Futures (kontrakty terminowe)

Futures to wystandaryzowany, giełdowy zakład między dwiema stronami o przyszłą cenę danego aktywa, akcji, indeksu, waluty czy surowca. Kupujący, czyli long, zobowiązuje się je kupić, sprzedający, czyli short, zobowiązuje się je sprzedać, po cenie ustalonej dziś, w konkretnym dniu wygaśnięcia.

Futures nie są droższe ani tańsze od akcji. Są po prostu szybsze, w zysku i w stracie.

Zakład o sumie zerowej, nie zwykła transakcja

Sprzedając akcje, sprzedawca niekoniecznie obstawia spadek, równie dobrze mógł po prostu realizować zysk i sprzedaż nie generuje dla niego żadnej dalszej zależności od losów tej spółki. W futures jest inaczej. To zawsze zakład dwóch stron przeciwnych sobie, twój zysk to dokładnie czyjaś strata, co do złotówki.

Rozliczenie nie czeka też do dnia wygaśnięcia. Każdego dnia system dopisuje albo odpisuje z twojego depozytu różnicę wynikającą ze zmiany ceny kontraktu, tak zwane marking to market. To rozwiązanie istnieje właśnie po to, żeby żadna ze stron nie zdążyła przez miesiące narosłego zobowiązania, którego nie byłaby w stanie oddać, gdyby rynek poszedł mocno w jedną stronę. Rosnąca cena dopisuje gotówkę stronie long i zabiera ją stronie short, spadająca robi dokładnie odwrotnie, i tak codziennie, aż do wygaśnięcia albo zamknięcia pozycji.

Skąd bierze się cała dźwignia: depozyt i mnożnik

Żeby otworzyć kontrakt, nie płacisz pełnej wartości aktywa bazowego, tylko depozyt zabezpieczający, ułamek procentowy tej wartości ustalany przez dom maklerski, zależny od zmienności instrumentu. Przy kontrakcie na PZU z depozytem na poziomie 7,5% i wartości kontraktu rzędu 6277 złotych, blokujesz na rachunku niecałe 470 złotych, a mimo to zyskujesz i tracisz tak, jakbyś trzymał całą pozycję wartą 6277 złotych.

Dokłada się do tego mnożnik, czyli liczba jednostek aktywa bazowego przypadająca na jeden kontrakt, 20 dla WIG20, 10 dla mWIG40, 1000 dla walut, a przy akcjach różnie, od 1 do 1000, zależnie od ceny samej akcji. Ta kombinacja, niewielki depozyt przy pełnej ekspozycji, sprawia, że ta sama nominalna złotówka zysku daje kilkanaście razy wyższą stopę zwrotu niż przy zwykłym kupnie akcji, i dokładnie tyle samo razy wyższą stratę w drugą stronę.

Pułapki, na które trzeba uważać

  1. Dźwignia działa w obie strony. Ten sam mechanizm, który mnoży zysk, potrafi wyzerować depozyt w jeden dzień gwałtownego ruchu.
  2. Rolowanie kosztuje więcej niż samą prowizję. Kontrakty wygasają w trzeci piątek marca, czerwca, września i grudnia, seria oznaczana literami HMUZ, a każda kolejna seria zwykle notowana jest z premią ponad tę wygasającą. Zamykasz jedną pozycję i otwierasz drugą po gorszej cenie, i realnie da się to zrobić dopiero w tygodniu wygasania, bo wcześniej płynność na dalszych seriach bywa fatalna.
  3. Płynność na kontraktach akcyjnych bywa fatalna. Kontrakty na indeksy i waluty są płynne, ale spora część kontraktów na pojedyncze spółki, nawet z WIG20, ma szerokie spready. Zlecenia typu PKC, czyli po każdej cenie, na takich instrumentach to prosta droga do oddania pieniędzy animatorowi.
  4. Futures to nie akcje trzymane bezterminowo. Mają datę wygaśnięcia i codzienne rozliczenie, a dywidenda z akcji bazowej nigdy nie trafia na twój rachunek na kontrakcie, mimo że wpływa na wycenę samego kontraktu.

W skrócie

Futures to wystandaryzowany, giełdowy zakład o przyszłą cenę aktywa, rozliczany codziennie i zabezpieczony jedynie ułamkiem jego wartości dzięki depozytowi i mnożnikowi. Ta sama dźwignia, która pozwala zyskać kilkanaście procent na niewielkim depozycie, potrafi równie szybko go wyzerować, a utrzymanie pozycji dłużej niż do najbliższego wygaśnięcia wymaga rolowania, które kosztuje więcej niż sama prowizja.

„Mały depozyt daje dużą ekspozycję. To samo zdanie tłumaczy zarówno urok, jak i niebezpieczeństwo kontraktów terminowych."
- - DNA Rynków

Powiązane hasła.

Powiązane artykuły.