniels Midland czy Bunge zarabiają na zmienności, arbitrażu geograficznym i marżach handlowych, a chaos podażowy to dla nich żniwa.
Przegrani to np. producenci czekolady i słodyczy, dla których kakao i cukier to główny koszt. Zobaczcie zresztą, co działo się z marżami i kursami spółek czekoladowych podczas hossy na kakao 2023–2025. Czasem po głowie mogą też dostać ubezpieczyciele.
Surowce rolne to jednak jedna z najtrudniejszych klas aktywów dla inwestora detalicznego. Pogoda jest z definicji nieprzewidywalna, a 67% prawdopodobieństwa silnego El Niño oznacza też 33% szans na to, że go nie będzie. Wtedy ceny, które wbudowały prognozę, oddają wszystko z nawiązką bardzo szybko. To jest gra na mały, satelitarny kawałek portfela, dla świadomych, z określonym z góry poziomem wyjścia. Tylko tyle.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk








