W funduszu siedzi leń, nic nie robi cały... - DNA Rynków

W funduszu siedzi leń, nic nie robi cały…

Lenistwo jest jedną z wad, na którą każdy chciałby zapanować. „Chciałbym, aby mi się chciało tak jak mi się nie chce” – każdy kiedyś tak pomyślał siadając do pracy, projektu lub zadania. Zdajemy sobie sprawę, że szczególnie w kwestiach zdrowotnych lenistwo ma zgubne skutki, jednak okazuje się, że lenistwo w zarządzaniu aktywami może być kosztowne dla funduszy.

Zacznijmy od anegdoty. Załóżmy, że wymarzyłeś sobie swój portret. Szukasz artysty-malarza i znajdujesz takiego, który opowiada Ci jak wiele pracy poświęci na odwzorowanie Twojej osoby na płótnie. Rozumiesz, że czeka go ciężka praca, więc decydujesz się dużo za nią zapłacić z góry. Po kilku miesiącach przychodzi do Ciebie obraz, na którym bez wątpienia jest człowiek tylko dość… uniwersalny. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Otrzymana ilustracja pasowałaby w sumie do każdego białego mężczyzny w okolicy 40-tki, który ma włosy. Czy uważasz, że artysta powinien oddać Ci większość Twojej opłaty? Financial Conduct Authority, czyli taki angielski odpowiednik KNF, uważa, że jak najbardziej.

W ETF-ie siedzi leń…

Niektóre produkty inwestycyjne wręcz stworzone dla leniuchów. Dla bezpiecznych leniuchów będą to lokaty bankowe, dla agresywnych leniuchów ETFy naśladujące indeksy. Taki świeżo uruchomiony BetaETF na WIG20TR jest instrumentem, który dla większości będzie inwestycją „kup i trzymaj”. Lenistwo (i wygoda) w czystej postaci. Swoją drogą już niedługo będzie miał on młodszego brata bliźniaka, bo BetaSecurities ogłosiło, że już w sierpniu pojawi się fundusz ETF na indeks mWIG40TR.

W tych przypadkach lenistwo zarządzającego jest jak najbardziej uzasadnione, a wręcz wskazane. Fundusz ma dostarczać stopę zwrotu benchmarku pomniejszoną o opłatę za zarządzanie. Tylko i aż tyle. Sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie w funduszach postrzeganych za aktywne, czyli tych które mają swój benchmark, ale ich główną przewagą ma być wiedza zespołu zarządzającego. W funduszach autorskich to może być jedna osoba, a w dużych korporacjach – cały zespół. Ich działania mają sprawić, że fundusz będzie zarabiał więcej, a dzięki temu klient liczył większe zyski. To ma uzasadniać pobieranie wyższej opłaty za zarządzanie, która jest zyskiem funduszu. W teorii ma sens, jednak badania i historia pokazują, że osiągnięcie przez fundusz stopy zwrotu ponad jego poprawny benchmark w dłuższym terminie udaje się nielicznym (5-10% funduszy). Dodatkowo dość często fundusze po okresie świetnych wyników potem notują serię gorszych lat. Z końcem 2017 roku zakończył się nawet tzw. „zakład dekady”, w którym Warren Buffet założył się z Tedem Seidesem (jako jedyny zdecydował się go przyjąć), partnerem w funduszu Protege Partners, o to czy fundusze inwestycyjne są w stanie ‘pokonać’ rynek. Buffet postawił, że wskazane przez oponenta 5 aktywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych nie będzie w stanie przebić rynku, dla którego inwestycyjnym benchmarkiem będzie fundusz ETF – Vanguard S&P Fund, odwzorowujący zachowanie indeksu S&P500. Jak się pewnie domyślasz po tym tekście Buffet po 10 latach zakład wygrał. I zrobił to z ogromną przewagą.

Zbyt aktywnie źle, ale zbyt pasywnie jeszcze gorzej

Aby móc się wyróżnić w swojej grupie, fundusze, a de facto zarządzający, mają dwie strategie. Pierwszą jest hiper-aktywność, czyli łapanie każdej okazji. W zakresie tej aktywności znajdzie się także inwestowanie na rynku pozagiełdowym po to, aby szybko zaksięgować zysk z giełdowej wyceny. Pod koniec czerwca KNF uznał takie działanie za zbyt agresywnej podejście i ukarał fundusze ALTUS kwotą 1,2 mln złotych.

Ciekawsza jest jednak druga strategia funduszy, którą można określić jako „jak najmniej ryzyka, bo to utrzyma nas w środku stawki”. Oczywistą konsekwencją jest to, że taki fundusz, ani zarządzający, nie ma szans na podium i splendor. Jednak z tego samego powodu nie będzie on niemal nigdy na dole stawki! A to już jest konkretna przewaga sprzedażowa – „Nie walczymy o podium, bo Ci którzy o nie walczą, potem walczą o przetrwanie”. Jednak to co ma sens dla funduszu w tym przypadku NIE ma sensu dla uczestników. Oznacza bowiem, że fundusz mógł się przykleić do benchmarku i nie podejmuje aktywnych działań dla osiągnięcia wyższej stopy zwrotu, a jednocześnie pobiera opłatę jakby był aktywny.

Lenistwo warte 34 mln funtów

I tu największa niespodzianka. Okazuje się, że są regulatorzy karający fundusze za zbytnią pasywność. Konkretnie za fakt, że oficjalnie są promowane i przedstawiane jako fundusze aktywne, a w praktyce ich działania to spokojnie odwzorowanie benchmarku.

Pierwszy przypadek ukarania funduszy inwestycyjnych za bierność w inwestowaniu miał miejsce w Wielkiej Brytanii przez Financial Conduct Authority.

FCA po przebadaniu transakcji wybranych funduszy doszło do wniosku, że były one realizowane w ramach strategii odwzorowania benchmarku. Odwzorowanie rynku samo w sobie nie jest oczywiście niczym złym, jednak pobieranie opłaty za „aktywne zarządzanie” w sytuacji odzwierciedlenia rynku jest już naciąganiem klientów. Jak się okazuje nie tak bezkarnym jak można byłoby się spodziewać.

Taka decyzja FCA intryguje, bo ciekawe jakie efekty przyniosłoby podobne badanie transakcji wśród polskich funduszy akcji i obligacji? Dotychczasowy bezpieczny 2-3 kwartyl w wynikach do grupy porównawczej stałby się zdecydowanie bardziej ryzykowny. Może czas podsunąć KNF taki pomysł? 😉

Do zarobienia!
Paweł Cymcyk



Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autor

Paweł CymcykNazywam się Paweł Cymcyk. Finansami zajmuję się od 2007 roku. Pomogę Ci zrozumieć wszystko co w giełdach i gospodarkach jest najważniejsze dla Twoich pieniędzy. Dowiedz się o mnie więcej...
Slider
Slider

Ankieta

Historię jakiej waluty chcesz poznać w kolejnym odcinku "Krótko mówiąc..."?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy

Array ( [0] => 94 )

Współczesna kolonizacja - jak i po co Chiny kupują Afrykę?


Złoty interes, czyli co mogą przeczuwać banki centralne?


Dlaczego Michael Burry nie ma racji?


Kiełbasa WIGborcza, czyli jak wybory wpływają na giełdę cz.2


Slider
Slider

Polecane wpisy

Współczesna kolonizacja - jak i po co Chiny kupują Afrykę?


Złoty interes, czyli co mogą przeczuwać banki centralne?


Dlaczego Michael Burry nie ma racji?


Kiełbasa WIGborcza, czyli jak wybory wpływają na giełdę cz.2


Kiełbasa WIGborcza, czyli jak wybory wpływają na giełdę cz.1


Innowacja – modne słowo czy wróg u bram sektora bankowego?