Wstęp
W lipcu pisałem Wam, że raport TSMC był solidny, choć nie bez rysy, i dałem mu 3/5. Tym razem spółka pokazała najlepszy kwartał w swojej historii, podniosła prognozę na cały rok do 44% wzrostu i dała na czwarty kwartał widełki o 7% wyższe od konsensusu. A kurs mimo to był pod mocną presją.
Trudno było o gorszy moment na raport. Wyniki wylądowały w czwartek, w samym środku tygodnia, który w niedzielnym komentarzu opisałem jako jeden z najbrzydszych dla całej infrastruktury AI od początku tej hossy. W środę półprzewodniki straciły 4,5% po wyższej od oczekiwań inflacji i pierwszych przeciekach z Anthropic, w czwartek doszły doniesienia Financial Times o jego wynikach, a piątek wyglądał już jak kapitulacja. Mało kto w ogóle zauważył, że TSMC cokolwiek pokazało. W tamtym tekście wyników celowo nie omawiałem. Robię to teraz, bo jest co omawiać.
Przejdziemy przez wynik wobec oczekiwań, rozbicie wzrostu na sztuki i cenę, marżę, capex, konferencję i prognozę, a potem rozliczę to, co pisałem Wam w lipcu i w kwietniu. Całość sprowadza się do jednego pytania. Czy w tym raporcie jest cokolwiek, co uzasadnia 15% przeceny, czy TSMC po prostu oberwało za cudze grzechy?








